Zgrupowanie kadry w Portugalii

03-10.02.2011

Relacja kibica GieKSy

Małe wakacje w Portugalii… Kto o nich nie marzy? 3 lutego z Katowic, w stronę Krakowa ruszyły trzy osoby: Jackoow, Kosa i Mustafa. Punkt docelowy to właśnie Portugalia, ale nie w celach turystycznych tylko dopingować kadrę. Na lotnisku w Balicach czekaliśmy jeszcze na dwóch ziomków z Rakowa i w piątkę mogliśmy zapakować się do samolotu. Pod Paryżem mieliśmy przesiadkę i czekanie na drugi lot prawie 24 godziny! Jednak już wcześniej uzgodniliśmy, że wynajmujemy auto i jedziemy na nocne zwiedzanie Paryża! Do dzisiaj dziękuję Bogu, że naszym kierowcą był Mustafa, bo tylko on mógł sprostać temu zadaniu. Do centrum wjechaliśmy wieczorem, a samochodów na drogach było od zajebania – każdy stosował własne prawo! Dodać do tego trzeba sporo jednokierunkowych dróg – jednym słowem: masakra! Nasze zwiedzanie było wręcz ekspresowe: Katedra Notre-Dame, Luwr i wieża Eiffla. Nie wchodziliśmy nigdzie do środka, bo godzina była dość późna – prawie północ, więc wszystko pozamykane… Skończyło się na fotkach. Zaznaczyliśmy jeszcze swoją obecność w Sekwanie, czyli prościej mówiąc: z mostu się do tej rzeki wysikaliśmy :) Pokój hotelowy on-line zarezerwowali sobie chłopaki z Rakowa, natomiast GieKSiarzom pozostało auto :) Zaparkowaliśmy w pierwszym wolnym miejscu i próbowaliśmy zasnąć. Nie było to wcale proste, bo koczowaliśmy w najbardziej rozrywkowej dzielnicy Paryża tzw. czerwonej dzielnicy :) a widok mieliśmy prosto na Moulin Rouqe. O spaniu więc nie mogło być mowy… jedynie trochę poleżeliśmy, a rano wyskoczyliśmy na miasto, by zobaczyć jak się budzi do życia. Na centrum pałętało się pełno murzynów, którzy widoczni byli na każdym kroku! Nazwaliśmy ich socjolbiorcami z kilku powodów :) Zasmakowaliśmy francuską bagietkę i wróciliśmy do auta. Po jakimś czasie dołączyli chłopaki z Rakowa i pojechaliśmy na jakieś wzgórze skąd było widać cały Paryż. Widok zapierał dech w piersiach. Na koniec zostawiliśmy sobie stadion PSG. Jak to mamy w zwyczaju, chcieliśmy się wbić na pałę do środka, ale zatrzymał nas recepcjonista… Tak więc skończyło się na fotkach przed stadionem i zwiedzeniu sklepiku klubowego, który nie dorasta do pięt naszemu – GieKSiarskiemu :) Pożegnaliśmy Paryż… Wspomnieć jeszcze muszę o parkowaniu w tym mieście, wszystko jest na styk i na porządku dziennym jest zwykłe przepychanie innego auta! Większość samochodów jest obita ze wszystkich stron. Na własne oczy widzieliśmy takie parkowanie – coś nieprawdopodobnego!

Na lotnisku oddaliśmy auto w nienaruszonym stanie i wypiliśmy po kilka piwek. Ja z Mustafą odbyłem jeszcze stary rytuał – wypiliśmy po winie „Don Simon”. Piw mieliśmy w nadmiarze, więc gdy nasz lot się zbliżał, resztę alko daliśmy miejscowym żulom :) Wreszcie wylecieliśmy do Faro – taksówką podjechaliśmy na dworzec kolejowy i czekaliśmy na cug do Monte Gordo (tam mieliśmy nocleg). Godzina była dość późna, sklepy zamknięte… piwa musieliśmy kupić w barze, by mieć coś na drogę :) W pociągu mieliśmy niezły ubaw z jednego ochroniarza, który strugał mistrza MMA. Co chwilę się przy nas napinał i miał na łapach rękawice :) Jeszcze bardziej go wkurwiliśmy, gdy chciał wyjebać z cugu jakiegoś żula bez biletu, ale mu pomogliśmy i zrobiliśmy zrzutę :) Około północy byliśmy w naszym hotelu (po drodze udało się kupić jakąś szamę i alko). Po ogarnięciu się i rozpakowaniu, nastał czas na małą alkoholizację :) Było dość zabawnie: łowiliśmy karpia, ktoś przebrał się za policję chemiczną itp. Były też wróżby i okazało się, że GieKSa zostanie mistrzem… Portugalii :) Około 3 nad ranem GieKSa wygrała zakład z Rakowem, że nie kupi o tej porze 0,5 litra…. Kupiła :) Mustafę kosztowało to 52 euro w miejscowym Kasynie! Raków w zamian na następny dzień miał kupić dobrą flachę (z obietnicy się nie wywiązał…).

Kolejny dzień zaczął się niewinnie… Małe piwka i plaża :) Popołudniu dojechał do nas Shellu i Chudy z synem. Wykorzystujemy okazję, że jesteśmy dobrą ekipą i proponujemy miejscowym mecz piłki plażowej. Wcześniejsze picie piwa nam nie pomogło, bo kondycja padła nam dość szybko i tracimy cztery bramki… Dopiero potem się „budzimy” i przejmujemy inicjatywę, ale nie udaje się strzelić nawet honorowej bramki… Shellu jednak stwierdził, że czuje się moralnym zwycięzcą i zaraz reszta poczuła się lepiej :) Wieczorem nasza forma sięga zenitu! W pokoju hotelowym prowadzimy ożywioną dyskusję, a późno w nocy dajemy upust naszym emocjom i przez kilka dobrym minut śpiewamy o GieKSie :) Innym gościom hotelowym chyba piosenki nie przypadły do gustu, bo ktoś zaczął pukać do drzwi. Recepcjonistka? Psiarnia? Tego nie wiemy, ale Chudy dosadnie powiedział, by spierdalał i pukanie ustało :) My się uspokoiliśmy, a na koniec pobawiliśmy się jeszcze w wysyłanie esków do kilku osób (pozdro dla Was :) ).

Dzień meczowy. Rano się ogarnęliśmy, popołudnie spędziliśmy na plaży, a następnie z buta ruszyliśmy do pobliskiej miejscowości na pierwszy mecz reprezentacji w tym roku. Przed meczem Shellu miał solówkę z barierką, wyszedł z tego z rozbitym nosem :) Na stadionie zdecydowana przewaga emigrantów w Widzewa (określili się na 21 osób). My jesteśmy drugą siłą – 7 osób z flagą. Widziani jeszcze kibice Pogoni Lębork, Stomilu, JKS-u, Dyskoboli, Legii, Polonii Bytom, Rakowa, Odry Wodzisław i Falubazu. W pierwszej połowie doping na dobrym poziomie – jest sporo bluzg na pzpn. Z każdą minutą przybywa coraz więcej mundurowych z psami, które są pośmiewiskiem całego sektoru :) W drugiej części gry jest już totalnie nudno… Sporo osób idzie na pobliską sztelę pić piwo :) Po końcowym gwizdku kilku grajków rzuca koszulki, Dawid Plizga (strzelił jedyną bramkę w meczu) podchodzi pod flagę Katowice i rzuca trykot dokładnie w ręce Jackoowa :) Z ciekawostek warto jeszcze wspomnieć o zerwaniu przez ochronę transa Widzewa z pozdrowieniami do więzienia. Wszystko odbyło się przed pierwszym gwizdkiem. Jednak reakcja była szybka i trans zawisnął ponownie, ale w innym miejscu. Po szpilu zawijamy się na kwaterę, po drodze zahaczając o jakąś restaurację.

Poniedziałek był dla nas dniem lenistwa, spacerowanie po plaży, kupowanie pamiątek, plaża, kilka piwek i wieczorne oglądanie snookera w telewizji. Wtorek zaczął się od ostrej alkoholizacji, wymeldowaliśmy się z hotelu i ruszyliśmy ponownie na stadion, gdzie miał się odbyć mecz Portugalia U16 – Izrael U16. Po drodze wypiliśmy po kilka piw tak, że na stadion weszliśmy w bardzo dobrych humorach :) Rozwiesiliśmy flagę i kilka razy zaznaczyliśmy swoją obecność :) Po meczu wysypujemy się na bieżnię, by porobić sobie foty – nie podoba się to psiarni… Po kilku minutach napinki z obu stron, wyciągają pały i zaczynają nas ścigać do bram stadionu. Spierdalamy w głąb centrum miasteczka i tam zaczynają się napinać gówniarze z boiska… Wystarczyło, że kaptury założyły dwie osoby i dwudziestu smarkaczy było już kilkaset metrów za boiskiem :) Popołudnie i cały wieczór spędzamy w hiszpańskiej miejscowości, gdzie udajemy się promem :) Nie gardzimy piwkami, dodatkowo Shellu i Jackoow zdobywają cenne pamiątki :) Wieczornym pociągiem, w którym pijemy whiskey z polskim Portugalczykiem, a przy okazji za oknem ląduje piwo i…. mała panda (jednak cudem wraca) docieramy do nowego hotelu. Dwie osoby robią sobie jeszcze wieczorny spacer, dzwoniąc po ludziach i zbierając pranie :)

W środę do wieczora wszyscy wypoczywamy… Taksówką jedziemy pod stadion, gdzie reszta kibiców stoi już pod bramą. Widzew próbuje rozkręcić mały dym, by nie płacić wejściówek (15 euro), ale do niczego konkretnego nie doszło… Psiarnia mocno spięta, ale nie prowokuje. Na sektorze melduje się większość osób, które były na szpilu z Mołdawią. Z GieKSy tym razem 8 osób z flagą. Podczas szpilu sporo wrzut na pzpn, nawet dobra zabawa, ale bez fajerwerk… Po wygranym meczu z Norwegią 1:0, sporo osób wysypuje się na murawę, by zebrać koszulki, psiarnia jest tym faktem zaskoczona, ale szybko sytuacja zostaje uspokojona. My dość długo czekamy na taksówkę, jeszcze szama i spać. Wstajemy dość wcześnie, bo mamy wylot do Charleroi. Tam mamy kilka godzin czekania na wylot do Krakowa. Korzystamy z okazji i ruszamy w miasto. Widok odrażający – brud, syf i ubóstwo! Wbijamy się na miejscowy stadion, robimy foty na murawie i wracamy na terminal. W Krakowie lądujemy około 17.20, by po godzinie być w Katowicach.

Jackoow

Źródło: zin SK1964 nr 30

Polska – Mołdawia (Portugalia, Vila Real de Santo António) – 7 GieKSiarzy

Polska – Norwegia (Portugalia, Faro) – 8 GieKSiarzy

Oba spotkania odbyły się w Portugalii. Najlepiej pod względem ilościowym (21 osób) i jakościowym pokazali się emigranci z Widzewa, drugą siłą była GieKSa (7 osób z flagą). Widziani jeszcze kibice Pogoni Lębork, Stomilu, JKS-u, Dyskoboli, Legii, Polonii Bytom, Rakowa, Odry Wodzisław i Falubazu. W pierwszej połowie doping na dobrym poziomie – jest sporo bluzg na pzpn. Z każdą minutą przybywa coraz więcej mundurowych z psami, które są pośmiewiskiem całego sektora:) Z ciekawostek warto jeszcze wspomnieć o zerwaniu przez ochronę transa Widzewa z pozdrowieniami do więzienia. Wszystko odbyło się przed pierwszym gwizdkiem. Jednak reakcja była szybka i trans zawisnął ponownie, ale w innym miejscu. W drugim meczu znowu Widzew na pierwszym planie, który próbuje wjechać z bramą – bez powodzenia. Doping nastawiony na antypzpn. Po wygranym meczu z Norwegią 1:0, sporo osób wysypuje się na murawę, by zebrać koszulki, psiarnia jest tym faktem zaskoczona, ale szybko sytuacja zostaje uspokojona.

źródło: zin SK1964 nr 42