Śląsk Wrocław 3-1 GKS Katowice

21.11.1992, sobota 14:00 – widzów 2000

Relacja Śląska

We Wrocławiu tego dnia zjawiło się 40 fanów z Katowic.

Źródło: zin ULTRASI 1994 nr. 7

Relacja sportowa

Śląsk Wrocław: Matysek – Tęsiorowski, Brzoza, Mandziejewicz, Mazur, Ilski, Misztur, Twardygrosz, Sobczak, Żabski (85. Najdek), Basow (85. Soliński)

GKS Katowice: Jojko – Ledwoń, Maciejewski, Witkowski, Borawski, Pawłowski, Rewiszwili, Szuster, P.Świerczewski (65. Strojek), Wolny, Rzeźniczek

GKS wystąpił bez Romana Szewczyka, co miało duży wpływ na grę katowickiej obrony. Goście trafili na bardzo dobrze dysponowany Śląsk, świadomy tego, że gra o wielką stawkę dla siebie. Drużyna wrocławska stanowiła monolit, a akcje inicjowane przez nią ocenić trzeba wysoko z punktu widzenia piłkarskich umiejętności. Okazało się jeszcze raz, że duże możliwości drzemią w tym zespole i chwała Tadeuszowi Pawłowskiemu, że potrafił dosłownie w ostatniej chwili tchnąć nowego ducha w to towarzystwo. Przez większą część pojedynku GKS był w odwrocie, ale kiedy próbował się odgryzać było gorąco na przedpolu Matyska. Uznać trzeba, że był to najlepszy mecz wrocławian w tej rundzie. O ile piłkarze zasłużyli na dobre oceny to sędzia Andrzej Szczełkun na pewno nie. Pomiędzy nim, a liniowym brakowało porozumienia. Główny gwizdał sobie, a boczni podnosili chorągiewki, na które oni nie zwracał uwagi. Nie potrafił też pan Szczełkun samodzielnie ocenić spalonych i gry faul. Tuż przed końcem pierwszej połowy uznano za spalonego Wolnego z GKS, który z głębi pola przed obroną Śląska rozpoczął samodzielny rajd z piłką, wybiegł na czystą pozycję z szansami na wyrównanie, ale wtedy przerwano akcję. Całkowitym blamarzem arbita był incydent na 25 minut przed końcem. Świerczewski miał już żółtą kartkę za faul teraz dla odmiany biegnącego z piłką Brzozę zapaśniczym chwytem rzucił na ziemię. Sędzia poprosił winowajcę na wolne miejsce, sięgnął do kieszonki, ale został wtedy otoczony wianuszkiem katowickich graczy łącznie z bramkarzem. Żółty kartonik oznaczałby bowiem równocześnie czerwony. Koledzy wybronili Świerczewskiego, a Szczełkun schował przygotowaną kartkę. Natomiast trener GKS mając wyczucie co się święci zmienił swego piłkarza. Wróćmy do piłkarskich wydarzeń.

W 3 minucie Rzeźniczek i Sobczak mogli być współautorami goli. W GKS zabrakło strzelca, a w Śląsku Żabski nie opanował piłki mając przed sobą tylko Jojkę. W 5 minucie akcja Brzozy zakończyła się przy całkowitej biernej postawie katowickich defensorów wyjściem wrocławianina na czystą pozycję. Strzelił jednak obok słupka. W 28 minucie Basow zmusił Jojkę do wypiąstkowania piłki, ale w 32 minucie szczęście opuściło bramkarza Katowic. Po dalekim strzale Brzozy piłka odbiła się od Jojki, a próbujący interweniować Maciejewski zmylił swego bramkarza. Tuż przed przerwą GKS miał dwie okazje do wyrównania. Najpierw był incydent ze „spalonym” Wolnego, a w 44 minucie Rzeźniczek przekazał piłkę Revichvilemu. Matysek obronił strzał. Druga połowa była bardzo interesująca. W 47 minucie Basow z prawie 20 metrów strzelił nie do obrony. W 58 minucie Jojko obronił piłkę Twardygrosza, a w 60 minucie Ledwoń trafił w poprzeczkę bramki Śląska. Za chwilę znów oklaskiwano akcję Twardygrosza i paradę Jojki. W 81 minucie bramkarz nie miał nic do powiedzenia, gdy po rzucie rożnym Ilski przedłużył akcję ostrym strzałem podwyższając wynik na 3:0. Bramka dla GKS padła również po rzucie rożnym, kiedy Szuster wykorzystał niezdecydowanie wrocławskich obrońców.

„SPORT” Maciej Bilewicz

Źródło: gkskatowice.eu