Widzew Łódź 4-0 Górnik Zabrze

27.11.2010, sobota

Relacja Górnika

Od początku sezonu każdy zastanawiał się czy ten wyjazd obejdzie się bez problemów, czy i tym razem „Ruda Grażyna”, czyli kierownik bezpieczeństwa na stadionie Widzewa Łódź, wymyślił jakiś bezsensowny powód by nie wpuścić nas na stadion. Jednak, tym razem obyło się bez problemów i choć bilety przyszły na ten mecz dość późno, mieliśmy pewność, że tym razem uda się nam wejść.
Zbiórka była zaplanowana na godzinę 11:30, jak zawsze pod dworcem PKP w Zabrzu. Mimo tego, że ostatnio nie wpuszczono nas na Widzew, pod dworcem zjawiła się skromna grupa osób. O godzinie 12:30 wyruszyliśmy do Łodzi w sile 550 osób, w tym było 36 kibiców GKS (11 osób z GzG) i 5 osób z Wisłoki. Droga jak zawsze przez Gliwice, Tarnowskie Góry, Bytom itp., ciągnęła się długo, aczkolwiek w miarę komfortowych warunkach. W Częstochowie zmienili się motorniczy, którzy zaczęli się burzyć, że zajęty jest ich przedział i drzwi przez które sprawdzają czy wszyscy weszli do pociągu są zawalone piwami. W czasie kilkunastominutowego postoju, niektórzy udali się do sklepu, co jeszcze bardziej zbulwersowało motorniczego, który ewidentnie tego dnia był bez humoru. Z czasem jednak odpuścił dla własnego i naszego świętego spokoju.
Po pięciogodzinnej jeździe dotarliśmy na stację „Łódź Widzew”, na której byliśmy dokładnie o godzinie 17:30. Wejście na stadion poszło całkiem sprawnie i co wszystkich zaskoczyło, nikt nie robił problemu z tego, że tego samego dnia ktoś dopisał się do listy. Przy wejściu ochrona bardzo dokładnie sprawdzała oprawę, przez co nie mogliśmy wnieść wszystkich transparentów, w tym „Widzew Górą” oraz „Prawdziwy Widzewiak (nie) rzuca kamieniami”, który dotyczył apelu kibiców naszego przeciwnika. Każdy, kto był już na Widzewie wie, że w kierunku sektora gości z każdej strony lecą różnorakie przedmioty, w tym kamienie, elementy trybun, butelki, słowem wszystko co wpadnie w ręce łobuzów. Taka to już miła tradycja i serdeczne powitanie gości. Już przed meczem, jak to zwykle bywa na Widzewie, powitała nas spora grupa kibiców Ruchu, którzy sami określili się na 300 osób (choć liczby padały od 500 do 1500). Mocno się spinali, burzyli, rzucali w nas czym popadnie, żeby trochę pohałasować używali petard hukowych, motali się i prężyli w przeróżny sposób, aby zwrócić na siebie naszą uwagę. My zripostowaliśmy ich w prosty i skuteczny sposób, wywieszając transparent „idzie GRUDZIEŃ SYPIE! Śniegiem”. Podziałało błyskawicznie. Gwoli wyjaśnienia, Grudzień jest to kibic Ruchu, który chcąc zostać świadkiem koronnym „sypnął” sporo osób w tym większość kibiców Ruchu.

Na początku meczu wywiesiliśmy flagę „Ludzie Humoru” oraz wspomniany już wcześniej transparent. Po przeczekaniu, aż Widzew zrobi swoją oprawę na naszym sektorze pojawiła się wycięta sektorówka, w kształcie torreadora trzymającego odwróconą czerwoną koszulkę Widzewa, która miała działać na kibiców Widzewa jak płachta na byka. W tle torreadora cały sektor został wypełniony niebiesko-czerwonymi foliami. U góry sektora pojawił się transparent na kijach z napisem „ZABRZAŃSKA CORRIDA”. Dla dodatkowego efektu pod sektorówką zostało odpalonych parę stroboskopów. Oprawa na pewno wyszła, by o wiele lepiej gdybyśmy wykorzystali całą pulę 800 biletów i sektor gości byłby wypełniony po brzegi. Wtedy można by było gęściej rozprowadzić sreberka i stworzyć bardziej jednolite tło. Po tej prezentacji utrzymywaliśmy dobry doping, który staraliśmy się prowadzić przez cały mecz, lecz po straceniu kolejnych bramek ochota na śpiewy wszystkim minęła i trybuny ogarnęło nasze niezadowolenie. Nie ma się więc co dziwić, że część ludzi nie chciała patrzeć na to, co się działo na boisku i wolała iść po ciepłą herbatę za 4 złote.

W drugiej połowie wszystkim humor poprawił komin… Ultrasi przedstawili spontanicznie zrobioną dzień przed wyjazdem oprawę, czyli komin z którego ulatniał się dym, uzyskany przez odpalenie stroboskopów. Dodatkowo namalowany był transparent, który został nam skonfiskowany przez ochronę i musieliśmy sobie radzić śpiewem. Tak więc okrzyk ”Widzew Górą!” plus komin z ulatniającym się dymem, rozluźnił atmosferę wśród naszych kibiców. Nie mniej jednak, smutna prawda jest taka, że patrząc czasem na grę naszych zawodników, oraz wyniki jakie uzyskujemy na wyjazdach, każdy chyba zastanawia się nad sensem jeżdżenia na wyjazd, aczkolwiek niezwykła atmosfera w pociągu oraz pomysłowe oprawy dają o wiele większą radość i lepsze wspomnienia niż gra oraz wynik naszych kopaczy. Po końcowym gwizdku podeszli do nas piłkarze, których zlekceważyliśmy i nie zwracaliśmy uwagi na to, że dziękują nam za doping. Potem długo jesteśmy trzymani na stadionie.

Jeżeli chodzi o kibiców Widzewa, to cały stadion posiadał specjalnie przygotowane na ten mecz flagi na kiju. Młyn na początku meczu przedstawił prezentację w postaci sektorówki, na której znajdował się herb Widzewa, chuligana oraz napis „DESTROYERS”, do tego trans „Byliśmy, Jesteśmy, Będziemy” oraz oklepana już postać „mięśniaka”. Wszystko było podświetlone racami. Później kibice Widzewa przedstawili transparent dotyczący zarządu klubu. Ogólnie przez cały mecz słabo dopingowali, jedynie po zdobytych bramkach, gdy włączał się cały stadion śpiewali dość głośno. Początkowo również przez ich protest nikt przez kwadrans nie śpiewał. Co do drogi powrotnej to wlokła się niemiłosiernie, ale dzięki możliwości zakupienia piwa większości osób nie przeszkadzało to tak dotkliwie. Jak zawsze nasze ukochane PKP umilało nam podróż brakiem światła oraz ogrzewania, powodem tego stanu rzeczy były niby bezpieczniki, z którymi nie mogli się uporać, my jednak twierdzimy, że to specjalnie dla nas w ramach urozmaicenia. W Częstochowie wysiadło już całkiem ogrzewanie i w nieciekawych warunkach musieliśmy wracać do samego Zabrza. W Częstochowie również pociąg miał dość długa przerwę na dworcu, co umożliwiło zabawę naszym kibicom. Urządzono na dworcu bitwę na śnieżki. Odbyło się bez niespodzianek i pierwszy skład za każdym razem bez problemu przedzierał się przez ataki drugiego, który musiał ratować się ucieczką, mimo tego, że mieli twardych zawodników nawet bez koszulek! Po zabawie udaliśmy się w dalszą drogę i w Zabrzu, po godzinnym opóźnieniu, zameldowaliśmy się o godzinie 3:00.

„Sektor 13″

Źródło: zin SK1964 nr 30 (Katowice) marzec 2011

W Łodzi na sektorze gości 503 fanów Torcidy z 36 osobowym wsparciem GieKSy i 3 osobowym Wisłoki Dębica. Widzew na meczu prezentuje oprawę z okazji 15-lecia istnienia grupy „Destroyers”. Na tym meczu wspiera ich Ruch Chorzów w 300 osób. Górnik prezentuje oprawę: „Zabrzańska corrida”. Zaprezentowali sektorówke przedstawiającą torreadora KSG z czerwoną płachtą z herbem Widzewa do góry kołami. Nie mogło też zabraknąć flagi Górnika „Ludzie humoru” odnoszącej się do Widzewa „Ludzie honoru”. Z okazji obecności fanów Ruchu, został także  wywieszony transparent: „Grudzień sypie’.

Źródło: zin SK1964 nr 30 (Katowice) marzec 2011