WKS Śląsk Wrocław 1-1 GKS Katowice

04.08.1990, sobota 17:00 – widzów 5563

Relacja sportowa

Śląsk Wrocław: Adam Matysek – Sławomir Twardygrosz, Zbigniew Mandziejewicz, Paweł Król, Janusz Góra, Mariusz Marek (33. Dariusz Dziarmaga), Jerzy Misztur, Mirosław Gil, Adam Sadowski (46. Dariusz Walczak), Piotr Pomorski, Sławomir Chałaśkiewicz
Trener:

GKS Katowice: Dreszer – Książek, Szewczyk, Lesiak (75′ Wołowicz), Grzesik, Nawrocki, Piotr Świerczewski, Prabucki (66′ Walczak), Strojek, Marek Świerczewski, Kubisztal
Trener:

Bramki: Zbigniew Mandziejewicz (75) – Szewczyk (84)
Sędzia: Ryszard Wójcik (Opole)
Ż. kartki:

Zielone zazwyczaj boisko zostało wypalone przez słońce na brąz. W pełnym upale (w cieniu 30 stopni), a ile między bramkami? Trzeba było mieć nie tylko szacunek ale i współczucie dla piłkarzy, którym przyszło grać w takich warunkach. Na krytej trybunie wojskowa orkiestra ucinała skoczne melodie, piłka spadła z helikoptera.

A sam mecz? Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że obie drużyny miały wobec siebie aż nadmiar szacunku co nie należy mylić z fair play, gdyż to od początku do końca było godne Wersalu. Zwracano aż do przesady uwagę na grę obronną. Niedostatki kadrowe Śląska skłaniały do takiego rozwiązania, zaś GKS miał w pamięci 0:2 na wiosnę i niedawne zwycięstwo wrocławian w Poznaniu nad Lechem. Przez obie zapory niewielu udało się przeniknąć. Każdy kogoś pilnował i ubezpieczał partnera. Nie było to ciekawe dla publiczności. Tylko w 33 minucie Twardygrosz będąc sam przeciwko Dreszerowi nie opanował piłki, a chwilę później Gil z bliska trafił w bramkarza. GKS liczył tylko na kontry. W 42 minucie Matysek rzucił się pod nogi Grzesikowi.

W 75 minucie pękł rygiel GKS. Zaczęło się od kontuzji Lesiaka, który wzorowo opiekował się Mandziejewiczem najlepszym chyba graczem na boisku. Kiedy zszedł z boiska i zastąpił go Wołowicz – Misztur wykonał z boku boiska rzut wolny. Mandziejewicz wykorzystał lukę i efektownym szczupakiem tuż na ziemią strzelił głową do siatki. Wtedy też rozpoczął się mecz na jaki czekali kibice. Śląsk też zmobilizował wszystkie siły i było na co popatrzeć. Gospodarze robili w tym czasie wrażenie szybszych lepiej odpornych na upał. Rozstrzygnięcie nastąpiło niespodziewanie. GKS zdobył prawo do rzutu wolnego z odległości nawet ponad 30 metrów. Gracze Śląska ustawili mimo tego dystansu mur, który zupełnie zasłonił widok Matyskowi. Bramkarz próbował dojrzeć piłkę i w ostatniej chwili uderzył w nią rękami. Strzał Szewczyka był jednak tak silny, że przełamał palce bramkarzowi. Ostatnie minuty nie miały znaczenia.

„SPORT” Autor: Maciej Bilewicz

Źródło: gkskatowice.eu