Stilon (GKP) Gorzów Wielkopolski 1-0 GKS Katowice

28.04.2007, sobota 16:30 – widzów 4000

Do Gorzowa Wielkopolskiego udajemy się w sile 500 głów pociągiem specjalnym, podróż mija na integracji i zabawie ze śpiewem na ustach. Na dworcu w Krzyżu kilka osób z Lecha traci barwy.
Podróż z gorzowskiego dworca na stadion trwa 45 min po jakiś drogach leśnych przez co spóźniamy się kilkanaście minut na mecz. U nas na sektorze wszyscy ubrani w żółte koszulki, debiutują też 2 nowe flagi – „Brigade Germany” i „GKS – Banik”. Co do naszego dopingu to po meczącej podróży nie był najlepszy, a po straconej bramce to już tylko wrzuty na naszych piłkarzy.
Stilon tego dnia obchodzi 60-lecie klubu, przez co wystawili rekordowy młyn ok 500 osób, ubrani w niebieskie koszulki. Gorzowscy ultrasi prezentują oprawy przez praktycznie cały mecz min. okolicznościowe sektorówki, balony, pasy materiału, szarfy, serpentyny, świece dymne, flagi na kij oraz odpalili 60 jubileuszowych rac.

My również odpalamy tego dnia kilkanaście rac. Warto zaznaczyć ze w Gorzowie występowała wtedy plaga muszek z która miasto sobie nie radziło. Z racji koloru koszulek było spore przyciąganie do naszego sektora.
Miejscowa psiarnia tego dnia bardzo zamotana przez co kilka grupek od nas wychodzi już podczas meczu w rejony obok stadionu. Po meczu urywamy się psiarni i podążamy w kierunku gospodarzy, wywiązuje się krótkie starcie z którego zdobywamy kilkanaście szali. Wszystko kończy policja szturmując nas pod ścianą. Potem przez całą drogę przez las walki z psiarnią i urządzona ścieżka zdrowia, na koniec gazują nam jeszcze pociąg i w tej duchocie wracamy do Katowic. W domu jesteśmy ok 4:30 rano.

Relacja GieKSy

Przed wyjazdem do Gorzowa naszemu fan-clubowi z Mysłowic na zbiórkę wpada Ruch, ale zostaje przegoniony. Na mecz udajemy się pociągiem specjalnym w ok. 500 osób (dokładnie 496 głów). Podróż mija na spożywaniu napojów alkoholowych. Na dworcu w Krzyżu wysypujemy się z pociągu i zdobywamy koszulkę i smycz z Lecha. Reszta „obserwatorów” zdążyła się zerwać. Policja z Gorzowa urządza nam ścieżkę zdrowia w tym sensie, że z dworca w Gorzowie prowadzą nas po piasku ciągle pod górę przez las. Czułem się jak na wycieczce górskiej:) Na stadion idziemy ok. 45 minut, przez co spóźniamy się na mecz ok. kwadrans. Na meczu Stilon obchodzi 60-lecie istnienia swojego klubu. Bardzo ładnie się zaprezentowali tego dnia. Młyn mieli największy w historii, liczący przeszło 500 najzagorzalszych sympatyków, w większości ubranych na niebiesko. Prezentowali praktycznie co chwilę jakieś oprawy, m.in. mieli okolicznościowe sektorówki, pasy materiału, szarfy, balony, serpentyny, świece dymne, flagi na kiju oraz odpalili jubileuszowe 60 rac. Doping prowadzą pełne 90 minut. My wszyscy na żółto. Doping na początku (po długiej drodze i w skwarze) nieporywający, ale zawsze był. Po stracie bramki, to już tylko ubliżanie naszym grajkom (w pełni się należało). Teksty „My Wam kurwa pokażemy”, „Wy tu tylko pracujecie”, „dzisiaj przegracie, wpierd… macie„, „GieKSa to my„, „Banda pajacy szukajcie gdzie indziej pracy” itd. w pełni zasłużone. Bardzo dobre i śmieszne hasła rzucali panowie przy megafonie. Po meczu grajki idą pod nasz sektor, my się odwracamy plecami i krzyczymy „Wypierd…„, leci kilka butelek. Pod konie meczu  odpalamy piro. Debiutują dwie nowe fany: „Brigade Germany” (od naszych kibiców mieszkających w Reichu) oraz łączona „GKS-Banik”. Policja tego dnia była zakręcona. Już w czasie meczu wychodzimy w kilku grupkach poza stadion. Niektórzy gadają ze Stilonem, inni się gonią z nimi. Po meczu GieKSa wybiega w stronę wychodzących kibiców Stilonu i dochodzi do krótkiego starcia. Szybko wszystko przerywa policja. Wracamy na dworzec do pociągu. Trwa jeszcze awantura z pałami. Gazują nam trochę pociąg. Po jakimś czasie w końcu udajemy się w podróż powrotną. W Poznainu na dworcu widzimy kilku kibiców Kolejorza powracających z meczu (Lech tego dnia grał u siebie), ale z powodu mundurowych do niczego nie dochodzi. Dalsza podróż mija spokojnie, ale strasznie się dłuży. W Katowicach jesteśmy z powrotem o 4:30. Wyjazd udany pod względem kibicowskim. Kto nie był niech żałuje.

Mapi

Źródło: TMK

Relacja GieKSy

Na ten najdalszy wyjazd rundy wybrało się około 500 fanatyków GKS Katowice (w tym Banik – dzięki za wsparcie). Zbiórka została wyznaczona na godzinę 7:30. O 8:00 (o ile dobrze pamiętam) już jechaliśmy w stronę Gorzowa. Droga mijała na czytaniu zina, wspólnych rozmowach, odsypianiu nocki oraz kosztowaniu przeróżnych trunków. Nie obyło się niestety bez strat i dewastacji, za które będziemy musieli sami zapłacić. Przed Poznaniem dwóch napinaczy z Lecha Poznań traci koszulkę i smycz na jednej ze stacji. Walka była równa – od nas wybiegły tez dwie osoby. W samym spotkaniu spokojnie. W końcu wtaczamy się do Gorzowa (około 15:30) i czeka nas marsz na stadion. Początkowo jesteśmy zdziwieni całą sytuacją – idziemy, idziemy, a końca nie widać. Całość przez las i razem z muszkami, które strasznie gryzły i  dawały się we znaki. Po około 30 minutach, pokonaniu 3,4 kilometrów docieramy na stadion Gorzowa. Tam już bez żadnej kontroli biletów wchodzimy na swój sektor. Na płocie wywieszamy dwie fany – nowa GieKSa-Banik oraz fan-clubu z Niemiec.
Organizatorzy poczekali z rozpoczęciem meczu na pierwszą grupę która weszła na stadion, mimo to nasi docierali jeszcze w 20 minucie spotkania. Miejscowi zapewnili budki z żarciem i piciem, co w taki upał ratowało wielu z nas życie. Nadmienić należy, że wszyscy po wyjściu z cugu byli już na żółto. Staje się to już tradycja i oby tak dalej. Prowadzimy doping, który po stracie bramki przez GieKSę zamienia się w bluzgi na grajków. Stilon obchodzi na meczu 60-lecie klubu i z tego powodu oprawy Stilonu są o tej tematyce. Doping u miejscowych pełne 90 minut. Pod koniec spotkania odpalamy piro. Po meczu część z grajków podchodzi pod nasz sektor, wtedy wszyscy odwracamy się plecami i śpiewamy: „GieKSa to My”.
Przy wychodzeniu ze stadionu psy nie kierują nas na lewo, ani na prawo dlatego wszyscy uderzają w stronę miasta. Tam dochodzi do krótkiego starcia ze Stilonem. Potem do akcji wkracza antyterrorka i wszystko w miarę się uspokaja. Droga powrotna to dalsze alkoholizowanie się oraz u niektórych sen. W Katowicach jesteśmy około 4:30.

Źródło: zin SK1964 nr 4 (Katowice) maj 2007

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 28.04.2007 Stilon Gorzów Wielkopolski – GKS Katowice

Relacja sportowa

Stilon Gorzów Wlkp.: Dłoniak – Ruminkiewicz, Skórczyński, Więckowski, Szwiec, Jarymowicz (83′ Weres), Chrzanowski, Całko, Szałas (73′ Czarnecki), Konefal (63′ Szczurek), Malinowski (77′ Maliszewski)
Trener: Mariusz Kuras

GKS Katowice: Grychtoł – Kapias (72′ Bartnik), Markowski, Gajowski, Polczak, Sroka, Łukasz Wijas, Hubert Jaromin, Lasek (46′ Sierka), Sadowski (46′ Kopański), Pasko (46′ Gielza)
Trener: Piotr Piekarczyk

Bramki: Malinowski (32) -

Po straconych w końcówce punktach ze Świebodzinem, bez zwycięstwa na wiosnę i z zaledwie jedną strzeloną bramką, drużyna GieKSy udała się na najdalszy wyjazdowy mecz sezonu. W Gorzowie Wielkopolskim razem z piłkarzami zjawiło się pół tysiąca, tradycyjnie ubranych na żółto, kibiców Katowic. Poza imponującą liczbą, efektem wizualnym oraz nowymi flagami, nie będą oni mieli czego mile wspominać. Zawodnicy tym bardziej nie, bowiem Stilon wygrał 1:0, skrzętnie wykorzystując będącą tylko po jego stronie przewagę dwunastego zawodnika.

Trener Piotr Piekarczyk, szukając sposobu na przerwanie niemocy strzeleckiej swoich podopiecznych, wprowadził kilka zmian w wyjściowym ustawieniu. Najistotniejsze z nich to brak Roberta Sierki oraz atak Sadowski – Pasko. Od początku spotkania gra toczyła się głównie w środku boiska, gdzie obie drużyny próbowały konstruować kolejne akcje ofensywne. Goście starali się prowadzić grę, ale miejscowi skutecznie im w tym przeszkadzali, kilka razy niebezpiecznie zbliżając się z piłką do bramki rywala ze Śląska. Katowiczanie najgroźniejszą sytuację stworzyli w 12 minucie po zagraniu Huberta Jaromina, który… oddając futbolówkę Dawidowi Dłoniakowi, po geście fair play Stilonu, zmusił bramkarza do pewnego wysiłku. Jak się potem okazało, było to jedyna celna piłka posłana w pierwszej połowie na bramkę Gorzowa. Przeciwnik w tym czasie uczynił to kilkukrotnie, z czego raz niezwykle skutecznie. Zaczęło się od straty Roberta Laska w środkowej części boiska, po której posłaną do przodu piłkę przejął Maciej Malinowski. Napastnik Stilonu pociągnął do prawej strony pola karnego i mimo przeszkadzającego mu Piotra Polczaka oddał bardzo mocny i precyzyjny strzał, wobec którego musiał skapitulować Marcin Grychtoł. Jeszcze zanim w 32 minucie zmienił się wynik, bramkarz Katowic dwukrotnie łapał piłkę po uderzeniu Ruminkiewicza z rzutu wolnego pośredniego oraz groźnym rykoszecie po strzale Chrzanowskiego. Po stracie gola GKS ruszył do odrabiania strat, nie dopuszczając przy tym rywali pod własną bramkę. Jednak ani wrzutka Jaromina, której głową nie sięgnął Łukasz Wijas, ani zgranie głową Sadowskiego, którego nikt nie przejął, nic nie zmieniły.

Po przerwie, gdy na boisku pojawili się Sierka oraz w napadzie Gielza z Kopańskim, obraz gry na boisku uległ zmianie. GKS prowadził grę dążąc usilnie do zmiany niekorzystnego rezultatu, a Stilon mądrze się bronił, kilkukrotnie wyprowadzając kontry. Najczęstszymi próbami katowiczan były wysokie wrzutki w pole karne, lecz te najczęściej stawały się łatwym łupem dla dobrze czującego się na przedpolu swojej bramki Dłoniaka. W 52 minucie jedno z takich zagrań Kapiasa przejął Kopański, lecz jego strzał z ostrego kąta pewnie złapał bramkarz, ubiegając przy okazji nacierającego Gielzę. Chwilę później dobrego dośrodkowania Jaromina nie wykorzystał niepilnowany Sierka, posyłając głową piłkę daleko obok długiego słupka. W kolejnej sytuacji niebezpieczeństwo zażegnał ponownie Dłoniak przejmując podanie do Kopańskiego, po wcześniejszym zagraniu Gielzy do Markowskiego. Niedoszły strzelec z tej sytuacji uderzał ponownie w 67 minucie, gdy niespodziewanie lekka piłka od Jaromina przeszła po ziemi przez niemal całe pole karne Gorzowa – niestety nad bramką. Także niecelnie w dobrej sytuacji uderzał krótko po wejściu na boisku Szczurek po ładnej indywidualnej akcji innego zmiennika Maliszewskiego oraz ostatnim podaniu od Jarymowicza. Stilon w końcówce mógł zdobyć bardzo podobną bramkę do tej straconej przez GKS w Nowej Soli, jednak tym razem ostatnie zagranie zdołał przejąć jeden z obrońców. Ostatnie dwie znaczące próby gości na odwrócenie losów spotkania miały miejsce w 85 minucie. Bezpośrednie uderzenie na bramkę Markowskiego odbił głową jeden z obrońców stojących w murze, a poprawka w trudnej sytuacji po rzucie rożnym Sierki i odegraniu Kopańskiego poszybował zdecydowanie za wysoko. Po upływie doliczonych trzech minut sędzia odgwizdał koniec meczu.

Zwycięstwo Stilonu uświetniło obchody 60-ciolecia klubu i pozwoliło udanie zadebiutować nowemu szkoleniowcowi Gorzowa Mariuszowi Kurasowi. Z drugiej strony przegrana jeszcze bardziej podłamała katowiczan walczących ciągle o awans i przede wszystkim o pierwszą wiosenną wygraną. Wszyscy piłkarze, często ze łzami w oczach opuszczający boisko, mimo fatalnych nastrojów, bezsilności pod bramką rywali i obrażonych, odwróconych plecami kibiców zapowiadają walkę do końca w każdym kolejnym meczu. W końcu kiedyś nastąpi przełamanie i zła passa, jak każda, wreszcie się skończy. Oby już w najbliższym niedzielnym meczu na Bukowej ze Słubicami.

Maleks - Bukowa

Źródło: gkskatowice.eu