Widzew Łódź 1-1 GKS Katowice ZAKAZ

22.11.2014, sobota 14:45 – widzów 6950

Relacja kibicowska

Szkoda że na tym meczu nie mogliśmy się pojawić. Nie dość że to mecz u koleżanek naszej największej kosy, to jeszcze Widzew mocno mobilizował się na to spotkanie, by pożegnać się ze starym stadionem. Mimo wcześniejszych zapowiedzi Widzewiacy nie zapełnili stadionu, ale i tak godnie pożegnali stary obiekt który dla fanów RTS-u był domem. UR tego dnia przygotowało kilka opraw, nie zabrakło fajerwerków, rac i innego rodzaju pirotechniki, sektorówek, flag na kijach i wielu innych motywów ultras. Przez chwilę po murawie biegał jeden z kibiców z przekazem dla prezesa Cacka. To ten kibic i piro na murawie zmusiły sędziego do dwukrotnego przerwania meczu.

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 22.11.2014 Widzew Łódź – GKS Katowice BRAMKI

Relacja sportowa

Widzew Łódź: Krakowiak, Augustyniak, Nowak, Kozłowski, Podvirnyi (31. Injac (82. Kasperkiewicz)), Warchoł (88. Wrzesiński), Czapliński, Rozwandowicz, Janiec, Batrović, Rybicki.

GKS Katowice: Bucek – Pietrzak (79. Bętkowski), Kamiński, Pielorz, Czerwiński – Bodziony (90. Ceglarz), Duda – Sobotka, Pitry, Wołkowicz (65. Januszkiewicz) – Kujawa.

W ostatnim meczu wyjazdowym GieKSy w tym roku, katowiczanie po zaciętym boju zremisowali z Widzewem Łódź 1:1.

Lepsze wrażenie w pierwszych minutach sprawiał Widzew i nie było widać przepaści w tabeli pomiędzy obiema drużynami. Gospodarze groźnie atakowali skrzydłami, jednak na posterunku stał Antonin Bucek, który pewnie spisywał się w polu karnym. Łodzianie stworzyli sobie w pierwszej fazie meczu dwie groźne okazje, ale najpierw niecelnie uderzył na linii pola karnego Mariusz Rybicki, a potem nie popisał się również Jakub Czapliński, który nie wykończył swojej dobrej akcji prawą stroną.

GKS z początku badał rywala strzałami z dystansu, jednak uderzenia Przemysława Pitrego i Krzysztofa Wołkowicza nie mogły zagrozić bramkarzowi gospodarzy, Maciejowi Krakowiakowi. Z czasem jednak Trójkolorowi rozkręcili się, zyskali przewagę optyczną, a na dodatek prowadzili od 24. minuty po tym, jak Sławomir Duda ograł obrońców w polu karnym i umieścił piłkę w siatce strzałem po ziemi przy prawym słupku.

Gdy wydawało się, że zagubiony Widzew nie zdoła się podnieść, nastąpiło rozprężenie w szeregach gości. Wykorzystał to Damian Warchoł, który zamknął dośrodkowanie z lewego skrzydła i z kilku metrów pokonał bezradnego Bucka. Był to gol do szatni, a sztab szkoleniowy GKS-u musiał się martwić o to, jak ponownie rozciąć zasieki łodzian w drugiej połowie.

Po zmianie stron gra wyrównała się. Obie strony miały swoje szanse. GKS mógł zdobyć trzy punkty po uderzeniach Przemysława Pitrego z główki i rzutu wolnego, jednak piłka nie znalazła drogi do bramki. Blisko zdobycia decydującego gola był również Rafał Pietrzak, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką. Widzew zagrażał znów po akcjach skrzydłami i strzałach z dystansu, ale wobec słabej skuteczności obu stron wynik mógł być tylko jeden – remis, który nikogo nie zadawalał.

Na usprawiedliwienie ekipy z Bukowej można jedynie dodać, że w tym meczu pauzował za kartki najlepszy strzelec drużyny Grzegorz Goncerz, a kontuzjowany jest Adrian Jurkowski. Katowiczanie musieli sobie również radzić bez pierwszego trenera Artura Skowronka, który po dyskwalifikacji na dwa mecze oglądał to starcie z wysokości trybun.

Po jedynym remisie na wyjeździe w tym sezonie, na razie GKS Katowice uplasował się aktualnie na siódmym miejscu w tabeli, lecz nie wszystkie drużyny z pierwszoligowej stawki rozegrały swoje mecze. W ostatnim spotkaniu w tym roku katowiczanie podejmą Miedź Legnica. Początek meczu przy Bukowej 29 listopada o godzinie 17:00.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Bramki: Warchoł (45) – Duda (24)
Widzew: Krakowiak – Augustyniak, Nowak, Kozłowski, Podwyrnyj (31. Injać, 82. Kasperkiewicz), Warchoł (88. Wrzesiński), Czapliński, Rozwandowicz, Janiec, Batrović, Rybicki
GKS: Bucek – Czerwiński, Kamiński, Pielorz, Pietrzak (79. Bętkowski) – Wołkowicz (64. Januszkiewicz), Bodziony (90. Ceglarz), Pitry, Sobotka – Kujawa.
Ż.kartki: Kozłowski – Sobotka
Cz.kartki:
Sędzia: Marcin Szrek (Kielce).

Mecz z Widzewem miał być tym jednym (a w zasadzie jedynym), przed którym z dużym prawdopodobieństwem mogliśmy przypisywać zespołowi „planowe” trzy punkty. W końcu Widzew w tym sezonie wygrał tylko raz, zamykał tabelę z fatalnym bilansem 8 punktów. W ostatnich 9 meczach wszystkie przegrał w tym ostatnie dwa u siebie po 0:3 z Olimpią i Zagłębiem. Trudno więc było kalkulować utratę punktów.

W kadrze zabrakło Grzegorza Goncerza i Kamila Cholerzyńskiego, którzy pauzowali za żółte kartki. W ich miejsce pojawili się Krzysztof Wołkowicz i Krzysztof Bodziony. Z przodu miał walczyć Rafał Kujawa.

Kibice Widzewa wyjątkowo zmobilizowali się na ten mecz i stawili się w dużej liczbie i przez cały mecz głośno dopingowali. Ze względu na ostatni mecz RTS na obecnym stadionie na spotkanie zaproszono też wielu oficjeli i byłych piłkarzy, m.in. tych, którzy grali w Lidze Mistrzów, jako ostatni przedstawiciele polskiej drużyny w tych rozgrywkach.

Od początku mecz był wyrównany, ale niepokojąco łodzianie kilka razy zbliżyli się pod nasze pole karne, głównie próbując zaatakować skrzydłami i wrzucając piłkę. Kilka razy z tego względu było zamieszanie pod bramką Bucka. Katowiczanie mieli wielki problem z przeprowadzeniem ofensywnej akcji. Były próby, ale kiepskiej jakości. Czasem Wołkowicz czy pitry próbowali strzelić z dystansu, ale bez większego powodzenia (słabo, w środek bramki). Widzewiacy raz po raz atakowali i nękali naszą obronę – raz po takiej akcji Łukasz Pielorz niemal wpakował piłkę do własnej bramki. Wydawało się, że będzie ciężko, a tymczasem GieKSa strzeliła gola. Dobre podanie Pitrego przyjął Duda i na raty – po długim rogu – trafił do siatki. Wydawało się, że teraz będzie już spokojniej. Mieliśmy dłuższą chwilę przerwy, gdy na boisko wbiegł kibic Widzewa i nieniepokojony przez nikogo po minucie hasania… wrócił na sektor. W 30, minucie GKS mógł podwyższyć prowadzenie, ale Pitry nie wykorzystał dobrej sytuacji sam na sam. Czasem GieKSie brakowało pół metra, jak choćby przy dośrodkowaniu z lewej strony, gdy do piłki nie doskoczył głową Czerwiński. Gdy wydawało się, że katowiczanie utrzymają prowadzenie do końca koszmarny błąd popełnił Bodziony, tracąc w debilny sposób piłkę w środku boiska. Poszła akcja, po której był rzut rożny, a po nim gospodarze zdobyli bramkę. Nasi zawodnicy nie potrafili oddalić zagrożenia i w końcu futbolówka spadła pod nogi rywala na piątym metrze, a ten pod poprzeczkę trafił do siatki.

Druga połowa rozpoczęła się od dłuższej przerwy, bo kibice Widzewa rzucili race na boisko. To zdeprymowało najwidoczniej Bartosza Sobotkę, który próbował z dystansu uderzać tak, że omal nie urwał sobie nogi. Coraz to częściej atakował Widzew, który nie miał kompleksów przed GieKSą. Dalej hulały skrzydła łodzian i raz po raz dośrodkowywali oni, co jakiś czas stwarzając zamieszanie. W środku drugiej połowy GieKSa miała chwilę dominacji, kiedy to Pitry z dystansu uderzał, a Krakowiak wybił piłkę na róg. Świetną sytuację miał Pietrzak, który wyszedł sam na sam, ale fatalnie strzelił nad poprzeczką. Skoro nie z akcji, to liczyliśmy, że może z rzutu wolnego coś uda się zdziałać – ale Pitry fatalnie strzelił w mur. Z czasem coraz bardziej irytująca była postawa GKS zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Zaczęły się mnożyć kiksy, podania, do rywali, brak asekuracji, czekanie na piłkę zamiast ruchu do niej. Akcji ofensywnych nie było zbyt wiele. Coś próbował stworzyć na szybkości Januszkiewicz, ale na razie poza szybkością to chyba nie ma zbyt wiele do zaprezentowania. Niechlujstwo GKS porażało, a Widzew momentami zamykał GKS w polu karnym. W końcówce GKS przeprowadził kilka szarpanych akcji ale bez zagrożenia. Za to Widzew miał sporo stałych fragmentów gry, ale też nie umiał ich wykorzystać. W doliczonym czasie gry Pitry stracił piłkę na środku boiska i poszła groźna kontra. Po 10 minutach doliczonego czasu gry sędzia zakończył tę żenadę.

GieKSa zremisowała z ostatnią drużyną w tabeli. Z drużyną, w której większość zawodników ma około 20-21 lat, ale są też 18-latkowie. Nasi zawodnicy kopali się po czołach i kompromitowali w rywalizacji z takimi zawodnikami jak Kozłowski, Czapliński, Rozwandowicz, Wrzesiński, Janiec, Kasperkiewicz, Warchoł. Z takimi anonimami grali zawodnicy z – co jak co – nazwiskami (jak na pierwszą ligę). I dali pokaz, jak w tę piłkę nie należy grać. Widzew na oko ze 20 razy zrobił akcję skrzydłem i dośrodkował – gdzie byli boczni obrońcy? Co na boisku robił Bodziony, który na razie nie prezentuje poziomu A-klasy? Gdzie były akcje ofensywne? Pytania można mnożyć.

GKS skompromitował się strasznie i aż żal, że musimy pracować nad tym meczem, bo znowu dostaliśmy w pysk od pseudodrużyny, a przecież po meczu z Tychami wydawało się, że jest to to drużyna przez duże „D”…

Źródło: Gieksa.pl