Stomil Olsztyn 1-0 GKS Katowice

12.08.2000

Na wyjazd do Olsztyna wybiera się 100-osobowa ekipa GKS-u, chcą wyjechać z Tarnowskich Gór, jednak zamiast spokojnej podróży mają starcie z miejscowymi chamami, w wyniki czego wpadają ci co zawsze i są zatrzymania. Ostatecznie wyjazd na Stomil zalicza 59 Gieksiarzy.

Źródło: magazyn ULTRA

Nasza podróż rozpoczęła się od przyjechania autobusem do Tarnowskich Gór. Wszystko to po to aby jechać na mecz bez psiarni. W Tarnowskich Górach jest nas ok.120 i co niektórzy rozchodzą się po mieście. Parę osób żądnych atrakcji weszło na dyskotekę gdzie bawiło się paru żaboli. Bez namysłu na nich ruszyli, przez co ucierpiał trochę wygląd dyskoteki, a także żaboli. Później parę osób ma spięcia z żaboliami w okolicach dworca. Po chwili zjechała się psiarnia i zwinęła kilku od nas. Po przejściu na peron stoimy na nim zwartą grupą. Po chwili (wyszła chyba cała dyskoteka) zbiera się ok. 20 żaboli lecz nie byli to kibole z prawdziwego zdarzenia gdyż rozgania ich 2 psów. Po chwili oczekiwania nadjechał pociąg, do którego wsiadamy. Jednak w tym samym czasie zjechała psiarnia z Katowic i z pianą w gębach wyrzucają nas z cugu. Psy czekały na nas w Zawierciu!!! Myśleli(?!), że tamtędy będziemy przejeżdżać. Gdyby nie ten dym jechalibyśmy spokojnie bez psiarni w 120 osób, a tak nas zawrócili. Na pociąg do Katowic czekaliśmy 3 godziny. Po przyjeździe do stolicy Górnego Śląska rozchodzimy się po mieście (dla ściemy) lecz za chwilę mamy pociąg do Warszawy i pojedynczo do niego wchodzimy. Psy to jednak wyczuły i zaczęły wypierdalać z pociągu. My byliśmy jednak sprytniejsi, otworzyliśmy drzwi i wyszliśmy na tory.  Gdy psy przeszukały wagony my wbiliśmy się ponownie do pociągu. Pociąg ruszył ale na peronie psy zatrzymały 60 osób. Pociągiem do stolicy jechały dwie grupy Gieksy (po ok. 20 osób), które nie wiedziały o swoim istnieniu. Jedna grupa była na początku, a druga na końcu pociągu. Skumaliśmy się dopiero ok. 50 km przed Warszawą. Pierwszą przesiadkę mamy w Warszawie Wschodniej. Później jechaliśmy pociągiem do Działdowa i po godzinnym postoju wsiadamy do pociągu do miasta gumiorów. W pociągu tym jechało 5 fanów Gieksy. Przejażdżkę tym pociągiem kończymy w Olsztynku, gdzie wysiadamy i udajemy się nad jezioro. Po trzy godzinnym odpoczynku wracamy na dworzec PKP. Próbowaliśmy dojechać PKS-em lecz ta sztuka nie wyszła nam ponieważ kierowca nie chciał nas zabrać. Po jakimś czasie zjechała się psiarnia i było już po zabawie. Co do klientów z Olsztynka to szkoda na nich tracić miejsce w „Black Brigade” jeżeli w trzech gonimy 10 miejscowych, którzy chodzili w szalach Legii. Po przyjeździe pociągu psy kazały nam zrobić ściepę. W gumolandi szok przeżyły psy ponieważ katowicka psiarnia nadała, że skutecznie udaremniła nam wyjazd, a tu blisko 60 osób z Katowic. Psy wsadzają nas do jednej lodówy!!! i zawożą nas na stadion. Na miejscu bilety po 20 złotych. Gdy nie wyrażamy zgody na ich kupno zmieniają swoją decyzję i wchodzimy we dwóch na jeden bilet (zresztą i tak połowa wchodzi za friko). Na trybunach jesteśmy pod koniec pierwszej połowy. Doping dopiero prowadzimy po stracie bramki.  Po meczu psy chcą się nas jak najszybciej pozbyć, ładują nas do pociągu do Tczewa. Eskortę mamy tylko przez najbliższe trzy stację, później psiarnia wychodzi i w dalszą drogę jedziemy sami. W Tczewie spodziewamy się ataku Lechii więc z pociągu wychodzimy zwartą grupą gotową do zadymy. Na dworcu nikogo oprócz nas i psów. W Tczewie wsiadamy do pociągu i jedziemy do Katowic. W Bydgoszczy w okolicy peronu czaiło się parunastu fanów Zawiszy lecz stać ich było tylko na odgrażanie się. Na dworcu było również dużo psów lecz byli tak zakręceni że Czarek z 13 posterunku to względem nich Einstein. Te przygłupy 5 razy pytały się jednego gościa od nas skąd jesteśmy, ten za każdym razem odpowiadał inaczej a pies dziękował i szedł dalej. Parodia polskiej policji. Dalsza droga bez emocji. W Katowicach meldujemy się w niedzielę więc nie jest tak źle. Praktycznie przez całą drogę jechaliśmy bez obstawy psów.

Źródło: zin BLACK BRIGADE nr 2

Z Katowic wyjechaliśmy w sile ok. 120 osób. W Tarnowskich Górach (gdzie czekaliśmy na pociąg) udajemy się na awanturę z miejscowymi przez co zjawia się psiarnia i zawraca nas z powrotem do Katowic. Do następnego pociągu psy nie wpuszczały bez biletów, wejść do niego udało się tylko połowie z nas (ku nieuwadze psów), reszta została zatrzymana na peronie. Po drodze wysiadamy w Olsztynku, gdzie biwakujemy nad jeziorem. Na meczu spokój. Stomil bez flag i młyna. Droga powrotna bez psów, w Bydgoszczy na peronie ok. 20 -25 fanów Zawiszy lecz tylko obserwowali.

Typ&Adrian

Źródło: Fanatycy zine, Nr. 8., Zgorzelec 2001, s. 41.

Jedziemy bez psów do Tarnowskich Gór i tam rozwalamy knajpę, zjawia się psiarnia, która zawraca nas do Katowic, było nas ok.200. My w 47 jedziemy do Warszawy, a stamtąd do Olsztynka. Tam idziemy nad jezioro, potem na PKS, ale nas nie wpuszczają, zjawia się psiarnia i kilku miejscowych w szalach Legii. Gonimy ich, po chwili zjawia  się antyterrorka i każą nam kupić bilety na pociąg do Olsztyna.

Pociąg się spóźnił, a zamiast autobusu, który miał podwieźć nas na stadion, czekała „lodówa”, do której ubijamy się w 55 osób. Na mecz spóźniamy się 40 minut. Z powrotem jedziemy do Tczewa z miejscową psiarnią, ale ci wychodzą po paru stacjach. W Tczewie przesiadka do Katowic. Droga mija spokojnie.

Jacek

Źródło: Znienawidzeni Przez Społeczeństwo, Nr. 6., Koło 2001, s. 7.

Nas 60. Z Katowic wyjechaliśmy w ponad 100, jednak po tym, gdy wdaliśmy się w awanturę z miejscowymi w Tarnowskich Górach zjawiły się psy, które zawróciły nas z powrotem do Katowic ( z psami też były małe starcia). Na miejscu psy nie wpuszczają do pociągu bez biletów, przez co część nie pojechała. Reszta ku nieuwadze psów wsiadła do pociągu i pojechała. Po drodze wysiadamy w Olsztynku, gdzie biwakujemy nad tamtejszym jeziorkiem. Na meczu spokój. Stomil bez młyna i flag. Droga powrotna to jazda bez psów, po drodze w Inowrocławiu stało ok. 20-25 z Zawiszy, którzy tylko obserwowali.

Źródło: zin POLISH ULTRAS – PRIDE OF POLAND 2001 nr. 5