Spodek ’98

17.01.1998

SPODEK 98 – Chcieli krwi

Wszyscy wiedzieli, że w sobotę w Spodku będzie zadyma. Od domysłów huczał cały Śląsk i Kraków. I nikt nie mówił o walce z policją, o zemście za śmierć Przemka Czai. Młodzi chłopcy chcieli tylko zrobić porządek w „lidze chuliganów”…

-Niech pan przyjedzie do Katowic, będziemy się nadupcać z hanysami – mówił dzień przed zadymą podekscytowany 15-letni fan Wisły Kraków.
Jeszcze większa mobilizacja panowała na Śląsku. Ruch Chorzów od dawna szukał zemsty na Górniku Zabrze, za zabitego w maju Romka. GKS Katowice chciał wreszcie dowieźć, że ma nie tylko najliczniejszych, ale i odważnych fanów. Kibice nieistniejącego już GKS-u Tychy pragnęli pokazać, że w ogóle żyją. Wszyscy ostrzyli sobie zęby na Lecha Poznań za ich sojusz ze znienawidzoną Arką Gdynia.

-Kiedy Wojtek biegał po hali z roztrzaskaną głową, nie myślał ani o bólu, ani o krwi zalewającej mu twarz. Kiedy lekarze zabrali go do karetki, krzyknął jeszcze do kolegów: „Zszyją mnie i zaraz wracam!”. Bo dla fanatyka rana na głowie to jak wojenna blizna. Powinni za nie dawać medale. Dla Wojtka najważniejszy jest Ruch i kumple – „Mam tylko ich, reszta to NUDA, WIELKIE GÓWNO” – mówi.

-19-letni Patryk skończył technikum i nie wie, co z sobą zrobić. Mieszka w Krakowie na osiedlu, gdzie większość młodzieży kibicuje Cracovii. Wylądował już nawet z tego powodu w szpitalu, ale pozostał wierny Wiśle. Nie pamięta, ile farby zużył na hasła pisane nocą po murach. Nie pamięta też, w ilu zadymach brał udział. Może było ich 20, może 25. W sobotę szedł jak burza z kawałkiem ostrej deski w jednej ręce i ciężkim pasem w drugiej. Potem stracił przytomność po uderzeniu metalową kulką w głowę. Teraz siedzi na ławce; przed chwilą zwymiotował. Obok leży nóż, który przemycił do hali w bucie. -I ch*j, że boli. Następnym razem pójdę znowu walczyć – zapewnia. -Kto w tym nie uczestniczył, ten nie zrozumie. Kiedy idziesz w tłumie i 300 osób krzyczy: WISŁA!!!, to wpadasz w trans. I nic się nie liczy. Mógłbyś nawet zginąć za swój klub.

-Mirek – jasnowłosy niski chłopak, nienawidzi Ruchu, a dałby się pokroić za GKS. Mieszka w Dębnie, dzielnicy Katowic. Szare, brudne kamienice, śmierdzące ulice, kawiarnia i dwa burdele. Syf. Jednak Mirek ma po co żyć: -Ja żyję dla idei – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Mam przyjaciół i wiem, że pozostaną mi wierni. Liczy się tylko Gieksa. Jak idziemy razem, to wiem, że nikt nie spie*doli, że nie zostawi mnie w potrzebie. I dlatego mam dla kogo żyć.

-Polscy fani zgodnie podkreślają, że o wiele ważniejsze jest miejsce ich – kibiców, w lidze chuliganów, niż pozycja ich ukochanego klubu w rozgrywkach. – Wszyscy w Spodku wiedzieli, że im bardziej zadymią, tym więcej pokaże telewizja. I przestaną być anonimową masą. Będą bohaterami. Kimś. Zaczęli więc już na początku turnieju i tłukli się parę godzin. Wszyscy przeciwko wszystkim…

-”Impreza” rozpoczęła się od konfrontacji fanów KSG i Gieksy. Niespodziewanie do rozgrywki włączyli się kibice „niebieskich”. Efektem dymów był pusty sektor katowiczan, powyrywane krzesełka, kilka rozbitych szyb. Rewanż GKS-u nastąpił podczas meczu Wisła – Katowice. Fani grających klubów wzięli w „kleszcze” kibiców zabrzańskich. Ci, walcząc na dwa fronty, nie dali się całkowicie wypchnąć ze swojego sektora. Oprócz trybun walki trwały także w holu, gdzie „Wojownicy Białej Gwiazdy” okładali się wzajemnie z Żabolami deskami, neonówkami i pięściami.

-Przed halą tłukli się fani Gieksy z siłami Rakowa i Odry, GKS Tychy z Ruchem, a wszyscy obkładali policję i ochronę Fosy.

-Chuligani Ruchu widzą, że po drugiej stronie stoją tacy sami chłopcy z Górnika. Wiedzą, że ich nienawiść jest absurdalna. Ale i tak nienawidzą. Bo myślą, że cały świat nienawidzi ich.

-Dzień po bitwie spotykam się z Basterem, który dla Górnika dał sobie podbić oko i rozbić kolano. Dwóch katowiczan omal go nie udusiło jegło własnym szalikiem. Stoimy pod stadionem w Zabrzu. Kulejący Baster przyszedł z dwoma kolegami. Wszyscy mają płonące oczy i uszy. Są dumni. Dym pokazała cała Polska. Teraz wiedzą, po co żyją. -No i powiedz mi, ku*wa, kiedy ostatni raz mówiono tyle o Zabrzu. Ta dziura zabita dechami powinna nam podziękować za reklamę – mówią. Na zakończenie parafrazują hasło wrocławskich fanów: „Niektórzy wierzą w Boga, my wierzymy w Górnika!!!”

Całość zebrał dodając komentarz” ANTKU z KSG
Specjalne podziękowania dla Mariusza z GKS-u (wydawca Soccer Zone)

„TEN TYLKO JEST W STANIE POJĄĆ DUSZĘ KIBICA, KTO NIM SAM ZOSTAŁ”    Roman Zieliński – WKS Śląsk Wrocław

Źródło: zin nieznany

Turniej w „Spodku”

Na początku statystyka: Ruchu – 2000, GKS-u 1500, Górnika 1000, ŁKS-u z Tychami 200, Wisły 200, Rakowa z Odrą 150, Lech nie został wpuszczony.

Na temat tego turnieju szczególnie o zadymach było głośno. Migawki z zadym w tv. Były pokazywane non stop. Dużo artykułów ukazało się w prasie. Na hali spodka nie było policji ochroną widzów zajmowała się fosa. Posadzono nas po środku między Ruchem a Górnikiem. Większość starej ekipy oraz bojówki stała jeszcze na zewnątrz „Spodka”. Zadyma zaczęła się od rzucania kanapek, jabłek itp. między nami a żabolami. W czasie tej wymiany od tyłu zaatakował nas Ruch. Powstał duży popłoch i panika. Większość Gieksy ucieka. Musimy walczyć na dwóch frontach w międzyczasie rzucanie kanapek zmieniło się w bijatykę. Jest konkret napierdalanka na krzesła, kije, pasy i co znajdowało się pod ręką. Ruch z Górnikiem zdobył przewagę i wyrzucił nas z sektorów. Ok 30 osób od nas walczy z Ruchem na schodach non stop. Nie poddajemy się. Mimo liczebnej przewagi Ruchu i Górnika nie umią sobie z naszą ekipą poradzić. Jest dużo rannych zarówno od nas jak i z Ruchu i Górnika. W czasie walk a raczej ucieczki frajerów tak nazywamy dużą część ekipy „gieksy” tracimy około 15 szali na rzecz chorzowian. Frajerzy – największą hańbą jest ucieczka i nie podjęcie walki, co innego utrata barw podczas bójki. Na rzecz żaboli tracimy około 5 szali. Największym jednak zdziwieniem i szokiem dla nas było złączenie się Górnika i Ruchu w walce z nami. Ponoć mają dupną kosę. A gdzie było hasło tak głoszone przez Ruch „Śmierć za śmierć” (ha, ha, ha). Ich kosę można włożyć między bajki. Są to tylko przyśpiewki a rzeczywistość taka jaką widzieliśmy w Spodku.

Źródło: zin SZALEŃCY Z BUKOWEJ nr 2

Relacja GieKSy

Jak co roku w połowie stycznia w katowickim Spodku odbył się turniej piłki halowej. Wydarzenia w Słupsku  stały się dalszą sceną rozgrywek, tylko tym razem między kibicami. Już pod halą doszło do kilku starć. Najpierw Gieksa ruszyła na Ruch który po chwili wycofał się do środka katowickiego obiektu. Następnie Gieksa uderzyła na Górnik, lecz tutaj zapały kibiców ostudziła mendziarnia i wszystko rozeszło się po kościach. Na początku turnieju Wisła (200 os.) ruszyła na Górnik (800 os.), przy czym Żabole dali z siebie wszystko czyli poszli w długą. Następnie doszło do starcia Gieksy (1500 os.) z Górnikiem. W ruch poszły pasy i krzesełka. Barierka stała się linią oddzielającą obie grupy. Z czasem przewaga zaznaczyła się po stronie Gieksy (pierwsze straty Górnika w szalach). Lecz zdradziecki atak Ruchu (2000 os.) z drugiej strony przyczynił się do masakry Gieksy. Gieksa walczyła z obu stron w konsekwencji została wyrzucona z sektorów. Była to ciężka walka i wielu Gieksiarzy zostało obitych (przy czym Ruch kroi około 30 szali, kilka plecaków i aparatów fotograficznych, fleków, natomiast Górnik kroi również około 30 szali + małą flagę „OLKUSZ”. Nasze zdobycze to jedynie parę szali Ruchu, Górnika, a także przypadkowo zdobyty szal Odry Wodzisław). Po tej akcji Ruch i Górnik podają sobie ręce – nowa zgoda?… Całe zamieszanie uspokaja psiarnia. Ponownie dymy zaczęły się również od starć Gieksy z Górnikiem. W powietrzu ponownie zaczęły fruwać krzesełka. Nawet psy oddzielające Żaboli od Gieksy nie potrafiły uspokoić agresywnych zapędów kiboli. W tym momencie atak Wisły z drugiej strony nam pomógł. Najpierw przeszliśmy psiarnie, a następnie uderzyliśmy na Górnik robiąc im małą rzeź (około 25 skrojonych szali i kominiarek + mała flaga, barwy). Wielu Żaboli po tym skorzystało z punktów opatrunkowych. W tym czasie Ruch wywleka z sektorów Odrę Wodzisław + Raków Częstochowa (140 os.) krojąc parę szali, a następnie lali się z ŁKS + GKS Tychy (160 os.). W ruch poszły nawet doniczki. Uciekające medaliki i kibice Odry wpadli z drugiej strony na Wisłę która się cofała i wyrzuciła ich ponownie, tym razem w drugą stronę. Po tych dymach nastał już spokój, gdyż turniej mógł zostać nie dokończony. Na halę nie zostali wpuszczeni kibice Lecha (60 os.) którzy w drodze powrotnej na stacji wybili kilka szyb i mieli spięcia z psiarnia. W trakcie turnieju rannych zostało dwóch psów, dwóch ochroniarzy, wybito kilka szyb i połamano kilkadziesiąt krzesełek.

Ketchup

Relacja Wisły

W IV turnieju halowym EB Sport Cup, który był rozgrywany tradycyjnie w katowickim Spodku, doszło do wielkiej zadymy w której rannych zostało około 50 osób + dwóch policjantów. W zadymie tej udział brała także 200 osobowa grupa fanów Białej Gwiazdy. Należy powiedzieć, że mimo naszej niewielkiej liczebności byliśmy jedną z lepiej prezentujących się ekip, chodzi oczywiście o aspekt chuligański. Na turnieju oprócz nas przybyły także inne ekipy:

-Ruch Chorzów 2000 osób,

-Górnik Zabrze 800 osób,

-GKS Katowice 1500 osób,

-ŁKS + GKS Tychy 150 osób,

-Raków Częstochowa + Odra Wodzisław 110 osób,,.

Do hali nie zostali wpuszczeni fani Kolejarza (około 80 os.).

To było normalne, że w czasie tego turnieju dojdzie do wielkiej zadymy i tak też było. Do Hanysowa zjechaliśmy w większości pociągiem, niestety z psami. W Krakowie, jeszcze przed odjazdem pociągu doszło do kilku walk z Cracovią. Podróż do Katowic minęła spokojnie, na dworcu przyjęły nas psy katowickie, które po tragedii w Słupsku, zachowywały się nad wyraz spokojnie. Przed turniejem doszło w centrum miasta oraz pod Spodkiem do kilku małych incydentów. Psy doprowadziły nas do Spodka i usadzili koło fanów Górnika, dalej siedzieli kibice GKS-u, Ruchu, Odry z Rakowem. Poniżej siedzieli fani ŁKS-u z GKS-em Tychy. Wewnątrz hali porządku pilnowali chłopcy z agencji FOSA, niebieskomundurowi znajdowali się na zewnątrz, wkroczyli dopiero na prośbę organizatora turnieju. Wraz z nami byli także kolesie z Jagi (9 os.), Lechii (2 os.), Śląska (3 os.). Przybyli również kibice Zagłębia Sosnowiec (15 os.), siedział także w naszym sektorze jeden fan Widzewa, a jego 9 koleżków siedziało z kibicami Ruchu. Na doby początek wpadliśmy w sektor Górnika, który asekurował się ucieczką. Przed samym turniejem wyczyn ten powtórzyliśmy, po skrojeniu kilku szali wróciliśmy na swoje miejsca. Większego oporu ze strony Górnika nie napotkaliśmy. Po chwili spokoju na sektorach rozgrzała się następna walka: fani Chorzowskiego Ruchu wraz z Zabrzańskim Górnikiem przeprowadzili obustronny atak na „hool’s” z GKS-u Katowice. Kibice Gieksy opuszczali sprintem swój sektor, obrywając przy tym, zarówno od Górnika jak i od Ruchu. My wtedy byliśmy obserwatorami walk. Następnie wparowały psy i zaprowadziły chwilowy porządek. Następna walka to Górnik z GKS-em, wówczas do akcji weszła i Wisła, po drodze lejemy i kroimy Górnik, a następnie GKS. Na sektorach trwa wielka zadyma, z drugiej strony hali Ruch leje się z ŁKS-em, Odrą i Rakowem. Fani Odry i Rakowa zmieniają swoje miejsca – czyli wieją ze swojego sektora, na ich nieszczęście do naszego. Wtedy opuszczamy sektor GKS-u i uderzamy na nich. Dopiero interwencja policji uratowała ich tyłki. Organizatorzy przerwali turniej. Po dwugodzinnych mediacjach organizatorzy wznowili turniej, który trwał do końca w spokoju. Po naszej stronie nikt nie zanotował strat. W czasie walk w ruch poszły krzesełka, metalowe rurki, noże itp. Nasze orły zajęły w turnieju trzecie miejsce. W czasie trwania turnieju skroiliśmy kilkanaście szali Górnika i 10 GKS-u. W drodze powrotnej nic ciekawego się nie wydarzyło. Turniej halowy poza emocjami sportowymi był bardzo ciekawy.

Dasa

Relacja Cracovii z wydarzeń w Krakowie

W styczniu w ok. 40 osób totalnie rozjebaliśmy ok. 70 osób z Wisły, które udawały się na turniej piłkarski w katowickim Spodku.

Zadzior

Relacja Lecha

Nas w Spodku 90 +12 Arka + 8 KSZO Ostrowiec.


Relacja Ruch-u (FC Mysłowice)

Fani Ruchu z Mysłowic nie pojechali na zbiórkę do Chorzowa, lecz postanowiliśmy jechać sami od razu pod Spodek (50 osób). Za kasą gdzie wchodziła Odra kroimy 3 szale Odry i 1 Rakowa. Potem wchodzimy do Spodka. W środku jako pierwsi przybyli fani spod znaku Białej Gwiazdy (200-250 os.). Potem przychodzą fani KSG i wreszcie KS Ruch. Na końcu zbierali się kibice GKS-u Katowice. Pod kasami mieli małe spięcie z Ruchem, ale to było chwilowe. W samym spodku pierwszy atak zrobiły Krakusy przeganiając dużo większą grupę KSG. Potem zaczynają się małe spięcia między GKS-em a Górnikiem. Gdy dochodzi do głównego spięcia z drugiej strony atakujemy Gieksę, lecz gdy my atakujemy Górnik się wycofuje, widząc że Gieksa uciekając przed Ruchem leci wprost na nich, a że Gieksy było więcej niż Żaboli więc KSG zostało na swoich sektorach i w tym momencie w Spodku rządził tylko KS Ruch Chorzów. Pseudo Ruchu (około 100 osobowa paczka) obija Gieksiarzy z pierwszego sektora. Potem ta sama ekipa przegania Gieksę z 2 i 3 sektora. W efekcie czego na sektorach nie zostaje ani jeden kibol GKS-u. Łącznie Gieksa po tej zadymie traci na naszą korzyść około 40 szali, koszulkę, około 6 aparatów fotograficznych, kilka fleków i plecaków. Z drugiej strony KS Ruch obija mordy Odrze i kilku frajerom z Rakowa krojąc przy tym 4 szale (2 Odry, 2 Rakowa), 3 flejersy i jeden aparat fotograficzny. Niestety tracimy 1 szal na rzecz prawdopodobnie Odry (zostaje przypadkowo zagubiony). Potem próbujemy się dostać do GKS-u Tychy ale nam to nie wychodzi. To były wszystkie podboje Chorzowskiego Ruchu w tym dniu. Doszło jeszcze do jednej zadymy, a mianowicie Gieksa z Wisłą kompletnie obija fanów KS Górnika Zabrze. Atak nastąpił z dwóch stron i trwał około 40 minut. Po wszystkim Gieksa dziękuje Wiślakom (nie wiem za co – frajerstwo). Po tych zadymach do środka wpada psiarnia i już nie dochodzi do żadnych ekscesów. Puchar zdobywa GKS KATOWICE.

Mara

Źródło: zin GLADIATOR nr 2 i 3

Relacja Ruch-u

Do spodka jako pierwsi zameldowali się kibole Wisły Kraków w sile 200 szala. Potem zameldowali się kibice Górnika Zabrze. Na razie wchodzi ich 7 dyszek, ponieważ reszta jeszcze nie weszła ale w sumie było ich 900. I już pierwszy dym. Wisła leje Górnik (te 7 dych). Żabole przegonieni jeden sektor dalej. Przed spodkiem doszło do gonitwy kiboli GKS-u i Odry. Pierwsze mecze i kolejne zadymy. Górnik obija się pyski z GKS-em, w tym czasie Wisła wykorzystała sytuacje i wjeżdża w sektor Górnika przeganiając ich, a prawie cały sektor krojąc im szale ( Trzeba zaznaczyć, że Wiśle w pokonaniu Górnika pomogła Gieksa). Z drugiej strony gdy uspokoiło się na linii GKS – Górnik – Wisła, Ruch wjebał w GKS-ę razem z Górnikiem przeganiając tych frajerów z własnego sektora. GKS był bezradny i bardzo obity, ponieśli również wielkie straty w szalach. Chwile później doszło do zamieszek między Odrą a ŁKS-em. Odra znajdowała się w lepszej sytuacji, bo znajdowała się nad ŁKS-em, ale do czasu aż Ruch wkurwił w obie drużyny (jeden od nas używał do zwalczania wroga odkręconej gaśnicy). Cała ta bitwa trwała przez niecałe 2 godziny. Na ten czas przerwano turniej. Straty to wyrwane krzesełka, barierki, wybite szyby. Straty te oszacowano na kilkaset milionów (stare). Ofiar było ok. 100 rannych. Najczęściej rozbite głowy od uderzenia przez latające krzesełka. Złamania powstałe na ogół w wyniku skoków z wysokości, rany cięte i kute. Jeden z kiboli został pchnięty nożem w udo.

OTO EKIPY KTÓRE BYŁY W SPODKU:
GKS KATOWICE – 1500 nieźle obici,
ODRA WODZISŁAW, Raków – 80 osób,
ŁKS – 100 + fani z Tych,
WISŁA – 200 nieźle się rozbrykała,
GÓRNIK – 900 szala,
RUCH – 2500 najlepsza prezentacja w Spodku (baloniki, serpentyny, czapeczki).

„ADI” from Ruda Śl.

Relacja Zawisza (FC Inowrocław)

Na turniej do Spodka wybieramy się w 3 osoby z Inowrocławia. Na samym starcie w Inowrocławiu natrafiamy na 20-25 osób z Torunia (Elana, Apator?). Oni wsiadają do pociągu do Katowic a my jedziemy do Łodzi przez Toruń. W Łodzi spotykamy pierwszych fanów ŁKS-u idziemy z nimi pod stadion ŁKS skąd jedziemy 1 autokarem do Tych. Droga do Tych mija na spożywaniu alkoholu, śpiewie i zaliczeniu zajazdów. ŁKS stawia nam wódkę dzięki! W Tychach spotykamy się z około 150 fanami GKS-u Tychy i jedziemy pociągiem do Katowic. Pod spodkiem dochodzi do przepychanek z psami a później z Rakowem (my się odsuwamy ponieważ mamy zgodę z Rakowem). Po wejściu do Spodka dochodzi do zadymy z Ruchem. W czasie zadymy latają kawałki donic, kamienie, kubły na śmiecie. Zostaje wybite kilka szyb, ochrona jest bezradna. łapiemy na schodach 1 z Ruchu próbujemy mu ściągnąć szal, na jego nieszczęście zawiązała się pętla na szyi w postaci szala. Po czym pada nieprzytomny i ochrona go wynosi (podobno przeżył dzięki reanimacji). Na sale wchodzimy pod koniec 2 meczu. Podczas 3 meczu dochodzi do bójki GKS-u Katowice z Górnikiem. W czasie tej walki latają foteliki, deski itp. Po paru minutach turniej zostaje przerwany. Do walki włączają się ani Wisły Kraków i Górnik jest atakowany z dwóch stron. Po chwili Górnik zaczyna uciekać. Część wyjściem a część skacze z balkonu. GKS Tychy i ŁKS atakują Raków i Odrę Wodzisław (my się odsuwamy z powodu zgody z Rakowem) znowu latają foteliki, deski itp. Po paru minutach cały Spodek walczy, ochrona jest bezradna. Walki trwają dobre 40-50 minut po czym do Spodka wkracza policja. Po chwili następuje spokój. Organizatorzy proszą o przybycie przywódców każdego klubu. Wszystkie strony stwierdzają, że nie będzie do końca turnieju żadnych zadym pod warunkiem że żadna ze stron nie zostanie zaatakowana. Po około 2 godzinach turniej zostaje wznowiony. Gdy ŁKS odpada wychodzimy ze Spodka i jedziemy do Łodzi, a później przez Bydgoszcz do Inowrocławia.

Marcin

Relacja Wisły Kraków

Z Krakowa do Katowic wyruszyliśmy o 7.00 ok. 150 osobową grupą w eskorcie psów (niestety). W Spodku jesteśmy o 9.00. Byliśmy chyba pierwszą ekipą. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju, już na hali wkurwia nas ok. 50 osobowa grupa hanysoludków z KSG, kilku od nas przegania ich z sektora. Podczas turnieju było nas ok. 200. Było kilka mniejszych starć. Podczas drugiego naszego ataku na Górnika jest ich 400, po krótkiej „wymianie zdań”, spierdalają. Największe dymy były podczas meczu Wisła-GKS. Trwały one długo. GKS „prowadził” walkę z KSG a z drugiej strony atakowany był przez Ruch. My na początku byliśmy bierni, choć nas ciągnęło do walki, ale walczyli nasi na parkiecie. Gdy sędzia na 2 minuty przed końcem przerywa mecz, dostajemy „białej” i ruszamy na sektor Górnika jest ich ok. 700, nas w natarciu ok. 100. Nie dają sobie oczywiście rady. Tracą trochę szali, o porozbijanych mordach nie mówiąc. Jeden Żabol trafia do naszego sektora i zostaje obity. GieKSa dziękuje nam później za to, że w sumie im pomogliśmy, ponieważ byli w oblężeniu: okrzykiem ” Wisełka dziękujemy”, warto zauważyć, że raz już całkiem spierdolili z sektorów. My odpowiadamy hanysom „Wyliżcie nam jaja”. Było niesamowicie, wszystkie ekipy toczyły walki. Nawet Raków-Odra toczyli jakieś walki z ŁKS-GKS Tychy. Gdy większość naszych wraca do sektora podleciały jakieś typki Raków? ŁKS?, ale jeszcze szybciej odlecieli, choć bez naszej pomocy. Później we wszystko wpierdalają się pały. Turniej był przerwany przez jakieś 2 godziny. Zostali także poproszeni przez organizatorów, do siebie przedstawiciele grup. Niektórzy szli jak potulne baranki. Na samym końcu przybywają nasi przedstawiciele (nie przywódcy). Wszyscy niby zapewniają, że będzie spokój, ale czy może jeden, dwóch gości gwarantować za wszystkich, chyba nie. Nasz przedstawiciel mówi mniej więcej tak: „Jeżeli nas nikt nie zaatakuje to będziemy spokojni, ale jeśli nas ktoś sprowokuje to my ten Spodek rozpierdolimy”. Bilans dnia to połamane ręce, nogi, kręgosłupy, a także jeden reanimowany. Powybijane szyby i powyrywane krzesełka. Oprócz nas (ok. 200):
KSG ok. 700
Ruch 1500-2000
GKS 1000
Raków-Odra 100 (mocna zgoda)
ŁKS większość chyba GKS Tychy ok. 100
Lech Poznań nie wpuszczono do hali.

Krzysiek i Tomek

Źródło: zin CHULIGANI nr 10

Relacja ŁKS-u Łódź

Zbiórkę na ten zimowy turniej w katowickim spodku zaplanowaliśmy na godz. 7.00. Wyruszyliśmy autokarem w 35 osobowej grupie. Droga upływała na spożywaniu wody ognistej i śpiewach. Tak jak rok wcześniej udaliśmy się do Tych gdzie przywitała nas grupa tyskich hool’s oraz nasi kibole, którzy zjawili się tam wcześniej. Wszyscy razem pociągiem udaliśmy się do Katowic. Na dworcu w Katowicach spokój. Widać jedynie grupę kibiców Lecha. Podążamy w kierunku hali pod którą zaczęła się ta piękna spartakiada polskich chuliganów. Najpierw doszło do lekkiej przepychanki z policją, która nie chciała dopuścić nas do kiboli Rakowa i Odry, którzy wchodzili na halę. Dużo czasu nie minęło kiedy doszło do następnej rozróby. Gdy byliśmy w szatni gdzie zmuszeni byliśmy oddać do depozytu paski i terrorystki doszło do starcia z kibolami Ruchu. Dla jednego z nich skończyło się to pechowo, został prawie uduszony własnym szalikiem. Po wyjściu z szatni gdy udawaliśmy się na swój sektor doszło do kolejnej zadymy z Ruchem. tym razem rzucaliśmy się doniczkami, plastikowymi krzesłami itp. Po tym zajściu zajęliśmy swój sektor, który znajdował się pod kibolami Odry i Rakowa! Obok nich siedział Ruch następnie GKS Katowice, Górnik Zabrze oraz Wisła Kraków. Kibice Lecha Poznań nie zostali wpuszczeni na halę z powodu braku miejsc” z resztą. Później z turnieju wycofali się także piłkarze Lecha. Długo czekać nie trzeba było, gdy doszło do starcia między GKS K. a Górnikiem Zabrze. Cała hala zaczęła się nakurwiać. Wisła zaatakowała Górnik z drugiej strony i kibole z Zabrza zmuszeni byli się ewakuować. Trzeba przyznać, że gdyby nie kibole Wisły to Górnik Katowicom skóry by tanio nie sprzedał. Raków i Odra zaczęli rzucać w nas drewnianymi krzesłami. My nie byliśmy im dłużni i zaczęła się demolka krzeseł. Razem z Odrą i Rakowem atakował nas także Ruch, lecz w pewnej chwili Ruch zaatakował kiboli Odry i Rakowa, którzy musieli drzeć zelówy. Gdy na hali zapanował spokój zostali poproszeni do spikera przedstawiciele Klubów Kibica, którzy mieli poręczyć za swoich kibiców aby nie doszło do dalszych starć. Turniej wznowiono, lecz piłkarze ŁKS-u nie wyszli z grupy i odpadli z zawodów. My następnie udaliśmy się do autokaru a następnie do Łodzi. Wyjazd trzeba zaliczyć do bardzo udanych i przyjemnych. Na koniec chcielibyśmy podziękować kibicom GKS Tychy za liczne wsparcie na tym turnieju. Dziękujemy.

Źródło: kibicowskielata90.pl


Relacja Rakowa

Na Spodek było ciśnienie od kilku dni, szczególnie po wydarzeniach słupskich, zanim jednak do tego doszło trzeba było wcześniej zakupić u nas w klubie bilet wstępu na imprezę. Wjazdek na Limanowskiego przysłano 100, szybko okazało się, że to za mało, więc niektórzy do Katowic wybierali się w ciemno – chodziły słuchy, że na miejscu z różnych powodów nie będzie można nabyć biletów.
Zbieraliśmy się dość wcześnie, bowiem chcieliśmy, podobnie jak rok wcześniej, jechać bez balastu. Uzbierało się nas na dworcu ponad 50 typa (świeżo powstali Berzowcy plus trochę małolatów). Wbiliśmy się do pociągu, ale ktoś coś zaczął mówić, że jednak jedziemy następnym. Nie pamiętam powodu – bardzo zmęczony byłem pomimo wczesnej pory (w tamtym okresie dość mocno finansowałem pewien browar z miasta z którym nie tak dawno jeszcze łączyły nas przyjazne stosunki), ale musiał do mnie dotrzeć, bowiem ustaliliśmy, że podjedziemy sobie na Raków, do nieistniejącego już lokalu „Przystanek”. Nie trudno się domyślić, że poziom promili wzrastał we mnie dość szybko. W całkiem niezłych humorkach wbiliśmy się do kolejnego pociągu. W środku byli ci, co nie trzeba, ale jacyś tacy mało upierdliwi. Łącznie nas było gdzieś ze 150 osób (przy liczeniach wychodziło sto czterdzieści parę, ale non stop ktoś się kręcił, więc te półtorej setki jest liczbą mocno prawdopodobną).
Podróż nad wyraz spokojna, ale w powietrzu czuło się, że będzie grubo. Rd i Kr (dwóch Berzowców) opowiadało jak było na pogrzebie śp. Przemka Czai w Słupsku. Milej się przysłuchiwało upłynniając zapasy, jakie miałem w plecaku. Do Katowic dojechałem już całkiem gotowy. Wygramoliliśmy się z dworca, gdzie częstochowskie pieski dostały wsparcie miejscowych, a że chwilę na to czekaliśmy, to zrobiłem się jakiś taki nerwowy. Nie pamiętam swojego bełkotu, ale zapewne fonia jak i wizja mojej osoby, którą odbierał dowodzący „naszymi” kundlami – skądinąd znany mi już wcześniej z paru incydentów – nie była najciekawsza. Na głowie (nie na twarzy) miałem założoną kominiarkę w barwach, ale ta była jakoś tak niedbale uformowana, że od razu zauważalne były otwory na oczy i usta.
Po tej mojej pyskówce usłyszałem tylko:
- Tobie [tu pada moje nazwisko - ochrona danych osobowych ;) ], po tej kominiarce, to widzę, że się spieszy do awantur, ale w tym stanie to najpierw na izbę możesz trafić.
Kurwa, szach i mat. Bezwzględnie. :)
W końcu ruszyliśmy, jednak na rondzie przed Spodkiem musieliśmy się zatrzymać. Pod kasami była jakaś jazda. Z daleka nie było widać kto kogo, ale przez psie szczekaczki usłyszeliśmy, że biją się Górnik z Gieksą. Nudne było przyglądanie się z daleka, a i nasza obstawa traktowała nas lajtowo, więc spokojnie w kilku urwaliśmy się i wbiliśmy w podziemia. Zaraz jakaś grupka musiała przed nami rwać. Nie wiem, czy to byli kibole, czy ktoś przypadkowy. Sz widział jakiś szalik, ale był w stanie po spożyciu, więc kłócić się nie będę. Jeszcze kogoś walnęliśmy w ryj, i ktoś od nas przybiegł mówiąc, że idziemy pod Spodek.
Momentalnie dołączamy do grupy, tradycyjnie idąc z przodu. Psy jakoś dziwnie nas obstawiały idąc z boku, ale dopiero od połowy stawki. Prawda jest taka, że awantury były w tym dniu im na rękę. Oczywiście jeśli tłukli się kibole między sobą. W sumie od tragedii w Słupsku minął zaledwie tydzień. Po tym wydarzeniu wieszano – jak by to ironicznie nie zabrzmiało, tak właśnie było – na nich psy. W Spodku istniało zagrożenie, że chuligani się zjednoczą, i pokażą po raz kolejny w tak krótkim czasie społeczeństwu, że ta nasza policja jest naprawdę słaba. Potrafią się jedynie pastwić nad kibicami (na zakończenie rundy jesiennej’97 wybuchła afera z kasetą na której zarejestrowane były agresywne zachowania psów przy okazji derbów Trójmiasta, teraz Słupsk), nie radząc sobie z bandytyzmem. Reputacja policji leciała na łeb na szyję. Pokazanie, że są potrzebni, bo kibice to jednak agresywne bydło, było bardzo wskazane. Każdy zdrowo myślący, wiedział, że w tym dniu coś się wydarzy.Policja umiała wykorzystać to w następnych dniach w nagłośnionej propagandzie.
Wracając do tego co było dalej. Idziemy, a na wprost nas stoi spora grupa, również dość licho obstawiona. Momentalnie na siebie ruszamy. Dochodzi do wymiany strzałów, jednak psy szybko nas rozdzielają (bynajmniej nie te, które nas prowadziły). Cały czas byłem przekonany, że tą ekipą był GKS Katowice (większość z ich grupy z przodu była bez barw), ale kilka dni później w „Dzienniku Zachodnim” na pierwszej stronie była fotorelacja z krwawego Spodka, gdzie znalazło się zdjęcie z tego starcia. Cały nasz przód to same znajome ryje Berzowców, natomiast u jednego z rywali wystaje niebieski szalik, który sugeruje, że był to jednak Ruch (równie dobrze mógł to być szal Banika Ostrava).
Mniejsza o to, już i tak jesteśmy prowadzeni pod swoje wejście. Niedaleko stoi grupa ponad 20 młodych typów. Coś tam drą się „GKS Katowice” – teraz nie mam żadnych wątpliwości :) . Obok mnie D, dalej bardzo aktywny i szanowany Berzowiec. Proste pytanie:
- Jedziemy?
- Czekaj, jak podejdziemy bliżej, bo nam spierdolą – w sumie rozumowanie logiczne.
Gdy mamy ze dwadzieścia metrów ruszamy w ich stronę, nawet nie poczekali… Ehh, a człowiek tak sobie biega… Najlepsze jest jednak to, że w momencie w którym odpuściliśmy, okazało się, że nikogo za sobą nie pociągnęliśmy.
„Ładnie” – tym bardziej, że psy się już trochę wkurwiły. D wyłapał parę gum, a mnie postanowili sobie zatrzymać, przy czym działo się to już jak wróciłem do grupy. Ktoś od nas złapał mnie za plecak i mocno szarpał do tyłu, a psy szarpały do przodu. Wyłapałem jakąś gumą, aż się wkurwiłem, i zajebałem mu z kopa. Ktoś jeszcze do kopaniny dołączył, i to był sygnał dla mundurowych, by odpuścić.
- Pojebany jesteś? Zobaczysz, że dzisiaj coś ci się stanie. Przetrzeźwiej! – nawrzucał mi trochę Sp, choć prawdę powiedziawszy to bieganie przy styczniowej aurze, bardzo pomagało w wydalaniu procentów z organizmu, i w sumie ja tam się dobrze czułem. Inna sprawa, co by wykazał alkomat w tym momencie – Może byś chociaż kominiarkę na twarz zaciągnął? Zobaczysz, że cię dzisiaj zawiną – dopiero teraz sobie uświadomiłem, że czapkę – niewidkę mam na głowie, ale twarzyczki sobie nie zasłoniłem w żadnym momencie.
W każdym razie dostaliśmy się pod swoje wejście. Tym samym na halę mieli dostać się fani ŁKSu wsparci przez GKS Tychy (łącznie ok.150 typa, w tym podobno 40 z Łodzi – taką liczbę podał później ktoś z tyszan), których psy podprowadziły po chwili. Łatwo się domyślić, że na dzień dobry obie strony obrzuciły się wyzwiskami, a po chwili próbowaliśmy już dobrać się sobie nawzajem do skóry. Z boku musiało to dziwnie wyglądać, gdyż między nami stały psy, które pałowały raz jednych raz drugich. Właściwie to, o co tysko–łódzkiej grupie chodziło, to już sam nie wiem. Najpierw jechali po nas, gdy do akcji wkroczyły psy intonowali bardzo popularne w tym dniu:
- Bijcie nas po głowach!! Bijcie nas po głowach!!
Gdy psy odpuszczały znów startowali do nas. Dochodzę do wniosku, że gdybyśmy jednak razem uderzyli na psiarskich przyniosłoby to jakiś efekt, bo tak to żadna ze stron przebić się nie mogła, a jedynie zbierała pałami. Trochę skłamałem, że nikt się nie przebił. Próbowałem wjechać w psa z buta, ale ten mi się odsunął i znalazłem się po drugiej stronie. U rywali chwilowa konsternacja, zajebać mi czy nie, w końcu byłem po ich stronie sam. Ten moment wykorzystało dwóch mundurowych, którzy złapali mnie za bety i przeciągnęli koło tyszan i łodzian. Któryś z psów rzucił do mnie:
- Ściągaj to – wskazując na czerwono–niebieską kominiarkę, która teraz skrzętnie ukrywała moją twarz. Nie bardzo się do tego spieszyłem więc chciał sam to zrobić, ale w tym momencie ktoś mu buta chyba wypłacił. Jakoś sobie psy dziwnie ze mną stanęły, bowiem było ich w tym miejscu tylko dwóch, a obok stali chuligani GKSu & ŁKSu. Któryś z nich zajebał psu, inny krzyknął:
- Puśćcie go! – podziałało, po chwili już byłem ze swoimi. Machnąłem jeszcze ręką w stronę moich wybawców. Po raz drugi w tym dniu udało mi się uniknąć zwinięcia, choć gdyby to nie było zaraz po Słupsku, to nie wiem czy udałoby mi się wywinąć tak łatwo. Jakoś ta sytuacja stała się sygnałem by wszystko się uspokoiło. Ci od nas, którzy mieli bilety zaczęli powoli wchodzić na halę. Ja trafiłem na jakąś kobitę z FOSY (taka firma ochroniarska, która miała zabezpieczać turniej), jakież to upierdliwe babsko było. Dojebała się do kominiarki. Po kilkuminutowych kłótniach odpuściłem. Znaczy się nie dałem czapki do depozytu jak sobie miła pani życzyła, a podałem Sp, który już w sposób mniej przypałowy przemycił ją na halę.
Gdy zajmowaliśmy sektor, w Spodku już było gorąco. Gieksa, w tym momencie ok. 100, może 150, była atakowana z dwóch stron. Z lewej okładał ich Ruch w ok. 80 typa, a z drugiej strony Górnik (ok.100). Jakoś się to uspokoiło, choć katowiczanie zmuszeni byli w pewnym momencie do opuszczenia swoich miejsc. Ruch miał sporą chrapę na dwie flagi GKSu podwieszone do sufitu, ale to jednak było nieosiągalne.
W końcu Spodek zaczął się wypełniać. Nasze miejsca były tak usytuowane, że po prawej stronie nie było obok nas nikogo. Po lewej był sektor wolny (rok wcześniej siedział tam Widzew). Nas razem z Odrą Wodzisław (zgoda już praktycznie w tamtym okresie zdychała, ale wodzisławianie grali na tym turnieju, więc siedzieli z nami) ok. 180 (z Wodzika maksymalnie 30 typa), przy czym nie wszyscy weszli na halę, bowiem nie każdy z potrzebujących zdołał zaopatrzyć się przed halą w wejściówki (ostatni weszli dopiero po zamieszkach).
Najlepszy myk podobno zrobiła tysko–łódzka grupa. Piszę podobno, gdyż w tym momencie ja byłem już wewnątrz, a zrelacjonowali mi ją kolesie. Po prostu wbili się do środka przez szybę, od razu atakując stojący w holu Ruch. Podobno chwilę się ładnie młócili.
Wracając do umiejscowienia ekip, to tak:
Dalej za tym wolnym sektorem siedział Ruch (ok. 1800), później GKS (1000), Górnik (700) i Wisła (120). Pod nami usadowili się później ŁKS z Tychami (wspomniane już 150 osób). Z grających w turnieju zabrakło na hali jedynie Lecha, którego nie wpuszczono do środka. Ktoś z FOSY mówił, że mieli siedzieć właśnie między nami, a Ruchem…
Początek imprezy był spokojny, choć wewnątrz Spodka nie było widać w ogóle psów, jedynie niedaleko nas stała grupka kilku starszych stopniem, którzy chyba byli sztabem decyzyjnym, i obserwowali przebieg turnieju. Nie domyślając się co nas niedługo czeka w trzy osoby poszliśmy połazić po hali. Był ze mną Pk – dzisiejszy emigrant, i jeszcze ktoś, ale już nie kojarzę kto był z nami. Po miejscach siedzących na dole wokół band boiska spokojnie mogliśmy się przemieszczać, ale na teren przeznaczony dla grajków nie można było się dostać bez odpowiedniego identyfikatora. Rok wcześniej takowy udostępnił Jacek Krzynówek (będzie okazja by opisać Spodek’97 i przedstawić nieznane fakty z życiorysu najlepszego obecnie piłkarza Polski, a chłopak …był kumaty ;) ), teraz trzeba było sobie radzić inaczej.
Właśnie w sezonie 97/98 zaczęto na Rakowie wyrabiać identyfikatory. Zrobiłem sobie, a co. Teraz postanowiłem użyć go w sposób niekoniecznie zgodny z pierwotnymi przeznaczeniem. Miałem na sobie bluzę na zamek, w który włożyłem identyfikator. Z daleka wyglądało to jak prawdziwy, więc nikt się mnie nie czepiał. Spokojnie sobie pochodziłem między zawodnikami różnych klubów, pozostali niestety nie mogli przemieszczać się wraz ze mną. Dzięki mojej przepustce, mogłem np. z bardzo bliska obejrzeć po raz drugi w tym dniu ekipę ŁKSu i Tychów.
W końcu znudziło mi się samotne łażenie i wróciłem do swoich kompanów, którzy właśnie zagadnęli Jaromira Więprzęcia, ówczesnego piłkarza Rakowa. Chwilę szczerze porozmawialiśmy (szczególnie intrygowało nas, czy Raków zamierza walczyć o utrzymanie na wiosnę na poważnie). Tak gdzieś koło trzeciego meczu w turnieju ponad nami coś się zaczęło. Kilkanaście metrów od nas doszło do walki GKSu Katowice z Górnikiem. W ruch poszły paski, drewniane kawałki oparć, ale furorę robiły całe siedziska, które stosunkowo łatwo było wyrwać. Taka amunicja latała dość często i gęsto, raz z jednej strony, raz z drugiej. Gdy Żabole zaczynali się wycofywać, z drugiej strony uderzyła w nich Wisła. Widok naprawdę nie do opisania. Ktoś spada kilka metrów w dół, dopada go kilka osób i napierdala czym popadnie, po chwili to oni stają się ofiarą innych agresorów.
„Heysel. Kurwa, jak Boga kocham polskie Heysel” – dziwne myśli przeszły mi przez głowę, gdy jako obserwator z tak bliskiej odległości byłem świadkiem krwawych wydarzeń.
- U nas też się coś dzieje – głos Pk oderwał mnie od moich myśli. W tym momencie dopiero spojrzałem na nasz sektor. Zaczęło coś latać między nami, a łódzko–tyską grupą.
„Jak my się tam dostaniemy” – do przebycia była prawie cała długość hali, a w tym momencie linia frontu, już nie była jednoznaczna. Przypadkowe osoby zaczęły się głębić wokół boiska. Spiker próbował zapanować nad tłumem, lecz tej machiny już nikt nie mógł zatrzymać. Jak najszybciej dostaliśmy się do swoich. Na swoim miejscu znalazłem fleka, szalik, plecak i metalową trąbkę, którą jeszcze w pociągu zarekwirowałem Pf. Kurwa znowu zapomniałem założyć kominiarki, ale jakoś o tym, w tym momencie nie myślałem. Zarzuciłem wszystko na siebie, i rozpracowałem krzesełko, które zaraz wylądowało, wśród osób na dole.
Nikt z nas nie dążył do konfrontacji wręcz. Obie ekipy ciskały wszelkiej maści przedmiotami (podobno wszystko zaczęło się od owoców i bułek). Tak się rozglądam, patrzę, a tam Ż staje na barierce i skacze w tłum Tychów i ŁKSu.
„Wariat, kurwa wariat” – nie czas na rozmyślania, nie wiem co się stało z Ż, straciłem go z oczu, bowiem musiałem uchylić się przed nadlatującym krzesełkiem. Podszedłem najbliżej barierki, by mieć pełny przegląd sytuacji. Ujrzałem komiczną sytuację, gdy Go został przygnieciony rzędem sześciu krzesełek, które wyrwał Sw. Zamiast je rozczłonkować próbował cisnąć wszystkimi naraz. Poleciały ledwie kilka rzędów w dół trafiając nieświadomego zagrożenia Go. Śmiać się jeszcze będzie z tego czas, teraz liczy się awanta. Znudziło mnie rzucanie krzesełkami. Podbiegłem do schodów. Rywale pod naporem bombardowania wycofali się z zajmowanych miejsc, kilku jednak stało pod ścianą. Pamiętam typa w dłuższych włosach, który krzyczał do reszty:
- Nie spierdalać! – w tym momencie przechyliłem się przez barierkę i wypłaciłem mu dwie bomby w głowę. Nie był koleś świadomy zagrożenia (stał do mnie tyłem), więc od razu się zerwał. Kilku tyszan rozkminiło, że na tych schodach jestem sam, więc szybko stałem się obiektem bombardowania. Zacząłem więc rwać na górę, do swoich. Jeszcze tylko odwróciłem się na chwilę, by zobaczyć, czy ktoś za mną nie biegnie, i wtedy ścięło mnie z nóg. Prosto w szyję zostałem trafiony krzesłem. Adrenalina była zbyt wielka, by móc od razu odczuwać jakiś ból. Momentalnie się podniosłem, i tymże krzesełkiem trafiłem jakiegoś młodego typa prosto w łeb. Wbiegłem na górę. Jakiś spanikowany typ z FOSY, zatarasował mi drogę, szybko jednak zmuszony został by zniknąć mi z oczu. Wzrok miałem skierowany w stronę sektora Ruchu. Właśnie stamtąd ktoś się przemieszczał w naszym kierunku. Pobiegłem po tych schodach w tamtą stronę. Akurat byłem na górze, gdy zamajaczyła przede mną postać wbiegająca na miejsce w którym stoję. Szybko zrobiłem użytek z trąbki. Efekt – koleś po ciosie w głowę stoczył się po schodach, a metalowa konstrukcja mojej broni uległa zniekształceniu.
Stojący parę metrów nade mną K, D i Kp zaczęli krzyczeć:
- Nie! – spowodowało to powstrzymanie się od dalszych ataków. K zwięźle wyjaśnił o co chodzi:
- Oni chcą razem na Tychy – rzeczywiście młoda ekipa Ruchu, po chwili krzyczała w moją stronę „układ na Tychy, układ na Tychy”.
- Dobra, za mną! – przejąłem dowodzenie, ciekawe, że dołem pobiegli ze mną tylko Chorzowscy. Chłopaki od nas w dalszym ciągu bombardowali z góry. Tysko – łódzka grupa ponownie zerwała się kilkanaście metrów, i tam się zatrzymali. Gdyby w tym momencie, nastąpił na nich frontalny atak, sądzę, że dla nich ten turniej by się zakończył. Jednak otaczający mnie Ruchofani, byli już ukontentowani. Jeden z nich przybił ze mną piątkę, i powiedział:
- Fajny dym, Medalik – może i fajny, ale kurna coś jest nie tak. Ruchu jest coś więcej już u góry, i wjechali nam na plecy. Szybko rozkminiłem sytuację: stoję sam wśród Ruchu, spod fleka wystaję mi przewiązany na szyi szalik (miałem taki ładny łączony Raków-Odra) – nieciekawie. Do tego dochodzi jeszcze ten typ, co go znokautowałem trąbką, też tu jest, ale na razie to oni sami nie kminią co jest grane. Taki głupi nie jestem, żeby czekać, aż mnie któryś w łeb pierdolnie. Szybko się zawinąłem na górę.
To co zastałem to był dramat. Spanikowany tłum zaczął rwać po krzesełkach w górę. Ci, którzy się chcieli bić od nas byli w mniejszości. Wszystko się zerwało na korytarz. Chwilę próbowałem powalczyć, nawet wjechałem z buta w pierwszego z agresorów, ale po chwili Ruchu zrobiło się więcej. Krótka wymiana ciosów i wycofałem się do reszty. Nie wiem jak do tego doszło, ale tłum wessał mnie w sam środek. Teraz byłem ugotowany. Nie miałem wpływu na nic, w samym środku, kurwa ani ruszyć się w lewo, ani w prawo – taki był ścisk wystraszonych baranów. W pewnym momencie wyjebało się parę osób, ja na nie, na mnie kolejne.
„Kurwa, uduszą mnie” – optymizmu próżno było szukać w moich myślach – „Na Heysel przecież były ofiary śmiertelne”.
Dzięki Bogu stało się coś, co odegnało złe myśli. Z perspektywy czasu jest to komiczne, ale wtedy wyzwoliło złość. Przygnieciony przez baranów zgubiłem buta. Tego było już mi dość. Patrzę, a Mz też przygnieciony drze się na wszystkich i ich napierdala. Zacząłem robić to samo. Po chwili ścisk zelżał. Myli się ktoś, jeśli pomyśli, że moja to zasługa. Po prostu jakąś barierkę za naszymi plecami szlag trafił, i barany zaczęły rwać dalej. Prosto w stronę sektora Wisły. Tłum zabrał mnie ze sobą… bez buta…
Krakowianie widząc nas od razu stanęli gotowi do konfrontacji, do takowej nie doszło, bo skumali, że nie jest to agresja przeciw nim. Pamiętam, jak jeden krzyknął w naszą stronę:
- Spierdalacie przed Ruchem? Okej, ale spróbujcie ruszyć się dalej, to w Was wjeżdżamy – biorąc pod uwagę, że w rękach co poniektórych wiślaków coś się błyszczało, barany wzięły sobie to mocno do serca. Spokojnie wróciłem na miejsce, gdzie leżał mój but. Po chwili biegłem już do ekipy, która próbowała się jeszcze z Chorzowskimi, i w tym momencie jak coś nie pierdolnie. Syk i gryzący dym. Jak się okazało to Pk cisnął gaśnicą, w stronę Ruchu, a ta po prostu eksplodowała ;)
Jakby to był sygnał do zaprzestania bojów, bowiem w tym momencie nie awanturujący się fani Ruchu zaczęli śpiewać „dla Przemka minuta ciszy”. Podchwycili wszyscy. Cała hala, przed kilkoma sekundami arena krwawych starć, zamarła. Wszyscy unieśli w górę szaliki, i w milczeniu złożyli hołd zamordowanemu w Słupsku dzieciakowi. Ktoś z Gieksy wychylił się z okrzykiem „United hooligans”, ale nie spotkało się to z aplauzem hali.
Wróciłem na swoje miejsce, usiadłem sobie na krześle, jeszcze mocno wkurwiony, na postawę Ruchu. Ktoś tam miał zdobyczną czapeczkę Ruchu (taka tekturowa z herbem – większość osób od nich była w to przyodziana), zabrałem ją i podpaliłem. Dojebał się jakiś palant z FOSY, ale w tym momencie adrenalina już opadła, poczułem ostry ból szyi, ponadto zaczęło mnie gryźć w płucach. Chwycił mnie ostry kaszel, taki przerażająco duszący. W momencie zrobiłem się zielony na twarzy. Ktoś szybko doszedł do wniosku:
- To po tej gaśnicy.
- Za…raz przej…dzie – wybełkotałem, ale Msz zdecydował, oznajmiając to typom z FOSY, głosem nie znoszącym sprzeciwu:
- Do karetki z nim.
„Nie no kurwa, nie róbmy popeliny, zaraz mi przejdzie” – nawet nie zdążyłem tego powiedzieć, gdy dwóch ochroniarzy wzięło mnie pod ręce i zanieśli do karetki. Patrzę, a tam przerażony Hn pierdoli coś, że mu nogę złamali, i że on musi do szpitala. Lekarz mówi, że nie stwierdza złamania, a ten dalej swoje. Wrzucili go do karetki. Ja nie chciałem, ale ci z FOSY powiedzieli lekarzowi, co i jak, i nawet nie miałem nic do powiedzenia. Jechałem sobie do szpitala w Kostuchnie (jakoś tak raźniej mi na duszy było, gdy usłyszałem nazwę ;) ). W karetce dalej się dusiłem, na miejscu wynieśli mnie na noszach. Dostałem jakiś pieprzony zastrzyk, od razu pod kroplówkę. Usztywnili mi kark, i dowiedziałem się, że zostaję na obserwację.
„Taki chuj, jak tu zostanę”. Już wtedy wiedziałem, że te ich podejrzenia zatrucia organizmu jakimiś chemikaliami, nie są zbyt groźne, więc nie zamierzałem zostawać z dala od domu w szpitalu (parę razy później, też tak robiłem :) ). W gabinecie, obok mnie leżał młody typ z Tychów, ktoś go dusił. „Fajnie musiałeś mieć”, ale szybko przestałem nim się interesować. Trzeba jakoś wrócić na halę. Po jakimś czasie wyszedłem na korytarz, ale dalej byłem podłączony pod kroplówkę. Cały hol był zajęty przez wielu zakrwawionych młodych typów.
„Zdecydowanie to miejsce nie jest dla mnie”. Znalazłem kilka osób od nas, więc zaraz odinstalowałem się od kroplówki, i zdecydowałem, że wracamy. Jakiś typ, wytłumaczył nam jak dojechać do Spodka. Nie był sposób prosty, w związku z tym, padło hasło:
- Jedziemy taksą, ile kto ma kasy?
Milionerami, to chłopaki nie byli, ale jeden ze szczurów zadeklarował się:
- Ja mogę drajwerowi w zastaw dać dokumenty, w Częstochowie się złożymy i prześlemy mu kasę.
Dobra pomysł niezły, poszedłem mediować na postój. Kaftan na szyi i długa opowieść urzekły kierowcę. Transport był, z tym że okazało się, iż młody ma tylko jakiś papier zaświadczający tożsamość, a nie białko. Drajwer na taki układ nie chciał iść. Był z nami Hn, więc pomny jak to spanikowany marudził przy „erce”, delikatnie mu zasugerowałem (czyt. palnąłem go w łeb, krzycząc „Dawaj białko!”), by zastawił swój dowód. W taki sposób w 4 osoby dotarliśmy do Spodka. Trochę budziłem wśród swoich sensację z moim nowym szalikiem, pozostali dodali jeszcze jak to z kroplówką opuszczałem szpital, więc hit sezonu już był.
Prawie dwie godziny nas nie było, jednak jedyne co mnie ominęło, a godne odnotowania, to wypowiedzi rzeczników wszystkich ekip, zapewniające organizatorów, że do końca imprezy będzie już spokój. Podsumowując: jedna osoba została od nas hospitalizowana, kilkunastu (w tym mnie) udzielono jakiejś pomocy medycznej, straciliśmy co najmniej cztery szale na rzecz Ruchu. W naszych rękach były dwa szale Niebieskich i kilka czapeczek (tych tekturowych). Do końca imprezy już totalny spokój. Po odpadnięciu Rakowa, wychodzimy z hali, wraz z nami Spodek opuszcza Odra (choć ich zespół grał jeszcze). Ogólnie większość wodzisławian, nie nadawała się na tego typu imprezy. W walkach uczestniczyło ich tylko kilku (trzech, może czterech). Ogólnie w tym dniu większość doszła do wniosku, że ta zgoda nie ma najmniejszego sensu, co stało się faktem niedługo później.
Reasumując turniej, jakiego nigdy się już w Polsce nie doczekamy. Jak dla mnie chuligańskie Top3 wraz z Polska-Anglia’93 i Ruch-ŁKS’04 (kolejność przypadkowa). Wypadliśmy na nim jednak dość blado. Najbardziej boli postawa w konfrontacji z Ruchem, atakowało ich nas ok.40. W rozmowach na korytarzu, jeden z tyszan, zadał mi pytanie:
- Dlaczego tak zdupiliście przed Ruchem?
Co można było odpowiedzieć. Tłumaczyłem się tym „układem na Tychy”, z którego szybko Chorzowscy się wyłamali, ale sam wiedziałem, że to niczego nie usprawiedliwia. W Spodku chuliganów mieliśmy może ze czterdziestu, gdyby wszyscy stali w jednym miejscu, to mogłoby to wyglądać inaczej, jednak byliśmy rozbici, i panika baranów zwyciężyła głos zdrowego rozsądku (dużo bardziej poszkodowani byli ci, którzy spierdalali, niż ci, którzy aktywnie uczestniczyli w dymie). Fakt jest taki, że rok 1998 był dla nas w dziedzinie organizacji chuliganki przełomowy, nie najlepszy, ale najaktywniejszy na tej niwie, a ze Spodka szybko wyciągnęliśmy naukę. Telewizja zrobiła niezłe szoł z zajść na turnieju, na szczęście dla mnie nasz sektor pokazano tylko raz, gdzie widać wyraźnie Pk, który okłada typa z Ruchu, a obok Sp jest brany na buty przez kilku Niebieskich i traci szal. Wmówiłem jareckim, że u nas się nic nie działo. Tak bladych rodziców nigdy nie widziałem, jak wtedy gdy wszedłem do domu.
O komórce siedem lat temu (teskt był pisany w 2005 roku) mogłem co najwyżej pomarzyć, a jak wyszedłem z rańca, to wróciłem późnym wieczorem. Reakcja jareckich chyba nie dziwi. Pozbyłem się oczywiście wcześniej opatrunku z szyi, a sine miejsce wytłumaczyłem, że uderzył mnie ktoś od nas przez przypadek łokciem, jak zrywaliśmy się z hali, gdy chuligani rozpoczęli awanturę :) . Matula wysłała mnie na pogotowie, więc pojechałem ze Sp. Zapisali mi jakieś okłady i coś tam. Przez tydzień Sp, poobijany, a jakże, ale jedynie na twarzy, nabijał się ze mnie i Tm (kolejny obecnie berzowy emigrant), podchodząc do nas i mówiąc:
- Zrób tak – po czym szybko kręcił głową na wszystkie strony. Mnie na to nie pozwalała szyja, a Tm spora dziura w głowie. Tm sprawił sobie jeszcze jedną pamiątkę, odkupił od Pf trąbkę, którą tak dzielnie walczyłem w Spodku. Do tej pory ma spore wgniecenie po nokaucie jednego z Ruchowców. Wracając do tematu pogotowia, w drodze powrotnej do naszego autobusu wsiadł Chm – świeży przerzut na AZS, w dodatku w szalu Włókniarza (inne były na ów czas klimaty w mieście). Chwilę pogadaliśmy, po starej znajomości (oczywiście o zajściach na turnieju), po czym, gdy miał już wysiadać, zażądałem szala. Miał opory, ale spróbował by mi tylko go nie oddać.
Gdy wysiadł, pewna laska, która przysłuchiwała się naszej rozmowie rzekła w te słowy:
- Fajny jesteś kolega.
- Miałem bardzo stresujący dzień, więc się kurwo nie wpierdalaj – tak wiem, dżentelmen to ze mnie był wtedy, że ho ho.
- Zajebisty sposób odreagowania stresów.
Teraz już się zamknąłem, a Sp długo nie mógł przestać się śmiać.

Źródło: http://rbfzine.pl/

Relacja GKS Tychy

W Spodku byliśmy w 150 osób, najlepszy dym mieliśmy z Ruchem w holu, trwał jakieś 15 minut, nas ok. 120 osób, Ruchu – ok. 80, ale co chwilę ich przybywało. Walka była wyrównana, nikt się nie cofał. Gdy dym zobaczyli kolesie od nas, którzy jeszcze nie weszli (ok. 30) wjechali do środka z szybami. Ruch wtedy spanikował i zaczął się zrywać. Najlepszy dym był między GieKSą, a Żabolami.

Relacja Górnika Zabrze

Liczby: Górnik – 800, GKS – 800, Ruch – 1600, Wisła – 200, ŁKS+Tychy – 150, Raków+Odra – 120, Lech – 70 (nie wpuszczeni). Ze względu na dymy dane nie są zbyt ścisłe. Pierwsze starcie mieliśmy na dworcu w Katowicach z psami, w wyniku którego jeden z nich musiał skorzystać z pomocy lekarskiej. Podczas meczu Górnik-ŁKS doszło do dymu z fanami GKS Katowice. Z jednej strony Gieksiarzy zaatakował Ruch, a z drugiej my. Po kilku minutach sektor przeznaczony dla katowiczan był prawie pusty. Potem zapanował spokój do momentu ponownego starcia z Gieksiarzami. W tym starciu my mieliśmy pecha, bo z drugiej strony zaatakowała nas Wisła. Podsumowując – z Gieksiarzami wyszliśmy na remis, ze wskazaniem na nas. Nasze straty to kilka szalików, kilku rannych. Zysk to ok. 30 szali, kilkunastu rannych, jeden pchnięty nożem oraz wyjebanie GieKSy z sektora.

Relacja Ruchu

W Spodku było nas najwięcej – 2500. Przed turniejem mieliśmy starcie z GieKSą, ale psy je przerywają. Następny dym zrobiła Wisła, pogonili na hali Żaboli. Później GieKSa ratuje się ucieczką przed nami. Dym trwał ponad 10 minut, aż aż podszedł do nas zawodnik Mizia, później było już spoko. Następnie GieKSa atakuje Żaboli, a z drugiej strony Żabole atakowanie są przez Wisłę. W tym starciu Górnik nie miał nic do powiedzenia. Następnie dym mamy z Tychami, Rakowem i Odrą W. Jeden z naszych odbezpiecza gaśnicę i rzuca nią w Tychy. Gdy Tychy wchodzili na sektor zaatakowali kilku naszych i zdobywają 1 szal. My na turnieju nie laliśmy się tylko z Wisłą. Zdobyliśmy ponad 60 szali GieKSy i 15 Banika O. Ten turniej to chyba nasze największe korzyści co do barw.

Źródło: zin ARCYŁOTRY nr 6

Relacja GieKSy

Raków Częstochowa – 60
Odra Wodzisław – 50
Lech Poznań – 150 (nie wpuścili ich na halę)
GKS Katowice – 1200
Ruch Chorzów – 1800
Górnik Zabrze – 1000
Wisła Kraków – 130
ŁKS+GKS Tychy – 250

Zaczęło się od tego, że Górnik wraz z Ruchem Chorzów (siedzieliśmy między nimi) zaatakowali nas prawie równocześnie. Nie mieliśmy żadnych szans, nas na sektorze ok. 300 głów, ale większość to klub kibica sami małolaci. Po obu stronach lecą w nas krzesełka i napieprzają, wypchnęli nas z naszego sektora. Później walczymy z nimi przez 30 minut, aż do czasu jak się wszyscy uspokoili i wrócili na swoje miejsca. Niestety nie udało się nam odbić terenu, tracimy po kilka szali na korzyść Ruchu i kilka na korzyść Górnika w tym tracimy 1 małą flagę „OLKUSZ”. Po 10 minutach spokoju zaczynamy burdy z kibicami KSG, pomiędzy nami stoją psiarscy w 2 rzędy, nad ich głowami co chwila latają krzesełka, wymiana pomiędzy nami , a Żabolami trwa ok. 3-4 minut, później wkurwiła się psiarnia i nas zaatakowała ale z dwóch stron lecą w nich butelki i policja ucieka. Pomiędzy nami, a KSG nie ma nikogo, dochodzi do ataków i wymiany krzesełek, butów, pasów = trwa taka wyrównana walka przez 2-3 minuty, aż do momentu kiedy w 200 hool’s atakujemy całe dwa sektory Zabrzan (czyli ok. 1000 osób), a ci zamiast walczyć wycofują się do wyjścia, my ich gonimy, lejemy i kroimy z szalików. Na dodatek gdy Zabrzanie tak panikują i uciekają (nawet skakali niektórzy z wysokości 1 piętra żeby od nas nie oberwać). Od tyłu Zabrzan atakuje 100 Wiślaków którzy kroją i leją Żaboli. W szeregach Żaboli kompletna panika. Wtedy to od tyłu 30 z Rakowa częstuje Tyszan i Żydów z gaśnicy, Tychy się wycofują lecz gdy chcą atakować, Rakowa już nie ma, więc atakują zajętych Górnikami, kibiców Wisły Kraków. Widząc to Chorzowscy chcąc „pomóc” kibicom Górnika i atakują nasze tyły, ale zatrzymują się na psiarni, więc lecą na Tychy i przy okazji niechcący przeganiają kibiców Odry Wodzisław, do Tychów się nie dostali. Po tych walkach, zadyma się uspokaja i wszyscy wracają na swoje miejsca.

Źródło: zin OFFICIAL HOOLIGANS nr 1

Tego dnia Gieksiarzy wspomagało 30 fanów Banika Ostrava.

Źródło: zin POLISH ULTRAS – PRIDE OF POLAND 1999 nr. 2 i TYLKO GIEKSA nr 4-5, listopad/grudzień 1998

Relacja GieKSy

Turniej ten zorganizowano już po raz czwarty. Przed „Spodkiem” dużo starć z psiarnią, które wywołali kibice Górnika Zabrze i GKS-u Katowice. W „Spodku” największą ekipą pojawił się Ruch Chorzów – ponad 1500, GKS Katowice – ok. 1200 lub więcej, Górnik Zabrze – 1000, ŁKS+Tychy – 70, Wisła Kraków – 90, Raków+Odra Wodzisław – 110. Lech Poznań pojawił się w sile 200 osób, lecz nie weszli i zostali wycofani na dworzec. Po wejściu do „Spodka” słychać, że jest zadyma w hali między Ruchem + Górnikiem i GKS-em Katowice. Wyrzuciły te dwie grupy ok. 200 kibiców GieKSy z sektora na którym nie było dobrych zadymiarzy. Była to bardzo długa bijatyka, dużo rozbitych głów i strat. Chciałem dodać, że kibice Ruchu wyśpiewują na każdym meczu, że pomszczą zabitego kibica, który został zabity przez kibiców Górnika. Po wejściu na sektor widać, że jak zawsze najlepiej bawi się Ruch (serpentyny, baloniki, czapeczki) – dobra organizacja. W czasie małej przerwy wszyscy kibice wstali, wznieśli szaliki w górę i uczcili minutą ciszy śmierć zabitego Przemka. Po dwóch godzinach doszło do największej zadymy pomiędzy Górnikiem a GKS-em Katowice. Zaczęło się od małych przedmiotów, które rzucaliśmy między siebie. A później leciało wszystko co się znalazło pod rękami: krzesła, kije, płytki, rurki żelazne, świetlówki itd. Policja, która stała między Górnikiem a GKS-em nic nie zrobiła, i o dziwo nie odsunęli się, i ganiamy żaboli, oni nas, i tak kilka razy. Lecz później atakujemy ich i muszą się ewakuować – kroimy kilkadziesiąt szalików. Jeszcze Wisła Kraków pomaga nam i spycha Żaboli zupełnie z sektora. Zadyma musiała się uspokoić ponieważ halówka mogła być odwołana. Do końca turnieju już się nic nie działo. Turniej wygrał GKS Katowice, który w finale, w karnych pokonał Odrę Wodzisław.

MIROS

Relacja Rakowa

O godzinie 8:00 zbieramy się na dworcu głównym – jest nas ok. 100. Pociąg mamy o 8:25 – wszyscy wsiadają, jedziemy z psiarnią. Na dworcu „Raków” wsiada jeszcze 50 hool’s. Droga do Katowic przebiega spokojnie, bez żadnych kamionek. Trwa niezła zabawa i popijawa. W Katowicach jesteśmy po 10-tej. Powoli z obstawą idziemy w kierunku Spodka. Koło hali na rondzie stoimy ok. 1 godziny. W tym czasie kilku osobowa grupa GKS-u zostaje przez nas pogoniona, pały zwijają jednego z naszych, ale po kilku minutach dołącza do nas. Po wejściu mamy dym z ŁKS-em i Tychami. W środek zadymy dostają się pały i dostają oklep od dwóch ekip. Straty z naszej strony niewielkie – kilku poobijanych kolesi. Ze strony policji dwóch ma rozjebane czachy. Po zadymie dołącza do nas 6 kolesi z Odry – porządnie obici przez GKS i wykrojeni. Do hali wchodzimy bez żadnych przeszkód. Gdy siedzieliśmy we własnym sektorze napieprzały się grupki Ruchu z ŁKS-em+Tychami. Zadyma była konkretna (nawalali się wszystkim: krzesłami, doniczkami, puszkami po CocaColi). Dym trwał z 5 minut. W okresie trwania 3-go meczu turnieju GKS napieprzał się z Górnikiem. Z drugiej strony KSG zaatakowali fani krakowskiej Wisły. Wtedy zaczęła się prawdziwa zadyma. My sprowokowaliśmy ŁKS i Tychy i zaczęliśmy się z nimi napieprzać. Nam było łatwiej ponieważ byliśmy na wyższym sektorze. Mieliśmy lekką przewagę, ale z drugiej strony zaatakował nas Ruch. Wtedy Odra i część od nas (małolatów) spanikowała i zaczęła uciekać. Ale nie mieli dokąd, bo z drugiej strony była Wisła. Turniej przerwano na 2 godziny. Od nas 4 ranni w tym 1 w szpitalu. Po odpadnięciu z turnieju udaliśmy się w drogę powrotną, która przebiegła spokojnie (a jak my wychodziliśmy to Ruch tak pogonił GieKSę, że uciekli z własnego sektora, a Chorzowscy nawalali się z Górnikiem). Ruch miał najlepszą ekipę. W domu byłem o 21:00. Wyjazd zajebisty.

Ruch – 2000, GKS K. – 1000, Górnik Z. – 1000, Wisła Kraków – 200, Raków Cz. – 150, Odra W. – 50, ŁKS Łódź + GKS Tychy – 120, Lech – x (nie wiadomo ilu, nie weszli na halę).

PAWEŁ

Źródło: zin HOOLIGANS FRONT nr 1

Relacja GKS-u

W dniu 17.01.1998r. w Katowicach odbył się turniej halowy w Spodku. Zaproszono 8 klubów pierwszoligowych, a wraz z nimi pojawili się fani, którzy jak się okazało byli największą atrakcją tego turnieju. Statystyka według mnie wygląda następująco: Ruch Chorzów ok. 1500, GKS Katowice ok. 1000, Górnik Zabrze ok. 700, Odra Wodzisław ok. 60, Raków Częstochowa ok. 80, Wisła Kraków ok. 150, ŁKS Łódź ok. 60+150 Tychy, Lech podobno 150, ale nie zostali wpuszczeni. Na hali pojawiło się około 5000 widzów, którzy w dużej ilości opuścili katowicki obiekt po incydentach, jakie miały miejsce na turnieju. Godne uwagi jest to, że na hali nie było psów, a zamiast nich pojawiła się ochrona, która i tak nie miała wpływu na to, co się działo.

Pierwsza awantura zaczęła się podczas pierwszego meczu, wówczas to powoli wszystko się rozkręcało. Najpierw kibice GKS-u wszczęli lekkie przepychanki z fanami Górnika Zabrze (lub na odwrót), gdy trwają już poważniejsze spięcia z drugiej strony zbiera się grupa Ruchu Chorzów i w najmniej spodziewanym momencie uderzają w nasze plecy. Atak z zaskoczenia to dobry początek każdej zadymy i daje dużą przewagę. Nie inaczej było i tym razem. Po chwili z dwóch stron lecą w stronę naszego sektora (w dodatku niepełnego, bo prawie wszyscy byli w przerwie na korytarzu) krzesełka, kawałki drewna, rurki itp. Po obu stronach bitwa z wrogimi grupami, które z dużą zawziętością próbują wygonić nas z sektora.

Atak z dwóch stron podziałał szczególnie na małolatów, którzy wprowadzili panikę, przez co chętni do walki z dołu nie mogą dostać się do góry na zadymę. Po 10 minutach na sektorze jest mało Gieksy, żeby postawić się napastnikom. Przewaga ich jest tak silna, że wypychają nas z sektora. Ruch i KSG mają do siebie kilkadziesiąt metrów, jednak co się dzieje! Górnik wolał kroić 20 Gieksiarzy, którzy nie mają gdzie uciekać i tracą flagę „Olkusz”. Ruch wtedy miał wymarzony moment do zetknięcia się z KSG, aby wyrównać porachunki, ale prawie w ogóle na siebie nie reagowali. W pewnym momencie wydawało się, że te dwie grupy zapomniały w ogóle o nienawiści do siebie, z dołu już w doborowym składzie wraz z Banikiem atakujemy Ruch i Górnik, przy czym mamy o wiele trudniejsze zadanie, bo atak przeprowadzamy z dołu, a wiadomo, że w takich wypadkach wygodniej jest im odeprzeć atak. Po obu stronach wznawiamy szturmy, latają kawałki siedzeń. Pierwsza zadyma kończy się po 30-40 minutowych zmaganiach trzech zwaśnionych klubów. Wszyscy wracają na sektory, tym razem zamiast ochrony między nami staje psiarnia. Po wejściu zakutych łbów wszyscy zgromadzeni szalikowcy pałają nienawiścią do policji po słupskiej tragedii (śmierć Przemka Czai spowodowana interwencją zomowca), wspólnie bluzgają na psy, trwało to kilka minut. Na widowni spokój, dochodzi tylko do pewnej sceny, kiedy to zabrzanie śpiewając „ile macie mistrzów” próbowali nam jak zawsze i bez skutku dogryźć. Gdy usłyszeli to chorzowscy zaczęli się cieszyć i przyklaskiwać (czyt. lizać dupę), gdy Ruch zaś zaczął bluzgać Gieksę także żabole zaczęli powtarzać bluzgi. Czy to jest zachowanie dwóch najbardziej wrogo do siebie nastawionych ekip na Śląsku? Moim zdaniem nie, jeżeli razem pomagają sobie w zadymie i bluzganiu. A może pozostały jakieś sentymenty po ich słynnej zgodzie, jaką mieli kilka lat wcześniej (mowa tu o tzw. „śląskiej sile” – stworzonemu układowi/zgodzie pomiędzy Ruchem i Górnikiem na mecze reprezentacji Polski rozgrywane w Zabrzu). Spokój raz jeszcze został przerwany, po pierwszych wydarzeniach musieliśmy je jakoś sobie odbić. Pierwsi sprowokowali nas żabole i właśnie z nimi rozpoczęliśmy dym większy i dłuższy, niż za pierwszym razem, ponieważ dołączyły się wszystkie obecne ekipy. Wiadomo, że była psiarnia, która nas izolowała. Tyle, że po chwili nad łbami psów zaczęły fruwać krzesełka i nie jednym takim krzesełkiem oberwał pies. Psiarnia po kilku minutach nie mogąc uspokoić kiboli… wycofuje się. Widać było u nich niepewność i strach po słupskich wydarzeniach (przed Spodkiem było  około 300, 400 psów). Lepiej dla nas wszyscy mogli skoncentrować się na dymie, który na początku był wyrównany: raz górą byli  zabscy, a raz Gieksa. Obie te grupy przeganiały się wzajemnie, przy okazji była obfita wymiana krzesełek, rurek, praktycznie latało wszystko czym dało się rzucić i uszkodzić przeciwnika. Podczas, gdy my byliśmy z Górnikiem wzajemnie sobą zajęci, inne grupy kiboli, które z początku tylko się przyglądały, zaczęły na nasz wzór szukać dymu. Tak więc Ruch po ponownej próbie dostania się do naszych pleców, a potem żydo-tyszan (którzy zasiedli na parterze) pogonili podobno tylko Odrę Wodzisław. Wcześniej Raków w liczbie około 20-30 osób zbiega na parter i częstuje żydo-tyszan z gaśnicy co wywołuje w szeregach żydów lekką panikę, Raków nie daje szansy rewanżu żydo-tyszanom i zmywa się. W tym czasie dochodzi do przełomu na linii GKS-Górnik, ostateczny atak chuliganów Gieksy powoduje ucieczkę kibiców KSG. W szeregach  Zabrza widoczna jest panika, a ci co próbują zatrzymać sprinterów muszą zrobić to co oni. My z tyłu lejemy i rzucamy czym się tylko da w plecy Górników. Mniej więcej w tym samym czasie atakuje ich grupa Wiślaków, która dobiła Zabrze różnymi przedmiotami. Nie ma wątpliwości, że nic im już nie pomoże. Na hali Raków, który się w szybkim tempie uwinął i zniknął pozostawił niesmak u żydo-tyszan, którzy bez chwili zastanowienia uderzają w tył zajętych wiślaków. I już po chwili trwa tam walka. Po tych burdach nastaje spokój, wszyscy wrogo nastawieni kibole wracają na swoje miejsca, a hala po chwili zostaje opanowana przez wzmożone oddziały policji. Są plany, by przerwać imprezę, ale organizatorzy decydują się na dokończenie turnieju. W tym roku (nareszcie!) puchar zdobywa GKS Katowice, który w karnych pokonuje wodzisławską Odrę.

Relacja Górnika

Do Katowic wyruszyliśmy jak to zwykle bywa w obstawie psów. Po wyjściu na dworcu w Katowicach zauważyliśmy kilkunastoosobową grupkę (potem dowiedziałem się, że był to Banik+”Gieksa”), na którą od razu ruszamy, ale ci spierdalają. Zaraz potem na dworcu dochodzi do dymu z psami, w wyniku którego jeden pies dostał śmietnikiem w czajnik i wylądował w szpitalu, a gość, który mu przypierdolił został zawinięty. Dalsza droga mija spokojnie. Pod halą dochodzi do starcia pomiędzy nami i policją, która odgradzała nas od Gieksiarzy. Tutaj GKS zachował się dosyć biernie, gdyż nas było 30-40 osób (reszta zdążyła już wejść), a Gieksy z 10 razy więcej. Prawdopodobnie w tym samym czasie na hali w Górnika wdupiła Wisła, kasując kilka szali. Przed rozpoczęciem gier była minuta ciszy na uczczenie pamięci Przemka, którego zamordował pies. Minuta ta nie trwała tyle ile miała trwać, gdyż frajersko zachowała się Gieksa, która zaczęła śpiewać. Za jakiś czas dochodzi do pierwszego dymu (z tych na hali) z Gieksą. W tym starciu przeważały solówki oraz walki na pasy, fruwało także trochę krzesełek. Powoli Gieksiarze wycofywali się ze swoich miejsc pod naszym naporem, gdy z drugiej strony uderzył w nich Ruch i wspólnie rozpierdoliliśmy cały ten GKS. Gdy na sektorach nie było już Gieksy pomyślałem sobie: „teraz to Ruch nas zajebie”, ale o dziwo (sam nie wiem dlaczego) Ruch w nas nie ruszył, a mogło być gorąco. W tym starciu Gieksa straciła bardzo wiele szali (około 20-30), z naszej strony także były straty, ale nie tak liczne. Jeszcze przed turniejem goście od nas skroili małą flagę Gieksy „Olkusz”. Potem wszystko się uspokoiło, ale nie na długo. Gieksa na nas zaczyna śpiewać: „tak się boicie, że układ z Ruchem robicie”, Ruch na to swoje: „śmierć za śmierć”, a my ruszamy w GKS. Początkowo Gieksiarze się cofnęli, ale po jakimś czasie walka się wyrównała. Latało mnóstwo krzesełek i innych rzeczy, które były pod ręką. Ten dym był o wiele konkretniejszy od tego wcześniejszego, lało się więcej osób. Gieksa uzyskiwała powoli nad nami przewagę, gdy z drugiej strony zaatakowała Wisła i musieliśmy spierdalać. Podczas ataku Wisły dwóch od nas dostało od nich kosami (jeden miesiąc w szpitalu).W tym dymie między nami , a Gieksą i Wisłą była spora „wymiana” szali, a także (szczególnie po naszej stronie) mnóstwo rozjebanych głów. Potem po apelach i negocjacjach z przedstawicielami wszystkich ekip, obyło się już bez zadym. W międzyczasie wycofała się z turnieju drużyna Lecha. Powrót do domu spokojny.

Liczby ekip wg mnie: Ruch ok. 2000 tradycyjnie najlepiej się zaprezentowali, GKS ok. 1000-1200 szkoda, że dwie najlepsze flagi zawieszone mieli pod sufitem (układy z organizatorami), bo były by nasze, Górnik 800-1000, Wisły ok. 200 niezła ekipa, prawie sami konkretni goście, Raków+Odra ok. 150, ŁKS+Tychy ok. 150. Nie został wpuszczony Lech, który był w 90 osób. Z dotychczas rozegranych turniejów ten był najlepszy(pod względem hool’s), ale chyba ostatni

MAKIEŁ

Relacja Rakowa

Na tę imprezę wyruszyliśmy pociągiem o godzinie 8:00 rano w sile 120 osób. Jechało z nami 15 psów, którzy po wydarzeniach w Słupsku byli bardzo grzeczni. Do Katowic dojeżdżamy bez większych przygód. W drodze do Spodka tuż przed halą atakuje nas siedem dyszek Gieksy. GKS po krótkim starciu zrywa się. Przed wejściem na hale drobne utarczki z fanami ŁKS-u i GKS-u Tychy. Gdy czekaliśmy na bilety na hali miała miejsce już pierwsza zadyma (ta mniejsza). Tuż po naszym wejściu walka w katowickim Spodku rozkręciła się już na dobre. Zaczęła Gieksa atakując Górnik Zabrze, którego po chwili z drugiej strony zaatakowała Wisła, ośmieszając zabrzan. Po chwili do całej awantury włączyliśmy się też my atakując krzesłami siedzące pod nami połączone siły ŁKS-u i GKS-u Tychy. Nasi rywale ograniczyli się tylko do odrzucania naszego sprzętu. Całą zabawę przerwał nam Ruch, który nas zaatakował. Musieliśmy na chwilę opuścić sektor, gdyż walka trwała na koronie hali. Wtedy Tychy podeszły wyżej i rzucali w pusty sektor. Chyba chcieli pokazać, że nas wygonili. Napastników z Chorzowa oceniam na jakieś 50 osób dobrze uzbrojonych. Straciliśmy niestety trzy szale, zdobywając jeden. Cała awantura trwała kilkadziesiąt minut, dalsza część imprezy bez większych zakłóceń. Powrót bardzo spokojny. Jeśli chodzi o liczbę poszczególnych kibiców to było ich dużo mniej, niż w latach ubiegłych, a wyglądało to tak: Wisła 150, Górnik 800, GKS Katowice 1200, Ruch 2000, Odra Wodzisław 30, Raków 120, GKS Tychy 100+40 ŁKS.

MARAS

Źródło: ULTRA nr2

Opis kibica GKS-u

Otóż każdy zainteresowany słyszał o totalnej bijatyce, która miała miejsce w katowickim Spodku poprzedniego roku podczas rozgrywanego tam turnieju halowego. Wiele na ten temat się mówiło i mówi nadal. Wielu podawało różniące się wersje. My przedstawiamy tę prawdziwą.

-pierwsza potyczka-
Dla nas była to porażka, ale nie blama bo nie znam klubu w Polsce, który stawił by czoła dwóm przeciwnikom na raz i to nie byle jakim. Mowa tu o kibolach z Chorzowa i Zabrza. Pierwsi wiadomo najlepsi są na Śląsku i czołówka polish hools. W dodatku było ich najwięcej, około 2000. Co do kibiców z Zabrza to było ich dwa razy mniej i na pewno nie były to małolaty. Obie te siły wyrzuciły „nas” z sektorów, ale „nas” to nie oznacza wszystkich, bo większość naszej chuligańskiej załogi dopiero dostawała się na sektory, gdy jadka już trwała. Jednym zadziwiającym nas faktem była piękna współpraca między najeźdźcami. Wielu słyszało i widziało jak to obydwa obozy dogadywały się. Uzgodnili oni, że w tym dniu leją tylko GieKSę. Gdzie ta nienawiść chorzowskich do żaboli? Istnieje ona chyba tylko w Radlinie.

-potyczka druga-
Tu już było tak jak miało być w pierwszym dymie. Udział brały trzy strony: Wisła, Górnik i my. Długo to żabskie nie zwyzywały nas od cykorów bo sami się w nich wcielili. Do starcia pomiędzy żabolami a nami doszło tuż po wstępnym obrzucaniu się krzesełkami. W dymie tym brali też udział chuligani spod „białej gwiazdy”, którzy atakowali ich z drugiej strony. Wiślacy piszą swoich zinach, że skroili szale Górnikowi i nam. Otóż zdobyczne szaliki Katowic, to te, które żabole pokroili nam w pierwszym dymie, a starcia między nami a wiślakami nie było. Oczywiście w międzyczasie działo się też wiele ciekawego po drugiej stronie Spodka. Walczyło tam pięć ekip: Tych, Łodzi, Wodzisławia, Częstochowy i Chorzowa. Nie widzieliśmy tego na własne oczy więc nie będziemy tego opisywać.

W podsumowaniu najlepiej prezentowali się kibice z Chorzowa. Potrafili oni świetnie dopingować swój zespół jak i stawać do walki. Kibice Wisły nie mogli nic innego zrobić poza najazdem na zabrzan, bo mieli tylko ich za sąsiadów. My natomiast pokazaliśmy żabolom kto jest lepszy, poza tym wygraliśmy turniej.. Na turnieju tym obecni byli nasi znajomi z Ostravy. Brali oni czynny udział w obydwu zadymach.

Źródło: zin ULTRAS nr 0

Relacja kibica GieKSy

Z nami w Spodku było ok. 10 kiboli Banika. Na początku Ruch i Górnik zaatakowali Gieksę, dzieląc ją na dwie grupy; jedna przy górnej części trybun, gdzie stawiali opór żabolom i o mało co jeden by nie wypadł przez okno z 20 metrów, ale go wyciągnęliśmy. W holu Spodka stało dużo cykorów bojących się wejść na halę. Nagle do holu wbiegł kibol i krzyknął: „Zabili naszego, te ch*je zabiły naszego”. Później wnieśli nieprzytomnego gościa. Potem ok. 20 skinów z holu zaczęło wypierać chorzowskich i Górnik. We wszystko wpakowały się pały i zepsuły bal. W trakcie meczu Wisła – GKS, Gieksa zrobiła szturm na żaboli, tłukąc ich i krojąc (mało się nie pozabijali jak spie*dalali w panice po schodach). KSG straciło ok. 10 szali i dwie kominiarki. Nagle Gieksa zaczyna się cofać, a KSG napiera, wtedy Wisła zaatakowała ich z drugiej strony i byli obijani z dwóch stron; przez nas i Wiślaków. Jeszcze przed halą dostało się od nas Rakowowi i Odrze, którzy przyjechali razem.

Łukasz from GKS Katowice

Źródło: zin SOCCER ZONE 1998 nr 4 (Bachowice)

Relacja kibica KSG

Obecne ekipy: Górnik 800, Ruch 1600, GKS K-ce 800 (1200 na finałach), Lech 80+ Arka 12+ KSZO 8, Wisła 100, Odra + Raków ok. 120, ŁKS + Tychy ok. 150.

Z Zabrza wyruszyliśmy o 9:30 w sile 800 fanatyków. W Katowicach na dworcu zaczynamy lać się z psiarnią – jeden z nich zostaje ukarany koszem na śmieci. Przed Spodkiem w 30 HOOL’S atakujemy psy, lecą kamienie i kosze, obok stoi GKS i kiedy my walczymy z psami to blinga na Górnik. Na hali siedzimy między GKS-em, a Wisłą, od razu zaczynamy lać się z Katowicami. W tym czasie z drugiej strony atakuje ich Ruch, wtedy następuje totalna klęska GKS-u. Tak spie*dalali, że tratowali się nawzajem, większość wyskakiwała z sektorów przez barierki. Około 100 kiboli GKS-u uciekło w górę sektora, tam byli nie lani, tylko katowani przez naszych HOOL’S. Kilku zostaje potraktowanych kosami. Gdy już wszyscy z Katowic pouciekali do Spodka wchodzą psy, oddzielając Nas od sektora GKS-u. W przypływie odwagi zaczynają wracać na swoje miejsca z których przed chwilą spie*dalali zostawiając kolegów i flagi. Gdy uzbierało się ich ok. 800 zaczynają wyrywać krzesełka i atakować nasz sektor, robimy to samo, gdy zrobiło się gorąco psy uciekły. Wtedy zaatakował nas z jednej strony GKS, a z drugiej pojeb*na krakowska Wisła. Wtedy trochę spanikowaliśmy i GKS nas pogonił, lecz nie trwało to długo, wlatujemy na sektory, GKS ucieka i nie podejmuje walki. Gdyby nie Wisła zlalibyśmy Katowice drugi raz. Oprócz tej zadymy Tychy walczyły z Ruchem. Do Spodka nie wpuszczono Lecha (nie mieli biletów). Ogólnie turniej bardzo udany, zyski Górnika to 30 szali GKS-u i flaga „OLKUSZ”, czapeczka Wisły. Straty to 10 szali na rzecz Wisły. Gdy staliśmy przed Spodkiem Wisła zaatakowała małolatów od Nas, którzy siedzieli na sektorze.

Lasia

Źródło: zin ULTRA 1998 nr 3 – Pismo fanatyków Górnika Zabrze

PRASA:

LECH W ODWROCIE

Drużyna Lecha Poznań wycofała się z turnieju zaraz po swoim pierwszym występie. Obrońcy trofeum uznali, że gra w takiej atmosferze nie ma sensu. Taką decyzję podjęło kierownictwo zespołu, a zawodnicy bynajmniej nie protestowali. Piłkarze Lecha, przed powrotem na obóz do Wisły ujrzeli krótką bójkę pomiędzy kibicami Katowic i Górnika Zabrze, a także ogólną bijatykę, która ogarnęła już całą halę. Trudno się dziwić, że ten widok mocno ich przeraził.

-Mogło dojść do powtórki ze Słupska – stwierdził Piotr Reiss. - Każda błędna decyzja arbitra mogła spowodować eskalację chamstwa kibiców. W takiej sytuacji nietrudno o tragedię. Czy wobec tego gra miała jakiś sens?

Piłkarze pozostałych klubów nie mieli takich dylematów, gdyż zdecydowali się pozostać w „Spodku”. Wróćmy jednak do problemu poznańskiego

-Już po tych pierwszych starciach doszły do nas głosy o ofiarach śmiertelnych – rozpoczął II trener Lecha, Ryszard Jankowski. -To nas, mocno przeraziło. W takiej atmosferze my sami mogliśmy zostać poszkodowani. Jedno jest pewne, nie tylko my powinniśmy byli podjąć decyzję o wycofaniu się z imprezy. Gdyby pozostałe drużyny uczyniły to samo, to może ci pseudokibice wreszcie zrozumieliby, na czym polega ich błąd.

Menadżer Roman Jakóbczak: -Nie tylko lała się krew, ale i sytuacja wymykała się spod kontroli służb porządkowych. Powiem krótko, wycofaliśmy się w trosce o zdrowie zawodników.

Protest poznaniaków na pewno był słuszny, ale przecież na stadionie Kolejorza także dochodzi do różnych zajść i bynajmniej piłkarze Lecha nie opuszczają demonstracyjnie boiska.

AGRESYWNI

-KATOWICE. Wszystko co działo się w sobotę w centrum Katowic zapowiadało „powtórkę ze Słupska”. O planowanych zadymach wiedzieli wszyscy, przynajmniej od tygodnia. Do Spodka na sobotni turniej wpuszczono 6 tys. kibiców. Mimo rewizji na bramkach, do hali udało się przemycić noże i kule od łożysk. Bezpieczeństwo imprezy miało zagwarantować 300 nieuzbrojonych ochroniarzy, a na zewnątrz ok. 400 policjantów.

Do pierwszej zadymy nie licząc demolowanych pociągów, doszło na widowni przed inauguracyjnym meczem. W powietrzu latały krzesła i metalowe kulki. Brak reakcji służb porządkowych dał uczestnikom „walk” poczucie bezkarności. Chwilowy spokój zapanował po zapowiedzi wycofania się z turnieju zespołu chorzowskiego Ruchu. Podczas trzeciego spotkania awantura rozgrzała na nowo. Wyrywano krzesła z widowni, barierki, zdemolowano toaletę. Dopiero wtedy ochroniarze, nie mogąc sobie poradzić z tłumem wezwali policję.

Kilkudziesięciu lżej rannych uczestników bójki, najczęściej z pokiereszowanymi głowami opatrywano na miejscu. Widok był przerażający. Rozbite głowy, złamania powstałe na ogół w wyniku skoków z wysokości, rany cięte i kute.

-Ale na ten bilet będę mógł znowu wejść? dopytywał się jeden z rannych. Pierwsze wieści mówiły o ofiarach śmiertelnych; na szczęście były to plotki. Wielu poszkodowanych nie chciało skorzystać z pomocy medycznej. Karetki zabrały ok. 30 ciężej rannych osób. Do niedzieli w szpitalu zatrzymano sześć. W Chorzowie na obserwacji przebywa 13-latek, który był duszony szalikiem, w szpitalu w Murckach znajdują się cztery ofiary. Zanotowano pchnięcie nożem w udo. Przed imprezą jeden z mężczyzn przebiegając jezdnie pod Spodkiem wpadł pod tramwaj. Inny kibic został ranny w wyniku upadku z wysokości pierwszego piętra. Jeszcze innego stratowano.

Drużyna Lecha Poznań w trosce o bezpieczeństwo zawodników opuściła Katowice. Turniej przerwano na dwie godziny. -Teraz dajmy spokój, spotkamy się na ulicy – dopiero taki „rozejm”, ustanowiony przez… szefów kibicowskich bojówek sprawił, że zawody mogły być kontynuowane. Nieoficjalnie wiadomo, że organizatorzy znaleźli się pod ścianą. Powstała alternatywa: albo gramy dalej, albo będzie trzeba poczekać na posiłki policyjne. A trzymanie znudzonego tłumu na trybunach mogło się zakończyć tragicznie. Obawiano się też, że przerwanie turnieju spowoduje przeniesienie starć na katowickie ulice. Jeszcze przed zakończeniem imprezy policja eskortowała grupę kibiców na dworzec kolejowy.

Policja zatrzymała… jedną osobę i to na dworcu, za atak na funkcjonariusza. Przyśpieszony tryb orzekania przed kolegium ds. wykroczeń tym razem się nie sprawdził. Sprawcy zamieszek pozostali bezkarni.

PIERWSZA KREW W „SPODKU”

Około 200 rannych osób – taki jest smutny bilans turnieju piłkarskiego w katowickim „Spodku”. Jeszcze w trakcie trwania imprezy mówiło się także o ofiarach śmiertelnych ale ostatecznie sami organizatorzy zdementowali te pogłoski. Zanim jednak do tego doszło wielu utrzymywało, iż jeden z kibiców zginął pod kołami tramwaju, a drugi został zabity już w samej hali. Przyczynną śmierci miało być zadanie ciosu nożem czy też nawet tasakiem. Jak się ostatecznie okazało – rzeczywiście któryś z „szalikowców” został potrącony przez tramwaj, lecz poza ogólnymi obrażeniami nie doznał większego uszczerbku na zdrowiu. Przyprowadzono również do punktu pierwszej pomocy kibica, który według relacji trzymających go pod ramię kolegów oberwał tasakiem. Miał on ranę wskazującą na zadanie ciosu ostrym narzędziem, ale lekarze szybko opanowali sytuację. Cała zadyma rozpoczęła się od kilkuminutowej bójki kibiców Górnika Zabrze i Katowic. Do tej utarczki włączyła się jeszcze grupka fanów Ruchu Chorzów, ale w tym przypadku obyło się bez interwencji policji. Firma ochroniarska „Fosa” zdołała uspokoić dzicz, ale jak się później okazało – sielanka nie trwała zbyt długo.

Pierwsze zamieszki miały miejsce w trakcie meczu otwarcia pomiędzy Górnikiem a ŁKS-em. Wojna zaczęła się, gdy na parkiecie występowały Wisła i Katowice. Z górnych sektorów leciały całe rzędy powyrywanych krzeseł. Przedstawiciele „Fosy” nie umieli sobie z tym problemem poradzići nie wiadomo jak zakończyłaby się cała impreza, gdyby nie interwencja policji. Początkowo przebywający przed bramami „Spodka” policjanci nie chcieli wchodzić do środka twierdząc że ingerencja nie leży w ich gestii. Dopiero na prośbę organizatorów siły porządku wkroczyły do akcji. Nim w hali zapanował spokój, do punktu medycznego trafiło około 100 osób. Tyle krwi w „Spodku” już dawno nie widziano. Ostatnio w tej hali przemoc dominowała przy okazji wyświetlania filmu „Pierwsza krew”. Chuligani, mieniący się piłkarskimi kibicami, pokazali że nie chcą być gorsi od filmowego Rambo.

SPODEK 98 – Chcieli krwi

Wszyscy wiedzieli, że w sobotę w Spodku będzie zadyma. Od domysłów huczał cały Śląsk i Kraków. I nikt nie mówił o walce z policją, o zemście za śmierć Przemka Czai. Młodzi chłopcy chcieli tylko zrobić porządek w „lidze chuliganów”…

-Niech pan przyjedzie do Katowic, będziemy się nadupcać z hanysami – mówił dzień przed zadymą podekscytowany 15-letni fan Wisły Kraków.
Jeszcze większa mobilizacja panowała na Śląsku. Ruch Chorzów od dawna szukał zemsty na Górniku Zabrze, za zabitego w maju Romka. GKS Katowice chciał wreszcie dowieźć, że ma nie tylko najliczniejszych, ale i odważnych fanów. Kibice nieistniejącego już GKS-u Tychy pragnęli pokazać, że w ogóle żyją. Wszyscy ostrzyli sobie zęby na Lecha Poznań za ich sojusz ze znienawidzoną Arką Gdynia.
-Dlaczego oni wszyscy lubią się tak napie*dalać? – pytał mnie jeden z normalnych kibiców? – Dlaczego?
-Kiedy Wojtek biegał po hali z roztrzaskaną głową, nie myślał ani o bólu, ani o krwi zalewającej mu twarz. Kiedy lekarze zabrali go do karetki, krzyknął jeszcze do kolegów: „Zszyją mnie i zaraz wracam!”. Bo dla fanatyka rana na głowie to jak wojenna blizna. Powinni za nie dawać medale. Dla Wojtka najważniejszy jest Ruch i kumple – „Mam tylko ich, reszta to NUDA, WIELKIE GÓWNO” – mówi.
-19-letni Patryk skończył technikum i nie wie, co z sobą zrobić. Mieszka w Krakowie na osiedlu, gdzie większość młodzieży kibicuje Cracovii. Wylądował już nawet z tego powodu w szpitalu, ale pozostał wierny Wiśle. Nie pamięta, ile farby zużył na hasła pisane nocą po murach. Nie pamięta też, w ilu zadymach brał udział. Może było ich 20, może 25. W sobotę szedł jak burza z kawałkiem ostrej deski w jednej ręce i ciężkim pasem w drugiej. Potem stracił przytomność po uderzeniu metalową kulką w głowę. Teraz siedzi na ławce; przed chwilą zwymiotował. Obok leży nóż, który przemycił do hali w bucie. -I ch*j, że boli. Następnym razem pójdę znowu walczyć – zapewnia. -Kto w tym nie uczestniczył, ten nie zrozumie. Kiedy idziesz w tłumie i 300 osób krzyczy: WISŁA!!!, to wpadasz w trans. I nic się nie liczy. Mógłbyś nawet zginąć za swój klub.
-Ale przecież piłkarze i działacze wcale tego nie chcą.
-To my jesteśmy klubem! My jesteśmy najwierniejsi. Nawet jak drużyna będzie ostatnia w tabeli, my zawsze przyjdziemy na mecz naszej Wisełki.

ZE SPRZECIWU I DLA IDEI

-Mirek – jasnowłosy niski chłopak, nienawidzi Ruchu, a dałby się pokroić za GKS. Mieszka w Dębnie, dzielnicy Katowic. Szare, brudne kamienice, śmierdzące ulice, kawiarnia i dwa burdele. Syf.
-Nie wiem, co w życiu robić. Kraść? Chodzić na dyskoteki? Nie chcę być taki jak starzy. Harówka, gazeta, wyro i potem dzieciaki. Wystarczy, że brat poszedł w ślady ojca. Nigdy nie wierzył, że można żyć inaczej. Teraz pół pensji przepija w niedzielę z kolegami w kuflotece i gada o pierdołach.
-Uważasz, że jesteś lepszy?
-Tak. Bo żyję dla idei: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Mam przyjaciół i wiem, że pozostaną mi wierni. Nie pytają o stopnie, o przyszłość. Nie ma przyszłości. Liczy się tylko „GieKSa”. Jak idziemy razem, to wiem że nikt nie spie*doli, że nie zostawi mnie w potrzebie. I dlatego mam dla kogo żyć.
Są przekonani, że poczucie samotności, bezradności i bezsensu może złagodzić tylko grupa przyjaciół.

DLA TELEWIZJI I PRASY

Drugi raz z Patrykiem rozmawiam w poniedziałek. Ma zabandażowaną głowę i jest wściekły. – W żadnej gazecie nie napisali, że to my zaczęliśmy zadymę. Dziennikarze kłamią!
Od co najmniej dwóch lat wszystkie większe zadymy są pokazywane całej Polsce w telewizji i opisywane w gazetach.
Na tej podstawie określa się m.in. miejsce w „lidze chuliganów”. A ta jest dla fanatyków o wiele ważniejsza niż pozycja ukochanej drużyny w prawdziwej tabeli.
Wszyscy w Spodku wiedzieli, że im bardziej zadymia, tym więcej pokaże telewizja. I przestaną być anonimową masą. Będą bohaterami. Kimś.
Zaczęli więc na początku turnieju i tłukli się parę godzin. Wszyscy przeciwko wszystkim.
Tuz przed godz. 13 stoję kilkadziesiąt metrów od okładających się fanów z Chorzowa i Tych. Na horyzoncie jeszcze dwa ogniska walki. Obok mnie przysiada kilkunastolatek. Wyjmuję lornetkę, patrzy w dal i notuje coś w zeszycie. Przyjechał z łodzi, gdzie wydaję gazetkę dla kibiców. Rozdeptane adidasy, wymięta bejsbolówka na głowie. O sobie mówi krótko: dwie klasy liceum, repeta, koniec marzeń o studiach. Od lutego zaczyna z bratem produkcję szalików.
-Super materiał! Super zadyma!
-wznosi kciuki do góry. -Wiedziałem że się będą bili jak nigdy. Dlatego przyjechałem, choć Widzew tu nie gra.
Jarek mówi że demolujący halę szalikowcy dotychczas nie byli zaliczani do największych chuliganów. Chcą to dziś nadrobić.
-Ruch, GKS i Górnik mają kompleksy wobec Zagłębia Sosnowiec. Wisła wobec Cracovii. Dadzą się zabić, by to zmienić – zapewnia.
-Po chwili na wszelki wypadek podnosi z podłogi kawał deski. Tuż obok przebiega kulejący fanatyk z Częstochowy. Jarek poznał to już po kawałku wystającego szalika.
Jarek kładzie dechę i znowu coś notuje. Tłum się zbliża, a on siedzi.
Dzień po bitwie jestem umówiony z „Basterem”, który dla Górnika dał sobie podbić oko i rozbić kolano. Dwóch katowiczan omal go nie udusiło jego własnym szalikiem. Stoimy pod stadionem w Zabrzu. Kulejący „Baster” przyszedł z dwoma kolegami. Wszyscy mają płonące oczy i uszy. Są dumni. „Dym” pokazywała cała Polska. Teraz wiedzą, po co żyją.
-No i powiedz mi, ku*wa, kiedy ostatni raz tyle mówiono o Zabrzu. Ta dziura zabita dechami powinna nam podziękować za reklamę – mówią.
-Tylko dlaczego nikt nie powiedział, że byliśmy najlepsi? – dziwią się młodzi chłopcy w znoszonych ubraniach.
-Tylko Waldek się nie odzywa. Targa krótkie włosy brudnymi rękami i w końcu mówi: – Ojciec zobaczył mnie w TVN. Kiedy wróciłem, ściągnął mi pas i obił plecy. Matka do rana ryczała. Dwie godziny temu stary wyrzucił mnie za drzwi i zakazał wracać.
Rodzice Waldka niechętnie godzą się na rozmowę. Jest im bardzo wstyd za syna. Ojciec cały się trzęsie. – Nie rozumiem, nie rozumiem – powtarza. – Przecież ja sam pracuję w hucie w Chorzowie i wiem, że nie ma nienawiści między naszymi miastami. Człowiek flaki wypruwa, modli się do Boga, a ten gówniarz myśli tylko o meczach. Przecież, chciałem mu nawet komputer kupić. Nic tylko ten Górnik…
-”Niektórzy wierzą w Boga, ja wierzę w Górnika” – Waldek parafrazuje hasło wrocławskich fanów i wychodzi.
Chuligani z Ruchu wiedzą, że po drugiej stronie stoją tacy sami chłopcy z Górnika. Wiedzą, że ich nienawiść jest absurdalna. Ale i tak nienawidzą. Bo myślą, że cały świat nienawidzi ich.

Z NIENAWIŚCI

Wtorek. Od trzech dni w mediach trwa dyskusja o chuligaństwie. Padają mocne słowa, radykalne recepty. Dzwonię po kolei do kilku fanatyków. Śmieją się z telewizyjnych materiałów. Nic ich nie obchodzą słowa: bandyci, chuligani, hołota, bydło.
-Wiem, jestem odrzucony przez społeczeństwo. Więc powiedz temu społeczeństwu ode mnie: fuck off! – Krzyczy do słuchawki Jarek z Łodzi. -Mam 18 lat i patrzę uważnie. Afery gospodarcze, kłamliwe reklamy w telewizji, politycy walczący o stołki, sprzedawane mecze, brak pracy, zdołowani nauczyciele i księża. I wszyscy wkoło mówią ci: masz być dobry. Nawet bydlaki z policji mordujący dzieci. Nienawidzę tego! Nie chcę być dobry!
Chuligani z Ruchu wiedzą, że po drugiej stronie stoją tacy sami chłopcy z Górnika. Wiedzą, że ich nienawiść jest absurdalna. Ale i tak nienawidzą. Bo myślą, że cały świat nienawidzi ich.

BY DOKOPAĆ POLICJI

Maciej z Nowej Huty zaczął chodzić na mecze Wisły 15 lat temu. Widział wiele i wie, że póki Polska jest biedna, na agresje kibiców jest tylko jeden sposób: policyjna pałka.
-Problem w tym, że kiedyś ZOMO było świetnie wyszkolone. Kiedy szli do ataku albo robili zwroty, prawie każdy wymiękał. Teraz chce mi się z nich śmiać. Zwłaszcza kiedy przypomnę sobie huk pał o tarcze z czasów stanu wojennego i porównam to z cichym stukotem obecnie. Nasi chłopcy umieją lepiej bić. Policji została tylko nienawiść.
Maciej kilka lat temu był na meczu Wisły z Arką. Widział, jak po zawodach policja wyprowadzała przyjezdnych. -Ustawili się w szpaler z psami. Środkiem szli arkowcy do autobusu. Policjanci cieszyli się i wołali: -Raus, raus! Wyglądali, jakby byli odpowiedzialni za transport Żydów do gazu. No i efekt jest taki, że chłopcy tylko się utwierdzają w tym że wszyscy ich nienawidzą. Nie wiem, co będzie gdy w marcu zacznie się liga. Prawdę mówiąc, boję się.

Dorota Kowalska, Marek Kęskrawiec

Sobotnie wydarzenia komentuje socjolog, prof. Jacek Wódz:

Daleki jestem od cynicznej satysfakcji, że przewidziałem zajścia komentując dla „TSI” echa słupskiej tragedii. Nie należy jednak wrzucać do jednego worka wypadków słupskich i katowickich. Tam więcej było przyczyn społecznych, tu więcej młodzieżowej subkultury, agresji miejskiej – zjawiska typowego dla aglomeracji.
Gdybym to ja odpowiadał za organizację, zrobiłbym to inaczej. U nas zakłada się, że „będzie zadyma”, policja występuje w pełnym rynsztunku, mówi się o nadzwyczajnych środkach i mobilizacji. Tworzy się błędne koło agresji. Nie ma jednej prostej przyczyny sobotnich zajść. O sporcie mówi się w kontekście kupowania i sprzedawania zawodników i wyrzucania prezesów. System oświaty produkuje ludzi bez szans życiowych, młodych frustratów. Zatrważani o byt rodzice, nie mają czasu dla dzieci. Pamiętajmy też, że Słupsk to rejon dużego bezrobocia, a nad Katowicami wisi ta groźba. Młodzi ludzie uciekają więc w subkultury w których czują się pewnie, a bycie razem realizują poprzez agresję. Likwidacja takich zjawisk to sprawa wprowadzenia szerokiego programu społecznego.

FRUSTRACI

Zachowanie młodocianych pseudofanów to zapewne szersze zjawisko socjologiczne. Jak określił jeden z autorytetów naukowych – to cena jaką płacimy za demokrację. Młodzi, sfrustrowani ludzie na ogół bez wielkich perspektyw na przyszłość, a za to z aspiracjami do luksusowego i wygodnego życia przychodzą na obiekty sportowe, by bić, niszczyć, demolować w tak wątpliwy sposób dowartościować się. Chęć pokazania się oraz udowodnienia swojej wyższości nad siłami porządkowymi były w Spodku ważniejsze nawet niż odwieczne międzyklubowe animozje.
Nie po raz pierwszy okazało się, że media maja ogromny wpływ na postawy młodzieży. Czyżby relacje ze Słupska, w których pokazywano bezradność policji, utwierdziły młodocianych wyrostków w przekonaniu, że są bezradni?
Z przerażeniem myślę o zbliżających się rozgrywkach piłkarskich. Bezpieczeństwo na obiekcie sportowym to najważniejsze zadanie stojące w tej chwili przed działaczami sportowymi i służbami porządkowymi.

Włodzimierz Sowiński

Źródło: zin SOCCER ZONE 1998 nr 4 (Bachowice)

FILM: 17.01.1998 Spodek

FILM: 17.01.1998 Spodek 2