Program „Bezpieczny Giszowiec” do poprawki

To był falstart – musieli stwierdzić uczestnicy spotkania inicjującego program „Bezpieczny Giszowiec”. W sali domu kultury policjantów było niemal więcej niż mieszkańców tej uznawanej za jedną z bardziej niebezpiecznych dzielnic miasta.

– Nie było dobrej informacji, żadnych plakatów, ogłoszeń – zauważyła Dorota Post. – Moglibyśmy pomóc w rozpropagowaniu spotkania, gdybyśmy wcześniej o nim wiedzieli – mówił radny Dariusz Łyczko, który jest głównym liderem programu, ale o organizowanej przez policjantów akcji usłyszał… trzy dni wcześniej z ambony. O tym, że giszowianie interesują się bezpieczeństwem w swojej dzielnicy najlepiej świadczy fakt, że, gdy rozmawiano tu na ten temat w październiku, sala pękała w szwach.

Wtedy policjanci obiecywali częstsze patrole, także strażnicy miejscy deklarowali, że będą w dzielnicy bardziej widoczni. I znów w ubiegły czwartek najwięcej było skarg na brak codziennej obecności funkcjonariuszy na ulicach. Mieszkańcy mówili też m.in. o drogowych piratach na ul. Kosmicznej, o tym, że boją się ujawniać swoje nazwiska, gdy informują policję o przestępstwie. Dawali przykłady pobić, w jakich ucierpiały ich własne dzieci.

Policjanci przekonywali z kolei, że są głównie inicjatorami tego programu, w którym chodzi o zaangażowanie mieszkańców i instytucji z dzielnicy do działań na rzecz bezpieczeństwa. Chodzi m.in. o ograniczenie ilości aktów wandalizmu i tzw. przestępstw pospolitych. – W Katowicach jest zidentyfikowanych dwa tysiące punktów, gdzie powinni stać funkcjonariusze, ale to niemożliwe do zrealizowania. Najważniejsza jest w tej sytuacji profilaktyka: dlaczego ten młody człowiek bije? I przekonanie, że to wy, mieszkańcy, macie być tu gospodarzami, nie pseudokibice – mówił podinsp. Krzysztof Kwiatkowski, z-ca komendanta miejskiego.

Tymczasem giszowianie przypominali, że aktywności im nie brakuje. Już przed ośmioma laty zawiązali stowarzyszenie „Bezpieczny Giszowiec”. Walczyli o komisariat policji w nękanej przez wandali i pseudokibiców dzielnicy. Ich starania spełzły na niczym.

– Nie martwię się o aktywność mieszkańców – mówi Dariusz Łyczko. – Problem w tym, żeby oni wiedzieli, że mogą liczyć na policję, że na ich zgłoszenie ktoś zareaguje. Jednak moim zdaniem komisariat, przy obecnych problemach z wakatami w policji, nie rozwiąże problemu. To tylko jeszcze więcej policjantów zajętych papierkową robotą. Trzeba by raczej zwiększyć ilość Grup Szybkiego Reagowania – uważa. W katowickiej komendzie jest dziś 70 wakatów, tylu funkcjonariuszy tworzy jeden komisariat.

– Bardzo istotna jest rola dzielnicowych. U nas zajęło to trochę czasu, by zbudować zaufanie pomiędzy nimi a mieszkańcami. A bez takiego zaufania trudno współpracować – zauważa Jerzy Karge, prezes Spółdzielni Załęska Hałda. Tam coraz lepiej sprawdza się program Partner, którego spółdzielnia jest liderem.

W Giszowcu prócz Dariusza Łyczko, liderami zostali też Jerzy Mazur i Józef Łęczycki oraz prezesi poszczególnych spółdzielni. Pod programem podpisali się też komendant Straży Miejskiej, szkoły, parafie. Bardzo ważna, co widać choćby na przykładzie os. Witosa, jest rola administratorów budynków. Na spotkaniu ich przedstawiciele praktycznie nie zabrali głosu, ale deklaracje współpracy złożyli wcześniej policji. – Spółdzielnia Mieszkaniowa Staszic mówi o wymianie osłon śmietnikowych na os. Adama, na ul. Mysłowickiej i Karliczka oraz oświetlenia na os. Adama. Katowicka Spółdzielnia Mieszkaniowa chce wymienić domofony, stolarkę okienną, szczególnie w piwnicach i na klatkach schodowych, kontynuować instalację monitoringu. Giszowiecka SM deklaruje zabezpieczenie okienek piwnicznych i wymianę domofonów. Wszystkie spółdzielnie mają naprawiać zniszczone graffiti elewacje budynków. To plany na ten rok – relacjonuje st. asp. Adam Szczepankiewicz z komisariatu V, autor programu. Ma on bazować właśnie na takich drobnych inicjatywach. W ostatnim czasie dzięki dużemu zaangażowaniu Jerzego Mazura udało się np. zaradzić problemowi dużej grupy bezdomnych, która koczowała w lasku przy ul. Mysłowickiej. Włączyła się policja, strażnicy miejscy, a Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej zajął się tymi osobami.

Jak zauważa nadkom. Dariusz Kopeć, zastępca komendanta miejskiego policji odpowiedzialny za pion kryminalny, Giszowiec wcale nie jest tak niebezpieczny, za jaki uchodzi. – Powiedziałbym, że plasuje się w środku tabeli wśród katowickich dzielnic. Choć faktycznie występuje tam duży problem konfliktów między pseudokibicami GKS Katowice i Ruchu Chorzów. W mieście nie ma jednak tygodnia bez zatrzymań, a ostatnio także aresztowań – zauważa.

Podczas spotkania co chwilę wracał problem zagospodarowania czasu młodzieży. W dzielnicy działa dom kultury, KSM prowadzi Giszowieckie Centrum Kultury, w szkołach są UKS-y, jest klub zapaśniczy, TKKF. Jednak z trudną młodzieżą pracuje praktycznie tylko parafia św. Barbary: działa tu Oratorium im. św. Brata Alberta i Świetlica Środowiskowa Profilaktyczno-Wychowawcza im. św. Brata Alberta.

Kolejne spotkanie Dariusz Łyczko zapowiada na koniec kwietnia.

Źródło: gazeta.pl 11.04.2008