Wisła Kraków 2-2 GKS Katowice

07.10.1984

Mecz miał uroczystą oprawę, bo odbywał się w dniu Święta Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa, czyli resortu który opiekował się Wisłą Kraków. Wtedy akurat była słynna afera z czarną wołgą, która rzekomo porywała dzieci i przetaczała im krew. W nawiązaniu do tego, w przerwie meczu był pokaz na bieżni (która wtedy okalała stadion Wisły), gdzie czarna wołga uciekała przed goniącym ją radiowozem. No i na trzecim okrążeniu ten milicyjny radiowóz wjechał w trybuny – mieliśmy niezły ubaw. Po meczu jednak nie było już nam do śmiechu. Milicja odwiozła nas na dworzec i pożegnała słowami „Schowajcie barwy, nie mówcie po śląsku, to wam nic nie zrobią”. Kiedy zostało 10 minut do przyjazdu pociągu na dworzec wkracza sobie z flagami jak wojsko w czasie defilady 1000 fanów Wisły, a nas 50 na peronie. Jak się to skończyło każdy może się domyśleć. Wisła była wtedy klubem gwardyjskim, więc milicjanci często „wystawiali” słabsze grupy na pastwę fanów „swojego” klubu. Gdy przyjeżdżało nas więcej – ok. 200, wtedy mieliśmy obstawę cały czas.

Coper i Darek z Centrum

Źródło: Monografia GieKSy Tom II