Sandecja Nowy Sącz 4-0 GKS Katowice

09.04.2016, sobota 16:00 – widzów 1476

Relacja GieKSiarza (Giszowiec)

Nowy Sącz to od kilku lat dobrze znany nam rywal, mimo to nikt nie zamierzał odpuszczać tego wyjazdu. Niestety nowosądecki klub przyznał nam kolejny raz tylko 216 biletów bez nadziei na dodatkową pulę, czy wpuszczenie dodatkowych fanów.

W drogę ruszamy transportem kołowym (autokary+auta) w eskorcie palanterii. Po drodze świetna zabawa i integracja. Na miejscu jesteśmy pół godziny przed pierwszym gwizdkiem. Główna grupa zostaje odcięta przez białe kaski przy sektorze gości, jednak fani podróżujący samochodami schodzą się w grupkach, swobodnie chodząc po mieście bez reakcji miejscowych. W sektorze gości meldujemy się w komplecie, plus kilkadziesiąt osób pod stadionem. Łącznie jest nas ok. 240 głów (GzG melduje się w 27 osób) i wszyscy jesteśmy ubrani w żółte koszulki. Na płocie wieszamy takie flagi jak: GieKSiarze, UG, GOT i GKS Katowice. Nasz doping tego dnia jest na średnim poziomie, mamy lepsze i gorsze momenty.

Sandecja na płocie wiesza 5 flag plus duży transparent dla kolegi „Kamilek trzymaj się”. Na początku spotkania zajebiście się prezentują ze strony wokalnej, jednak w miarę czasy było tylko gorzej, jednak dopingują cały mecz.

Nasi grajkowie nie wykorzystują karnego, co mści się później w drugą stronę. Gospodarze nie zmarnowali okazji i wykorzystali 11stkę. Nerwowa atmosfera na boisku udzieliła się piłkarzom i po faulu doszło do sporej szarpaniny. Sędzia sypał kartkami, a dla nas znalazł się nawet czerwony kartonik. Osłabienie trójkolorowych skutkowało w późniejszym czasie kolejnym karnym i kolejnymi straconymi bramkami.

Nie było szans na odrobienie strat i gdy fani „Pasów” pozdrawiali swoją tyską zgodę, my „pozdrawiamy” ich po swojemu. Poza standardowymi przyśpiewkami leci np. „tyski dzbanie zapomniałeś, jak ostatnio spierdalałeś”, „pizdy i cwele Sandecja i przyjaciele” oraz wiele innych. Fani GieKSy wytknęli również kibicom gospodarzy zera wyjazdowe. Festiwal nienawiści trwał na całego i już mało kogo obchodziło to co się działo na boisku. Po meczu w stronę piłkarzy leci „czy wygrywasz, czy nie…” oraz „z Olimpią tylko zwycięstwo”. Przetrzymują nas aż miejscowi rozejdą się do domów i możemy wychodzić. Jak się okazało nasz autokar ma pękniętą przednią szybę za sprawą niefortunnego hamowania w drodze na mecz. Kierowca się sztrabuje że nie pojedzie bez oświadczenia o szkodzie itd. jednak na nic się zdały jego fochy i po kilkunastu minutach ruszamy w drogę powrotną ze śpiewem na ustach.

Przed nami ostatni wyjazd za niecały miesiąc. Tym razem jedziemy do Olsztyna dlatego GzG MOBILIZACJA!!!

Relacja kibica GKSu

Wyjazdy w obecnej rundzie różni od poprzednich to, że w końcu regułą stały się żółte koszulki na każdym z nich, niezależnie od pogody i rangi meczu. To zmiana na plus. Na każdym dotychczasowym prowadzony był dobry doping, między innymi dzięki dobrym liczbom, ale to akurat w naszym przypadku normalna sprawa. Wyjazd do Nowego Sącza był kolejną okazją do podtrzymania dobrej dyspozycji wyjazdowej i wykorzystaliśmy ją całkowicie.

Stadion Sandecji nie jest specjalnie gościnny, przysługująca nam pula wyniosła 216 biletów i dokładnie tylu GieKSiarzy znalazło się w sobotę w sektorze gości. Kilkudziesięciu kibiców zostało pod stadionem. Szacunek dla nich, że mimo pewności co do tego, że nie zostaną wpuszczeni jednak pojechali za swoją drużyną. Jesteśmy zawsze tam! Tym razem nie wspierali nas zgodowicze, ponieważ ich drużyny rozgrywały mecze tego samego dnia.

Podróż minęła spokojnie i dość szybko, a po zjeździe z najdroższej – podobno – dwupasmowej autostrady w Europie mogliśmy za oknami autokarów i aut podziwiać naprawdę malownicze widoki. Góry, jeziora, lasy, zamki…

Od początku meczu piłkarze GieKSy ruszyli do ataku, a my ruszyliśmy z dopingiem. Znów najlepszą pozycją w naszym repertuarze okazała się pieśń „jeden jest tylko klub”. Apogeum dobrej zabawy przypadło mniej więcej w momencie, kiedy do strzału z rzutu karnego szykował się Goncerz. Od chwili, w której bramkarz Sandecji odbił piłkę, wszystko w grze naszego zespołu się posypało, ale dopingi trwał dalej, do samego końca spotkania, mimo niekorzystnego wyniku. Trochę animuszu dodała nam wymiana zdań z miejscowymi, chyba nieco zbyt długa jak na rywala tej rangi kibicowskiej. Po meczu piłkarze podziękowali nam za doping, a my im za walkę.

Osobny akapit obiecałem poświęcić miejscowej ekipie cateringowej. Tu powstaje jednak dylemat, bo co prawda w przerwie zabrakło na stoisku wszystkiego poza napojami i trzeba było czekać na jedzenie aż do drugiej połowy, jednak dziewczęta z obsługi były tak sympatyczne, że żal by było je obsmarowywać…

Wpuszczanie na sektor w Nowym Sączu odbywa się w jeden z najgorszych możliwych sposobów, jedną bram(k)ą przytrzymywaną przez ochroniarza, raz uchylaną, raz przymykaną. Ponadto pani policjantka stojąca na terenie stadionu wraz z ochroną nagrywała dowody osobiste, do czego nie miała prawa – WIĘCEJ TUTAJ

Podsumowując – za nami kolejny solidny wyjazd, z dobrą liczbą i nieustannym dopingiem. W tym sezonie czeka nas już tylko wycieczka do Olsztyna.

Źródło: GieKSa.pl

FILM: 09.04.2016 Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice DOPING

FILM: 09.04.2016 Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice BRAMKI

FILM: 09.04.2016 Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice SKRÓT

Relacja sportowa

Sandecja Nowy Sącz: Radliński – Szarek, Cseh, Szufryn, Słaby, Małkowski, Trochim (70. Kasprzak), Baran, Nather, Dudzic (79. Danek), Piszczek (46. Aleksander).

GKS Katowice: Kuchta – Czerwiński, Kamiński, Pielorz, Flis, Leimonas (66. Iwan), Duda, Bębenek (77. Zahorski), Wołkowicz (62. Szołtys), Frańczak, Goncerz.

W meczu 25. kolejki I ligi GKS Katowice przegrał w wyjazdowym spotkaniu 0:4 z Sandecją w Nowym Sączu.

W meczowej jedenastce na mecz z Sandecją Nowy Sącz zabrakło tym razem Olivera Praznovsky’ego, który musiał pauzować za kartki i przyjechał do Małopolski, aby śledzić mecz z trybun wraz z kontuzjowanym Filipem Burkhardtem. W jego miejsce trener Jerzy Brzęczek desygnował do gry nominalnego defensywnego pomocnika Łukasza Pielorza, który tworzył parę stoperów z Mateuszem Kamińskim.

Od pierwszej minuty było ciekawie, gdyż spotkały się drużyny, które preferują podobny styl gry – operowanie piłką, dużą wymienność pozycji – i nikt tu nie miał zamiaru się cofać. GieKSa mogła prowadzić już w 20. minucie. Faulowany był w polu karnym Maciej Bębenek, ale strzał z jedenastu metrów Grzegorza Goncerza obronił bramkarz Łukasz Radliński.

GieKSa jednak nie zraziła się tym niepowodzeniem. Znów dali o sobie znać skrzydłowi GieKSy, którzy stanowili największe zagrożenie dla bramki rywali. W 31. minucie mogła paść znowu bramka dla GieKSy po akcji dwóch byłych zawodników Sandecji. Maciej Bębenek precyzyjnie dograł z lewej strony do Adriana Frańczaka, a ten z kilku metrów przestrzelił minimalnie głową.

Sandecja także oddała kilka strzałów, stanowiła zagrożenie po akcjach duetu Wojciech Trochim – Maciej Małkowski, jednak miała problemy ze skutecznością i precyzyjnym wykończeniem akcji, wobec czego Mateusz Kuchta nie był zbyt często zmuszony do interwencji. A gdy brakuje skuteczności, zwłaszcza po obu stronach, do przerwy nie może być innego wyniku jak 0:0.

Po zmianie stron w kontrowersyjnych okolicznościach czerwoną kartkę otrzymał Alan Czerwiński. Po tym zdarzeniu Sandecja zyskała sobie przewagę, grała skutecznie. Wprowadzony Arkadiusz Aleksander miał swój dzień – strzelił cztery bramki, w tym dwie z karnego i w zasadzie już w 66. minucie spotkanie było rozstrzygnięte.

W kolejnym spotkaniu GKS zagra z Olimpią Grudziądz przy Bukowej. Początek meczu 26. kolejki 16 kwietnia o godzinie 18:00.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Po meczu GieKSy z Bełchatowem – jak i innymi dobrymi meczami w ostatnim czasie – ostrzyliśmy sobie zęby na mecz z również rewelacyjnie spisującą się Sandecją Nowy Sącz. Katowiczanie nie strzelali wcześniej może zbyt wielu bramek, ale raz potrafili ukłuć rywali, sami bramek nie tracąc. Nowosądeczanie również w ostatnich dwóch pojedynkach gola nie stracili.

Trener Jerzy Brzęczek dokonał jednej wymuszonej zmiany – pauzującego za żółte kartki Olivera Prażnovskyego zastąpił wracający po karencji Łukasz Pielorz. W barwach Sandecji mogliśmy oglądać m.in. byłego piłkarza GieKSy – Wojciecha Trochima.

Już w szóstej minucie Sandecja miała pierwszą okazję do zdobycia bramki, ale po dośrodkowaniu Szarka z prawej strony Małkowski strzelił nad poprzeczką. W 12. minucie po długim podaniu Kamińskiego w niezłej sytuacji znalazł się Bębenek, ale za bardzo uwikłał się w dryblingi i ostatecznie trafił wprost w ręce Radlińskiego. W 19. minucie faulowany w polu karnym rywali był Bębenek i sędzia Mariusz Złotek podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Grzegorz Goncerz, ale Radliński wyczuł jego intencje i obronił jedenastkę. W 26. minucie bardzo groźne zaatakowała Sandecja, prawą stroną wszedł w pole karne Dudzic, ale po strzale jednego z jego partnerów świetnie zablokował piłkę Czerwiński. Dwie minuty później Trochim zaatakował prawą stroną, wystawił Małkowskiemu na 16. metr, jednak zawodnik nieczysto trafił w piłkę. W 32. minucie Bębenek świetnie zacentrował w pole karne, ale za bardzo pod piłkę podszedł Frańczak i strzelił obok słupka. Trzy minuty później Bębenek wywalczył rzut wolny, z 25 metrów uderzał Duda – strzał był niezły, ale piłka poszybowała tuż obok okienka bramki gospodarzy.

Po przerwie już w pierwszej akcji bardzo groźnie Kamińskiego przyatakował Trochim. Było duże ryzyko zmiany, ale Kamyk po chwili wrócił na boisko. W 49. minucie fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Pielorz, a Flis ratował faulem tuż przed polem karnym. Z wolnego uderzał Trochim, ale kapitalnie obronił Kuchta. Po kilku minutach głową w polu karnym zagrywał Trochim, trafił w rękę Kamińskiego, a sędzia podyktował tym razem jedenastkę dla Sandecji. Skutecznym egzekutorem okazał się wprowadzony po przerwie Arkadiusz Aleksander. Dwie minuty później było jeszcze gorzej. Po bójce czerwoną kartkę ujrzał Czerwiński i musiał opuścić boisko. Kilka minut później źle odgrywał do bramkarza Frańczak, po czym faulował rywala w polu karnym, a Aleksander znów trafił do siatki. Po kolejnych trzech minutach Dudzic zagrał w centrum pola karnego, a tam tylko wystawił nogę Aleksander i skompletował w 11 minut klasycznego hat-tricka. Od tego momentu nie można było liczyć na nic wielkiego. Tak duża strata plus gra w osłabieniu spowodowała stratę nadziei na cokolwiek. W doliczonym czasie gry Aleksander po dośrodkowaniu z prawej strony zdobył czwartego gola.

Do przerwy można było mieć nadzieję na dobry wynik, bo mecz był wyrównany. Rzutu karnego nie wykorzystał Goncerz, a można było przecież prowadzić do przerwy. Po przerwie wszystko się klasycznie rozsypało. Dwa szybkie karne i czerwona kartka spowodowały, że mecz został przegrany w kilka minut. W dziesiątkę GieKSa nie była już w stanie odrabiać strat, a zmiany niewiele wniosły. Czasem tak się układa w piłce, że jedno dwa zdarzenia decydują o losie całego meczu. Tak było i teraz. Pozostaje nam tylko liczyć na dobre występy w kolejnych meczach… A Aleksander – jak Grzegorz Goncerz z Tychami w poprzednim sezonie – zaliczył klasycznego hat-tricka, czym rozłożył GieKSę na łopatki…

Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 4:0
Bramki: Aleksander (55-k, 63-k, 66, 90)
Sandecja: Radliński – Szarek, Cseh, Szufryn, Słaby, Małkowski, Trochim (70. Kasprzak), Baran, Nather, Dudzic (79. Danek), Piszczek (46. Aleksander).
GKS: Kuchta – Czerwiński, Kamiński, Pielorz, Flis – Bębenek (76. Zahorski), Duda, Leimonas (68. Iwan), Wołkowicz (62. Szołtys), Frańczak – Goncerz.
Ż.kartki: Piszczek, Szufryn, Małkowski – Frańczak, Pielorz, Kamiński, Bębenek, Duda, Leimonas, Iwan
Cz.kartki: Czerwiński (59)
Sędzia: Mariusz Złotek

Źródło: GieKSa.pl