Słowacja 1-3 Polska

10.11.1998

Relacja GieKSy

Na meczu w Bratysławie na Słowacji zameldowało się 3 fanów GieKSy. Jeden dostaje oklep na solówce od Tyskiego.

Źródło: zin GLADIATOR nr 3

Relacja kibica Banika

Przyjazny mecz międzynarodowy

Na tym ciekawym meczu było tylko około 600 ludzi, no faktem jest, że była taka pogoda, że człowiek by „Spartana” nie wyrzucił z domu.
Na ten mecz pojechaliśmy też my, to znaczy 10-osobowa grupa Banikowców. Pewnie nie umiecie sobie wyobrazić czemu, międzynarodowe mecze polaków głównie na trybunach są dość ciekawe. W czasie naszego przyjścia na stadion było w sektorze gości tylko parędziesiąt fanów. Głównie w młynie byli GKS Tychy (30-40), Jastrzębie (15) i potem Gliwice, Łódź. I mniej więcej był tam spokój. To nie był zbytnio powód, po co jechaliśmy do Blavy (Bratysławy) ale do meczu jeszcze trochę czasu zostało, dlatego mieliśmy nadzieję, że się pokaże jeszcze ktoś ciekawy. Czas leciał i dalej nic się nie działo, może też przez „słynną słowacką policję” która się zachowywała jak zwykle. Na przykład: grupa psów zabrała dwóch kibiców Lechii za trybuny i tam psikali im gazem w twarz, bardzo im najeb*li pałami, jednemu obili głowę o kraty i potem ich kopali na ziemi. Chyba to przez ich zakompleksione umysły.
Z tymi „stróżami prawa” dobre stosunki mają tzw. Hooligan Buldog 95 Nitra, tak jak mówię, to się objawiło, jak jednemu z nitrańskich psów policjant dał kominiarkę kibica z Jastrzębia. Z drugiej strony należy powiedzieć , że potem po pewnym czasie odrzucili ją z powrotem do sektora polaków.
Przed końcem pierwszej połowy, w końcu pojawiła się oczekiwana przez nas około 60-osobowa grupa kibiców trójki Lech-Arka-Cracovia, którzy swoim wyglądem pokazali, czemu są jednymi z najgroźniejszych w Polsce. Oprócz reszty kibiców, którzy chętnie ściągali swoje flagi na ich polecenie (podczas kontroli pozostałych udało się tylko GKS-owi Tychy), respekt przed nimi mieli też policjanci, którzy stanęli trochę dalej od tej grupy (może dlatego, że wszyscy mieli po 2 metry i 100kg). Po sektorze chodził kibic Lecha i szukał jakiegokolwiek oporu, tylko że respekt reszty kibiców, których na meczu było dwa razy więcej, nie da się opisać.
Na początku drugiej połowy do sektora gości zbliżyła się około 20-osobowa grupa Slovanistów (Slovan Bratysława), którzy mieli tylko jeden zamiar – robić z siebie pajaców. Stanęli sobie parę metrów od kraty, naprzeciwko triady i zaczęli ryczeć głupie hasła o Polakach, żydach, Oświęcimiu i tym podobnych. Po prostu to przypominało Brňáky i Plzeňáky (kibiców Brna i Pilzna). Czekałem, kiedy któremuś z polaków skończy się cierpliwość i współczucie do tych szmaciarzy, i dlatego wcale nie zdziwiło mnie, jak jeden fan Lecha wspiął się na płot to Slovaniści cofnęli się kilka kroków. I po interwencji policji, która tym razem była tylko werbalna (respekt?), zaś zaczęli zachowywać się jak debile. Szczyt był, jak zaczęli na Lecha ryczeć „GKS Katowice” (z GKS-u było tylko 2 incognito). To już nie wytrzymaliśmy i do Slovaistów zarzuciliśmy parę przyśpiewek. Ciekawie było patrzeć na reakcje nie tylko Slovanistów, którzy stali zdziwieni, ale także większości polaków, kto to zrobił, że na chwilę te debile interesują się nami i oni mają spokój. Tylko Jastrzębie miało jakiś problem do nas, tylko że ich skład można porównać po wyglądzie i inteligencji do Slovanistów.
Chwilę potem mecz się skończył i pojechaliśmy do domu. Część z nas jechała samochodem prosto do Ostrawy, a reszta jechała jeszcze do Trnawy, gdzie się naj*baliśmy, przespaliśmy i rano jechaliśmy do domu.

Eugen

Źródło: zin CHACHAR BOYS nr 10, 1998 (Ostrava)