Polska 1-1 Rosja

13.06.2012, środa 20:35 – widzów 56 000 – Warszawa, Stadion Narodowy

Relacja TMK

12 czerwca 2012. Dzień jedynego naprawdę godnego uwagi meczu Euro. Za rozbiory, za Katyń, za komunę, za Smoleńsk… Tak, to dużo dużo więcej niż po prostu piłka. Czuł to w duszy każdy, od chwilowego wielbiciela kadry, do skończonego chuligana… Rano pobudka i telefoniczny kontakt. z kolegami. Kilka fur jest już w drodze, choć do meczu jeszcze prawie cały dzień. Im wcześniej tym łatwiej nie ostrzeżenie przebić się do Warszawy. Po drodze spotykają parę ekip. Chodzą słuchy, że sporo grup podąża do stolicy, każda na własną rękę, intuicyjnie, bez żadnego centralnie kierowanego planu. Kibicowskie fora pełne mobilizacyjnych pokrzykiwań, ale media jakoś nie podchwytują tematu. Więcej piszą o budzącym obawy przemarszu ruskich niż o tym, czy coś kombinują rodzimi fanatycy. Do czasu… Wyruszam później niż wszyscy, ale do stolicy docieram błyskawicznie. Nowo otwarta A2 oszałamia otwierającymi się perspektywami, a już parę minut po wjeździe do Warszawy jestem na Pradze. Fura zostawiona na jednym ze słynnych „park & ride” i tramwajem jadę na starówkę. Na Placu Zamkowym kręci się już parę ekip z kraju. Jest godzina 14:00. Ruskich w knajpach pełno, ale prawie same pikniki. Kumatych jak na lekarstwo. Samotnie buja się jakiś typ w polówce Stone Island z postawionym kołnierzykiem. Moskiewscy modnisie lubią się stroić ;-). Do tego przydługawe grzywki i bardzo krótkie spodenki odsłaniające kolana, po czym bezbłędnie można było rozpoznać ruskiego chuligana tego dnia. W knajpie na Podwalu jakieś chłopaki ze Spartaka w koszulkach grupy „Ziga Zaga”. Po paru kwadransach Ruskich przybywa, w kilkadziesiąt osób chcą maszerować w stronę Kolumny Zygmunta. Błyskawiczna reakcja czuwających w okolicy, w sporej liczbie. Starcie, jakieś race, Ruscy cofają się do knajpy, paru obrywa, w bramie przez dłuższą chwilę trwa wymiana. Policja pojawia się dobre parę minut po wszystkim. Mija dalszy kwadrans i w tłumie pikników pod Kolumną Zygmunta krystalizuje się grupa kilku, góra kilkunastu ruskich. Jakieś niebieskie akcenty, Dynamo czy Zenit? Raczej ci drudzy…. Łatwi do rozpoznania, postawa wyczekująca, zwróceni przodem do sporej grupy kiboli z Polski, która już ich zauważyła. Ruscy przechodzą na drugą stronę ulicy i zachęcająco machają łapami. Samo serce stolicy, przypał jak diabli, ale na takie „zaproszenie” reakcja jest błyskawiczna. Banda rusza, tamci w większości chowają się w knajpie. Imponuje jeden typ, który przyjmuje dziesiątki ciosów, ale po chwili wstaje i znów prowokuje do walki… Znów dostaje, także krzesłami, jeszcze chwila chaosu i towarzystwo się zrywa. Policja znów przybywa sporo po wszystkim i nie ma już nic do roboty. Większość wiary rusza Nowym Światem, ulica opanowana przez wystrojonych w barwy narodowe kibiców obu drużyn. Piłkarskie święto w pełni, ale nie trzeba być specjalnie bystrym by wyłowić wzrokiem łyse postacie. Nic pasują do sielskiej sceny. Bywałem już na mistrzostwach Europy i świata. Tam było inaczej. Ale tu jest Polska, tu są takie realia. Kto wierzył że będzie inaczej, najwyraźniej się przeliczył… Jadą radiowozy na sygnale, coś się dzieje, przyśpieszamy kroku. Na miejsce docieramy jak jest już po wszystkim. Scenariusz był jednak podobny. Grupa ruska -postawa wyczekująca, grupa polska – atak, ruscy bronią się w bramie, potem policja… Obie ekipy rozdzielone, stoją w bramach. Kawałek dalej już Aleje Jerozolimskie i oficjalne miejsce startu ruskiego pochodu. Na razie bardzo mało ludzi, robię błąd i wybijam pod stadion. Tymczasem później zaczyna się jazda. Polacy atakują Ruskich, jest wiele mniejszych starć, niemalże solówek. Dużo bieganiny, a także podchodów z kaskami. Ruski pochód gęstnieje i w końcu rusza w stronę stadionu. Jest ich dobre kilka tysięcy, niosą niezliczone flagi, ale tylko parę sierpów i młotów. Na moście Poniatowskiego Polacy próbują przeszkodzić, jakaś grupa wspina się na kolumny i pali race. Jednak Ruscy prą naprzód. Przed nimi i obok maszeruje mostem sporo Polaków, wdziera się spory chaos. Głównie są tu pikniki nic mające pojęcia co się dzieje, ale i sporo kumatych. Na czele Ruskich krystalizuje się grupa mocniejszych wrażeń. Nacierają i gonią naszych, jest mały, popłoch, parę osób obrywa. To ich największy sukces tego dnia. Kilkaset metrów dalej pod stadionem komitet powitalny już widzi, że coś się dzieje na moście. Rusza odsiecz, ale odbija się od kordonu wąsów, który przedzielił ulicę. Policja przesuwa się krok po kroku, spychając tłum w stronę Ronda Waszyngtona. Grupka chłopaków w chustach kominiarkach charakternie łapie się za bary i ani myśli ustąpić. Wąsy rozbijają ich. Na ten widok reaguje dużo ludzi, zarówno typowe ekipy, jak i wielu wydawałoby się zwykłych kibiców w koszulkach reprezentacji. Zaczyna się spory dym pod jednym z głównych stadionów Euro 2012! Słychać śpiew „Ruska kurwa aheja heja ho!!!”, latają race, połamane barierki, kamienie. Z drugiej strony gaz, pały, a później także gumowe kule i armatka. Dociera też przód ruskiego pochodu, widać tam sporo chętnych do harców. Co chwila doskakuje do nich z boku ktoś z tłumu. Ruscy za każdym razem stawiają się, prawie nikt nie ucieka. Chude, niepozorne z wyglądu, ale wysportowane i twarde typy, typowe suchary. Dzieje się coś to z lewej, to z prawej strony. Dużo mniejszych starć, solówek, obrywają jacyś fotoreporterzy. Ciągle przybywa pikników nieświadomych zagrożenia, tłum gęstnieje. Wszystko trwa dobre kilkadziesiąt minut… Policja gania tu i tam, aż w końcu jako tako opanowuje sytuację. Duża grupa polskich chuliganów opuszcza plac bitwy boczną uliczką i schodzi pod wiadukt, w stronę Wisły. Reszta miesza się z tłumem. Na stadion wchodzą nieliczni. Pod bramami wielki ścisk, paru koksów poluje na bilety. Na moich oczach kobieta traci dwie wejściówki, wyrwane z ręki. A już wchodziła na stadion… Mecz jak mecz, Ruskich trochę mniej niż się spodziewałem, dopingują kiepsko. Prowokacyjna sektorówka „This i Russia”, fajnie wykonana, ale fatalnie rozwinięta. Po bramce dla nich jedna petarda i jeden stroboskop na murawie. Za to polskie pikniki nawet pozytywnie zaskakują, w miarę głośny doping cały mecz. Repertuar oczywiście ubogi. Na moim sektorze raptem kilku kumatych – widać po ciuchach i po zachowaniu. A na całym stadionie z flag kojarzonych z kumatymi chyba tylko „Oława”. Sms-y od kolegów: „Pod fan zoną grubo strzelają i polewają”. Trwa tam gruba awantura z wąsami, w wielkim tłumie przy wejściu do Strefy Kibica nie brakło chętnych do harców. BBC informuje, że jeden Ruski nie żyje”… Gorączkowo trzymam komórkę w łapie, mecz nie jest już ważny. „Info potwierdza wp i inne portale. Kacap nic żyje”. Na szczęście kolejne info weryfikuje te newsy. To tylko plotka… Daję się więc ponieść piłkarskim emocjom i przeżywam końcówkę meczu. Kadra w obecnej postaci mnie nie kręci, ale ciężar gatunkowy meczu pobudził emocje. Pikniki skandują „o-sta-tni” pod koniec spotkania ;-). Wiem już, gdzie uczyli się kibicowskiego rzemiosła… Na stadion wbija pełno kasków, tworzą szpaler wzdłuż ruskiej trybuny. To niespotykany widok na Euro! Komunikat policji – spiker prosi Rosjan o pozostanie na swoich miejscach 20 minut po meczu. Ostatni gwizdek i tłum wylewa się na ulice… „Tutaj ciągle jazda z psami” – kolejne info telefoniczne ze Strefy Kibica. Tymczasem spora grupa polskich hool’s czai się przy
moście po lewej stronie Wisły, ale Ruskich początkowo jak na lekarstwo… Gdy w końcu się pojawiają wracający z meczu Rosjanie, następuje atak, wielu z nich mocno obrywa. Natomiast typowa ruska chuliganka odnalazła się dopiero w nocy w około 300 osób. Przemaszerowali ulicami, na koniec o mały włos nie doszłoby do avanti tej grupy z konkretną bandą złożoną z polskich ekip, ale wąsy były czujne. To na tyle tego dnia. Ruscy hoolies pokazali, że chcieli coś zrobić tego dnia i to w obcym kraju, w obliczu przeważających sił przeciwnika. Wyglądają niepozornie, ale nie brakuje im odwagi. Tu i ówdzie udało im się trochę pokąsać… Jednak mieli też dużo szczęścia, bo polskie ekipy w obawie przed powinięciem działały rozproszone, w niewielkich grupkach, bardzo chaotycznie. Do tego wąsy podczas interwencji z reguły pierwszych zawijały Polaków. Z pewnością ciekawy będzie jakikolwiek wyjazd polskich ekip lub polskiej reprezentacji do Moskwy w najbliższych latach! Tak tworzy się historia…

Źródło: To My Kibice nr 130 lipiec 2012

Relacja kibica Górnika Zabrze

Na mecz porannym pociągiem z Śląska udaje się spora grupa kibiców. W pociągu przemieszane towarzystwo z różnych klubów. Najwięcej jest Zagłębia Sosnowiec i Górnika Zabrze, ale poza tym widoczni również ludzie z GKS Katowice, GKS Tychy, Szombierek, Polonii Bytom, Piasta i pewnie z kilku innych. Poza tym masa pikników którzy również chcą przeżyć Euro na lub pod stadionem. Podróż szybka i ok. 10:00 pociąg dojeżdża na dworzec centralny. Tam oczywiście już sporo policji, ale że jest dużo czasu do meczu, to towarzystwo rozchodzi się w różnych kierunkach. Na mieście spokój. lm bliżej centrum to widać coraz więcej kibiców ale raczej piknikowo nastawionych. Euro widać na każdym kroku. Nic nic wskazuje na to że za niedługo rozpocznie się najbardziej oczekiwany mecz tych mistrzostw pod względem kibicowskim. Na mieście widać sielankę, ład i harmonię taką aż do porzygu. Rosjanie sobie spacerują, kibice robią wspólne zdjęcia, piękne hostessy sprzedają flagi i szaliki. Jak pojawia się namiastka jakiejś kumatszej ekipy, to od razu jest również policja, która zaczynu spisywanie itp. Dopiero w późniejszych godzinach na starym mieście dochodzi do incydentów głównie grupy kibiców Zenitu St. Petersburg z Polakami. Walka typowo barowa z użyciem wyposażenia lokali. O godz. 17:30 przy dworcu kolejowym Warszawa Powiśle została zaplanowana zbiórka Rosjan, skąd pochodem przez most Poniatowskiego mieli udać się na stadion Narodowy. Oczywiście zbiórka była huczna. Sprowadziła blisko 10 tys. Rosjan plus do tego sporo dziennikarzy. W pobliżu pojawiła się spora grupa Polaków, którym takie panoszenie po stolicy naszego kraju niekoniecznie się podobało. Media huczały o tym, że Rosjanie pojawią się na ulicach Warszawy z flagami z sierpem i młotem, a także innymi symbolami komunistycznymi. Tutaj trzeba obalić mity i powiedzieć wprost, ze spora grupa rosyjskich kibiców uczestniczących w przemarszu to byli pikniki, których interesował głównie mecz. Symbole komunistyczne pojawiły się, ale w sporadycznej ilości i naprawdę trzeba było ich się naszukać, aby je dostrzec. Natomiast duża grupa Rosjan która przyjechała to nacjonaliści. Na czele pochodu pojawiły się czarno-żółto-białe flagi Imperium Rosyjskiego, czyli symbol tamtejszych nacjonalistów, którym marzy się aby Rosja znów była wielka mocna jak kiedyś. No i trzeba podkreślić że jest to znak jak najbardziej prawicowy, natomiast symbole komunistyczne mieli głownie, stare dziady którym dobrze się żyło w czasach ZSRR. Obydwa symbole kojarzą się jednak mocarstwowo i antypolsko. Pochód wyruszył w stronę stadionu. Od początku widać było, że nie będzie spokojnie. Pomimo bardzo dużych sił policyjnych przemarsz był bardzo źle zorganizowany. Po jednej stronie ulicy maszerowali Rosjanie, a po drugiej Polacy, do których dołączały się coraz to większe grupki. Na środku torowisko tramwajowe, po którym teoretycznie miała iść policja. Niedługo trzeba było czekać, aby cały plan się posypał. Ruscy przerwali kordon i pogonili idących przed pochodem Polaków, poza tym w awanturę włączyła się grupa Rosjan idących przed kordonem. Na moście wytworzył się chaos. Zbiegło się kilka ekip z Polski. Kordon już był nieszczelny i co chwilę dochodziło do starć kibiców polskich z ruskimi. Raz na plus dla nas, raz dla nich. Trzeba przyznać, że policja w tym momencie niemal kompletnie przestała panować nad tym co się działo, latali chaotycznie, a ich rola ograniczyła się do tego, aby raz na jakiś czas kogoś spałować lub powinąć. Przy czym częściej zabierali Polaków, bo jak wiadomo z obcokrajowcami to zawsze większy kłopot przy zatrzymaniu. Kiedy cały pochód dotarł pod stadion narodowy, tam już czekały duże zastępy polskich kiboli gotowych na starcie z ruskimi. Trzeba przyznać, że Ruscy podęli rękawice i pod stadionem można było co chwilę zobaczyć konkretne starcia. Mniejszych starć właśnie bylo bardzo dużo i wyglądały bardzo ostro. Co chwile ktoś kogoś kopał, co chwile ktoś miał z kimś solówkę. Jeden obrazek na długo zapadnie w pamięci, gdzie jeden Rosjanin uzbrojony tylko w kij rozgonił grupę Polaków, walczył dzielnie do momentu, kiedy stracił broń. Policja przez dłuższy moment nie reagowała. Dopiero po pewnym czasie postanowili użyć armatki wodnej i broni gładkolufowej. Okolice stadionu narodowego wyglądały jak pobojowisko. Chyba nie takiego obrazu mistrzostw się spodziewali organizatorzy. Sytuacja pod stadionem po pewnym czasie się uspokoiła, a większość polskich ekip przeniosła się w okolice strefy kibica, gdzie harcowały kolejne ekipy ruskie. Tego wieczoru ulice stołecznego miasta nie należały do bezpiecznych, zwłaszcza jeśli ktoś miał na sobie rosyjskie barwy. Wiele flag, szalików i innych gadżetów w barwach wschodnich sąsiadów tego dnia zmieniło właściciela. Pod strefą kibica doszło do kolejnych ostrych starć kibiców z policją. W użyciu były butelki, race, elementy przystanków z strony kibiców, a policja odpowiadała gazem, pałkami, salwami z broni, czy strumieniami wody. Na mieście również widać było spore oddziały tajniaków, które co chwilę latały i próbowały wyciągnąć kogoś z tłumu, aby sobie poprawić statystki zatrzymań. My zawijamy się ok 23:00 do domu jednak w nocy starcia trwają jeszcze bardzo długo. Policja tak jak przed meczem, również po meczu nie radziła sobie z niczym. Obrazki starć na ulicach Warszawy obiegły cały świat, a Euro zostanie zapamiętane również z kibolskiego punktu widzenia. Co ciekawe polskie media w początkowej fazie raczej bagatelizowały wydarzenia, jednak po tym jak media europejskie rozdmuchały temat, to u nas też zaczęło być głośno i rozpoczęła się nagonka. Ogólnonarodowy sprzeciw wobec panoszenia się Rosjan w stolicy Polski na długo pozostanie w pamięci.

Źródło: To My Kibice nr 130 lipiec 2012

   

 

Relacja rosyjskiego chuligana

W to, że Euro będzie szczególnym turniejem, nie wątpiłem ani minuty. Niestety, z różnych przyczyn nie wszyscy ci co chcieli mogli przyjechać do Polski. Ale w domu zostało też wiele osób, które mogły i miały możliwość przyjechać, ale zwyczajnie nie chciało im się ruszyć dupska. Jestem pewien że już teraz tego żałują. Szczególne „słowa uznania” należą się tym, którzy zamiast pojawić się na ulicach Warszawy, jeździli nie wiadomo gdzie i ustawiali się nie wiadomo na kogo. Tu, na Euro 2012, każdy dzień jest szczególny i da się go zapamiętać. Mógłbym dużo o tym opowiedzieć, zaczynając od 7 czerwca. Dużo widziałem, dużo słyszałem, ale z oczywistych względów nie będę tego teraz poruszał, a skoncentruję się na wydarzeniach które miały miejsce na ulicach Warszawy. Przed meczem Polska-Rosja, atmosfera została nadmuchana przez media do granic wytrzymałości, przy czym tak z polskiej jak i z rosyjskiej strony. Było jasne, ze 12 czerwca 2012 r. w Warszawie będzie gorąco, ale jak, tego chyba nikt sobie wcześniej nie wyobrażał. Samemu wyobrażałem sobie te wydarzenia, takimi jakimi w rezultacie były. Rozmyślając na ten temat za każdym razem pojawiały się myśli, że na daną chwilę na rosyjskiej scenie kibicowskiej nie ma osoby czy grupy ludzi z ambicjami, które mogłyby wszystkich zjednoczyć i poprowadzić za sobą, tak jak to było wcześniej. Pamiętam jeszcze mecz Rosji z Ukrainą z dawien dawna i pakt o nieagresji na kadrę wszystkich głównych ekip Moskwy i Rosji. Dużo wody upłynęło od tego czasu… starych liderów nie ma, a nowi albo się nie pojawili, albo nie są na tyle charyzmatyczni jak ich poprzednicy. W rezultacie, o organizacji rosyjskich chuliganów przed Euro 2012 zapomnieli wszyscy i każdy trzymał się swojego planu – każdy sam za siebie, no bo niby czemu mam się wybijać ponad innych? Jakiś miesiąc przed Euro, byłem w Polsce i w rozmowie z liderem jednej z chuligańskich ekip, dokładnie zrozumiałem: w tym kraju działać będą wszystkie tutejsze ekipy, łapiąc każdą chwilę i możliwość aby się pokazać. Ta wersja, nawiasem mówiąc, różniła się od tego co słyszałem od tych samych ludzi jeszcze w styczniu. W dzień meczu Polska-Rosja, niedużą grupą ruszamy w stronę Starego Miasta. Logicznie myśląc, to tam właśnie powinno dochodzić do największej ilości spotkań naszych i polskich ekip. Już przy podejściu do tego serca Warszawy, przechodzimy obok niedużych grup Polaków, którzy nas obcinają. Dochodzimy do pomnika (Kolumny Zygmunta-tłum.) na Pl. Zamkowym, spotykamy tam kilkunastu naszych chłopaków. U wszystkich humory dopisują, wszyscy są gotowi do walki. Na placu dużo ludzi, nie trzeba być guru klimatów kibicowskich żeby dojrzeć, że dookoła nas kryci się sporo Polaków nie będących piknikami. Cały czas ktoś gdzieś dzwoni. Znajdujemy się z grupą znajomych chłopaków i nie tracąc czasu przemieszczamy się do jednego z pubów zaraz przy Starym Mieście. Po drodze czujemy, że śledzą nas grupy Polaków po 2-3 osoby. Niezwracamy na nich uwagi i idziemy do knajpy. Na miejscu spotykamy 20-25 chłopaków z Rosji, w większości Spartak i po kilka osób z Zenita i CSKA. No i nasze 3 osoby z Rygi. Nikt za bardzo nie myśli o Polakach, wszyscy starają się rozluźnić pochłaniając spore ilości alkoholu. Pojawia się info, że w pewnym miejscu ma nastąpić zbiórka Zenita, znaczy się, to czego nam trzeba! Jest jeszcze godzina i chłopaki rozchodzą się po knajpie. Część idzie na zewnątrz zapalić, niektórzy zostają w środku. Pomiędzy naszym stolikiem i wejściem do knajpy jest dosyć sporo miejsca i ludzie cały czas chodzą tam i z powrotem. W pewnym momencie do sali wbiega dziewczyna i krzyczy że na zewnątrz jest jakaś walka i abyśmy tam pobiegli. Lecimy do wejścia, a tam już toczy się walka naszych będących na fajce z Polakami. Polacy w swoim stylu – z kominiarkami na głowach, lecą też race i to co było pod ręką. W knajpie zaczyna się chaos, latające przedmioty lądują w ogródku, gdzie siedzą zwykli kibice. Wszyscy wiedzą co robić, schodząc się dajemy opór Polakom. Stajemy w przejściu, na rzucane przedmioty odpowiadamy tym samym. Grupujemy się i wychodzimy z bramy. Słyszymy syreny policyjne, na ziemi leżą palące się race. Polacy odchodzą trochę do tylu i zapraszają abyśmy wyszli na ulicę, jednakże gdy słyszą syreny policyjne, znikają z pola widzenia. Z naszej strony kilka rozbitych przedmiotami głów i trochę obitych twarzy. Adrenalina skacze do granic możliwości. Zbieramy się grupą do środka. Polaków na pierwszy rzut ok. 25-30 osób, czyli troszkę więcej od nas. Potem w nocy dowiaduję się że było 60 osób z Rakowa Częstochowa, ktoś z Radomia, Czuwaj Przemyśl, Legia, Lechia. Szybko zjawia się policja, wchodzą do naszej sali, ale nikogo nie zawijają. Wychodzimy z knajpy, najwyższy czas jechać na zbiórkę. Przechodzimy z powrotem do Kolumny Zygmunta. Tam na placu znów do czegoś doszło. Polacy atakowali kilka ogródków piwnych, broniąc w iście bałkańskim stylu swojego terytorium od rosyjskich szalikowców. Pośród odwiedzających knajpy byli i nasi chuligani i wg słów świadków, chłopaki bronili się ile mogli. Nagle podszedł do nas Polak, z którym dopiero co mieliśmy do czynienia w pubie. Mówi że walka udana, ale trzeba by powtórzyć to na czyste ręce. Odpowiadamy, że dzień się dopiero zaczął i wszystko jeszcze przed nami. Staramy się dogadać z taksówkarzami, żeby odjechać na zaplanowaną zbiórkę. Łapiemy chwilową zawieszkę co do naszych dalszych planów, a w kafejce naprzeciwko zaczyna się coś dziać. Konkretnie wyglądające typy w biało-czerwonych barwach przygotowują się do ataku. Dostrzegamy to i przygotowujemy się do walki, przy czym stoimy w lekko rozluźnionych szykach, a nie jedną bandą. Polacy jednak nie rzucają się na nas, najwyraźniej dlatego że obok zbiera się sporo policji i zaczynamy krótką gadkę. Podchodzę do kilku z nich, dowiaduję się z kim mam do czynienia. Śląsk i Lechia, sportowcy o bardzo konkretnym wyglądzie w wieku od 25 lat. Wymieniamy się telefonami, wg ich słów na mieście od nich jest ekipa 100 osobowa i są gotowi walczyć z nami gdzieś dalej od centrum i oczu wszystkich. Pojawia się policja, które przyczepia się do Polaków i zaczyna zadawać im pytania. My zawijamy się z centrum, aby taryfą dojechać na miejsce zbiórki. Z taryfą nie jest jednak tak łatwo i przyjeżdżamy na miejsce, kiedy ekipa już wyruszyła na jedną ze stacji kolejowych. Jednakże większości osób z knajpy udaje się do nich dołączyć. Jednocześnie przychodzą informacje o mniejszych walkach na mieście. Polacy nie wybierając kto jest chuliganem a kto nie, atakują w centrum miasta naszych pikników, zabierając im barwy. Znów później dowiaduję się, że po naszym odjeździe, w tym samym miejscu na Starym Mieście pojawia się z 15 naszych osób, które dają znać że nie są przypadkowymi osobami, po czym Polacy ich atakują. Do akcji włączane są stoły i krzesła, chłopakom udaje się wytrzymać, są pobici. Polacy wbiegają do knajpy gdzie byli nasi, po czym urywają się mundurowym.
Staramy się dotrzeć do ogólnej ekipy naszych chłopaków, ale oni już ruszyli w stronę mostu, na marsz. Podejścia są poblokowane, dookoła sporo policji. Patrzymy na grupy polskich chuliganów na światłach, ci z wymazanymi twarzami, z typowo piknikowym wyglądem, niektórzy z pozakrywanymi tatuażami, jednak sądząc po ich wyglądzie, nie dało się ukryć, że w rzeczywistości były to osoby z jakichś ekip. Polacy widocznie w ten sposób chcieli uśpić czujność policji, będąc w typowo piknikowych przebraniach. Zaczyna się marsz. Na moście dochodzi do walki tej samej mini ekipy z podbiegającymi z każdej strony grupami Polaków. Tych jest coraz więcej i więcej. Z jednej strony idzie walka, zwykli kibice idą w kordonie. Na ich tyłach grupami po 20-30 osób Polacy atakują policję. Na ulicy jest prawdziwa wojna. Polscy chuligani atakują naszych szalikowców spieszących się na mecz i ganiają się z psami. Z początku chuligani mają starcie z policją starając się dotrzeć do rosyjskich kibiców, rzucają różne przedmioty, po czym policja przegania ich na kilkaset metrów, a potem znów wszystko zaczyna się od nowa. Dostajemy info, że terror względem Rosjan w całej Warszawie trwa i zyskał na sile. Do stolicy Polski zjeżdżało się coraz więcej różnych ekip chuligańskich z różnych miejsc w kraju i każda ekipa chciała się pokazać. Już po marszu, kiedy po moście szli kibice obu reprezentacji, zdarzało się, że walczyły pikniki z obu stron. lm bliżej do meczu przyjeżdżają jeszcze niniejsze grupy naszych hool’s, które porozjeżdżały się po pierwszym meczu w różne miejsca, Praga, Berlin, Wiedeń, Budapeszt Wszystkie te ekipy, wg słów uczestników i naocznych świadków skutecznie odpierały ataki. Grupa z pubu dwie godziny chodziła po moście tam i z powrotem i walczyła z Polakami, broniąc swojej przestrzeni. Tylko przypadkiem nie myślcie, że znów przyjechali Rosjanie i wszystkim spuścili wpierdol. Staram się być obiektywny. W pewnym momencie, nie wiedząc o wszystkich wydarzeniach, wydawało mi się że dzień jest przejebany. Chyba nie ja jeden czułem się przez chwilę „Angolem w Moskwie”, kiedy poluje na Ciebie każdy szanujący się, chuligan, a Ty nie dajesz już rady. Jeszcze raz powtórzę, gdyby udało nam się do, meczu zebrać, choćby w te 60-70 osób, gotowych do walki, sytuacja ułożyłaby się zupełnie inaczej. W rezultacie było wiele mniejszych walk, i z różnym skutkiem. Polacy są naprawdę dobrzy, wyglądali konkretnie, biorąc górę w niektórych sytuacjach, w szczególność nad rosyjskimi piknikami, ale na ile widziałem, słyszałem i rozmawiałem z  ludźmi po meczu, nikogo nie przegoniono i wszystkie nasze mniejsze ekipy dawały stosowny odpór. Polacy wszędzie mieli przewagę liczebną, awanturowali się z policją, zrobili totalną wojnę przy podejściu na stadion ze strony, centrum Warszawy. Klimat dobrze oddają też filmiki z youtuba. Na ogólnym tle wyróżnię ekipę Capitals Dinamo Moskwa. Z rosyjskich topowych ekip, u nich w Warszawie była bardzo dobra banda, w ilości około 15 osób. Wg ich słów chłopaki podjechali pod stadion zaczęli czyścić okolicę.
Podkreślę też postawę policji do czasu meczu, szczególnie na Starym Mieście. W niektórych sytuacjach było im wszystko jedno co się dzieje z rosyjskimi piknikami. Opieszale pojawiali się na miejscu incydentów i nikogo nie ruszali z tych, którzy brali udział w zajściach. Na meczu wizualnie sporo kibiców rosyjskich, tak na górnych jak i na dolnych sektorach, jednakże wszyscy zebrani w pomniejszych grupkach. Pod koniec spotkania, w stronę naszej trybuny podchodzą 3 rzędy psów, za bramkami rozstawiło się 6 strzelców z bronią gładkolufową, najwidoczniej bojąc się przerwania meczu przez rosyjskich kibiców. Pozdrawiamy Michela Platini.
Po ostatnim gwizdku, ze 20 minut trzymano nas na trybunie. Przez ten czas kilkunastu liderom różnych ekip udaje się dogadać aby trzymać się razem. Decydujemy się wyjść i iść w stronę centrum na spotkanie z Polakami. W efekcie ze stadionu wychodzi grupa 300-400 osób, w większości osób kumatych, swoisty miks z różnych klubów i różnych ekip, tak chuligańskich jak i ultras, znaczy się zebrali się wszyscy kumaci kibice z naszej trybuny, choć trzeba powiedzieć, że były ekipy, które nie chciały dołączyć się do tak utworzonej grupy. Dostajemy info, że na moście jest dużo wąsów i ruch został częściowo wstrzymany. Żeby nie zamulać w okolicy i nie tracić potencjału zebranego składu, wybieramy się w obchód stadionu z nadzieją przebicia się na drugą stronę Wisły innym mostem i dalej pójść w stronę centrum Warszawy. W rezultacie, trochę się gubiąc po drodze idziemy w stronę stacji kolejowej.. Fajnie to wyglądało, kiedy na stację weszliśmy w te parę stówek. Dostajemy info, że Polacy ruszyli się z fanzony i Starego Miasta i zbierają ekipę w jakimś miejscu. Decydujemy się pójść w ich kierunku i wyjść im na spotkanie. Wsiadamy do pociągu i przejeżdżamy przez rzekę. Wychodzimy na peron bez żadnych śpiewów i podbijamy do góry do miasta. W tej chwili gubi się część osób, najwidoczniej oczekujących że mogą zostać zawinięci i które nie chciały uczestniczyć w podobnych wydarzeniach. Wychodzimy przed „most śmierci”. Jesteśmy w około 200-250 osób. Dużo policji, ale póki co nic nie robią. Zbieramy się i idziemy z okrzykami na ustach po ulicy. Zaczynają się jakieś ruchy u psów. Widzimy z przodu z prawej strony grupę Polaków, część naszej grupy biegnie w ich stronę i zaczyna się pierwsze starcie. Policja reaguje momentalnie i rozdziela bijących się. W tej chwili, z dwóch stron, kolumną zachodzą nas mundurowi. Podchodzą z tylu i zaczynają zachodzić nam drogę, okrążając i zamykając nas. Za ich plecami widzimy jakąś polską grupę, nie wiemy do końca czy to chuligani czy zwykli ludzie, ale zaczyna się tam wkrótce jazda z policją i uliczna wojna z polewaczką, gazem i wystrzałami z broni gładkolufowej.
Nas trzymają przy ścianie. Części chłopaków udaje się przebić z obstawy, dopóki policja nie zdołała zewrzeć szyków. Kiedy zrozumieliśmy ze jesteśmy okrążeni, decydujemy się nie zaczynać z nimi żadnej jazdy, widzimy że różnica ilościowa jest mocno na naszą niekorzyść. Basta, wieczór się zakończył, a pochód był zdecydowanie klimatyczny, dla takich chwil warto żyć. Dookoła pojawiła się bardzo duża ilość policji. Syreny, migające światła ich samochodów, w dalszej odległości wojna prewencji z Polakami. Jak się potem wyjaśniło, zebrali oni wyjątkowo zajebistą bandę, ok. 400-500 osób, w tym Legia, Lech, Śląsk, Lechia + bardzo wiele mniejszych ekip. Śledzili nas od stadionu i podeszli w okolice mostu, ale okazali się tam być na ok. 40 minut wcześniej od nas i w efekcie wpadli w ręce policji, która próbowała ich okrążyć i zawinąć. W rezultacie większości Polaków udało się przebić, ale ok. 100 jednak zatrzymano. Jeżeli by doszło do konfrontacji, byłby to z pewnością drugi Grunwald i byłoby nam na pewno bardzo trudno! trzymając nas kilkanaście godzin w odosobnieniu, rozganianie w okolicy grupy polskich chuliganów i miłośników awantur, zaczęto nas wypuszczać pojedynczo, filmując twarze, i zbierając dane paszportowe oraz przeszukując. Przypomniały się słowa jednego z lepszych moskiewskich chuliganów: po chuj trenować 365 dni w roku, walczyć po lasach a po tym wszystkim zostawać w domu, jeżeli tu się tyle dzieje i jest możliwość pokazać całemu światu kim są rosyjscy chuligani. Tego dnia w Warszawie, bardzo brakowało lidera czy liderów, którzy byliby władni wszystko zaplanować i zorganizować ludzi. Ponadto. mam pewność że gdyby do Polski pojechał rosyjski top, można byłoby się obejść i bez ogólnonarodowej zbieraniny i można by samodzielnie o wszystkim decydować. Wiem, że czytają mnie teraz Polacy. Mam nadzieję, że właściwie i bez przekręcania przetłumaczycie moją relację. Mam dla Was taki przekaz: jak to jest, że na przestrzeni ostatnich 5 czy nawet więcej lat pukają do Waszych drzwi rosyjscy chuligani, a Wy oprócz spotkania Śląska z Yaroslavką ignorujecie praktycznie wszystkie propozycje i tematu nie poruszacie? Za to na Polska-Rosja każda ekipa starała się pokazać z jak najlepszej strony. Nie zrozumiem kolejnej odmowy z Waszej strony na propozycje spotkania się z topowymi rosyjskimi ekipami, a te propozycje były i na długo przed Euro, są i dalej będą. I niech Wam Bóg da puchary europejskie z klubami rosyjskimi i awans reprezentacji na MŚ w 2018 r. Wtedy zobaczymy, ilu nienawidzących „sierp i młot” przyjedzie do Rosji, aby stanąć za cześć swojego kraju i całego polskiego ruchu hool’s, tak jak to uczyniły rosyjskie ekipy na ulicach Warszawy.

Lads from Riga, tłumaczył Krzysztof

Źródło: To My Kibice nr 130 lipiec 2012

Relacja Legionisty

Z mieszanymi uczuciami udawałem się na wczorajszy mecz z Rosją. Od razu wiedziałem co mnie czeka i że to strata czasu, ale jednak – choć „piłkoszał” nie ogarnął mnie – poszedłem. Na ziemię zostałem sprowadzony już kilkanaście minut po wyjściu z domu. Gdy do autobusu wsiadła grupka przebierańców, a jeden z nich, ubrany w jakieś pompono-pióropusze, reagując na cichą odpowiedź na okrzyk „Kto wygra mecz”, zapytał retorycznie „To ma być mecz, czy piknik?”.

Odpowiedź prawdziwym kibolom znana była długo przed meczem. Piknik pełną gębą, podobnie zresztą jak gość zadający to pytanie. „’Mecze’ reprezentacji to były w latach 90-tych” – pomyślałem. Gdyby do tego autobusu (dedykowanego tylko kibicom dojeżdżającym z P+R na stadion) wpadła grupa 15 bojowo nastawionych Rosjan, przebiegliby się po naszych wymalowanych od stóp do głów biało-czerwonych przebierańcach z perukami czy pazio-czapkami. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia. Mecze Polaków z Bułgarią, Luksemburgiem, czy Anglią (za Wójcika) do dziś wspominam z rozrzewnieniem i wątpię żeby na kadrze taka atmosfera jeszcze powróciła. Na tym pierwszym – lało tak, że miało się mokre wszystko! Nie koszulkę, czy spodnie, ale wszystko, włącznie z dowodem osobistym, pieniędzmi i całą zawartością portfela. Ewentualnie telefonem, bo posiadanie wtedy komórki nie było jeszcze takie powszechne jak dziś. Ci z Narodowego po takiej nawałnicy tratowaliby się wzajemnie w drodze do wyjść… Wtedy kilkanaście tysięcy osób zdzierało gardła, a dopingiem kierował legijny gniazdowy.

Zacznijmy od początku. Poruszanie się po Warszawie parę godzin przed meczem z Rosją nie należało do rzeczy najprzyjemniejszych. Zamknięto dwa mosty i wiele ulic. Kibiców dowozić miały specjalne autobusy, kursujące z różnych parkingów pod sam stadion. Co istotne, przejazd wszystkimi środkami transportu miejskiego, z biletem na mecz był bezpłatny. Kiedy w ten sam sposób honorowany będzie bilet na mecz Legii?

Wokół stadionu nie można się było swobodnie poruszać. Całe Wybrzeże Szczecińskie od mostu Poniatowskiego do kolejowego było zamknięte nawet dla pieszych (nie licząc VIP-ów, dziennikarzy itp.). Przed bramami można było sobie pomalować twarz w „promocyjnej” cenie 5 zł – zarówno w barwy biało-czerwone, jak i biało-niebiesko-czerwone. Co prawda w drodze na mecz słyszało się już o awanturach pomiędzy Polakami i Rosjanami podczas przemarszu tych drugich mostem Poniatowskiego, ale pod stadionem było spokojnie do przesady. Flagi biało-czerwone powiewały obok rosyjskich, kibice mieszali się i nie widać było żadnych, no prawie żadnych, przejawów agresji. A wszystko to pod wejściem na sektory przeznaczone dla Polaków, nie przyjezdnych. Policji w sumie było sporo, ale raczej z dala od bramek wejściowych. Obserwując przez kilkanaście minut twarze wystrojonych „pikoli”, śmierdzących i często po dobrych kilku browarach, odechciewało się uczestnictwa w tym „spektaklu”.

Przy wejściu kontrola oryginalności biletu przy pomocy specjalnego flamastra, następnie przeszukanie – na tyle pobieżne, że gdybym chciał, mógłbym wnieść kilkanaście rac. Na terenie stadionu można było kupić piwo, tyle że bezalkoholowe. Obstawiam, że większość osób nie miała nawet pojęcia lub po paru głębszych nie widziała już napisu „non alcohol”. Będąc właśnie na tym poziomie naszych uszu dochodzi hit wszech czasów, porównywalny co najwyżej do „Pieją kury” Grzegorza z Ciechowa, czyli „Koko koko Euro spoko” w wykonaniu kółka gospodyń z okolic Tarnobrzegu. Puszczony z głośników, bo „kokoszki” nie zostały zaproszone do występu na żywo. Czy były jakieś inne atrakcje przed meczem, nie mam pojęcia.

Tak jak na meczu z Sewillą,wejście z zewnętrznej promenady na stadion odbywa się przez bramofurty z czytnikami kodów kreskowych. Zajmujemy swoje miejsca w narożniku trybuny za bramką (inne miejsca w ogóle mnie nie interesowały). Podczas hymnu Rosjan bardzo dużo oklasków, przeplatanych gwizdami. Widać podziały, ale chyba jednak więcej osób klaskało. W tym czasie przyjezdni, którzy przed meczem w drodze na stadion zaliczyli starcie z grupą kibiców nieobecnych na stadionie, zaprezentowali malowaną sektorówkę „This is Russia”. Wykonanie całkiem spoko, hymn odśpiewany przyzwoicie. „Mazurek Dąbrowskiego” to jedyny moment, kiedy cały stadion dopingował równo. Zresztą mówiłem to wszem i wobec już długo przed meczem. Bez kiboli na trybunach inaczej być nie może.

Po hymnie kibice na całym stadionie wygodnie rozsiedli się na krzesełkach, raz na jakiś czas dając się ponieść. Przy kolejnych ofensywnych akcjach Polaków słychać stukot krzesełek – to wielcy fanatycy rozentuzjazmowani szykują się do skoku z radości. Ale jeszcze nie teraz, więc siadamy. Ale, ale – nasi znowu na połowie Ruskich, więc krzesełka stukocą, tłum faluje. Najpierw wstają ci z dołu, następnie – odruchowo – ci wyżej. Wszak siedząc nic by nie widzieli. I tak w koło Macieju.

Jedna strona śpiewa „Polska-biało czerwoni”, inni „Hej Polska gol”, jeszcze inni wyklaskują „Polska, Polska”, a już totalni ignoranci kibolskiego rzemiosła „Polacy gramy u siebie” (sic!). Za mną pisk jakiejś kobiety. W tym samym rzędzie dostrzegam jelenia dmuchającego w trąbkę. Każdy jedzie swoje, przez co jest tumult, potęgowany przez te krzesełka i jęki zawodu po niecelnych strzałach, czy „No, no, no, no strzelaj!”. Ale, co słusznie zauważyła moja żona – wcale „niezarywająca życia na stadionach” – dopingu zorganizowanego brak. No, nie licząc Rosjan. Ci szczególnie po przerwie ożywili się i równo i głośno, jak na swoją liczbę dopingowali swój zespół.

Polacy przegrywali już z Rosją, czasu było coraz mniej, aż tu nagle jakaś grupka z jednej strony stadionu zebrała się i zaczęła skandować „Gdzie są zmiany?”, co o dziwo podchwyciło więcej osób. W końcu radość po bramce Błaszczykowskiego i wyczekiwanie końcowego gwizdka sędziego. Pod koniec spotkania jednym z tuneli wchodzi parę setek mundurowych i ustawia się wzdłuż boiska, tam gdzie siedzą Rosjanie. Tak jakby miało się cokolwiek wydarzyć. Ale ponoć tak chciała UEFA. No skoro tak, to oczywiście – szef wszystkich szefów w końcu zawsze ma rację. Spiker informuje tymczasem tonem takim, jakby zaraz trzeba było wszystkich ewakuować, że Rosjanie muszą zostać na swoich miejscach 20 minut po zakończeniu meczu.

No dobra, akcja „Co ja robię tu?” dobiega końca. Opuszczamy stadion. Mijamy robiących sobie słitaśne focie na fejsa pacjentów w czapkach z rogami oraz Prokopów i innych celebrytów, którzy miejsca na mecz zapewne wylosowali w normalnym trybie… i z buta do autobusu, który tym razem parkuje dobrych 900 metrów od Ronda Waszyngtona. 56-tysięczny tłum rozchodzi się w swoje strony w mgnieniu oka. Mając dobrze w pamięci jak wyglądają autobusy bezpośrednio po meczu Legii, miałem obawy, czy jest sens pchać się do nich… Tymczasem w środku pustki, tak że bez problemu zajmujemy miejsca siedzące. Wkoło analiza, kto co zawalił, jakich zmian Smuda dokonał prawidłowo. O tym, że na trybunach było żenująco, ani słowa.

„Chyba spokojnie było na trybunach? W telewizji pokazywali nawet w sektorze Rosjan rodziny z małymi dziećmi” – zapytał mnie teść, po tym jak wróciłem z meczu Polska – Rosja. „Tak, spokojnie. Do przesady” – odpowiedziałem. „To dobrze, że już nie ma tych chuliganów na trybunach” – słyszę odpowiedź i powstrzymuję się od komentarza. Tym bardziej, że już wysiadają, a w ja przecież chcę się położyć spać bez podwyższonego ciśnienia. Przed zamknięciem oczu tylko jedna nachodzi mnie myśl – skoro jest tak pięknie, to czemu to wszystko takie smutne? A może to tylko ja widzę, to czego widzieć nie powinienem? Jednego jestem pewien – wizyta na tym meczu nauczyła mnie jednego – nigdy więcej meczu reprezentacji na żywo. Chyba, że na trybuny wrócą kibole.

Źródło: legionisci.com

FOTOGALERIA: legionisci.com

Relacja sportowa

Polska: Przemysław Tytoń – Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski, Damien Perquis, Sebastian Boenisch – Jakub Błaszczykowski, Eugen Polanski (84. Adam Matuszczyk), Rafał Murawski, Dariusz Dudka (73. Adrian Mierzejewski), Ludovic Obraniak (93. Paweł Brożek) – Robert Lewandowski.
Trener:

Rosja: Wiaczesław Małafiejew – Aleksandr Aniukow, Aleksiej Bierezucki, Siergiej Ignaszewicz, Jurij Żyrkow – Roman Szyrokow, Igor Denisow, Konstantin Zyrianow – Alan Dzagojew (79. Marat Izmaiłow), Aleksandr Kierżakow (70. Roman Pawluczenko), Andriej Arszawin.
Trener:
Bramki: Alan Dzagojew (37) -Jakub Błaszczykowski (57)
Sędzia: Wolfgang Stark (Niemcy)
Ż. kartki: