Śląsk Wrocław 4-0 Górnik Zabrze

13.11.2010, sobota

Relacja Górnika

Na ten wyjazd wszyscy pojechali z nadzieją, że Górnik ten mecz łatwo wygra, ponieważ do składu powrócili piłkarze, którzy pauzowali za kartki, ale również i dlatego, że Śląsk był w tabeli trzeci od końca. Już jakiś czas temu bilety były rozprowadzone w Fan Clubach i w Zabrzu nie było możliwości zapisania się na ten wyjazd. Niestety dwa dni przed wyjazdem, aż 70 biletów wróciło do Zabrza i znowu zaczęły się zapisy, podczas których zainteresowanie było marne. Zbiórka na ten mecz zaplanowana była na godzinę 11. Na dworcu w Zabrzu pojawiło się parę osób, które nie miały zakupionych biletów, więc dzięki zwrotom mogli je jeszcze zakupić. Przed odjazdem pociągu o 11:47, osoby ze Stowarzyszenia rozdawały obiecane szaliki. Z jednej strony zawierały duży napis „TORCIDA” a małymi literami „Jesteśmy tutaj, by wspierać Górnika”, natomiast na drugiej stronie widniało hasło „dla nas liczy się TYLKO ZWYCIĘSTWO”. Droga do Wrocławia przebiegła szybko i spokojnie mimo, że kibice WKS-u obiecywali niespodzianki z ich strony. Warunki tego dnia były komfortowe, ponieważ wynajęto na ten wyjazd dwa składy pociągu, więc każdy kto jechał bez problemu znalazł miejsce siedzące. Na stację Wrocław Mikołajów dotarliśmy 2h przed meczem. a stamtąd dość długo jechaliśmy przegubami pod stadion Śląska. I znowu to, co na każdym stadionie, czyli dwie bramofurty i powolne wchodzenie. Na szczęście nie było nas tylu, co na Legii i prawie wszyscy zdążyliśmy wejść na początek spotkania. Nawet osoby, które nie były na liście bez przeszkód dostały się na mecz, więc widać, że niektóre kluby nie stwarzają problemów, by kogoś dopisywać do listy.

Dzięki nam rozgrywka rozpoczęła się w dobrym stylu. Zaraz na jej początku pokazaliśmy oprawę, która złożona była z dwóch części: jako pierwsza zaprezentowana została sektorówka przedstawiająca herb Górnika, dom, wieżę wodociągową i maszty oświetleniowe naszego stadionu, na dobitkę transparent w barwach naszego klubu „DALEKO OD DOMU”. Drugą częścią, była sektorówka z herbem Torcidy oraz ich kibicami, a do tego transparent „ALE NIGDY SAM”. Prezentacja ta, miała być pokazana na meczu z Warszawską Legią, lecz jak wiadomo nie została ona wniesiona z powodu wymysłu kierownika ds. bezpieczeństwa stołecznego klubu.

Doping w pierwszej połowie meczu średni, ale ciężko było o więcej skoro nasi piłkarze grali bez ambicji i w tragicznym stylu tracili bramki. W drugiej połowie doping mimo wyniku dość dobry. Najlepiej wychodziła wymiana uprzejmości z kibicami Śląska i spontaniczne hasła rzucane w ich stronę. Dzięki temu na twarzach kibiców Górnika momentami pojawiała się radosna mina, choć nasi piłkarze z minuty na minutę grali coraz żałośniej. Wspaniały efekt przyniosły specjalnie przygotowane na ten mecz szale, a gdy przy wyniku 4:0 dla Śląska wszyscy podnieśli je z napisem „TYLKO ZWYCIĘSTWO”, wywołało to znakomite wrażenie. Po końcowym gwizdku pokazaliśmy jeszcze dwa transparenty z napisem: „NIE ŚMIEJ SIĘ BRATKU” oraz „INNI SIĘ ŚMIALI I POSPADALI”. W oryginale transparent brzmiał nieco inaczej, ale postawa naszych piłkarzy zmusiła do zmodyfikowania go, bo jak wiadomo nie pasował on do wyniku i obecnej już pozycji w tabeli. Pierwotna wersja to „09.04.09 r. NIE ŚMIEJ SIĘ BRATKU Z CZYJEGOŚ SPADKU”, transparent miał dotyczyć tego, że na ostatnim meczu we Wrocławiu kibice Śląska śmiali się z naszej pozycji w tabeli oraz z tego, że prawdopodobnie spadniemy z ligi, lecz gdyby nasi piłkarze ostatnio wygrali, Górnik byłby wysoko w tabeli a Śląsk spadłby na miejsce spadkowe. No niestety wyszło troszkę inaczej i byliśmy zmuszeni do spontanicznych zmian. Co do kibiców Śląska, to nie zaprezentowali się spektakularnie, mimo, że prawie w całości zapełnili swój stadion i tylko na trybunie za bramką były wolne miejsca. Doping ich był dobry tylko po zdobytych bramkach i gdy włączał się do niego cały stadion. Widać było, że do młyna osoby powinny chodzić na zielono, lecz w porównaniu do innych ekip, koszulek jednolitego koloru nie było za dużo. W drugiej połowie machali pięcioma flagami na kiju. Po meczu naszym piłkarzom, którzy podeszli pod sektor, daliśmy jasno do zrozumienia, że w tym meczu zagrali bez ambicji i w starciu z Koroną oczekujemy od nich tylko i wyłącznie zwycięstwa.

Droga powrotna bardzo atrakcyjna ponieważ, ci którzy mają rodzinę lub znajomych we Wrocławiu, zaopatrzyli się w napoje wyskokowe. Torcida Germany również pomogła w zakupach i niektóre osoby nabyły dzięki nim niezbędny prowiant. W efekcie, w pociągu było wesoło oraz można było usłyszeć dużo śpiewów, mimo porażki naszego klubu. W paru wagonach oczywiście pojawiło się często występujące na ostatnich wyjazdach hasło „A melanż trwa…”. Zaraz po tym, jak wyjechaliśmy z Wrocławia w pociągu nastąpiła awaria oświetlenia i w całym pojeździe zapanowały egipskie ciemności, większości osób to jednak nie przeszkadzało, ponieważ wreszcie mogli zaznać spokoju i zasnąć. Tuż przed Gliwicami nasz wehikuł zatrzymał się i ku zdziwieniu wielu, spora grupa osób wysiadła w poszukiwaniu grzybiarzy wracających na Pomorze. Podsumowując, na wyjeździe we Wrocławiu było 476 osób w tym 10 osób Katowickiej GieKSy i jeden fan Wisłoki Dębica. Na całym stadionie zasiadło 8000 osób.

Źródło: zin SK1964 nr 30 (Katowice) marzec 2011