Słowacja 4-1 Polska

11.10.1995, Bratysława

Relacja Legionisty

Na stadionie w Bratysławie kibice Arki wspólnie z Lechem, Cracovią i innymi chcieli urządzić wspólne „polowanie” na Legionistów. Przy okazji skasowali flagę kibicom Zagłębia Sosnowiec, których było tylko dwudziestu. Śledzie ciągle są obijani przez Legionistów, zarówno w Warszawie jak i na gruncie neutralnym (vide McDonald w Częstochowie), sami nie mogą dać rady, więc się jednoczą. W Bratysławie rewanż im się nie udał, ci z Legii, którzy tam pojechali nie byli ogólnie znani więc nie mogli zostać rozpoznani. Starsi nie byli obecni, a szkoda, mogło być fajnie.

Źródło: zin LEGIA WARSZAWA program nr 10, 1995

Relacja Zagłębia

Do Bratysławy na mecz Słowacja – Polska było dużo więcej chętnych niż te 50 miejsc w jednym wynajętym autokarze. Dlatego część się nie wybrała, a ponadto była przeprowadzona mała selekcja. Kilka osób jedzie na lewych paszportach, którzy na spokojnie przekraczają granicę. Celnicy do nikogo się nie dopierdalają „Woda” jak zawsze na wyjazd zabiera baniak spirytusu, którym handluje w autokarze. W Bratysławie jesteśmy jednymi z pierwszych. Na ulicach zero kibiców słowackich, za to mnóstwo policji. Wchodzimy do pierwszej knajpy, gdzie zaczyna się wielkie picie. Potem zaliczone są kolejne knajpy. W jednej z nich nie chcą nas obsłużyć. „Stona” delikatnie zamawia piwo waląc baseball’em w stół. W tym czasie chłopcy okradają zamrażarkę z Coli, Fanty, Sprite’a. Za chwilę wjeżdża słowacka policja i zaczyna się dym. Najpierw policja wywala czterech gości z lokalu, a reszcie karze wyjść. Na ulicy przed lokalem zaczyna się prawdziwa zadyma, walka jest wyrównana dopóki nie przybywa kilka wozów policji. Jest z nami kilku gości z Radomiaka, Jagiellonie, Zawiszy (?), Korony Kielce (?). Trzech naszych zgarniają, reszta się rozchodzi w uliczki i inne lokale. My wchodzimy do lokalu naprzeciw, gdzie akurat za chwilę zjeżdża się mnóstwo psiarni. Kelner jest na tyle w porządku, że wyprowadza nas tylnimi drzwiami. W Bratysławie jest już coraz więcej polskich kiboli. Jest Odra, Wisła, Śląsk, Lechia, Arka, ŁKS, Zawisza, Jastrzębie, ogólnie hanysów niewiele. Nie ma Legii Warszawa, Pogoni Szczecin, nie widać Widzewa. Zagłębie zalicza pokolei każdą knajpę. W jednej z nich kelner był tak ciemnym bykiem, że nie policzył wszystkich wydanych potraw. Gość z Żywca, który odlał się w ogródku knajpy odebrał apetyt pewnym staruszkom. Na stadionie jesteśmy też jedną z pierwszych grup kiboli. Nastawienie polskich kiboli na meczu to ogólny dym z Arką i Cracovią. Stało się tak, że miała być odrzucona Arka z Cracovią, a zostało odrzucone Zagłębie. Już nieważne jest to, że nie było Legii, „przyjaciół” z Pogoni, że w sumie nie podjeliśmy walki, że straciliśmy dwie flagi, ale najważniejsze jest to, że CAŁA POLSKA DAŁA DUPY! Dała dupy Arce, Cracovii i Lechowi. Pierwsza podjebałą się Wisła, która najwięcej kozaczyła. Ale dlaczego Wisła ma nadstawiać łby za Zagłębie. No i ch*j. Ruch coś fikał, ale niech się cieszy, że Niemcy mogli wejść do POLSKIEGO sektora. A tak w ogóle, czy Ruch zna polski hymn? Dalej. Wielki kozak Polonia przy Arce, ale na hokej do Sosnowca jeździ kanałami. My padliśmy ofiarą, bo byliśmy sami przeciw koalicji Arka – Cracovia – Lech, bo to jest czołówka, ale to nie my chodziliśmy po Bratysławie i nie my opowiadaliśmy, że dojebiemy Arce i Cracovii za to, że układ na reprezentację ich nie dotyczy. Bo to jest śmieszne, gdy Arka szła nam zerwać flagę resztę Polski stać było tylko na to, aby zaśpiewać „jedna siła”. My nie podjęliśmy walki, ale to kibole reszty klubów dali dupy i oni o tym dobrze wiedzą, choć żeby to ukryć udają, że to Zagłębie dostało wpierdol. I niech sobie wszystkie ku*wy w Polsce zapamiętają, że Zagłębie Sosnowiec to nie jest żaden fan – club Legii Warszawa, której nawet nie było na meczu, bo mają wymówkę – Liga Mistrzów. To jest śmieszne, że Arka pali naszą flagę i śpiewa: „Legia, Legia – pali się”. Powrót spoko, na granicy zero problemów. Połowa towarzystwa najebana. Razem z nami wracało kilku gości z Radomiaka, którzy dojechali z nami do granicy.

Źródło: zin ARCYŁOTRY 1996 nr 1