UEFA: FC Barcelona 3-2 GKS Katowice

23.09.1970, środa 20:00 – widzów 70 000

Relacja sportowa

FC Barcelona: Sadurni – Rife, Gallego, Eladio, Torres, Zabalza, Rexach, Juan Carlos, Marti Filosia, Pujol, Fuste (46. Marcial)
Trener:

GKS Katowice: Franciszek Sput – Lechosław Olsza (68. Wiesław Migdał), Stanisław Zuzok, Jerzy Geszlecht (63. Eryk Anczok), Alojzy Łysko, Jerzy Nowak, Andrzej Strzelczyk, Jan Glick, Jacek Góralczyk, Eugeniusz Pluta, Gerard Rother
Trener:

Bramki: Pujol (51), Martí Filosía (60), Rexach (84) – Gerard Rother (8), Jerzy Nowok (41)
Sędzia: René Vigliani (Francja)

W roku 1970, po doświadczeniach w Pucharze Intertoto (lata 1967 i 1968), GKS Katowice jako klub zaledwie sześcioletni zadebiutował w rozgrywkach Pucharu UEFA, znanym wówczas jako Puchar Miast Targowych. Jak się później okazało była to ostatnia edycja rozgrywek pod tymże szyldem. Począwszy od sezonu 1971/1972 rywalizowano już o Puchar UEFA, bowiem Puchar Miast Targowych pomyślany został jako turniej nie tyle klubów, co dla reprezentacji poszczególnych miast, umownie zwanych tylko „targowymi”. Formuła ta jednak nie zdała egzaminu i o trzecie co do ważności, po PEMK (obecnie LM) i PZP, europejskie trofeum wraz z biegiem czasu rywalizowały przede wszystkim zespoły klubowe. Ponadto, PMT pod względem atrakcyjności, a przede wszystkim dochodowości wyraźnie odstawał w porównaniu do PEMK i PZP.

Postanowiono to zmienić. Ideą nowego-starego turnieju była rywalizacja zespołów mających ambicje pokazania się na arenie europejskiej, którym jednakże z różnych powodów nie powiodło się ani w lidze, ani w krajowych rozgrywkach pucharowych. Za sprawą dwóch działaczy, Szwajcaria Hansa Bengertera i Włocha Artemio Franchiego (przyszłego Prezydenta UEFA) oraz przy silnym poparciu ze strony Sir Stanleya Rousa opracowano nowe reguły uczestnictwa oraz przemianowano rozgrywki na Puchar UEFA. W życie weszły zasady dopuszczające wystawiane przez federacje tylu uczestników (czyt. klubów), ile wynikało z osiągnięć poszczególnych federacji.

Wróćmy jednak do GKS i jego zmagań o PMT. Przed losowaniem pierwszej rundy, ówczesny trener  katowiczan, Marceli Strzykalski stwierdził : „Jak debiutować w Europie, to z najlepszymi nauczycielami piłki. Jak spaść, to z wysokiego konia”. Słowa te okazały się nad wyraz prorocze. Los skojarzył żółto-zielono-czarnych, absolutnego debiutanta europejskich rozgrywek ze słynną katalońską Barceloną. Żadnemu z czytelników nie trzeba uświadamiać obecnej pozycji i siły w światowej piłce drużyny z Camp Nou, jednak należy pamiętać, że już w latach 60-tych sława „Barcy” wykraczała daleko poza granice Katalonii, Hiszpanii, czy nawet Europy. W chwili zetknięcia GieKSy z Barceloną. Katalończycy mieli już na swym koncie 8 tytułów mistrza Hiszpanii, 16 zwycięstw w Pucharze Króla oraz trzy tryumfy w Pucharze Miast Targowych. Ówczesną kadrę Barcy tworzyli gracze nierzadko wybitni, sławy, które wprawiały w podziw kibiców na całym świecie.

Wymienić tu wypada przede wszystkim znakomitego rozgrywającego Carlosa Rexacha Serola, później uczestnika MŚ w roku 1978, członka zespołu (nie zagrał wówczas ani minuty), który w roku 1966 sięgnął po PMT. Był to gracz słynący z bardzo niekonwencjonalnego dryblingu i atomowych strzałów, dla wielu obrońców wydawał się po prostu nie do zatrzymania. Jedną z najważniejszych postaci drużyny był Eladio Silvestre Graelis, lewy obrońca, często włączający się  w akcje ofensywne, uczestnik finałów MŚ w roku 1966, zdobywca PMT z roku 1966. W bramce brylował Urpi Slavador Sadurni, reprezentacyjny bramkarz, uchodzący swego czasu za najlepszego specjalistę w swoim fachu na Półwyspie Iberyjskim. Na środku defensywy prym wiódł, sprowadzony w roku 1965 z Sewilli, stoper, uczestnik finałów MŚ’66 Francisco Fernandez Rodriguez, znany lepiej pod pseudonimem Gallego. Przedstawiając ówczesną drużynę Barcelony nie można pominąć nazwisk Juana Asensi Ripolla, wschodzącej wówczas gwiazdy hiszpańskiego futbolu, olimpijczyka z roku 1968, uczestnika finałów MŚ’78 i ME’80 oraz Jose Marii Fuste Blancha, operującego głównie w środku pola, Mistrza Europy z roku 1964, uczestnika finałów MŚ’66. Co ciekawe Fuste zaczął swą przygodę z Barceloną już w roku 1957, jako zaledwie 16-latek!!! Nie przebił się wtedy jednak do pierwszego składu i został oddelegowany by terminować w Osasunie, skąd już jako ukształtowany piłkarz wrócił na Camp Nou. Określano Go jako wirtuoza kilkudziesięciu minut, bowiem prezentując bardzo chmieryczną postawę, w trakcie jednego spotkania potrafi przez 30 minut pokazać grę za rzadko spotkanym poziomie, przesądzającą często o losach meczu, by przez pozostałą część spotkania zrobić sporą dawkę gwizdów, stając się cieniem własnego siebie. Przy okazji tej wyliczanki warto wspomnieć jeszcze o Joaquinie Rife Clemente, uznawanym w połowie lat 60-tych za najszybszego skrzydłowego Hiszpanii, zdobywcy PMT w roku 1966. Nie sposób tutaj też pominąć Luisa Codiny Puyola, napastnika, który podobnie jak Riffe, świętował z Barceloną tryiumf w PMT (1966), po czym opuścił Camp Nou na rzecz zespołu Sabadell, by wiosną 1969 roku ponownie przywdziać barwy Barcy. W drugiej linii wiodącą rolę odgrywał Antonio Torres Garcia, także tryumfator PMT z roku 1966.

Powyższa lista nazwisk, osiągnięcia poszczególnych graczy obrazują dobitnie przed jak wielkim i niezmiernie trudnym wyzwaniem stanął w roku 1970 katowicki GKS. Wielu skazywało żółto-zielono-czarnych na pożarcie i przewidywało wysoką porażkę. Pierwsze spotkanie rozegrano w Polsce, na Stadionie Śląskim. Sędzią spotkania był niemiecki arbiter Riegg. Co ciekawe, w tym samym dniu (16.09.1970) na chorzowskim gigancie, także w ramach rozgrywek o Puchar Miast Targowych, rywalizował rywal zza miedzy, chorzowski Ruch, podejmujący wówczas włoską Fiorentinę. Niebiescy zremisowali wówczas 1:1, a jedyną bramkę dla Chorzowian zdobył w 46 minucie Faber. Katowiczanom, choć za swą grę zebrali mnóstwo pochwał i pochlebnych opinii, przyszło niestety przełnąć gorycz porażki. Jedyną bramkę meczu zdobył w 82 minucie niesamowity Rexach. Mimo takiego wyniku, 85 tysięcy kibiców (wg innych źródeł liczba widzów wynosiła 75 tys.) opuszczało Stadion Śląski usatysfakcjonowanych dobrą grą GieKSy oraz pełnych wrażeń po możliwośći zobaczenia w akcji największych wirtuozów futbolu. Jednak to, co najlepsze w dwumeczu pomiędzy GieKSą i Barcą miało dopiero nadejść.

Tydzień po pierwszym spotkaniu, katowicki zespół poleciał do Katalonii pełen obaw wynikających nie tylko z klasy przeciwnika (w spotkaniu ligowym poprzedzającym rewanż Barcelona rozgromiła Real Saragossa w stosunku 7:2) ale i faktu występu na murawie owianego już wtedy legendą Camp Nou. Na stadion przybyło 70 tysięcy widzów, którzy oczekiwali strzeleckiego festiwalu swoich idoli. Arbitrem spotkania był Francuz Vigliani. Spotkamie, z powodu niesamowitego upału rozpoczęło się dopiero o godzinie 22.30. Kwadrans po godzinie 23:00, po ostatnim gwizdku pierwszej połowy, ku zaskoczeniu wszystkich, a przede wszystkim graczy Barcelony, w drugiej rundzie byli Katowiczanie!!!! GieKSa prowadziła na Camp Nou 2:0 !!!!

Alojzy Łysko tak po latach wspominał : „Od początku Hiszpanie nas wyraźnie zlekceważyli, zaczęli grać nonszalancko i nagle zamarli z wrażenia. W ósmej minucie przeprowadziliśmy szybki atak i Rother po sprinterskim rajdzie pokonał Sadurniego. I to jakim strzałem! Strzelał z dystansu, chyba z odległości trzydziestu metrów. Kibice najpierw nie wiedzieli jak się zachować. Szybko jednak zreflektowali, że taką bramkę trzeba nagtrodzić brawami. Zyskaliśmy sympatię widowni. Każde zaś nieudane zagranie swoich pupili kwitowali przeraźliwymi gwizdami. W 41 minucie ich zdziwienie było jeszcze większe. Gallego sfaulował w polu karnym któregoś z naszych piłkarzy, przewinienie było ewidentne. Karny. Do piłki podszedł Jurek Nowok i było 2:0. Kiedy schodziliśmy na przerwę poczęstowano nas takimi oklaskami, że w życiu nie zaznałem większej satysfakcji w grze przed obcą publicznością. W swoich zawodników, szczególnie w kapitana drużyny rzucano… poduszkami! Potem leciały one często na boisko„.

Jacek Góralczyk opowiadał: „Pamiętam jak w przerwie wykręciliśmy kompletnie mokre koszulki, a dodać muszę, że graliśmy z długimi rękawami„. Jak wspominają ówcześni bohaterzy z Bukowej radość w szatni GieKSy podczas przerwy, pomimo ogromnego zmęczenia była niesamowita. Jedyną osobą – jak relacjonowali zawodnicy, która jakby trochę posmutniała był prezes Wacław Bokacki, któy przed meczem obiecał wysokie premie za wygraną i wobec takiego obrotu sprawy powoli zaczynał przeliczać czekajacego z tego tytułu klub wydatki. Jednak nie wszystko było jeszcze przesądzone, zawodników czekało jeszcze drugie 45 minut.

Pomimo sympatii widowni, korzystnego wyniku i zaskoczenia w obozie rywali, nieprzyzwyczajeni do gry w takich warunkach i o tak późnej porze gracze GKSu powoli opadali z sił. Ponownie Jacek Góralczyk : „Zmęczenie dawało znać o sobie. Geszlecht przgrywał pojedynki główkowe z wyższym chyba o 25 centymetrów środkowym napastnikiem. I tak zaczęło się nasze nieszczęście. Szybko straciliśmy dwie bramki„. Autorem pierwszej z nich był Luis Codina Puyol, który pokonał Franciszka Sputa w 51 minucie spotkania. Dziewięć minut później bramkę na 2:2 zdobył Filosia. „Ale nie mieliśmy zamiaru się poddawać” – kontynuje Jacek Góralczyk. „Gerard Rother, a następnie Gienek Pluta mieli szansę zdobyć trzeciego gola. Nie udało się i w 84 minucie Rexach, a więc ten sam, który zdobył jedynego gola na Stadionie Śląskim, załatwił sprawę. Na pocieszenie pozostał nam fakt, że kiedy prawie się słaniający schodziliśmy do szatni znów żegnani nas brawami. Ten występ na Camp Nou przeszedł do historii Klubu”.

Tak oto wyglądał debiut katowickiej GieKSy w europejskich pucharach. Renomowany rywal, ambitna i wspaniała gra żółto-zielono-czarnych oraz nieznacznie, bo tylko jedno-bramkowe porażki pozwoliły ocenić start jako udany, choć zakończony już na 1 rundzie. GieKSa „spadła” jednak jak mówił przed losowaniem Strzykalski „z wysokiego konia”. W Europie zaprezentowaliśmy po raz pierwszy „śląski charakter” i choć zabrakło przysłowiowej kropki nad „i” należy pamiętać o wspaniałym dwumeczu naszego klubu z wielką Barceloną. Należy pamiętać, że były takie momenty w naszej historii, kiedy na słynny Camp Nou prowadziliśmy z gospodarzami 2:0. Należy tez mieć nadzieję i głęboko wierzyć w to, że w przyszłości GieKSa ponownie zawita do stolicy Katalonii i jeszcze raz na tablicy wyników piłkarska Europa ujrzy wynik FC Barcelona – GKS Katowice 0:2. Jednak tym razem nie po 45, a po 90 minutach.

Warto wspomnieć, iż w ostatniej edycji Pucharu Miast Targowych zwyciężył angielski Leeds United, pokonując w finałowym… trójmeczu Juventus Turyn. Pierwsze spotkaniem we Włoszech zostało przerwane w 57 minucie przy stanie 0:0 z powodu oberwania chmury. Powtórzono je 2 dni później. Wynik po 90 minutach brzmiał 2:2. W rewanżu, na Wyspach, Leeds utrzymał korzystny wynik z pierwszej potyczki i po remisie 1:1 sięgnął po końcowe zwycięstwo.

Po decyzji o przemianowaniu Pucharu Miast Targowych na Puchar UEFA, władze europejskiej piłki postanowiły zorganizować spotkanie pomiędzy pierwszym tryumfatorem PMT, a ostatnim. Stawką był przechodni dotychczas puchar, który zwycięzca miał zdobyć na zawsze. W spotkaniu tym, rozegranym 22.09.1971 roku na Camp Nou spotkanły się zespoły Barcelony (pierwszy tryumfator) i Leeds United (ostatni). Po dwóch bramkach Duenasa Katalończycy pokonali Anglików 2:1 i tym samym po dziś dzień Puchar Miast Targowych zdobi muzeum klubu FC Barcelona

Autor: Michał Skowronek -”BUKOWA” nr 6 (39)/2005

Źródło: gkskatowice.eu

FILM: Legendy GieKSy wspominają mecze z Barceloną