Znicz Pruszków 1-4 GKS Katowice

04.04.2017, wtorek 16:00 – widzów 650

Relacja GieKSiarza (Giszowiec)

Z powodu przeniesienia meczu przyszło nam jechać do Pruszkowa we wtorek. Chociaż termin ten nikogo nie zachęca do wyjazdów, to znów zaliczyliśmy nad komplet. Od miejscowego klubu dostaliśmy 100 biletów, a łącznie w tym mafijnym miasteczku zameldowało się nas 123 fanatyków (114 na sektorze), w tym 1 kibic Banika-dzięki. Każdy kto chciał bez problemów wchodzi na sektor. Na wyposażeniu mamy flagę GKS KATOWICE i trans Pozdrawiamy Nieobecnych Gieksiarzy. Od razu jedziemy z dobrym dopingiem, który w drugiej połowie, przy dobrej sytuacji na murawie, staje się tylko lepszy. Zabawa była na tyle dobra że udaje się nam wprowadzić kolejną nową przyśpiewkę wyjazdową (w rytm Opus – life is life). Po  ostatnim gwizdku piłkarze podchodzą pod nasz sektor i poprzez głos kapitana głośno pytają „pierwszy raz w tym roku – KTO WYGRAŁ MECZ?…”, na co natychmiast odpowiadamy. Po spotkaniu na trybunach ujawnia się też grupka stołecznych kibiców, która pokusiła nas o krótką wymianę „uprzejmości”. Następnie udajemy się do autokarów i wracamy do Katowic, gdzie meldujemy się przed 23:00. Giszowiec obecny w 16 głów.

Jeśli chodzi o kibiców Znicza to formują kilkunastoosobowy młynek i dopingują dobrze jak na swoje możliwości za jedną flagą – WPR 1923. Szokiem dla nas było gdy ta grupka przypominająca gimnazjalnych wagarowiczów „pozdrowiła” sędziego w bez cenzuralny sposób.

Gdy wyjeżdżasz z Katowic,
Jesteśmy zawsze tam,
bo nie ważny jest wynik,
Gdy nasza GieKSa gra,
Stadionowi bandyci,
Zawsze wspierają Cię…
Bo jesteśmy tu by zaśpiewać,
zaśpiewać Ci…
Jeszcze jeden raz…
GieKSa gol!
nana nanana…
GieKSa gol!
nana nanana…

Relacja GieKSy

Mecze w podwarszawskich miejscowościach nie należą do zbyt atrakcyjnych kibicowsko wyjazdów. Zazwyczaj odbywają się na małych stadionach z bardzo ograniczonymi sektorami dla fanów gości. Prawie zawsze pojawiają się tam też problemy ze strony miejscowych klubów, np. nikt nie odpowiada na telefony, ktoś wymyśla własne zasady wejścia kibiców gości na obiekt (sprzeczne z uchwałami PZPN) itd. Nie inaczej było z wyjazdem do Pruszkowa.

Zamówienie na komplet biletów złożyliśmy jeszcze w styczniu. Bardzo długo nie mieliśmy żadnego potwierdzenia ze strony pruszkowskiego klubu. Nie znaliśmy dokładnej ceny biletów oraz ich ilości. Istniały obawy, że może to być spowodowane mailem, który znajduje się w publicznej domenie… gmail.com. Kontakt telefoniczny również było mocno ograniczony, bo na stronie dostępny był jedynie numer stacjonarny, który przez wiele dni nie był w ogóle odbierany.  Na szczęście w marcu udało nam się skontaktować z pracownikami Znicza i dowiedzieliśmy, że będzie na nas czekać 100 biletów w cenie 20 złotych za sztukę. Wolimy bilety mieć u siebie jak najwcześniej (powinny zostać dostarczone do klubu gościa na tydzień przed meczem), ale zdecydowaliśmy się pójść na rękę miejscowym działaczom (a raczej nie chcieliśmy zaczynać kolejnej wojenki). Dzięki czemu udało nam się wywalczyć o… trzy bilety więcej.

W podróż do Pruszkowa wyruszyliśmy po dziesiątej, a pod sam sektor dojechaliśmy na ponad godzinę przed rozpoczęciem spotkania. Na wejściu spotkała nas niemiła niespodzianka – musieliśmy poczekać na wydrukowanie biletów. To własnie taka specyfika podwarszawskich klubów – wszystko toczy się tam swoim rytmem, który jest niezrozumiały dla większości osób. Gdy bilety zostały już wydrukowane i dostarczone, to… miejscowi zaczęli po kolei wyczytywać nazwiska z biletów, czekając aż zgłosi się dana osoba i go sobie odbierze. Na szczęście ten pomysł został szybko porzucony i wejście odbyło się według naszej propozycji – na podstawie dowodów osobistych i listy wyjazdowej. Przedstawiciele Znicza byli także w szoku, że za wszystkie bilety płaci jedna osoba, a nie każdy sam. Na szczęście wejście obsługiwała znana nam agencja ochrony – stała między innymi na Stomilu i Dolcanie. My znaliśmy ich, oni nas, więc wejście przebiegało bardzo sprawnie. W międzyczasie okazało się, że osoba, która przyniosła nam bilety, grała razem z Robertem Lewandowskim w Zniczu Pruszków i wystąpiła między innymi na Bukowej. Zmieniło się także wejście na sektor – podczas naszej ostatniej wizyty prowadziła tam kładka, a obecnie nawierzchnia jest równa. Zniknęła tym samym jedyna w Polsce fosa broniąca dostępu do sektora gości.

Do Pruszkowa przyjechało nas 123 w tym 1 kibic Banika Ostrava. Na sektor gości weszło 114 osób. Wywiesiliśmy jedną flagę – GKS Katowice oraz transparent: „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy”. Przez całe spotkanie prowadziliśmy dobry doping, który szczególnie w drugiej połowie był na wysokim poziomie. Wprowadziliśmy też nową piosenkę, która przyjęła się bardzo dobrze wśród ekipy wyjazdowej. Razem z piłkarzami fetowaliśmy drugą bramkę Grzegorza Goncerza, a po meczu długo sobie wzajemnie dziękowaliśmy. Miejscowi wystawili bardzo skromny młyn z jedną flagą. Średnia wieku była tam dość niska, a w szczytowym momencie Znicz dopingowało kilkunastu kibiców. Słyszalni byli tylko w czasie, gdy my nie śpiewaliśmy, ale bardzo fajny efekt dawał ich bęben. Po spotkaniu doszło do wymiany kilku bluzgów, ale można to bardziej określić jako folklor i szydera niż coś ciekawszego.

Do Katowic dotarliśmy przed 23:00. Podróż w obie strony upłynęła spokojnie. Teraz w sobotę jedziemy do Puław (są ostatnie miejsca – pytajcie na swoich dzielnicach i FC), a potem mamy dłuższy odpoczynek, ponieważ Stal Mielec remontuje hale przy sektorze gości i nie wpuszcza zorganizowanych grup przyjezdnych fanów. Dzisiejszy wyjazd, wynik i zabawa na pewno wynagrodziły wszelkie trudy i niedogodności związane z organizowaniem wolnego w pracy/szkole/domu. GieKSa!

Źródło: gieksa.pl

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 04.04.2017 Znicz Pruszków – GKS Katowice DOPING

FILM: 04.04.2017 Znicz Pruszków – GKS Katowice BRAMKI

FILM: 04.04.2017 Znicz Pruszków – GKS Katowice SKRÓT

FILM: 04.04.2017 Znicz Pruszków – GKS Katowice SKRÓT (2)

Relacja sportowa

Znicz Pruszków: Misztal, Mysiak, Jakubik (73. Michalski), Rackiewicz, Borek (63. Banaszewski), Długołęcki (46. Paluchowski), Jagiełło, Kita, Janiszewski, Kubicki, Niewulis.

GKS Katowice: M. Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, D. Abramowicz (52. Frańczak) – Jóźwiak (76. Mandrysz), Zejdler, Kalinkowski, Ćerimagić (84. Prokić) – Lebedyński, Goncerz.

GKS wygrał w zaległym meczu 23. kolejki Nice 1 Ligi ze Zniczem Pruszków 4:1 i przełamał serię czterech meczów bez zwycięstwa.

Katowiczanie z niecierpliwością czekali na zaległy mecz wtorkowy ze Zniczem. Chcieli jak najszybciej zapomnieć o czterech poprzednich meczach . Tym bardziej, że mierzyli się we wtorkowe popołudnie z zespołem ze strefy spadkowej, który nie wygrał u siebie od dwóch spotkań.

Trójkolorowi od pierwszej minuty spotkania w Pruszkowie starali się dominować i narzucić swój styl gry. Znicz jednak mądrze ustawił się wysoko i przeszkadzał środkowym pomocnikom GieKSy w rozgrywaniu piłki, przez co z początku spotkanie obfitowało w wiele fauli i stałych fragmentów.

Znicz skupił się na kontrach, rzutach wolnych, ale szukał też długich, prostopadłych piłek w pole karne. W zasadzie tylko raz podniósł ciśnienie graczom GieKSy. W 19. minucie Patryk Kubicki urwał się obrońcom, ale nieczysto trafił w futbolówkę.

Z czasem to jednak GieKSa coraz częściej zamykała gospodarzy w obrębie własnego pola karnego i oddawała wiele strzałów. Najlepsze mieli aktywny Armin Ćerimagić (po próbie którego w 20. minucie przy prawym słupku interweniować musiał Piotr Misztal) oraz Mikołaj Lebedyński ( dwie minuty później uderzył w polu karnym z półobrotu dwa metry od prawego słupka).

GKS udokumentował wreszcie przewagę w 32. minucie. Grzegorz Goncerz wykorzystał błąd defensywy i w polu karnym uderzył po ziemi nie do obrony. To jego drugi gol z rzędu, wcześniej trafił w piątkowym meczu z Podbeskidziem i znów wraca do tak wyczekiwanej przez wszystkich formy strzeleckiej.

Po zmianie stron to GieKSa wreszcie pokazała skuteczną grę.  W 75. min. efektownym lobem i tym samym trzecim trafieniem w rundzie popisał się Goncerz i GieKSie grało się łatwiej. Niestety dla katowiczan bramkę kontaktową technicznym strzałem w okienko zdobył Aleksander Jagiełło (85. min.) i zapowiadała się nerwówka.

GKS jednak wytrzymał ciśnienie, dołożył dwa trafienia w ostatnich minutach za sprawą wprowadzonego Andreja Prokicia (posłał bombę pod poprzeczkę w polu karnym, a następnie uderzył płasko od lewego słupka) i mógł cieszyć się z zasłużonego zwycięstwa.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Po meczu z Podbeskidziem nastroje w Katowicach nie były najlepsze. GieKSa przegrała i po czterech meczach w tym roku na koncie miała zaledwie dwa punkty. Znów powtarzaliśmy błędy w obronie i nie potrafiliśmy strzelać bramek. Inne czołowe drużyny w pierwszej lidze traciły punkty na potęgę, za to te, co były za plecami – zaczęły nas gonić. Wśród kibiców zapanował spory niepokój.

Przyjeżdżaliśmy na stadion ekipy, która w weekend wygrała z Zagłębiem Sosnowiec 3:0. Wyjściowo słaby rywal nie był jednak więc aż tak słaby i trzy punkty były wielką niewiadomą.

Po meczu z Podbeskidziem pauzował za żółte kartki Tomasz Foszmańczyk. Jego miejsce w składzie zajął Mikołaj Lebedyński i była to jedyna zmiana. Armin Cerimagić zajął miejsce na lewym skrzydle.

W pierwszej połowie gra nie była porywająca, ale GKS miał sporą przewagę optyczną. Dość często zbliżaliśmy się pod pole karne rywali i stwarzaliśmy sytuację, choć nie były one super klarowne. Najlepsze miał Armin Cerimagić, który dwa razy uderzał z akcji – raz bardzo wysoko, raz w krótki róg – obronił Piotr Misztal. Także i z rzutu wolnego kierował piłkę w krótki róg, ale górą był bramkarz. Sporo mieliśmy stałych fragmentów gry, Dawid Abramowicz wrzucał chyba z seidem razy piłkę z autu. Swoje podejścia pod pole karne miał też Znicz, który raz nawet wychodził sam na sam, ale nie umiał nic z tego zrobić. Jedyna bramka padła w 32. minucie, kiedy to dobrą akcję Czerwińskiego i Jóźwiaka przerwał… piłkarz Znicza, który jednocześnie wyłożył piłkę Goncerzowi, a ten po ziemi strzelił do siatki. Do przerwy prowadziliśmy 1:0.

Druga połowa zaczęła się od ataków Znicza, który szybko miał dwa rzuty rożne oraz rzut wolny. W 48. minucie Dawid Abramowicz fatalnie podawał do tyłu, rywale wyszli sam na sam, ale świetnie powrócił Kamiński. Wkrótce gra się nieco wyrównała. Dość szybko trener zmienił Dawida Abramowicza na Adriana Frańczaka. W 63. minucie świetnie centrował Frańczak, a Cerimagić strzelił z półwoleja tuż nad poprzeczką. Chwilę później Czerwiński podał ze skrzydła do Jóźwiaka, ale ten uderzył źle technicznie. W 75. minucie GieKSa zdobyła drugą bramkę, świetnie podciągnął prawą stroną Adrian Frańczak, podał do wychodzącego sam na sam Goncerza, a ten na raty strzelił do siatki, choć dobitka była naprawdę klasowa. Po chwili na 3:0 mógł podwyższyć Cerimagić, ale jego strzał obronił Misztal. W 85. minucie rywale zdobyli gola kontaktowego. Fatalnie piłkę wybijał Kalinkowski, a do futbolówki doszedł Aleksander Jagiełło, który kapitalnym technicznym strzałem pokonał Abramowicza. Potem swoje show miał Andreja Prokić, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku. Najpierw dostał podanie od Goncerza i w sytuacji sam na sam, ale z ostrego kąta, świetnym strzałem pod poprzeczkę pokonał bramkarza. Po minucie Andreja zdecydował się na strzał z 16 metrów i od słupka trafił na 4:1.

GieKSa rozkręcała się z minuty na minutę w tym meczu. Pierwsza połowa była jeszcze średnia, ale zakończyła się prowadzeniem. Po przerwie na początku rywale przycisnęli i mecz się wyrównał. Na szczęście katowiczanie opanowali sytuację i potrafili zdobyć drugą bramkę. Błąd przydarzył się w końcówce i rywale złapali kontakt, ale katowiczanie odpowiedzieli dwoma bramkami. Katowiczanie zrobili to, czego nie zrobili dawno – dobili rywala, rozłożyli go na łopatki. Dodatkowo strzelili w końcu więcej niż dwie bramki. Niech ten mecz będzie tym, który otworzy nam drogę do ekstraklasy! Brawo piłkarze!

Znicz Pruszków – GKS Katowice 1:4
Bramki: Jagiełło (85) – Goncerz (32,75), Prokić (89,90)
Znicz: Misztal – Mysiak, Jakubik (75. Machalski), Rackiewicz, Borek (63. Banaszewski), Długołęcki (46. Paluchowski), Jagiełło, Kita, Janiszewski, Kubicki, Niewulis.
GKS: M.Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Prażnovsky, D.Abramowicz (53. Frańczak) – Cerimagić (83. Prokić), Kalinkowski, Zejdler, Jóźwiak (78. Mandrysz)- Lebedyński, Goncerz.
Ż.kartki: Niewulis, Mysiak
Sędzia: Mateusz Złotnicki.

Źródło: GieKSa.pl