Wisła Puławy 0-3 GKS Katowice

08.04.2017, sobota 20:00 – widzów 1415

Relacja GieKSiarza

Wyjazd na Wisłę Puławy to jeden z tych egzotycznych. Mianowicie chodzi o to że mimo iż nie jest to rywal z górnej półki i klub raczej nie jest znany szarym fanom piłki nożnej to zameldowanie się na ich stadionie jako pierwszym GieKSiarzom zawsze dodaje smaczku.

W drogę wyruszamy transportem kołowym z dyskoteką w tle, która zmienia się jak w kalejdoskopie (trasa przez 4 województwa). W Świętokrzyskim palanteria pierwszy raz daje o sobie znać, blokując wejście do stacji i wystawiając kwity za byle co. Podobna sytuacja ma miejsce już w Mazowieckim z Radomską prewencją która grozi nam że nie dojedziemy na mecz (CHWDP). Co ciekawe dzień wcześniej zawrócili Raków który jechał na mecz z Radomiakiem. Mimo wszystko jedziemy dalej i na około godzinę przed meczem meldujemy się pod stadionem.

Kolejny raz zaliczamy nadkomplet meldując się w 235 osób (dostaliśmy 210 biletów). Początkowo ekipa z Bogucic która zadeklarowała kolejny raz podróż bez biletów, zaraz po wyjściu z autokaru rozkręca zabawę przed bramą. Nie oszczędzają bębna i dopingują bez koszulek, mimo iż piłkarze mają się pojawić na murawie dopiero za 40 minut.

Jednak ostatecznie każdy kto chciał lub mógł melduje się w sektorze gości i jego obrębie. Punkt gastronomiczny znajdował się z  boku klatki i mimo braku przysłowiowej „giętkiej” był mocno oblegany, co spowodowało że w klatce wszyscy meldują się po rozpoczęciu meczu. W przerwie ochrona postanowiła wypuszczać po szamę lub WC po 5 osób, co im nie wyszło z powodu naszej radykalnej reakcji. W konsekwencji, ochroniarze dali sobie spokój a my przemieszczaliśmy się swobodnie po naszej części stadionu.

Jeśli chodzi o doping to od pierwszej do ostatniej minuty jedziemy z mega pie*dolnięciem, praktycznie cały mecz się tylko nakręcamy. Na wyposażeniu mamy takie płótna jak: GIEKSIARZE, GKS KATOWICE, UG, GLADIATORS oraz transparent Pozdrawiamy Nieobecnych Gieksiarzy. Po meczu znów fetujemy z piłkarzami kolejne zwycięstwo, poczym zawijamy do autokarów i w drogę powrotną. W Katowicach jesteśmy ok. 3 w nocy.

Giszowiec obecny w 25 głów.

Jeśli chodzi o kibiców gospodarzy do dopingują cały mecz, w pierwszej połowie nawet bez koszulek, jednak z naszej perspektywy nie słyszalni i słabo widoczni. Prezentują oprawę w skład której wchodził transparent: NIEBIESKIE PÓŁ MÓZGI  ZAMKNIJCIE NAS ZA BLUZGI,  a część kibiców miała specjalne opaski na głowie stylizowane na cenzurę.

Relacja GieKSy

W relacji z Pruszkowa napisałem, że wyjazdy do małych klubów w okolicach Warszawy są trudne do zorganizowania. Panuje tam specyficzny mikroklimat i przeświadczenie, że tamtejsi ludzie wiedzą wszystko najlepiej. Nie inaczej było z Puławami.

Pierwszym problemem była podoba sytuacja jak ze Zniczem – nikt nie odpowiadał na maile, choć dostawaliśmy informacje, że zostały przeczytane. Telefonu też nikt nie raczył odebrać, ale ostatecznie udało nam się skontaktować z Wisłą. Dowiedzieliśmy się, że sektor gości mieści 210 miejsc, a bilet kosztuje 15 złotych. Przypomnieliśmy o wysyłce wejściówek i temat na jakiś czas odszedł w zapomnienie. Przypomnieliśmy się dzień po terminie, w którym bilety powinny być w Katowicach (czyli tydzień przed spotkaniem – określa to uchwała PZPN). I tutaj zaczęły się standardowe problemy – okazało się, że Wisła nie wyśle nam biletów, bo aby je wydrukować potrzebuje nasze dane. Dostaliśmy zapewnienie, że wejściówki będą na nas czekać pod sektorem i według ichniejszych działaczy – mieliśmy rozdać ponad 200 imiennych biletów – tak, by trafiły do konkretnej osoby. Po kilku telefonach głupota tego pomysłu zaczęła docierać do pracowników klubu z Puław, ale dalej nie wiedzieli jak sobie poradzić z problemem. Ostatecznie zaakceptowali propozycję, którą im wysunęliśmy, czyli wejście z dokumentem tożsamości na listę bez żadnych biletów.

W podróż do Puław wyruszyliśmy chwilę po 12:30. Upływała dość spokojnie, choć na jednym z postojów w województwie świętokrzyskim mieliśmy przejścia z policją. Na szczęście skończyło się jedynie na kilku mandatach. Pod obiekt dotarliśmy na godzinę przed meczem i tutaj spotkała nas kolejna niespodzianka – ochrona zapowiedziała, że wpuszczać nas rozpocznie dopiero na trzydzieści minut przed meczem. Na szczęście szybki telefon do delegata załatwił sprawę. Niestety okazało się, że jeden z kołowrotków jest niesprawny i jego naprawienie potrwało kilka minut. Kolejnym zaskoczenie było to, że ochroniarze oczekiwali, że każdy kibic zapłaci sam za bilet, a nie jak to robimy zawsze i jak zostało zapowiedziane wcześniej – zbiorczo. Błędem była także tylko jedna lista na dwa kołowrotki. Ogólnie to widać było, że działacze Wisły nie mieli złych intencji, ale organizacja meczu z tak dużą grupą kibiców gości ich zdecydowanie przerosła. Szkoda tylko, że nie chcieli skorzystać z naszego doświadczenia i rad, których udzielaliśmy im już na wiele tygodni przed spotkaniem. Na szczęście dość szybko naprawiali swoje błędy, a i dużo pomógł delegat, który jest jednym z najlepszych w Polsce (pełni także funkcję kierownika ds. bezpieczeństwa w Górniku Łęczna). Udało się całej grupie wejść na obiekt, a dopisywanie dodatkowych osób odbywało się już potem niewidzialnym długopisem – dzięki czemu w sektorze gości znalazło się nas dokładnie 234. Tym razem nie wspierały nas zgody, bo miały swoje mecze.

Sam stadion jest bardzo ładny i odpowiedni dla takiego klubu jak Wisła Puławy. Sektor gości też nie jest zły, ale ma dziwne wejście – nie standardowo od góry, a od dołu. I już wiedzieliśmy, że z tym wejściem będzie problem, bo toalety i catering znajdowały się na zewnątrz. A znowu nasze przebywanie w strefie między sektorem gości i wejściem na stadion nie podobał się ochronie, bo od murawy dzielił nas wtedy niski płotek. Obrazu sytuacji dopełniał catering ze starym urządzeniem, które podgrzewało zapiekanki kupione w hipermarkecie. Trwało to bardzo długi i kolejka robiła się bardzo długa. Ostatecznie naszą decyzją było wejście w całości do sektora gości i stamtąd prowadziliśmy doping przez całe spotkanie. Stał on na bardzo dobrym poziomie w czym na pewno pomógł korzystny rezultat na boisku. Mieliśmy ze sobą cztery flagi – GKS Katowice, GieKSiarze, Galdiators i Ultras GieKSa. Nie zabrakło transparentu: „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy”. W przerwie ochrona wymyśliła, że będzie nas wypuszczać po kilka osób z sektora gości, co skończyło się naszą szybką reakcją i otwarciem klatki na oścież. Nie była ona zamykana już potem aż do końca spotkania. Miejscowi kibice mieli młyn na końcu prostej, ale w takim miejscu, że my nie widzieliśmy ich, a oni nas. Zaprezentowali oni oprawę antypolicyjną, ale zobaczyliśmy ją dopiero na zdjęciach. Dużo osób będących najbliżej sektora gości filmowało nas i nagrywało nasz doping. W pierwszej połowie jeden z podpitych miejscowych kibiców dziarskim krokiem ruszył w naszym kierunku, ale został zawrócony przez jednego z fanów gospodarzy. Ogółem słyszeliśmy, że sympatycy Wisły prowadzili doping, ale nie mogliśmy rozróżnić poszczególnych słów, bo zabawa w naszym sektorze trwała w najlepsze.

Po meczu wspólnie z piłkarzami fetowaliśmy kolejny wygrany mecz. Przez remont na stadionie Stali nie pojawimy się w Mielcu, więc najbliższe spotkanie wyjazdowe czeka nas w majówkę do Siedlec. Bardzo szybko opuściliśmy sektor gości, ale nie było to trudne, bo sami sobie wcześniej otwarliśmy bramę. W Katowicach zameldowaliśmy się chwilę po godzinie 3:00.

Źródło: gieksa.pl

Relacja kibiców z Puław

Pojedynek z Gieksą od dłuższego czasu budził kibolskie emocje w Puławach. Był to jeden z ciekawszych kibicowsko meczów tej rundy jakie dane nam było oglądać przy ul. Hauke- Bosaka. Wiadome było, że kibice gości zjawią się w dobrej liczbie i szczelnie wypełnią klatkę co nadawało temu spotkaniu dodatkowego smaczku. Na naszym sektorze tworzymy lekko ponad stuosobowy młyn i od pierwszej minuty lecimy z bardzo dobrym dopingiem, który momentami był niesamowicie fanatyczny. W pierwszej połowie spotkania prezentujemy również naszą choreografię na którą składał się transparent o treści „niebieskie półmózgi zamknijcie nas za bluzgi” oraz przekreślonej świni w policyjnej czapce. Całość oprawy dopełniały czarne paski na oczy rodem z kroniki kryminalnej. Naszych nadgorliwych „stróżów prawa” kilkukrotnie pozdrawiamy werbalnie przez co pewnie znów wypisują nam stertę wezwań na komendę ;) CHwała Wielkiej Dumie Powiśla!

FOTOGALERIA: GieKSa.pl

FILM: 08.04.2017 Wisła Puławy – GKS Katowice DOPING

FILM: 08.04.2017 Wisła Puławy – GKS Katowice BRAMKI

FILM: 08.04.2017 Wisła Puławy – GKS Katowice SKRÓT

Relacja sportowa

Wisła Puławy: Penkovets – Sedlewski (86. Hiszpański), Pielach, Żemło, Lytvynyuk, Maksymiuk, Kolehmainen, Szczotka (68. Patejuk), Darmochwał (82. Nowak), Smektała, Idzik.

GKS Katowice: M. Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, Frańczak – Sapała, Zejdler – Jóźwiak (60. Mandrysz), Ćerimagić, Foszmańczyk – Goncerz (71. Prokić).

W meczu 25. kolejki Nice 1 Ligi GKS pewnie pokonał na wyjeździe Wisłę Puławy 3:0. To drugie zwycięstwo z rzędu katowiczan.

Spotkanie rozpoczęło się dobrze dla GieKSy. Z każdą minutą spychała gospodarzy coraz bliżej ich pola karnego. Wykorzystywała stałe fragmenty i zagrażała raz po raz bramce Nazara Penkovetsa. Puławianie liczyli na kontry, ale nie mieli stuprocentowych okazji, by je wykorzystać.

GieKSa objęła zasłużone prowadzenie w 17. minucie. Alan Czerwiński zagrał z rzutu rożnego płasko w pole karne do Mateusza Kamińskiego, a ten zachował się przytomnie w zamieszaniu podbramkowym i z pierwszej piłki uderzył przy prawym słupku.

Dziesięć minut później było już 2:0. Piłkę z ostrego kąta zagrał w kierunku długiego, lewego słupka Oliver Praznovsky, a Goncerz nie czekając gdzie ona się skieruje, wpakował ją mocno pod poprzeczkę z najbliższej odległości i GieKSa tym samym potwierdziła wyższe umiejętności od rywala, który poza kilkoma wrzutkami z bocznych sektorów boiska nie był w stanie  „napsuć krwi” w pierwszej połowie katowiczanom.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. GKS kontrolował sytuację, nie pozwolił na dominację rywalom, których najjaśniejszym punktem był Fin Toni Kolehmainen. Kilka razy pojawił się w obrębie pola karnego, ale był skutecznie neutralizowany przez stoperów, tak jak nieliczne, chaotyczne wrzutki w pole karne. Katowiczanie grali spokojnie, konsekwentnie. Dołożyli trzecie trafienie po strzale w okienko z bliskiej odległości Mikołaja Lebedyńskiego w 67. minucie i w tym momencie spotkanie było rozstrzygnięte.

Następny mecz GieKSa rozegra przy Bukowej w czwartek o godz. 20:45. Do Katowic przyjedzie Miedź Legnica.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Po wtorkowym meczu w Pruszkowie ostrzyliśmy sobie zęby na dzisiejszy pojedynek. GieKSa się przełamała ze Zniczem i grając dobry mecz wysoko wygrała. Zastanawialiśmy się, czy ta forma zostanie utrzymana na sobotę. Wiedzieliśmy też, że Chojniczanka dzień wcześniej wygrała ze Stalą, inni rywale z czołówki też wygrywają lub powygrywali swoje mecze, więc musieliśmy zdobyć trzy oczka, żeby utrzymać się w czubie tabeli.

W porównaniu do meczu ze Zniczem trener Jerzy Brzęczek dokonał kilku zmian. Dawida Abramowicza zastąpił na lewej obronie Adrian Frańvczak, a Mikołaja Lebedyńskiego – wracający po pauzie kartkowej Tomasz Foszmańczyk. Skuteczny Andreja Prokić pozostał na ławce, bo w jedenastce wyszedł bardzo dobry w Pruszkowie Armin Cerimagić.

Katowiczanie od początku zdominowali spotkanie. Mieliśmy przewagę w posiadaniu piłki, graliśmy w większości na połowie przeciwnika. Sytuacji może zbyt wiele nie było, ale na pewno nasz zespół wyglądał korzystniej niż gospodarze. Najbliżej był Armin Cerimagić, który z rzutu wolnego strzelił kąśliwie, ale Penkovets wybił piłkę na róg. W 17. minucie objęliśmy prowadzenie – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Mateusz Kamiński precyzyjnie przyłożył nogę i strzelił gola uderzeniem w długi róg. Katowiczanie nie zwalniali tempa. Po 10 minutach dośrodkowanie Czerwińskiego ponownie z rzutu rożnego, zgranie Prażnovskyego i z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. GKS prowadził 2:0 i mógł grać spokojnie. Zaczął… aż za spokojnie. Tempo siadło i choć Wisła dalej nie potrafiła nic zrobić, to i my nie potrafiliśmy stworzyć sytuacji. Jeszcze w końcówce Prażnovsky po… rzucie rożnym trafił prosto w bramkarza. Na przerwę schodziliśmy z dwubramkowym prowadzeniem.

Druga połowa zaczęła się od lekkich ataków Wisły, ale nadal nie byli w tym zbyt konkretni. Katowiczanie nadal nie mogli sforsować obrony rywala, próbował sporo Jóźwiak, ale brakowało precyzji. Po jednej z jego akcji do futbolówki w polu karnym doszedł Zejdler, ale strzelił wysoko nad poprzeczką. Wkrótce trener dokonał zmian – Jóźwiaka zastąpił Mandrysz (wcześniej w przerwie Lebedyński wszedł za Cerimagića). Właśnie zmiennicy wypracowali trzecią bramkę – Mandrysz wypuścił Foszmańczyka, ten zwodem wyrobił sobie pozycję i strzelił, a po obronie bramkarza Mikołaj Lebedyński dobił od poprzeczki do pustej bramki. GKS miał już wynik idealny i zwycięstwo nie było zagrożone (tak jak i przez całe 90 minut).

GKS Katowice zagrał bardzo pewnie, momentami też bardzo dobrze piłkarskie. Były momenty przestoju, ale wtedy kiedy trzeba było strzelać bramki, GKS je strzelał. Trafili napastnicy, trafił stoper (po 2 latach przerwy), zdobywaliśmy gole i po akcji i po stałych fragmentach. Najważniejsze jest jednak utrzymanie drugiej lokaty, tylko punktu straty do lidera i ogólnie bardzo optymistyczne nastroje na przyszłość. Dwie trzybramkowe wygrane w kilka dni na wyjeździe – brawo!

Wisła Puławy – GKS Katowice 0:3
Bramki: Kamiński (17), Goncerz (27), Lebedyński (67)
Wisła: Penkovets – Sedlewski (85. Hiszpański), Pielach, Żemło, Łytwyniuk, Maksymiuk, Kolehmainen, Szczotka (68. Patejuk), Darmochwał (83. Nowak), Smektała, Idzik.
GKS: M.Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Prażnovsky, Frańczak – Cerimagić (46. Lebedyński), Sapała, Zejdler, Foszmańczyk, Jóźwiak (60. Mandrysz) – Goncerz (73. Prokić).
Ż.kartki: Idzik, Sedlewski, Maksymiuk – Zejdler, Lebedyński
Sędzia: Marek Opaliński.

Źródło: GieKSa.pl