Warta Poznań 2-1 GKS Katowice

20.03.2011

„Zielona Rewolucja”

Na ten wyjazd było spore poruszenie w naszych szeregach i tak na zbiórce wczesnym rankiem melduje się 28 osób z GzG. Do Poznania mamy zarezerwowane 4 wagony w pociągu, mimo to nie wszystkim udało się wygodnie usiąść. Wyruszamy ok. godziny 05.10 w  386 osób. Na pewno było by wiele więcej, jednak Warta początkowo dała nam tylko 260 biletów. Podróż mija każdemu na swój sposób, jedni śpią, inni popijają różne trunki i rozmawiają itd. Na Wrocławskim dworcu widzimy 2osoby ubrane w barwy Śląska/Lechii które zaplątując się i wsiadają do naszych wagonów. W Giszowieckiej załodze mamy 2 świeżaków wyjazdowych, których chrzcimy czym prędzej żeby nie siedzieli za długo w swoim przedziale. W Poznaniu meldujemy się przed godzina 12.00 i spacerkiem wyruszamy z dworca w stronę stadionu. Gdy wchodzimy na ul. Bułgarską od razu rzuca się nam nowy stadion, myślę ze każdy kibic chciałby żeby jego drużyna grała na podobnym obiekcie.

Na sektor wpuszczają nas przez 4 przejścia które są podzielone wg alfabety co początkowo narobiło trochę zamieszania, jednak wbrew pozorom wszystko poszło sprawnie. Ok 30osobowa grupa która w niepewności czekała czy wpuszcza ich na stadion mimo iż nie ma ich na liście po wykonaniu jednego telefonu wchodzi bez problemu. Dzięki czemu na sektorze meldujemy się w komplecie.

Pani Izabela prezes klubu KS Warta Poznań pod hasłem „ Zielona Rewolucja” prowadzi najlepsza jaką widziałem promocje klubu. Na początek zaczynając od meczu z nami bilety na rundę wiosenna na mecze Warty są za darmo, czego efektem było ponad 17000 osób na stadionie. Nie było by to możliwe gdyby nie fakt że kibiców Warty i Lecha nie dzielą żadne animozje, dlatego na początku częściej widziane były barwy Kolejarza. Na początku dlatego że przez cały mecz dziewczyny ubrane w barwy Warty rozdawały szaliki biało-zielonych. Nie wiem ile ich rozdano ale kilka stów na pewno. Po trybunach przechadzały się 2 maskotki, krokodyl/smok i króliczek (ten nam się skojarzył z panią Izabelą i Hugh Hefnerem) rozdający publiczności jakieś upominki lub łakocie. Na dolnych sektorach było widać mnóstwo dzieciaków, to pewnie tez było spowodowane jakąś akcja. Dzieciaki machały balonikami z herbem klubu dopingując czasem piłkarzy. Przed samym meczem na wielkim telebimie zostaje puszczony filmik obrazujący historie poznańskiego klubu oraz obecną sytuacje. Zaraz po tym głos dano prezes klubu Pani Izabeli. Niestety jej wypowiedz nie potrafiła rozgrzać tak kibiców jak pewnie rozgrzewają jej zdjęcia z pewnej sesji dla popularnego magazynu dla mężczyzn. Pewnie nowa Pani prezes przygotowała jeszcze wiele innych atrakcji których nie udało nam się zauważyć, tylko nasuwa się pytanie czy jest sens prowadzić kampanie promocyjną klubu z takim rozmachem gdy konkurencja zdobyła już wszystko co mogła zdobyć. Lech opanował już dawno Poznań i większość województwa, takiej tradycji nie zmienią darmowe upominki, bilety czy nawet urok Pani Izabeli.

Mecz od strony kibicowskiej wyglądał tak: Warciarze wieszają na płocie tylko jedną flagę co śmiesznie wyglądało na takim stadionie. Widać też uformowany przez nich ok 250osobowy młyn który czasem śpiewa nawet na dwa głosy z ok 60osobową grupą na trybunie obok. Reszta publiczności nie śpiewa, pewnie dlatego że są to kibice KKS-u lub zwykli sympatycy piłki nożnej. My za to wieszamy 5 flag (GKS KATOWICE, UG’03, Pierońskie Hanysy, GieKSa On Tour i wyjazdowa flagę Jaworzna) i od samego początku spotkania ruszamy na pełnym pie*dolnięciu z dopingiem, który wszyscy poznaniacy próbowali zagłuszyć gwizdami. To jeszcze bardziej nas mobilizowało bo ilekroć zaczynaliśmy jakąś piosenkę na znak że zagłuszamy gospodarzy trybuny przeciwnika odpowiadały gwizdaniem. Taki doping utrzymuje się u nas do momentu w którym tracimy bramkę i Warta wychodzi na prowadzenie. Jednak w mare czasu doping znów wraca na wcześniejszy poziom i tak w drugiej połowie swoim dopingiem wręcz niszczymy Warciarzy, na co nasi grajkowie odpowiadają bramka kontaktowa. W ok 80 min meczu przy wyniku 1:1 musimy opuścić stadion by zdarzyć na pociąg. Wychodząc słyszymy okrzyk radości który zawsze słychać przy strzeleniu gola przez swoich ulubieńców. Niestety ten okrzyk oznaczał to że Warta doprowadziła do wyniku 2:1 i tak zakończyło się to spotkanie.

W drodze powrotnej psiarnia nas pogania by zdążyć na pociąg. W kierunku dworca podążamy prawie że biegnąc, a Ci co znają Poznań wiedza że nie jest to krótki odcinek. W przedzie kolumny jakom utworzyliśmy szydzimy z psiarni, wbijając im i poganiając butami oraz stosownymi tekstami, zaś w tyle sytuacja się odwraca gdyż to psiarnia konna pogania tych którzy po prostu nie nadążali nad tempem które narzucili funkcjonariusze. W naszej grupie znajdowali się tez kontuzjowani którzy mieli spory kłopot dotrzymać tempa, ale wtedy znalazł się bezmózg, który pomógł przyśpieszyć kroku pałą. Gdy widzimy pociąg w zasięgu swego wzroku tłum rusza przerywając szyki policji w celu zajęcia miejsc siedzących. Część z nas znajdują się jako jedni z pierwszych w pociągu, dzięki czemu wszyscy z Giszowca maja gdzie usiąść, mało tego siedzimy w I klasie. Gdy wszyscy meldują się już w pociągu ruszamy w kierunku Górnego Śląska. W Lesznie jeden z kibiców wyskoczył chcąc zrobić jakieś zakupy, przez co musimy zaciągnąć ręczny ok 1km od stacji. Ta osoba nie zrobiła sobie zakupów, a zamiast tego miała kilometrowy sprint i rachunek do pokrycia za użycie hamulca. Dalsza droga mija nam spokojnie. We Wrocławiu robimy małe zakupy, a w Katowicach meldujemy się ok 22:30. Mimo paru szczegółów ten wyjazd był z pewnością jednym z lepszych.

Relacja GieKSiarza

Wyjazd do Poznania zaplanowany został na godzinę 5.10 rano, więc sporo osób musiało wstać z łóżka baaaardzo wcześnie. Inni wybrali inne rozwiązanie i po prostu całą nockę spędzili na dyskotece, czy innej imprezie – odespali to potem w drodze do stolicy Wielkopolski. Do cuga (mieliśmy doczepione wagony) zapakowaliśmy się szybko i sprawnie. Podróż minęła jak to zwykle bywa na opowiadaniu wesołych anegdotek, czy innych głupot:) We Wrocławiu dosiedli się dwaj kibice Lechii (dzień wcześniej grali ze Śląskiem), po ich stanie widać było, że ostro zabalowali i nie bardzo wiedzieli gdzie są i gdzie jadą.

W Poznaniu jesteśmy około 12 i z buta, w asyście sporej psiarni idziemy w stronę stadionu. Spacerkiem wśród fleszy aparatów zwykłych przechodniów i kilku napinaczy w barwach Lecha docieramy na stadion miejski, który będzie jedną z aren EURO 2012 (chyba, że im odbiorą organizację, za niedoróbki – Kraków jest chętny przejąć te obowiązki). Z zewnątrz poznańska arena robi mocne wrażenie, ale już od środka niekoniecznie (syf, zapchane kible, ogólnie zero porządku)… Wejście do klatki odbywało się dość szybko, mimo, że bramki były podzielone alfabetycznie i było z tym trochę zamieszania. Catering dość drogi i niedobry… Za zimnego hot-doga żądali 8 zł, a za colę 6 zeta. Zdzierstwo w biały dzień, ale co zrobić jak człowiek głodny? Po zaspokojeniu małego głoda, czas na najważniejsze – pokazać miejscowym jak się kibicuje!

Nim przejdę do samego spotkania, trzeba wspomnieć o tzw. „zielonej rewolucji”. Prezesem Warty Poznań została Izabella Łukomska-Pyżalska, która postawiła na mocny marketing! Darmowe bilety, rozdawanie gadżetów za free…. Jak to wyglądało w praktyce? Totalna żenada… Młode stewardessy chodziły przed i w przerwie meczu rzucając szaliki w trybuny! Widok przepychających się ludzi (jeden przeleciał przez barierkę, by zdobyć szalik) był żenujący! Darmowe bilety w pewnym stopniu zdały egzamin, bo na meczu pojawiło się około 17 tysięcy ludzi, ale ilość nie przeszła w jakość… Zdecydowana większość wygodnie usiadła na krzesełkach i oglądała mecz… Jako ciekawostkę zapodam, że rozpoczęcie szpilu opóźniło się o kilka minut na prośbę gospodarzy, by wszyscy zainteresowani kibice zdążyli zająć miejsce. Jeszcze tylko drętwa przemowa pani prezes i pierwszy gwizdek sędziego!

Nas na sektorze 386 (w tym kilkudziesięciu fanów Górnika Zabrze) i przez cały czas zdecydowanie dominujemy na trybunach. Nawet jakby nas było 50 osób i tak byśmy byli głośniejsi, bo kibice (?) Warty zainteresowani byli tylko oglądaniem meczu. Sektor mieliśmy dobrze oflagowany: GieKSa on Tour”, „GKS KATOWICE”, „Pierońskie hanysy”, „Jaworzno on tour” i „Ultras GieKSa”. Mimo, że grajkowie z pierwszej połowie grają totalnie padlinę, nasz doping stoi na dobrym poziomie! Doping miejscowych niesłyszalny z naszego miejsca! Z sektora wychodzimy kilkanaście minut wcześniej, by zdążyć na pociąg powrotny (gospodarze nie sprostali organizacji i nie podstawili nam obiecanych busów!). Na dworzec idziemy w bardzo szybkim tempie, dodatkowo poganiani z tyłu przez białe kaski, które jechały na koniach. Mundurowi mieli wielką radość gdy konie zaczęły deptać ostatnie rzędy… Po ponad 30 minutach dotarliśmy na dworzec główny i ruszyliśmy w drogę powrotną. W Lesznie poszedł hampel, bo jeden z GieKSiarzy myślał, że będzie dłuższy postój i wyszedł do sklepu… Dalsza droga już spokojna i po 22 jesteśmy w Katowicach.

Jackoow

Relacja kibica Warty

Po długich rozmowach, postanawiamy się przejść na ten mecz i spróbować zrobić jakiś doping. Wywieszamy nową flagę „Droga Dębińska ” oraz reprezentacyjną i staramy się dopingować całe spotkanie. Nie podejmę się oszacowania ilości osób w młynie, ale nie było tragedii. Wszyscy cały czas byliśmy na sektorze za flagą, nie mamy nic wspólnego z drugim młynem oraz jakimiś napinającymi się pajacami. Tego co robi zarząd z naszymi szalikami, oraz tego że według nich klub nasz powstał w sierpniu żal komentować, ale nie mamy na to żadnego wpływu niestety… – Kibic Warty Poznań
Źródło: zin SK1964 nr 32

Relacja Brigade Germany

Decyzja, by jechać na mecz z Wartą zapadła spontanicznie. Mecz miał być w sobotę kiedy miałem iść do pracy. Potem termin zmieniono na niedzielę i mogłem myśleć o wyjeździe. Dzwoniłem do kolegów i szybko trzech chętnych się znalazło. Bilety na mecz szybko i bezproblemowo załatwiłem przez „SK 1964″ – dziękujemy. Z roboty w sobotę wróciłem o 23h i zaraz poszedłem spać, bo już o 3 miał być wyjazd ode mnie. Podczas gdy ja jeszcze spałem i śniłem o zwycięstwie GieKSy, K. już o 1 wyjechał z Mönchengladbach do Dortmundu. Po drodze jeszcze musiał odebrać W. z Düsseldorfu i E. ( Kibic Górnika z Dortmundu). Budzą mnie o 3.15, że za 10 minut będą u mnie. Od Dortmundu juz jechaliśmy wszyscy moim autem w kierunku Poznania.

Na tylnym siedzeniu położyłem bluzę i dwa banany. Kolega E. był chyba jeszcze zaspany i siada z tyłu. Po godzinie robimy przerwę, W., który siedział z przodu zamienia się miejscem z E., żeby się trochę przespać. Na razie jeszcze nikt nie odkrył, że E. już dawno zgniótł jeden z bananów i zbrudził moją bluzę. Dopiero potem W. odkrył, że bluzy dzisiaj nie ubiorę… Dalsza droga już spokojna. Godny jest fakt, że kolega z Torcidy zabrał około 5 litrów wody ze sobą i wyjazd zrobił się najmniej alkoholowy w historii BG. W Polsce jedziemy przez Świebodzin i z daleka widzimy statuę Jezusa. Postanawiamy go zobaczyć z bliska – imponujące! Robimy foty w barwach i lepimy vlepę. W Poznaniu jesteśmy około 12.30. Przed Stadionem długie kolejki po stronie Warty. Dojazd na sektor gości zablokowany przez policję, która nie chce nas puścić. Próbujemy objechać cały stadion. Tam znowu policjant, który nie chce nas wpuścić. W. wychodzi żeby z nimi pogadać, ale wiadomo jacy oni są… W. wraca i mówi, że wjazd zabroniony. Wyczuwamy jednak swoją szansę, bo do policjanta podchodzi drugi i zaczynają rozmowę. Nie zawracamy tylko jedziemy dalej – nikt nas nie ściga. Parkujemy auto tuż przed sektorem gości, gdzie już czekają na nas K. i D. z biletami. Stadion bardzo fajny i nowoczesny jak na Polskie realia, ino Catering amatorski! Myślałem, że przynajmniej na nowym stadionie będzie coś lepszego niż to co jest standardem na polskich boiskach Nie wiem jak to będzie wyglądać podczas EURO 2012. Mecz każdy wie jaki był. Nasz Doping bardzo dobry. W przerwie idę po hot-doga i colę. Chyba trafiłem na „happy hour”, bo sprzedający nic nie skasował. Lub brał przykład z Warty, która też wszystko rozdawała za darmo (bilety, szaliki) w tym dniu. Szkoda, że ekipa wyjazdowa musiała opuścić stadion wcześniej. Nie było dużo czasu, by pogadać z kolegami. My zostajemy do końca na sektorze. Po meczu wracamy do auta i jedziemy do domu. Przed granicą do Niemiec jeszcze tankujemy i robimy małe zakupy. Po drodze wypijam jakieś 3-4 energy drinki, by nie zasnąć jak reszta ekipy. W Dortmundzie jesteśmy o 1.30. Żegnamy się i pada decyzja, że na 100% jedziemy na Stilon!

BG

Źródło: zin SK1964 nr 32