San Marino 0-3 Polska

19.05.1993, Serravalle

Relacja Wisły Kraków

Na ten mecz z San Marino wybrało się nas 84 osoby. Jeden autokar i mercedes z 24 miejscami. Wyruszyliśmy z pod hali Wisły w poniedziałek o 8:00. Każdy miał po 2, 3 butelki wódki. Przygotowani byliśmy na zrobienie Heysel w San Marino, ponieważ Cracovia wybierała się 1 autobusem, a chcieliśmy im odpłacić za Rotterdam. Wisły było 7 osób, a na nas rzuciły się żydki – Cracovia – około 30 osób. Gdyby nie Śląsk i Lechia, to by nas zaj*bali. Przez to musieliśmy się wycofać w inny sektor i rozwiesić flagę TS WISŁA. Około jedenastej przekroczyliśmy granicę, każdy miał już dobrze w czubie. W Żylinie mieliśmy mieć większy postój – 1 godzina. Było gdzieś około 13:00. Wszyscy z autokaru wysypaliśmy się z okrzykiem: Polska, Polska, Polska! Wszyscy się chowali po bramach. Poszliśmy w grupie na rynek po wódę i piwo, które na Słowacji jest dwa razy tańsze. Ruszyliśmy w sześć osób do restauracji, a tam widząc, co się dzieje zamknęli restaurację, a my wkurzeni zaczęliśmy na tarasie rozwalać krzesła i przewracać stoły. Cała obsługa tej knajpy zbladła i pouciekała do lokalu. Widząc to postanowiliśmy się wycofać na rynek, a tam kumple napi*rdalają się z Pepikami. Po godzinie wracamy pod autokar i okazuje się, że nie pojedziemy dalej, bo ktoś rozwalił taras przed restauracją. A my cisza, nie przyznajemy się – jest 10 do 15 policjantów przed autokarem, a tu przyjeżdża ten gość z restauracji w asyście policjantów i pokazuje miedzy innymi na mnie. Mnie policjanci pod ręce i do skody policyjnej, ale kumple zaczęli dymić i mnie puścili. Ale rozstaliśmy się z dwoma kumplami, których zawinęli na rynku i wydalili ich ze Słowacji. Z godziny zrobiło się 3 godziny. Szczęśliwie puścili nas dalej. Byliśmy zaopatrzeni w wódkę i piwo aż do San Marino, bo tam droga. W Rimini, to jest koło San Marino byliśmy we wtorek ok. 16:00. Wszyscy wylegliśmy z dopingiem i zatrzymaliśmy się w hotelach przy samym Adriatyku. Z piętnastoma osobami byliśmy w jednym hotelu. Wszyscy okupowali bary, gdzie piliśmy piwo, wódkę i wino, bo tanio. Wszyscy byli pijani. Dowlokłem się z kumplem do hotelu a tu hotel rozwalony, szyby powybijane. Właściciel hotelu pozbierał paszporty tym, którzy wykupili noclegi. Wyrzucił nas – poszliśmy spać nad Adriatyk. Było O.K. Rano oddał nam paszporty, ale kazał zapłacić za szkody. Szczęśliwie opuściliśmy Rimini. W San Marino byliśmy o 11:00 – byliśmy jako pierwsi. Tu się dołączył do nas Mercedes z 24 osobami, z kibolami Wisły. Byliśmy pod stadionem, a mecz był o 19:00. Dozbroiliśmy się w pałki, bo akurat była budowa przy stadionie. Mieliśmy taki plan – jak Cracovia będzie wysiadać to my w autokar kamieniami i będziemy pod drzwiami od autokaru stać i kasować po kolei. Była gdzieś 15:00, a Cracovii jeszcze nie było. Po chwili wtaczają się dwa autokary – myśleliśmy że to Pasy. Ruszyliśmy na nich, a tu Śląsk! To my z hasłem: WISŁA WITA WROCŁAW, a Śląsk: WROCŁAW WITA WISŁĘ. Jest do meczu jakieś 2, 3 godziny. Czekamy i pijemy ze Śląskiem, jest O.K. A z Cracovii nikt. Nie przyjechali, ponieważ na granicy słowacko-austriackiej wydzierali się, kpili z celników itp. Mieli szczęście – gdyby nie to, byśmy ich rozwalili, że nawet nie wracaliby do kraju autokarem. Przyjechało jeszcze paru palantów z Legii 5-6 osób, dwie wycieczki i 10 osób z Lecha. W sumie 250 osób. Był doping przez cały mecz. ŚLĄSK – WISEŁKA – LECHIA GDAŃSK. Takie wyjazdy na pewno się powtórzą. Po meczu Śląsk pojechał do Rimo, chcieli żebyśmy z nimi jechali, ale musieliśmy wracać.

Sivy

Źródło: zin POLISH HOOL’S 1997 nr 0 (Piekary Śląskie)