Sandecja Nowy Sącz 1-0 GKS Katowice

24.10.2009, sobota 14:00 – widzów 3000

Relacja GieKSiarza (Giszowiec)

Tego dnia GKS grał na wyjeździe w Nowym Sączu. Było to pierwsze spotkanie obu klubów więc zainteresowanie wyjazdem było ogromne, jednak dostajemy tylko 350 biletów. Z całej puli udaje nam się zarezerwować 55biletów co oznacza ze mamy cały autokar dla siebie. Z Katowic wyruszamy autokarami i samochodami. Droga mija nam na zabawie i spożywaniu procentów gdyż jeden z nas obchodził właśnie urodziny. Wiele osób jest pierwszy raz na wyjeździe bądź pierwszy raz na wyjeździe oddalonym o 100km od Katowic, dlatego też sporą część czasu spędzamy na chrzcie wyjazdowym i śpiewach. Po drodze kilka aut od nas spotyka na parkingu grupę samochodową GKS-u Tychy proponując im mały sparing, jednak Ci odmawiają tłumacząc się brakiem ekipy sportowej.

Do Nowego Sącza policja wpuszcza autokary pojedynczo. Na pierwszy ogień został rzucony nas autokar, dzięki czemu meldujemy się na sektorze jako pierwsi. Saczersi nie widząc reszty GieKSiarzy wyśmiewają nas tekstami typu „co was tak mało”, my zaznaczamy że to tylko część ekipy z jednej dzielnicy głośnym „GieKSa z Gisza….”. Jedna osoba od nas nie zostaje wpuszczona z powodu chwiejnego kroku %. Cała GieKSa dołącza do nas i na sektorze meldujemy się w ok. 370 osób. Mamy nad komplet ponieważ ekipa GOS-u zdecydowała się jechać bez biletów i się im to opłaciło. Warto zaznaczyć że wszyscy jesteśmy ubrani w nowe trójkolorowe czapki, co dało niesamowity efekt. Wcześniej te czapki rozprowadzamy na dzielnicy i udaje się nam sprzedać ok. 100 czapek na samym Giszowcu. Na płocie wywieszamy 2 flagi „SK1964” oraz „GKS KATOWICE”. Po Stronie Sandecji wisi 6 flag gospodarzy oraz flagi zgód, Korony „MKS”, Cracovii „JG” i mała GKS-u Tychy „ChMS”. W Nowym Sączu odnotowano znowu komplet publiczności, dzięki czemu grupa ultras gospodarzy mogła zaprezentować ogromna sektorówkę z nazwa ulicy na której jest stadion „ul. Kilińskiego 47” oraz uzupełniającym transparentem „Tam gdzie bliscy, gdzie marzenia, tam gdzie świat nabiera znaczenia”.

Trzeba przyznać ze miejscowi umiłowali sobie napinanie się przez płot, co przełożyło się w pewnej części na nasz doping ponieważ każdy robił sobie jaja z wypowiedzi wieśniaków po stronie gospodarzy. Hitem repertuaru naszych piosenek na Sandecji było „ADHD, ADHD…” które tyczyło się osoby która prowadziła doping na wyjeździe. Hasło „za minute” na pewno tez utkwiło wielu wyjazdowiczom, chodziło o to ze każda piosenka była zaczynana „za minute”.

Jakie to zdziwienie nastąpiło na naszych twarzach gdy na sektorze gospodarzy wśród ekipy napinaczy i ich zgodowiczów widzimy naszego kolegę który nie był wcześniej wpuszczony z powodu spożycia. Od razu zaznaczamy fakt zauważenia go krzycząc „Pieczara, Pieczara…”. Gospodarze w nieświadomości tego co się dzieje poczuli się mega zdezorientowani, zaś nam sprawił wielka radość widok jednego z nas wśród ekipy „Anty Wisły”. Nowosądeccy piłkarze strzelają bramkę z karnego ustalając wynik meczu na 1:0. Niestety i nam nie udało się pokonać Sandecji która nie przegrała wtedy z nikim na własnym obiekcie. W dobrych humorach wracamy do autokarów by dalej świętować urodziny naszego kolegi. Podroż powrotna bez przygód.

Relacja GieKSy

Na ostatni wyjazd rundy do Nowego Sącza mobilizacja rozpoczęła się wcześnie i tak samo wcześnie rozeszła się pełna pula biletów na to spotkanie. Kilkanaście osób pomimo braku biletów postanowiło wybrać się na to spotkanie. O 7:30 na zbiórce na dworcu melduje się nas dokładnie 333. Podróż mija spokojnie, dopiero pod stadionem swoje cyrki zaczyna odstawiać nowosądecka policja. Ostatecznie na stadion wchodzimy prawie wszyscy (kilka osób zostaje w autokarach z powodu widzimisię policjantów) około 30 minuty meczu. Na płocie wieszamy 2 flagi, SK 1964 i GKS Katowice. Wszyscy jesteśmy ubrani w nasze nowe czapki barwówki, co daje zajebisty efekt. Sandecja na początku meczu prezentuje oprawę, na której znajduje się tabliczka z adresem stadionu, a także hasło na transparencie „Tam gdzie bliscy, gdzie marzenia, gdzie ten świat nabiera znaczenia”. My tak naprawdę doping zaczynamy dopiero w drugiej połowie, bo w pierwszej wychodziło nam to co najwyżej średnio. Wtedy mimo straty bramki bawimy się całkiem nieźle. Śpiewamy „zatańczysz ze mną jeszcze raz…”, robimy kilka razy dzicz. Po meczu dziękujemy piłkarzom za walkę i śpiewamy trenerowi Nawałce „Sto lat” z okazji jego 52 urodzin. Następnie dosyć szybko opuszczamy stadion i ładujemy się do autokarów i aut. Powrót o 19.30 do Katowic był lekkim szokiem dla wielu, bo przyzwyczailiśmy się, że wyjazdy kończą się raczej późną nocą. Myślę, że zaliczyliśmy dobry wyjazd na koniec tej krótkiej rundy wyjazdowej. Do zobaczenia na szlaku wiosną!

Źródło: zin SK1964 nr 17 (Katowice) marzec 2010