Sandecja Nowy Sącz 1-0 GKS Katowice

31.10.2014, piątek 18:00 – widzów 1500

Relacja GieKSiarza

Wyjazd na Sandecję to nasz najbliższy wypad w tym sezonie. Kiedyś w pierwszej lidze było więcej klubów z okolicy, ale teraz zostały tylko Tychy ze stadionem w remoncie i zastępczym obiektem w Jaworznie (bez możliwości przyjmowania kibiców gości). Cała reszta klubów leży daleko lub bardzo daleko i ten sezon będzie dla nas rekordowy pod względem przejechanych kilometrów.

Tradycyjnie, jak to w Nowym Sączu, mieliśmy kilka problemów z miejscowym klubem. Najpierw nie chcieli wysłać nam biletów (problemy z systemem, który żąda danych osobowych), a już pod samym stadionem nie zaczęli wpuszczać kibiców dopóki nie dostali pieniędzy za wejściówki (mimo, że uchwała Polskiego Związku Piłki Nożnej pozwala rozliczać się nawet tydzień po spotkaniu). Wpuszczanie na obiekt odbywało się przez jedną furtkę i na jedną listę. Na szczęście, po interwencji delegata meczowego, dołożono kolejne dwie i wtedy poszło to dość sprawnie.

W Nowym Sączu pojawiło się nas dokładnie 216 osób (komplet) plus kilku zakazowiczów pod stadionem. W tej liczbie był 32 fanów JKS Jarosław, 12 Górnika Zabrze i 2 Banika Ostrava. Na płocie powiesiliśmy flagi – Małopolska GieKSa, SK 1964, GieKSa on Tour, Ultras GieKSa i Świrlandia. Prowadziliśmy ciągły i głośny doping. Miejscowych na obiekcie mało, z młynem na przeciw sektora gości. Zaprezentowali oprawę „AMBICJA PCHA NAS DO PRZODU”. Na meczu nie zabrakło uprzejmości z obu stron, ale po meczu Sączersi zostali zgaszeni naszym “gdzie wy jeździcie Sandecja, gdzie wy jeździcie?”, a następnie ” mniej niż zero” co świetnie podsumowuje jaką ekipą kibicowską był nasz dzisiejszy rywal. Swoją drogą to chyba nie przypadek, że zgodę mają z królami wyjazdów z Tych. Po spotkaniu piłkarze podziękowali nam za doping, a my zaśpiewaliśmy im – “z Tychami tylko zwycięstwo”.

Podróż spokojna i sprawna. Z wyjazdu na pewno zapamiętamy wszechobecny mróz i nic więcej.

Giszowiec  zameldował się w 6 osób.

Relacja Sandecji

Na meczu z GKS-em Katowice nas w młynie w szczytowym momencie około 450 osób. Z nami 28 osób Czarni Jasło, 5 Cracovia Kraków i 4 GKS Tychy. Prezentujemy starannie wykonaną oprawę, składającą się z transu na płot i trzech sektorówek. Goście wykorzystali komplet biletów (216), oprócz flag GKS wisiała też flaga JKS Jarosław. Dobry doping z obu stron, trochę wzajemnych „pozdrowień”.

Relacja GieKSy

Zapisy na ten wyjazd właściwie się nie zaczęły i już się skończyły. Zważywszy na fakt, że Sandecja przyjmuje 216 kibiców gości do klatki, oraz zapowiedź wsparcia przez kibiców JKS-u, nikogo pełna klatka nie mogła zdziwić. Ostatecznie po szybkiej podróży meldujemy się pod stadionem na niecałą godzinę przed meczem, z nami 32 osoby z JKS-u, 12 z Górnika (większość prosto z Okocimski-ROW) i 2 z Banika. Wieszamy flagi: SK1964, Małopolska GieKSa, GieKSa On Tour, UG’03 oraz Świrlandię chłopaków z JKS-u. Na stadionie wiało nudą, do tego babka z cateringu zniknęła po sprzedaniu 10 wusztów, a do obdzielenia mieliśmy sporą delegację zgód. Po szybkiej zrzutce postanowiliśmy zamówić im 20 pizz, jednak żadna z popularnych sieciówek nie podjęła się tego zadania. W debiucie nowego trenera, jak to przeważnie w Sączu bywało, przegrywamy 1-0. Co ciekawe 3 razy dane nam było oficjalnie zasiąść na trybunach i 3 razy skończyło się 1-0 w ryj. Po meczu lekka wymiana uprzejmości i można zawijać się do domu z mroźnego Nowego Sącza. Na powrocie nagrywamy jeszcze zapowiedź meczu z tyskimi u siebie i dosyć szybko meldujemy się w domach po tym spokojnym wyjeździe.

Źródło: TMK

FILM: 31.10.2014 Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice BRAMKA

Relacja sportowa

Bramki: Bartków (71)
Sandecja: Radliński – Makuch, Szufryn, Szarek, Słaby, Bębenek (87. Szczepański), Bartków (78. Niane), Grzeszczyk, Frańczak, Urban (56. Nather), Traore.
GKS: Bucek – Czerwiński, Kamiński, Pielorz, Pietrzak – Goncerz, Cholerzyński, Wieczorek (46. Bętkowski), Bodziony (75. Januszkiewicz), Wołkowicz (87. Ceglarz) – Kujawa.
Ż.kartki: Słaby, Makuch – Kamiński, Bodziony
Sędzia: Mateusz Złotnicki

Kibice GKS Katowice ze sporymi nadziejami jechali do Nowego Sącza. Nowy trener to nowe nadzieje, dlatego też zdania o „nowej miotle” mogliśmy używać jako argumenty przemawiające na naszą korzyść. Mogliśmy też wierzyć, że piłkarze GKS przy nowym szkoleniowcu będą chcieli się zaprezentować z jak najlepszej strony.

W składzie dość niespodziewanie od pierwszej minuty zagrał Jarosław Wieczorek. Ponadto jednak większych zaskoczeń nie było. W ostatnich meczach nieco lepiej prezentował się Rafał Kujawa i zawodnik ten wybiegł w pierwszej jedenastce. Nie było natomiast kontuzjowanego Przemysława Pitrego.

Tak naprawdę to co najciekawsze wydarzyło się w pierwszych kilkunastu minutach. To jednak gospodarze byli bliżsi strzelenia bramki. Przede wszystkim groźne były stałe fragmenty gry – po jednym z nich gospodarze trafili w słupek, w innych sytuacjach było zamieszanie pod bramką Antonina Bucka. Dużo szczęścia na początku meczu miał Mateusz Kamiński, który mógł wylecieć z boiska za faul taktyczny. Najlepszą sytuację w tej fazie meczu katowiczanie mieli po akcji Rafała Pietrzaka lewą stroną, gdy gospodarze nieomal wbili sobie piłkę do własnej bramki. Potem na boisku było raczej nudno, a GieKSa nie potrafiła stworzyć sobie dogodnej okazji. Sandecja co jakiś czas miała okazję, jak np. Traore, ale czujny był Bucek.

Od początku drugiej połowy wyglądało to już nieco lepiej. GKS zaczął grać pressingiem i przejął inicjatywę. Katowiczanie raz po raz atakowali lewą stroną. Spory udział w grze ofensywnej naszego zespołu miał wprowadzony za Wieczorka w drugiej połowie Kamil Bętkowski. Bardzo groźnych sytuacji jednak nadal nie było. Najbliżej był Kujawa, który wyprowadzony sam na sam strzelił obok słupka. Bardzo dobrą okazję miał też Krzysztof Bodziony, który po dośrodkowaniu z lewej strony uderzył z woleja w światło bramki, ale futbolówka została wybita na róg. Gospodarze co jakiś czas próbowali skonstruować akcję, ale też nie mieli stuprocentowych okazji. Dopiero w 71. minucie po rzucie wolnym takową sobie stworzyli. Dośrodkowanie z rzutu wolnego w pole karne, zamieszanie pod bramką Bucka i w końcu strzał do jego bramki. Do końca meczu pozostawało 20 minut, na boisko został wprowadzony Aleksander Januszkiewicz, który zaliczył niemal od razu jedną świetną akcję skrzydłem, ale dośrodkowanie okazało się nieudane. GKS nie miał pomysłu na skonstruowanie akcji ofensywnej, było sporo chaosu. Widać też było, że zawodnicy są już mocno zmęczeni. Najlepszą okazję na wyrównanie miał Grzegorz Goncerz, który w doliczonym czasie gry dostał dośrodkowanie i uderzył głową prosto w bramkarza rywali, choć tak po prawdzie mógł sobie tę piłkę przyjąć, bo gospodarze łapali zawodnika na spalonego.

GKS przegrał z Sandecją, choć tak naprawdę chyba bardziej sprawiedliwy byłby remis. Gra momentami była dość optymistyczna, ale z dużymi rezerwami. Były też słabe momenty i nad nimi musi popracować trener Skowronek. Nowy Sącz znów okazał się nieszczęśliwy dla GKS – znów mogąc wygrać spotkanie, nasza drużyna przegrała. Jak to powiedział trener Skowronek – w sposób „frajerski”. Na razie nie oceniamy tego w taki sposób, ale warto by było jednak takich spotkań nie przegrywać.

Źródło: Gieksa.pl