Stomil Olsztyn 1-0 GKS Katowice

20.09.1997

Na ten mecz wybraliśmy się z Katowic autobusem do Jaworzna (Szczakowa) i stamtąd pociągiem do Olsztyna. W Jaworznie mieliśmy trochę czasu i jak zwykle wszyscy się rozeszli. Trochę „promocji” w sklepie po czym ekspedientka zaczęła wzywać policje. Potem jeszcze jeden koleś przyjebał jakiemuś facetowi i zaczęły się kręcić mendy. Parę osób zostaje spisanych.

Po tych drobnych zajściach razem pojechaliśmy na dworzec skąd wyruszyliśmy do Olsztyna. Nasza podróż bez policji nie była długa, ponieważ w Zawierciu wyczaiły nas mendy i resztę drogi przebyliśmy w obstawie, z czego nie byliśmy zadowoleni. Podróż do Olsztyna przebiegła spokojnie poza jednym incydentem. Na stacji Łódź Widzew atakują kibole RTS-u. Efektem tej akcji parę rozbitych głów naszych i policji, rozjebane dwa wagony. Po tym zajściu na stacji Łódź fabryczna musiano wymienić rozjebane wagony, gdyż nie nadawały się do dalszej jazdy. Dalej już był spokój.

W stolicy Warmii i Mazur meldujemy się wcześnie rano. Niestety mendy nie pozwalają się rozejść i wywożą nas na stadion gdzie czekamy kilka godzin. Na stadionie jest nas 114 głów. W końcu zaczyna się mecz, a my jedziemy z niezłym dopingiem. GieKSa przegrywa 1:0, lecz mimo to piłkarze dziękują nam za doping. W drodze powrotnej już nic ciekawego się nie wydarzyło. Jedynie w Tczewie spotykamy się z 40-osobową grupą kiboli Lechii Gdańsk. Lecz do większej zadymy nie dochodzi. Potem wyruszamy w drogę powrotną. W Katowicach meldujemy się w niedziele wczesnym rankiem.

Źródło: zin BANDITEN nr 2 i forumGieKSy

Stomil – GieKSa

Do Olsztyna wybrało się 116 katowiczan. W Łodzi atakuje Widzew. Wybijają 24 szyby, wjeżdżają do pociągu. Tracimy dwa szale, czapeczkę i dwa plecaki. Kilku z nas zostaje obitych, rannych zostaje dwóch gliniarzy. Nie da się ukryć porażka. W Olsztynie jeden z naszych traci fleka (dostaje od kilku kondoniarzy próbując wcześniej wyskoczyć z nimi na solo). Po meczu obrzucają nas na jednej z wiosek, lecz bez rezultatów. Przesiadkę mamy w Tczewie. Zostajemy następnie wyrzuceni w Inowrocławiu, gdzie kanar wzywa męty. Opuszczenie pociągu trwa jednak długo, gdyż nie jesteśmy zbyt chętni. W Katowicach meldujemy się nad ranem.

Źródło: zin GLADIATOR nr 1

Zbieramy się w piątek o 20:00 w Jaworznie, aby jechać na ten mecz bez psiarni. Wszystkich razem jest nas 115 os. Wyruszamy z Jaworzna cugiem o 22:00, oczywiście bez biletów. W Zawierciu czeka na nas niemiła niespodzianka. Jesteśmy w dupnym szoku. Do dalszej drogi przyłącza się 15 mendów z Katowic (tym razem to oni nas wykiwali). W cugu ogromny tłok psiarnia stoi na korytarzu przy drzwiach. Podróż mija spokojnie, nie licząc kiry. Gdy większość z nas już spała, dojeżdżamy do stacji: Łódź Widzew, gdzie budzi nas dźwięk tłuczących się szyb. Kolejna niespodzianka, czeka na nas około 40-50 żydków z Widzewa bardzo dobrze uzbrojonych. Podczas ich zasadzki skroili nam dwa szale i fleka. Stojący przy drzwiach gliniarze wyskoczyli na nich. Gdy część od nas zanim zorientowała się co się dzieje, trwał już dym między żydami, a policją. Mogliśmy zrobić odwet (mieliśmy liczebną przewagę), ale nie zrobiliśmy tego bo byłoby to frajerstwo. Po dymie z policją Widzew ulotnił się. Trzeba tu żydów pochwalić wykręcili niezłą akcję w samym środku nocy. W Olsztynie byliśmy wcześnie rano, miejscowe psy zaprowadziły nas na stadion. Mecz taki sobie, średni doping. Młyn Stomilu około 150 os.

Źródło: zin SZALEŃCY Z BUKOWEJ nr 2

Fani z Katowic wywiesili w sektorze gości takie flagi jak: GKS Katowice z buldogiem, , Jaworzno, Witosa-Hanysowo, Internet Fans oraz biało-czerwoną szachownice.

FILM: 20.09.1997 Stomil Olsztyn – GKS Katowice

FILM: 20.09.1997 Stomil Olsztyn – GKS Katowice (2)

Widzew ustawił się na Katowice jadące na Stomil. Wybijają im w pociągu 20 szyb. Wpadają do środka leją Katowice i kroją im 2 szale.

Relacja Stomilowca

Goście z Katowic pojawili się w ok. 100 osób.

Źródło: zin SOCCER ZONE 1998 nr 4 (Bachowice)

Relacja Stomilu

Ok. 80 hanysów, zaprezentowali się nieźle.

Źródło: zin ARCYŁOTRY nr 6

Opis wydarzeń z pociągu według postronnego pasażera:

„Byłem w tym pociągu…”

„Łódzka policja zatrzymała 14 osób które w nocy z piątku na sobotę na stacji Łódź – Widzew obrzuciły kamieniami pociąg wiozący kibiców z Katowic. (…) Wybite zostały 24 szyby, a kilka zniszczonych wagonów odstawiono na bocznicę”. Depeszę tej treści podała w sobotę Polska Agencja Prasowa. Tak się złożyło, że byłem pasażerem tego pociągu.

Tak się też złożyło, że wspólnie z szalikowcami GKS Katowice jechałem nieszczęsnym wagonem pierwszej klasy. I gdyby ktoś mi o tym opowiedział, pewnie bym mu nie uwierzył. Ale ja to przeżyłem! To było coś z pogranicza jakiegoś filmu science-fiction. Na stacji w Zawierciu do wagonu wsiadła grupa młodych ludzi z szalikami klubowymi. Od razu było wiadomo dokąd jadą. Nie zachowywali się zbyt agresywnie, ale też najspokojniejszymi pasażerami nie byli. W Częstochowie eskortujący ich policjanci z Katowic wypędzili ich na peron. Okazało się bowiem, że panowie szalikowcy jechali na gapę, do tego oczywiście w wagonie pierwszej klasy – wiadomo, tam najwygodniej. I już w Częstochowie szef oddziału policji pytał kierownika pociągu, co z tą grupą zrobić i sugerował, że można ich wsadzić do pociągu, tyle że… jadącego do Katowic. Kolejarz odpowiedział jednak: – Może niech jadą.

No i pojechali. A na stacji Łódź – Widzew, przed drugą w nocy, na wagon posypał się grad kamieni, drewnianych kłód i innych przedmiotów. To co się działo potem trudno opisać: krzyki ludzi, płacz dzieci, przekleństwa policjantów i szalikowców. Tupot nóg po korytarzu, próby wtargnięcia do przedziału. I wszędzie brzęk tłuczonego szkła. Wszystko to trwało kilka minut, ale w tym czasie „goście” z Katowic zdążyli się jeszcze porządnie poganiać po peronie z „gospodarzami” z Łodzi. I gdyby nie interwencja policji obydwie strony pewnie by się na tym dworcu zatłukły na śmierć. Kiedy wszystko się uspokoiło, okazało się, że wagon w tym stanie nie może kontynuować podróży. Pociąg dojechał do dworca Łódź Kaliska, gdzie pasażerów wypuszczono na peron i przez pół godziny kazano im czekać na nowy skład. W tym czasie szalikowcy z Katowic robili co chcieli, zaczepiali pasażerów, przeklinali na potęgę, ze śmiechem wspominali akcję ze stacji Łódź – Widzew. Spokojnie przyglądali się temu trzymający ręce w kieszeniach policjanci. Po dalszych kilkunastu minutach obie strony zaczęły najnormalniej w świecie ze sobą rozmawiać, wspominać starcia z przeszłości. Myślałem, że śnię, że tak nie było, przekonywały mnie pojękiwania moich dzieci, które narzekały, że im zimno. Okazało się, iż obydwie grupy (policjanci i łobuzy) kiedyś spotykały się na hokeju w Oświęcimiu, a innym razem na koszykówce w Bytomiu. I zawsze było wesoło.

Niezorientowani pasażerowie trochę współczuli tym z Katowic, że zostali napadnięci. Podróżni nie rozumieli, że za kilka tygodni, gdzieś w pobliżu Zawiercia czy Dąbrowy Górniczej, ci pokrzywdzeni będą „myśliwymi”, a szalikowcy z Widzewa przystąpią do tej szalonej gry w roli „zwierzyny”. Że tak będzie przekonało mnie ostateczne pytanie jednego z policjantów, który po prostu zagadnął kibica z Katowic o to, kiedy zagrają z Widzewem.

Po przemyśleniach nasuwa mi się kilka wniosków. Gdyby ktoś ze „zwykłych” pasażerów wsiadł do pociągu pijany, bez biletu – to na pierwszej lepszej stacji byłby osaczony przez Służby Ochrony Kolei i pewnie sprawa skończyłaby się na kolegium. Tym młodym ludziom z Katowic nic takiego nie groziło. Oni jechali przecież na mecz. Im wolno.

A przecież można by wprowadzić inne przepisy, szalikowcy mogliby jechać na mecz na przykład wynajętą furmanką. A jeśli upieraliby się przy podróży koleją, to wtedy najlepszy byłby pociąg pancerny. Według specjalnej taryfy, obowiązującej w usługach oferowanych przez armię zrzeszoną w NATO.

Zbigniew Szymula

Źródło: zin BANDITEN nr 2, 1997