Węgry 0-0 Polska

29.03.2000, Debreczyn

Relacja kibica Zawiszy

Na ten mecz wybrało się 2 fanów Zawiszy z Inowrocławia. Z „miasta na soli” wyruszamy już we wtorek rano w kierunku Jastrzębia, gdzie czekają na nas kibice tamtejszego GKS-u. Po przybyciu na miejsce udajemy się na ciepły posiłek. Dalszy czas do wypadu na Węgry spędzamy w miłej knajpie, gdzie delektujemy się tamtejszym piwem. Po północy wyruszamy w 15 osób z Petrovic w kierunku Węgier. Pierwsza strona przejazdu to totalna alkoholizacja i narkomaństwo. Po dojechaniu do Szturowa (granica słowacko-węgierska) zostajemy wydaleni z pociągu, z powodu braku biletów. Na Węgry postanawiamy przedostać się przez Dunaj. To miejsce zapewne zapamiętają dwaj fani Jastrzębia. Otóż byli oni w tak konkretnej fazie „zalania robaka”, że postanowili zapierdolić pobliską łajbę. O dziwo zdołali to zrobić, lecz było to tak niefortunne, że łajba utonęła a jeden z nich przypłacił to kąpielą w Dunaju. Po przebyciu granicy autokarem udajemy się do Budapesztu, skąd bez większych problemów docieramy do Debreczyna. Na miejscu jesteśmy ok. 17:00 gdy dochodzimy do stadionu widzimy samochód na Elbląskich blachach, który na nasz widok odjeżdża?! Dwie godziny przed meczem zjawia się bus z 10 kibicami Lechii. My stojąc w barwach Zawiszy jesteśmy trochę zdziwieni, że nic się do nas nie burzyli. Lechia przywożąc ze sobą piłkę do rugby proponuje nam mecz. My na to przystajemy lecz oni gdzieś znikają, jakby bali się przyjazdu „opozycji”. Dalszy czas do meczu zleciał w spokojnej atmosferze, gdyż nie pojawiły się większe grupy koalicji ani opozycji a i Węgrzy byli do nas przyjaźnie nastawieni. Fani GKS-u czekali na przyjazd Bałtyku, który na meczu Jastrzębie – Zagłębie Sosnowiec chwalił się jacy to oni są wielcy. Kibice z Gdyni się jednak nie pojawili a okazja do pokazania im gdzie jest ich miejsce jeszcze się nadarzy. Sam mecz upłynął na dobrym dopingu dla Węgrów, natomiast nasze orły były wspierane marnym dopingiem ok. 120 osób grupy Polaków. Na meczu pojawiły się takie ekipy jak: Jastrzębie-15 (dwóch dojechało później), Zawisza-2, Lechia-10, Karpaty-3, ŁKS-4, Resovia-4, Stal Mielec-?, Wisłoka-?. Reszta Polaków się nie ujawniła lub byli to piknikowcy. Po meczu udajemy się na dworzec, gdzie dowiadujemy się od Węgrów, że u nich na reprezentacji jest zgoda a na ligę kosa. Po pewnych kłopotach z kanarem do Jastrzębia docieramy w dwóch grupach. Jedni są o 17 w czwartek, a drudzy o 6 w piątek. Ja będąc w pierwszej grupie spędzam jeszcze trochę czasu w Jastrzębiu. Do Inowrocławia wyruszamy w piątek popołudniu, na miejscu jesteśmy po północy. Podsumowując był to przeciętny wyjazd, a to ze względu na brak emocji typowo chuligańskich. Na koniec wielkie dzięki dla „potępionych” z Jastrzębia za ekstra przyjęcie.

KOZA

Źródło: zin DIABLOS 2000 nr 4 (Ruda Śląska)

Relacja Zawiszy

Do Jastrzębia z Inowrocławia we wtorek rano w 2 osoby. Podróż mija nam bez żadnych problemów i do Jastrzębia zajeżdżamy ok. godz. 16:00. Tam czekają na nas chłopaki z GKS-u i idziemy coś zjeść. Wyjazd był zaplanowany na godzinę 1:00 w nocy z czeskich Petrovic, a więc czas do odjazdu spędziliśmy w barze przy piwku. W pociągu na Węgry z polskich kibiców jedziemy my, tzn. 13 osób z Jastrzębia i 2 osoby z Zawiszy. Podróż jednym upłynęła na spijaniu trunków wysokoprocentowych, innym na spaniu. Podróż tym pociągiem kończymy tuz przy granicy słowacko-węgierskiej, bo tylko dotąd mieliśmy bilety i słowackie psy wyjebały nas z pociągu. Stąd na Węgry można było dostać się również promem przez Dunaj i postanowiliśmy z tego skorzystać. Po dojechaniu pod odprawę celną na Dunaju zobaczyliśmy, że wszystko jest pozamykane. W tym momencie zrobiło się trochę wesoło, bo 2 chłopaków z Jastrzębia postanowiło pożyczyć sobie łajbę, w wyniku czego jeden zaliczył kąpiel w rzeczach w Dunaju. Słowacy narobili trochę zamieszania i z małymi kłopotami przekraczamy granicę. Z węgierskiego miasteczka łapiemy jakiś autobus do Budapesztu, część wiary wbiła za darmo, a część musiała kupić bilety. Po dojechaniu do Budapesztu jakiś koleś zawiózł nas metrem na dworzec PKP, stąd mieliśmy pociąg do Debreczyna. W pociągu kanar dostał w łapę, a więc dojechaliśmy bez problemu. W Debreczynie do meczu zostało jeszcze około 4 godziny, a więc pojechaliśmy pod stadion kupić bilety. Tu widzimy, jak samochód na elbląskich blachach na nasz widok ucieka. Po zakupieniu biletów poszliśmy na piwko i coś zjeść, lecz sami długo nie pochodziliśmy, bo zajęły się nami węgierskie psy. Trzeba przyznać, że się do nas o nic nie pluli w odróżnieniu do naszych wynalazków. Tuz przed samym meczem dojechał bus  10 osobami z Lechii, ale do niczego nie doszło. Na sektorze Jastrzębie rozwiesza swoja flagę, a do nas dochodzi jeszcze dwóch kibiców GKS-u, którzy dojechali później, więc było nas razem 17 osób. Polaków na sektorze było około 120 osób. Z ekip, które zauważyłem były: Lechia 10, ŁKS 4, Resovia 3, Wisłoka 3 lub 4, Stal Mielec 2, Karpaty Krosno 3. Reszta Polaków była w szalikach Polski. W czasie meczu robimy raczej słaby doping. Jeśli chodzi o Węgrów, to sektor za bramką prezentował się dość nieźle. Mecz mija bez żadnych atrakcji. Po meczu jedziemy na dworzec. Pociąg do Budapesztu mamy dopiero o 4 rano, spotykamy również kibiców z Budapesztu. Dowiedzieliśmy się od nich, że na lidze się leja, a na reprezentacji mają układ. W drodze powrotnej je*nięta kanarka wyje*ała 6 osób (w tym mnie) gdzieś na jakiejś wiosce, a reszta po zakupieniu biletów dojeżdża do Budapesztu i po zwiedzeniu tego sympatycznego miasta w Jastrzębiu meldujemy się w sobotę o 5 rano. Z Jastrzębia do Inowrocławia wyruszamy o 14:00 i meldujemy się o północy. Pozdrowienia dla wszystkich chuliganów Jastrzębia.

BULI

Źródło: zin POLISH ULTRAS – PRIDE OF POLAND 2000 nr 4 (Bełchatów)

Relacja GKS-u Jastrzębie

Na Węgry wyruszyliśmy z Czech (tańsze bilety). Stamtąd jedziemy do Szturowa (Słowacja), tam kilkugodzinny postój. Dalej do Esztregom promem, a później do Budapesztu i dopiero z Budapesztu do Debreczyna. Na miejscu spokój. Na meczu jest 10-12 z Lechii, nie wiem czemu do niczego nie dochodzi. Było też 3 z Wisłoki Dębica, 2 z ŁKS-u i po kilku czy pojedynczo z Karpat i Stali Mielec. Nas było 15 i z nami było 2 z Inowrocławia z Zawiszy. Po meczu też spokój. Na stacji spotykamy pojedynczych węgierskich kibiców, 1 z Ferencvarosu i 1 z Kispestu (było ich pięciu, ale tamtych nie pamiętam). Powrót w piątek rano.

SZAJEN

Źródło: zin POLISH ULTRAS – PRIDE OF POLAND 2000 nr 4 (Bełchatów)

FILM: 29.03.2000 Węgry-Polska