WKS Śląsk Wrocław 0-0 GKS Katowice

12.08.2007, niedziela 14:40 – widzów 4500

Do stolicy Dolnego Ślaska wybraliśmy się w sile 513 głów, w tym nasi zgodowicze z Ostrawy. Z wrocławskiego dworca na stadion przejeżdżamy podstawionymi busami, wejście na sektor poprzez bardzo skrupulatną kontrole. Na stadionie w większości jesteśmy ubrani w żółte koszulki, mamy ze sobą flagi: „GieKSa On Tour”, „Persona Non Grata” i mała Górnego Śląska. Banikowcy zaś przywieźli ze sobą flagę lokalnego rywala – Opavy która niedawno wpadła w ich ręce. Ta flaga nie przypadkowo się znalazła na tym meczu bo Wrocławianie maja zgodę z czeską Opavą.
Ultras GieKSa tego dnia prezentuje 2 oprawy. Pierwsza składała się z baloników w barwach Górnego Ślaska i transami „Cała Polska w cieniu Śląska”. Przy drugiej zaprezentowano sektorówkę na wzór naszego proporca a całość wypełniały złote i zielone sreberka.
Śląsk tego dnia również ultrasował i poprzez szarfy i pasy materiału ułożył swoje i Opavy barwy.
Gdy FCB zaczyna palić Opavską flagę Śląsk zaczyna szarpać płotem, u nas również poruszenie ale skończyło się tylko wjazdem psiarni na murawę i podawaniem rac między sektorami. 
Po meczu który nasi piłkarze remisują bezbramkowo trzymają nas jeszcze chwile na sektorze po czym wracamy spokojnie do domów. Na powrocie mamy dłuższy postój w Opolu, który kończy się sporą promocją, oraz w Chorzowie gdzie jeden z fanów miał mały wypadek. Wyjazd ogólnie trwał 11 godzin.

Relacja GieKSiarza

Wyjazd do Wrocławia był tak naprawdę pierwszym od czasu naszego spadku do 4 ligi wyjazdem na mecz z drużyną z najwyższej półki kibicowskiej. Nie dziwi, wiec fakt, że wywołał on bardzo duże zainteresowanie wśród naszych fanów. Niestety z powodu ograniczenia biletów wiele osób musiało obejść się smakiem.
W związku z tym pociągiem specjalnym do Wrocławia udało się tylko 513 osób. Droga mija nam szybko i spokojnie. Na dworcu głównym w stolicy Dolnego Śląska jesteśmy 2h przed meczem. Białe kaski, które „odebrały” nas w sporej ilości z dworca tym razem się postarały i podstawiły nam 4 przeguby (choć to podobno tutaj bywa normą), więc w miarę szybko meldujemy się także na stadionie. Tutaj okazuje się, że przed wejściem mimo tego, że dostarczyliśmy listę imienną, każda osoba zostanie spisana. Na szczęście poszło to dość sprawnie i  już kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem wszyscy byliśmy na sektorze. Ciekawostką jest to, że jeden z milicjantów, który miał za zadanie nas policzyć, stwierdził, że przyjechało nas 635 osób. Ehh szkoda, że w szkole policyjnej zamiast uczyć bicia po głowie, nie uczą dodawania…
Czas do rozpoczęcia meczu mijał większości na staniu w kolejce po wurszta, ale trzeba przyznać, że było warto. I tak po odpowiednim posileniu się, można było przejść do meczu, tzn. do kibicowania. Na początek prezentujemy transparenty z hasłem „Cała Polska w ciyniu Ślonska” w towarzystwie żółtych i niebieskich balonów, dobrze przy tym śpiewając. Z czasem jednak nasz doping był coraz słabszy, aż w końcu ucichł całkowicie. Wrocławianie, którzy w większości ubrani byli w zielone koszulki w pierwszej połowie prezentują oprawę związaną z ich zgodą – Opawą. Niestety z naszej strony nie było jej za dobrze widać, więc nie będę jej oceniał. Doping całą pierwszą połowę prowadzą dobry, w czym na pewno pomogło dobre nagłośnienie zamontowane na Oporowskiej.
Drugie 45 minut zaczynamy od podniesienia sreberek w naszych barwach w towarzystwie proporczyka z herbem GieKSy. Raczej nie prowadzimy dopingu. Śląsk na poziomie z pierwszej połowy. I gdy z trybun powoli zaczęło wiać nudą, Banikowcy, którzy wsparli nas na tym meczu w 17 osób (za co wielkie dzięki), podpalają przywiezioną ze sobą fanę „Opavska Slechta”. To wywołało odpowiednią reakcję z przeciwnej strony. W sporej grupie zbiegają na dół sektora i próbują przedostać się na murawę, czy też miejsce oddzielające „klatkę od ich trybuny. Od nas odpowiednie osoby, też nie przyglądają się temu bezczynnie. Jednak szybka interwencja sporej ilości białych kasków studzi trochę chęci obu stron. Niestety w całej tej sytuacji, w stronę Wrocławian leci jedna raca, która później zostaje odrzucona. Po tym wydarzeniu, które przerwało na kilka minut mecz, znacznie poprawił się z obu stron doping, czego efektem były zapewne jeszcze spore emocje, które dostarczali nam piłkarze. Poza tym do końca się już nic nie działo. Ultras GieKSa zrezygnowało z odpalenia pirotechniki, która miała być ostatnią częścią oprawy w tym dniu. Na zakończenie opisu dodam jeszcze tylko, że do chwili wyżej opisanego zdarzenia na płocie wiszą dwie fany „GieKSa O Tour” i „Persona Non Grata” plus o góry kołami fana Opavy.
Po meczu zostajemy od razu przewiezieni na stacje i zapakowani w nasz pociąg. Trochę nas to zdziwiło, bo odjazd pociągu mieliśmy wyznaczony na godzinę później. Powrót mija nam równie szybko jak droga do Wrocławia. Choć mamy dwie krótkie przerwy w Opolu, która kończy się dość dużą promocją iw Chorzowie. W Katowicach z powrotem jesteśmy po 11 godzinach. Wyjazd jak zwykle udany, choć mnie osobiście rozczarował. Oczekiwałem trochę więcej za równo z naszej strony, jak i ze strony Śląska. Teraz pozostaje nam tylko zaliczyć Zabierzów i liczyć, że nie dostaniemy zakazu na Arkę. A chyba nie tylko ja czekam na ten wyjazd. Do zobaczenia na kibicowskim szlaku.

Zwierzak

Źródło: zin SK1964 nr 7 (Katowice) sierpień 2007

Relacja Śląska

Długo to trwało, ale wreszcie zebraliśmy jako takie dane o tym, kto nas odwiedził podczas meczu z GKS-em Katowice. We Wrocławiu oprócz kibiców gości, czyli sympatyków Gks-u, których pojawiło się 536, było sporo fanów innych drużyn. Najwięcej przybyło kibiców Lechii Gdańsk, którzy zameldowali się w liczbie około 40. Ósemka pojechała tylko do Płocka, na swój wyjazd, ale na miejscu postanowili już do Gdańska nie wracać i podrałować dalej, do Wrocławia.

Jeden z gdańszczan zaliczył wchodzenie na stadion na bani, co skończyło się dla niego w sposób dość oryginalny. Otóż otrzymał… dwa lata zakazu stadionowego.

Oprócz gdańszczan byli inni przedstawiciele naszych wszystkich zgód. Najbardziej fetowaliśmy kibiców Slezsky Opava, a to z tego tytułu, że właśnie na dniach obchodzimy dziesięciolecie zgody z czechami. Poznaliśmy się dekadę temu  i jakoś tak przypadliśmy sobie do gustu. To dla nich był zrobiony transparent z napisem „Deli nas jen hranice” co po polsku oznacza, że dzieli nas tylko granica. I nic więcej.

Kibiców z Opavy przybyło 18, jeden z nich zareagował gdy GKS zaczął palenie ich flagi, którą stracili na rzecz Banika Ostrawa podczas jednej z licznych, czeskich wojenek. Został drapnięty przez służby mundurowe, czego efektem jest dwustuzłotowa kara jaką musi uiścić i fakt zniknięcia 4 tysięcy koron. Następnego dnia nasz czeski ziomek został odebrany przez fanów Śląska i jeszcze pobawił się przed tym, jak został odwieziony do Czech.

Dość licznie, w około 20 osób pojawili się na meczu z GKS-em Katowice fanatycy Miedzi Legnica. Poza tym było na Oporowskiej 8 lub 12 kibiców Wisły Kraków (w tym fan-club Zakopane) oraz 4 kibiców Motoru Lublin. Choć  mecz odbwał się w niedzielę, to ostatni goście opuścili Wrocław w nocy z wtorku na środę.

Spośród fan klubów Śląska dość licznie pojawili się przedstawiciele Nowej Rudy. 24 to spory wyczyn, między innymi dlatego, że spora część noworudzian aktualnie przebywa na emigracji zarobkowej na Wyspach Brytyjskich. Byli również przedstawiciele wszystkich innych fan clubów. No, ale to nie goście, fan-clubowicze wszakże byli u siebie, choć daleko do domu. I wszyscy wesoło się bawili. Do jeszcze lepszej zabawy zabrakło tylko jednego – zwycięstwa.

Relacja GieKSy

We Wrocławiu melduje się pociągiem specjalnym 513 GieKSiarzy (dostaliśmy tylko 500 biletów). Na początku meczu prezentujemy transparent „Cała Polska w cieniu Ślonska” wraz z balonami (żółtymi i niebieskimi), natomiast na rozpoczęcie drugiej połowy podnosimy sreberka w barwach GieKSy w towarzystwie herbu. Trzeciej części oprawy Ultras GieKSa nie realizuje, ponieważ chwilę przed zaplanowanym choreo zostaje spalona fana „Opavska Slechta” (zdobyta przez Banika w Czechach), co wywołało małe „zamieszanie” na stadionie. Szybka interwencja policji zapobiegła jednak dalszym ekscesom. Doping w przeciągu całego meczu wyszedł nam słabiutko. Jedynie momentami stał na wysokim poziomie. Mamy ze sobą dwie fany „GieKSa On Tour” i „Persona Non Grata”. Podróż w obie strony mija spokojnie. Z nami 17 osób z Banika, dzięki dla ziomali za wsparcie.

Źródło: TMK

Relacja GieKSy

Na wyjazd do Wrocławia dostaliśmy 500 biletów, choć zapotrzebowanie było co najmniej dwukrotnie większe. Na stadionie meldujemy się w 513 osób z flagami PNG i GOT. Na początek prezentujemy transparenty z hasłem „Cała Polska w cieniu Śląska” w towarzystwie żółtych i niebieskich balonów, dobrze przy tym śpiewając. Z czasem jednak nasz doping był coraz słabszy, aż w końcu ucichł całkowicie. Wrocławianie, którzy w większości ubrani byli w zielone koszulki w pierwszej połowie prezentują oprawę związaną z ich zgodą – Opavą. Niestety z naszej strony nie było jej za dobrze widać, więc nie będę jej oceniał. Doping całą pierwszą połowę prowadzą dobry, w czym na pewno pomogło dobre nagłośnienie zamontowane na Oporowskiej. Drugie 45 minut zaczynamy od podniesienia sreberek w naszych barwach w towarzystwie proporczyka z herbem GieKSy. Raczej nie prowadzimy dopingu. Śląsk na poziomie z pierwszej połowy. I gdy z trybun powoli zaczęło wiać nudą, Banikowcy, którzy wsparli nas na tym meczu w 17 osób (za co wielkie dzięki), podpalają przywiezioną ze sobą fanę „Opavska Slechta”. To wywołało odpowiednią reakcją z przeciwnej strony. W sporej grupie zbiegają na dół sektora i próbują przedostać się na murawę, czy też miejsce oddzielające „klatkę” od ich trybuny. Od nas odpowiednie osoby, też nie przyglądają się temu bezczynnie. Jednak szybka interwencja sporej ilości białych kasków studzi trochę chęci obu stron. Niestety w całej tej sytuacji, w stronę wrocławian leci jedna raca, która potem zostaje odrzucona. Po tym wydarzeniu, które przerwało na kilka minut mecz, znacznie poprawił się z obu stron doping, czego efektem były zapewne jeszcze spore emocje, które dostarczyli nam piłkarze. Do końca meczu nic już się nie dzieje i tak się skończył nasz pierwszy od bardzo dawna wyjazd na ekipę z krajowej czołówki – zdecydowanie tego nam brakowało!

Źródło: ULTRA nr 3 (Szombierki)