Węgry 1-2 Polska

11.10.2003, sobota 17:00 – widzów 20 000, Budapeszt – Népstadion – Puskás Ferenc-stadion

Relacja sportowa

WĘGRY: Gábor Király – Tamás Bódog, Attila Dragóner, Tamás Juhár – Zoltán Böőr, Péter Lipcsei (od 46 min Zoltán Gera), Krisztián Lisztes , Pál Dárdai, Ákos Füzi – Imre Szabics, Miklós Fehér (od 64 min Krisztián Kenesei).

POLSKA: Jerzy Dudek – Tomasz Kłos, Jacek Bąk, Tomasz Rząsa – Michał Żewłakow, Sebastian Mila (od 53 min Kosowski), Radoszław Sobolewski, Mirosław Szymkowiak (od 85 min Mariusz Lewandowski), Jacek Krzynówek – Andrzej Niedzielan (od 88 min Marek Saganowski), Grzegorz Rasiak.

Bramki: Imre Szabics (48) – Andrzej Niedzielan (11), Andrzej Niedzielan (62)
Żółte kartki: Lisztes, Juhar, Bodog – Sobolewski
Sędzia: Manuel Enrique Mejuto Gonzalez (Hiszpania).

Polska reprezentacja wygrała po raz pierwszy w swej historii w Budapeszcie z Węgrami. Niestety, ten sukces nie wywindował nas na drugie miejsce w tabeli dające możliwość gry w barażach.
Najważniejsze decyzje w polskiej ekipie zapadły tuż przed meczem. Macieja Żurawskiego zastąpił Andrzej Niedzielan. Było to znakomite posunięcie. Wychowanek Promienia Żary był gwiazdą tego meczu. Jego szarże wprawiały w popłoch obrońców, a dwie akcje zakończyły się golami. A. Niedzielan był najlepszym zawodnikiem meczu. Jego powołania od dawna domagała się prasa, napastnik Groclinu Dyskobolii w ostatniej chwili wskoczył do kadry za kontuzjowanego Pawła Kryszałowicza. Podczas konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał trenera czy to prawda, że M. Żurawski odmówił wyjścia na mecz i dlatego w składzie pojawił się A. Niedzielan. Paweł Janas dał wymijającą odpowiedź, którą można tłumaczyć w ten sposób, że coś było na rzeczy.
Przed spotkaniem mówiło się, że klucz do drugiego miejsca leży na murawie Nepstadionu, a kto wygra przystąpi do baraży. Prawie nikt nie brał pod uwagę tego, że Łotwa może w Sztokholmie ograć Szwecję. Obie drużyny przystąpiły do walki bardzo usztywnione. Prawdziwy bój rozpoczął się od bramki dla Polski. Grzegorz Rasiak wspaniale ,,wypuścił” A. Niedzielana, ten uciekł obrońcom, ,,położył” Gabora Kiralyego i zdobył pięknego gola. Po tym ciosie Węgrzy przez kilka minut niczym trafiony bokser nie mogli się podnieść. W 32 min kapitalnie z 30 metrów strzelił Imre Szabics. Na szczęście dla nas piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką. Od tego momentu przeważali gospodarze i nasza reprezentacja miała wielkie szczęście, że nie straciła gola. Tak było w 35 min, kiedy Tomasz Rząsa wybił zmierzająca do siatki piłkę z linii bramkowej. Węgrzy szaleli prawym skrzydłem i kilka ich akcji było bardzo groźnych. W 37 min Zoltan Boor ograł T. Rząsę i strzelił nad poprzeczką, trzy minuty później podawał Z. Boor, a wyrównać mógł Krisztian Lisztes.
Polacy wytrzymali napór gospodarzy. W przerwie w niemal dwutysięcznej grupie polskich fanów podawano sobie wiadomość o tym, że Szwecja przegrywa z Łotwą. Radowano się z naszego prowadzenia. Wszyscy pocieszali się, że pewnie Szwedzi szybko wyrównają, a później strzelą zwycięską bramkę. Zaraz po gwizdku Węgrzy natarli na nas bardzo ostro i już w 48 min wyrównali. Środkiem popędził Akos Fuzi, nikt nie przerwał jego akcji, pomocnik gospodarzy zagrał na prawo, a tam niepilnowany I. Szabics ładnym strzałem wyrównał.
Polacy musieli chyba stracić gola by znów zacząć grać tak jak tego od nich oczekiwali fani. W 55 min G. Rasiak ładnie strzelił obok słupka. W 62 min duet Groclinu Dyskobolii znów rozpracował węgierską obronę. Przy linii autowej z lewej strony sfaulowany został T. Rząsa. Znakomicie prowadzący ten mecz hiszpański sędzia Manuel Mejuto Gonzalez widząc, że Polacy mają w posiadaniu piłkę nie przerwał akcji. G. Rasiak ,,wypuścił” A. Niedzielana, ten w sytuacji sam na sam znów pokonał G. Kiralyego!
Od tego momentu Polacy kontrolowali sytuację, choć Węgrzy odgryzali się szybkimi akcjami. W 68 min do siatki znów trafił A. Niedzielan, ale był na spalonym. W 77 min mieliśmy wielkie szczęście. Doszło do nieporozumienia między T. Rząsą, a Jerzym Dudkiem. Nasi piłkarze chcieli interweniować, niestety zderzyli się, a piłka zmierzała do siatki. Na szczęście sprzed linii bramkowej wybił ją Jacek Bąk.
Polacy spokojnie dowieźli wynik. Radość polskich kibiców była jednak przytłumiona doniesieniami ze Szwecji. Tam do końca było 0:1… Po meczu nasi piłkarze podziękowali kibicom za wspaniały doping. Kiedy spiker ogłosił, że wygrali Łotysze, fani węgierscy na zasadzie ,,my nie możemy, to wy też nie” owacją przyjęli tę wiadomość.
Po meczu najbardziej obleganym był A. Niedzielan. Zawodnik, który swoje pierwsze kroki piłkarskie kroki stawiał w Żarach udowodnił coś selekcjonerowi i wszystkim tym, którzy twierdzili, że nie zasługuje na grę w kadrze.

Źródło: gazetalubuska.pl

FILM: 11.10.2003 Węgry – Polska