ZKS Elana Toruń 1-2 GKS Katowice ZAKAZ

04.07.2020, sobota 20:00 – widzów 350 (pandemia COVID-19)

Relacja kibicowska

Ze względu na stan epidemiologiczny wypadł nam arcyciekawy wyjazd do Torunia, gdzie ciśnienie na wiosnę miało być największe. Fani Elany też nie mogą być pocieszeni gdyż 25% pojemności stadionu dla widzów to niewystarczająca ilość dla chętnych. Elanowcy wieszają trzy flagi, w tym największą „FOREVER RUCH”, na znak przyjaźni z naszymi wrogami. Prowadzą rwany doping, który nie pomógł ich piłkarzom którzy ulegli GieKSie 1:2.

Warto zaznaczyć że tego dnia ponieważ nie mogliśmy jechać do Torunia organizujemy piknik rodzinny wraz z turniejem ku pamięci Arka „Tasiego” Tasarka na Murckach.

Relacja Elany

Kolejny mecz ligowy przypadł nam z GKSem Katowice. Mecz, który w normalnych warunkach byłby pewnie najciekawszym meczem tej rundy jeżeli chodzi o spotkania w Toruniu z powodu pandemii i braku kibiców gości stracił sporo na swojej atrakcyjności. Był to jednak szalenie ważny mecz pod względem sportowym. Goście usilnie walczą aby awansować ligę wyżej, nasza drużyna zaś znalazła się w kiepskiej sytuacji w tabeli przez co musi punktować by uniknąć spadku. Był to też dopiero drugi mecz w historii tego obiektu przy sztucznych światłach i dopiero drugi (a pierwszy po powrocie rozgrywek w trakcie pandemii) tej rundy z otwartą (oczywiście w ograniczonej ilości) sprzedażą biletów.
Nas w młynie tego dnia ok. 250 fanatyków. Na płocie wieszamy trzy flagi „ME”, „Forever Ruch” oraz Bałuciarze (Widzew). Dopingujemy przez większość spotkania. Oczywiście skupiamy się na dopingu swojej drużyny ale nie zabrakło „pozdrowień” dla drużyny przyjezdnej. Na boisku szybko tracimy (bo w 3 minucie) bramkę na 1:0. Strzelcem gola notabene był były zawodnik Elany – Maciej Stefanowicz. Równie szybko jednak wyrównujemy (3 minuty później) piękną bramką naszego wychowanka Kacpra Jóźwickiego na 1:1. Ten stan meczu utrzymywał się aż do 85 minut gdzie po stałym fragmencie gry, dośrodkowaniu w pole karne, Giekaes ponownie wyszedł na prowadzenie i już tego zwycięstwa nie dał sobie odebrać. Niestety kolejna porażka spowodowała iż jeszcze bardziej zadomowiliśmy się w strefie spadkowej i będzie nam niezmiernie ciężko z tej strefy wyskoczyć. Zostały cztery ciężkie mecze do końca sezonu ale trzeba walczyć i wierzyć iż uda się tą 2 ligę uratować. Mamy nadzieje, że po rozczarowaniu w ubiegłym sezonie gdzie pechowo nie awansowaliśmy do 1 ligi w tym sezonie jednak odrobinę szczęścia się do nas uśmiechnie i tym razem rzutem na taśmę zapewnimy sobie utrzymanie! A na rozliczenie pewnych „łysych panów” przyjdzie czas po sezonie.”

Źródło: elanowcy.pl

Relacja piłkarska

W sobotni wieczór, o godzinie 20.08 (68 min po 19., a 1968 to rok powstania Elany) GieKSa jako pierwsza z drużyn ze ścisłej drugoligowej czołówki przystąpiła do swojego meczu 30. kolejki, mając nadzieje na zbliżenie się punktowo do liderującej dwójki.

Po nieudanych eksperymentach w składzie z meczu z Polkowicami trener Rafał Górak wrócił do żelaznej wyjściowej jedenastki z poprzednich starć rundy wiosennej: Mrozek – Michalski, Jędrych, Janiszewski, Rogala – Woźniak, Gałecki, Stefanowicz, Błąd, Kiebzak – Kurbiel.

Spotkanie rozpoczęło się minutą ciszy dla byłego prezesa Elany, która trwała… całe sześć sekund, a następnie – od prowadzenia GieKSy. Rzut rożny egzekwował Adrian Błąd, a do wybitej przed pole karne piłki dopadł Maciej Stefanowicz i pięknym wolejem pod poprzeczkę otworzył wynik meczu. W kolejnej akcji wyszliśmy z szybka kontrą, ale Kiebzakowi zbrakło szybkości, żeby wyjść sam na sam. Niestety trzy minuty po objęciu prowadzenia na tablicy wyników już widniał remis po tym, jak kapitalnym uderzeniem w okienko popisał się niepilnowany na 20. metrze Kacper Jóźwicki. Po kolejnych trzech minutach GieKSa wykonywała trzy rzuty rożne z rzędu. Po pierwszym z nich groźnie główkował Jędrych (kapitalnie obronił Kuchnicki), natomiast po trzecim – mniej groźnie, bo prosto w bramkarza – Woźniak. Mecz toczył się w szybkim tempie i w 13. minucie kolejną okazję mieli gospodarze za sprawą… Mrozka, który zagrał piłkę wprost pod nogi Machaja. Na szczęście nasz golkiper naprawił swój błąd, wychodząc obronną ręką z sytuacji sam na sam. Nie minęła minuta i nasz młody bramkarz pomylił się po raz kolejny, wypluwając piłkę po strzale z dystansu, by po chwili jednak ją złapać. W 18. minucie defensorzy GieKSy dwukrotnie blokowali strzały z 16. metra. W 23. minucie z dystansu uderzał Adrian Błąd, Kuchnicki wypluł piłkę, ale skończyło się jedynie na rzucie rożnym. Z korneru po raz kolejny dobrze dośrodkował Błąd, jednak obrońcy gospodarzy w ostatniej chwili zdjęli piłkę z głowy jednego z naszych zawodników. Cztery minuty później po dobrym przerzucie Błąda świetnym dryblingiem popisał się Michalski, uderzając jednak obok długiego słupka. W 30. minucie po wyrzucie z autu Michalskiego z groźną kontrą wyszli gospodarze, ale na nasze szczęście przespali moment podania i zamiast na sytuacji sam na sam skończyło się na strachu. Sześć minut później miała miejsce kopia poprzedniej akcji po drugiej stronie boiska – Błąd, zamiast wyprowadzić Kurbiela sam na sam, podał do jednego z defensorów Elany. W 39. minucie torunianie wykonywali rzut wolny – po krótkim rozegraniu i centrze z lewej strony boiska skutecznie piąstkował Mrozek, broniąc również po chwili poprawkę z ok. 25 metrów. Po dwóch minutach po kolejnym dalekim wrzucie z autu Michalskiego głową zgrywał Kurbiel, a Jędrychowi zabrakło centymetrów, by dojść do piłki. W kolejnej akcji kibice gospodarzy eksplodowali, gdy piłka zatrzepotała w siatce po strzale Kołodzieja, jednak na nasze szczęście była to tylko siatka boczna. Sekundy przed zakończeniem pierwszej połowy Błąd popisał się ładną indywidualną akcją, wychodząc sam na sam, ale kapitalnie obronił Kuchnicki. Arbiter zakończył pierwszą połowę, kiedy zegar boiskowy wskazywał 44:45, co tak rozsierdziło Woźniaka, że obejrzał żółty kartonik, w idiotyczny sposób eliminując się z arcyważnego meczu z Widzewem. Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że wcześniej żółtko otrzymał również Gałecki, który jednak nie był zagrożony pauzą. Do przerwy mieliśmy zatem zasłużony remis, choć trzeba przyznać, ze okazje GieKSy wynikały z dobrze rozegranych akcji i stałych fragmentów gry, a szanse Elany – w znacznej mierze z kardynalnych błędów obrony bądź Mrozka. W ofensywie nasza drużyna grała efektownie i z polotem, cóż z tego jednak, jeśli ryzyko zejścia na zawał było odwrotnie proporcjonalne do odległości od katowickiej bramki.

Druga połowa mogła się rozpocząć dokładnie  jak pierwsza. W polu karnym gospodarzy sfaulowany został Woźniak, a do jedenastki podszedł niezawodny dotąd Stefanowicz. Niestety, zgodnie ze statystyką, kiedyś w końcu musiał spudłować i zdarzyło się to właśnie teraz (uderzył obok słupka). Chwilę później Błąd dośrodkował z lewej strony tak, że piłka wyszła na aut boczny. W kolejnej akcji ładna klepka gospodarzy zakończyła się serią trzech rzutów rożnych. Po drugim z nich Mrozek sparował bardzo groźny strzał głową na poprzeczkę. Pięć minut później po raz kolejny zostawiliśmy hektary wolnej przestrzeni przed własnym polem karnym, co ponownie próbował wykorzystać Jóźwicki, jednak Mrozek wybił na róg piłkę zmierzającą w światło bramki. W międzyczasie żółtą kartkę za faul w środku boiska zobaczył Wroński i w efekcie jako drugi z naszych skrzydłowych wykluczył się ze spotkania z Widzewem. W 60. minucie Piotra Kurbiela zmienił Dawid Rogaski. Po dwóch minutach ładnym dryblingiem prawą stroną popisał się Pisarek, na nasze szczęście żaden z zawodników gospodarzy nie zamknął tej akcji w polu karnym. W 66. minucie Rogala, mając mnóstwo wolnej przestrzeni, zacentrował wprost pod nogi obrońcy Elany. Dwie minuty później ten sam zawodnik poprawił się i groźnie główkował Woźniak. W 76. minucie Kiebzaka zmienił Pavlas i po dwóch minutach ostro dośrodkował w pole karne, jednak nikt nie doszedł do tej piłki. Po chwili Kiebzaka zmienił Wroński. Wreszcie przewaga GieKSy w drugiej połowie została udokumentowana bramką na pięć minut przed końcem. Rzut wolny z lewej strony pola karnego egzekwowany przez Błąda celną główką wykończył dobrze ustawiony Grzegorz Janiszewski. W kolejnej akcji Elana mogła wyrównać, jednak strzał zza pola karnego został zablokowany. W 90. minucie kolejne uderzenie z dystansu obronił Mrozek. W doliczonym czasie gry Błąda zmienił Grychtolik. Następnie jeszcze jedno dośrodkowanie gospodarzy wypiąstkował Mrozek i arbiter zakończył spotkanie.

GieKSa po ciekawym i szybkim meczu powróciła zatem na zwycięską ścieżkę, przedłużając nadzieje na bezpośredni awans. Z przebiegu całego spotkania wygraną należy uznać za zasłużoną, ponieważ po bokserskiej wymianie ciosów w pierwszej połowie, w drugiej odsłonie nasz zespół miał więcej z gry, nie dopuszczając (poza strzałami z dystansu) do większego zagrożenia od własną bramką. Pozostaje mieć nadzieje na korzystne wyniki innym spotkań i trzy punkty z Widzewem za tydzień!

4.07.2020 Toruń
Elana Toruń – GKS Katowice 1:2 (1:1)
Bramki: Jóźwicki (6) – Stefanowicz (3), Janiszewski (85)
Elana: Kuchnicki – Górka, Bierzało, Świeciński, Stryjewski, Jóźwicki, Kołodziej (85. Rak), Kryszak, Machaj, Pisarek, Kozłowski.
GKS: Mrozek – Michalski, Jędrych, Janiszewski, Rogala – Woźniak (73. Wroński), Gałecki, Stefanowicz, Błąd (90. Grychtolik), Kiebzak (78. Pavlas) – Kurbiel (62. Rogalski).
Żółte kartki: Kozłowski, Stryjewski, Świeciński – Gałecki, Wroński, Woźniak.
Sędzia: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn).
W 48. minucie Maciej Stefanowicz nie wykorzystał rzutu karnego (strzelił obok bramki).

Źródło: GieKSa.pl

Relacja piłkarska

Elana Toruń: Kuchnicki – Górka, Świeciński, Machaj, Kołodziej (84. Rak), Stryjewski, Kozłowski, Pisarek, Kryszak, Bierzało, Jóźwicki.

GKS Katowice: Mrozek – Michalski, Jędrych, Janiszewski, Rogala – Kiebzak (78. Pavlas), Gałecki, Stefanowicz, Błąd (90. Grychtolik), Woźniak (72. Wroński) – Kurbiel (61. Rogalski).

Minorowe nastroje po ostatnich dwóch meczach GieKSa próbowała przekuć w sportową złość. W ramach 30. kolejki na wyjeździe zmierzyliśmy się z Elaną Toruń. Podopieczni trenera Rafała Góraka poza Bukową w rundzie wiosennej dotąd nie wygrali ani razu. Tym razem stanęliśmy naprzeciw rywala, który był niezwykle zmotywowany, by poprawić swoją pozycję w tabeli i wydostać się ze strefy spadkowej. GieKSa zaczęła mecz fantastycznie. Maciej Stefanowicz znalazł opadającą piłkę na szesnastym metrze i z woleja przymierzył prosto pod poprzeczkę. Niestety z prowadzenia katowiczanie cieszyli się tylko 3 minuty. Kacper Jóźwicki precyzyjnie przymierzył w okienko bramki po sprawnie przeprowadzonej kontrze swojej drużyny. Bartosz Mrozek wyciągnął się jak długi, ale nie był w stanie złapać piłki.

W kolejnych minutach nastąpiła wymiana ciosów. Elana mogła wyjść na prowadzenie po błędzie Mrozka przy wybiciu piłki. Na szczęście nasz bramkarz zdołał się zrehabilitować zatrzymując próbę strzału odważną szarżą. GKS starał się narzucić własne warunki gry, ale musiał pozostać wyczulony na groźne szybkie akcje gospodarzy, które w kilku przypadkach kończyły się strzałami sprawdzającymi czujność Mrozka. Pod koniec pierwszej połowy w doskonałej sytuacji znalazł się Adrian Błąd. Nasz pomocnik wjechał w pole karne i okiwał obrońcę, znalazł się na wprost bramkarza, ale z uwagi na ograniczone pole manewru strzelił prosto w jego ręce. Na przerwę zespoły schodziły z remisem 1:1.

W 48. minucie GKS mógł ponownie wyjść na prowadzenie, niestety Maciej Stefanowicz przestrzelił z jedenastu metrów po faulu na Arkadiuszu Woźniaku. W kolejnych fragmentach to gospodarze byli w stanie stworzyć przewagę dobrze operując piłką na naszej połowie. Mrozek cały czas musiał pozostać w pełnej gotowości.W 70. minucie wyprowadziliśmy kontrę, którą Szymon Kiebzak zamienił na indywidualną akcję. Niestety po wejściu w pole karne oddał strzał nad poprzeczką bramki rywala. W końcu w 86. minucie Grzegorz Janiszewski wykorzystał podanie z rzutu wolnego Błąda i dał GKS-owi prowadzenie. Tego katowiczanie już nie oddali.

Źródło: gkskatowice.eu

FILM: 04.07.2020 Elana Toruń 1-2 GKS Katowice SKRÓT