Walia 0-1 Polska

11.02.2009, Portugalia, Vila Real de San Antonio

Relacja GieKSiarza

Portugalia – wydawało się drogo i daleko, ale razem z S. byliśmy wtedy wariatami (i chyba jesteśmy nimi dalej). Postawiliśmy sobie maksimum, ile możemy dać za transport tam i z powrotem. Było to 300 złotych. Nie ograniczał nas czas – wtedy żaden z nas nie pracował, ani nie uczył się. Pierwsza myśl to auto lub busik, ale „dziwnym” trafem nikt nie chciał poświęcać swojego auta dla wyższych celów. Kolejną opcją był pociąg, ale kolej na zachodzie wcale nie jest taka tania. W naszych widełkach byśmy sie nie zmieścili. Ale…decyzje o wyjeździe podjęły za nas tanie linie lotnicze – Ryanair. Dzięki promocji udało się załatwić cztery loty z wszystkimi opłatami już za 285 złotych. Trasa naszej wyprawy także była zwariowana. Bo o ile lot do Portugalii przez Bruksele można zrozumieć, o tyle powrót do Katowic przez Rygę już nie bardzo.

Czas jaki poświęciliśmy na wyjazd to pełne sześć dni. Całość, licząc transport oraz wyżywienie, wyszła nas około 900 złotych, więc dość znośnie, jak na cztery państwa. Masa śmiesznych sytuacji, hektolitry piwa, niezapomniane widoki i ciekawi ludzie – jednym słowem przygoda. W szczegóły nie będę jednak wchodził (na to przyjdzie jeszcze czas), a skupię się na samym spotkaniu. W środę udaliśmy się z samego rana (czyli około 12:00) w pieszą drogę na stadion. Słoneczko ładnie przygrzewało, w końcu luty w tamtym rejonie, to około 20 stopni Celsjusza. Na stadion z naszego hotelu mieliśmy niecałe cztery kilometry wzdłuż palm i 200 metrów od Oceanu Atlantyckiego. Całkiem miła perspektywa.

Na długo przed meczem wbijamy na obiekt, gdzie pstrykamy wiele pamiątkowych zdjęć. Po wszystkim siadamy na ławeczce blisko murawy i pijemy piwko. Nikomu z pracujących przy obsłudze stadionu, to nie przeszkadza. Browar ma jednak to do siebie, iż szybko się kończy, dlatego musimy udać się na pobliską stacje benzynową, gdzie zostajemy już aż do meczu. Spotykamy także innych kibiców (w tym GieKSiarzy z Wysp). Czas umilamy sobie także na rozmowie z kibicami reprezentacji Walii. Bilet na mecz kosztował 20 euro, a więc dość dużo jak na marnej klasy sparing. Patrząc natomiast na grę naszych piłkarzy można było odnieść wrażenie, iż to nam powinno się płacić za oglądanie takiego „widowiska”.

Na stadionie stoimy razem z grupą Polaków (wszyscy oprócz jednego Gdańszczanina przelecieli z Wysp). Cała nasza ekipa dość mocno pomelanżowała przed spotkaniem, tak więc wszystkim dopisywały humory. Oprócz nas byli jeszcze przypadkowi turyści. Walijczyków zdecydowanie więcej, ale u nich nikt nie próbował ciągnąć dopingu. Jedynie od czasu do czasu ożywiają się wydając z siebie dźwięki łudząco podobne do „meeeeeee”, co oczywiście jest powodem naszych kpin. Praktycznie nie prowadzimy dopingu, co nie oznacza że jesteśmy cicho. Pozdrawiamy PZPN, policje oraz Grzesia Latę, która nie miał za szczęśliwej miny. Dość głośno wyrażamy także zdanie na temat formy dystrybucji biletów na mecz z Irlandią. Oprócz tego hitem było „Polacy nic się nie stało”, po golu brazylijczyka Rogera… dla Polski.

Po meczu bez żadnego problemu wbijamy się na murawę. Część robi sobie pamiątkowe zdjęcia z piłkarzami. Niestety po pewnym czasie policja portugalska zorientowała się, iż jesteśmy nie tam gdzie być powinniśmy i wyrzuciła nas przed budynek klubowy. Tam postanawiamy poczekać na Grzesia Latę oraz piłkarzy. Z piłkarzami znowu niektórzy robią sobie zdjęcia, natomiast nowy prezes zbiera obelgi. Szczególnie za rozpoczęcie dystrybucji biletów na mecz z Irlandią w dniu meczu z… Walią. Tak, więc wszyscy którzy wiernie przyjechali na sparing naszej reprezentacji (między innymi my) muszą obejść się smakiem. Po wszystkim udajemy się na miasto, a raczej miasteczko i w jednym z pubów oglądamy spotkanie towarzyskie Portugalii z Finlandią. Do hotelu wracamy późną nocą. Wyjazd bardzo udany.

Na meczu obecna była także Kamila Skolimowska, która uczestniczyła w zgrupowaniu kadry lekkoatletycznej. Uśmiechnięta, chętnie robiła sobie z nami zdjęcia. Stwierdziła, iż lepiej wychodzi nam picie, niż śpiewanie. Tydzień później, już w Polsce, dotarła do nas informacja, iż z tego zgrupowania nie wróci nigdy. Sama strata tak młodej i utalentowanej osoby jest szokiem, a spotkanie jej na kilka dni przed śmiercią jeszcze to potęguje. Niech spoczywa w pokoju.

Źródło: zin BIAŁO-CZERWONI POLSKA ON TOUR nr 1