HOKEJ: Puchar Kontynentalny 2024 – Aalborg

15.11.2024, piątek 15:00, GKS KATOWICE 9-2 CSM CORONA BRASOV (2:1, 3:1, 4:0)

Widzów: 475

Relacja GieKSiarza (Giszowiec)

GieKSa jako wicemistrz Polski zakwalifikowała się ponownie do Pucharu Kontynentalnego, dzięki czemu znowu mogliśmy ruszyć na zagraniczne wojaże. Tym razem czekała nas podroż do Królestwa Danii, którego niegdyś najsłynniejszy wiking, Kanut Wielki był wnukiem Mieszka I. Rozgrywki toczyły się na półwyspie Jutlandzkim w miejscowości Aalborg, do której każdy docierał na własną rękę, głównie samolotem lub własnymi czterema kółkami. My dotarliśmy na miejsce w czwartek, zwiedzając jeszcze wieczorną porą centrum miasta, które położone jest w najwęższym punkcie fiordu Limfjorden, łączącego Morze Północne z cieśniną Kattegat.
Kolejnego dnia, z samego rana ruszyliśmy na zwiedzanie, a w wielu zakątkach spotkać można było GieKSiarzy, którzy wykorzystywali czas do meczu turystycznie. Nam udało się zwiedzić Muzeum Marynistyczne z okrętem podwodnym na czele, ale byli też tacy co pojechali dalej na północ, na przylądek Skagen, gdzie spotyka się morze Północne i Bałtyckie. Zjawisko te robi mega wrażenie, gdyż wody tych mórz się ze sobą nie mieszają!
Popołudniu jednak wszyscy zameldowali się w hali Gigantium, która była głównym celem naszej podróży. Spotkaniem otwierającym półfinałowy turniej Pucharu Kontynentalnego w Danii był mecz GieKSy z rumuńską drużyną z miejscowości Braszów. Na początku wieszamy narodową chorągiew z herbem Polski, by jeszcze raz uczcić Święto Niepodległości, które minęło kilka dni wcześniej oraz transparent „GKS KATOWICE”, który po pierwszej tercji został przeniesiony na górny sektor. Wisi także mała flaga Górnego Śląska. Cały czas lecimy z dobrym dopingiem, a to jak rozstrzelali się nasi hokeiści, podniosło tylko temperaturę w naszych sektorach, bo większość w III tercji śpiewała już bez koszulek.
Po przeciwnej stronie naszych rywali dopingowało 18 kibiców, którzy mimo małej liczby nie dawali za wygraną i cały czas próbowali swoich sił.
Po meczu ważny moment dla nas, czyli odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego, którego udało się nam na przekór organizatorom odśpiewać dwie zwrotki (szkoda, że nie cztery).
Po meczu łapiemy się swoim składem i spotykamy się w miejscowym parku graffiti, gdzie zostawiamy kilka pamiątek po sobie oraz malujemy płótno na kolejny mecz.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl

FOTOGALERIA: gkskatowice.eu

16.11.2024, sobota 14:00, GKS KATOWICE 2-4 BRÛLEURS DE LOUPS GRENOBLE (2:1, 0:1, 0:2)

Widzów: 560

Relacja GieKSiarza

Drugiego dnia naszym rywalem była francuska drużyna z Grenoble, lecz zanim udaliśmy się na lodowisko, postanowiliśmy zwiedzić Vestre Fjordpark oraz piłkarski stadion, który był zamknięty, chodź nie cały… Gdy obchodziliśmy Portland Park, widać było że nasi zostawili tam już wiele śladów po sobie w postaci vlep. Jeden z nas odlał się przy samym młynie na graffiti miejscowych fanatyków, na co drugi zażartował, że teraz nas za to zajebią, bo Duńczycy są za winklem. Chwilę później okazało się jak był blisko prawdy, bo akurat za zakrętem zbiórkę mieli ultrasi Aalbork BK, przy otwartym magazynie wypchanym barwami po sam sufit… zapanowała konsternacja w obu grupach, bo my również mieliśmy na sobie barwy. Nas 4, a ich przynajmniej 5 razy tyle, więc skończyło się na kilku spojrzeniach i na odchodne zrobiliśmy sobie jeszcze kilka zdjęć z ich stadionem, lecz beż żadnej reakcji. Nam pozostało jedynie gdybanie i plucie sobie w brodę, bo nie mieliśmy szans niczego ugrać w tych proporcjach.
Potem udaliśmy się na nasz mecz, przed którym miała być zbiórka, która ostatecznie została przeniesiona na następny dzień. Na rozpoczęcie spotkania, do odśpiewania hymnu GieKSiarzy, prezentujemy transparent „GIEKSA” z trupią czaszką po środku i skrzyżowanymi piszczelami, który powstał ubiegłego wieczoru. Następnie ponowienie wszystkie flagi wieszamy na balkonie i głośno wspieramy GKS.
Francuzi przyjechali w ok. 40 głów bez flag, rzadko dopingując swój zespół. Zebrali się nad boksem swojej drużyny, lecz nie wystali tam całego meczu. W drugiej tercji Francuzom udaje się wyrównać i emocje biorą górę. Tym bardzie,j że zawodnicy z Grenoble podjechali pod nasz sektor i uderzali w plekse kijami, co każdy z nas odebrał prowokacyjnie (w rzeczywistości oni w ten sposób dziękują publiczności co wyjaśnił nam potem ich bramkarz z polskimi korzeniami). Kibice z Grenoble w tym czasie wykrzykują coś do naszych zawodników, co nie spodobało się w naszych sektorach. Początkowo karną eskapadę powstrzymuje ochrona lecz później i tak udało się kilku od nas wpaść do francuskiego młyna by wyjaśnić napinatorów. Efektem tego było to, że żabojady zostali usunięci ze swojego miejsca, a ci co zostali, w III tercji zasiedli już w innym sektorze, nie próbując już nawet zebrać się by wokalnie wspierać swoją drużynę. My pod koniec śpiewamy jeszcze prowokacyjnie „Do Boju GKS…”, gdyż ta przyśpiewka jest w rytm Marsylianki. Najgorzej jednak było gdy trzeba było na koniec jej wysłuchać, gdyż na tafli to Francuzi wygrali i to oni mogli cieszyć się ze swojego hymnu narodowego. Wiele osób od nas po wcześniejszych wydarzeniach nie uszanowało tego i poleciały gwizdy, które młynowy i kilku innych próbowali gasić w zarodku. Panowie, co by nie było tak nie wypada – wstyd! Ogólnie wszystkich poniosły emocje jak to w sporcie bywa. Dla obu drużyn z punktu bukmacherskiego był to mecz o wszystko. Na lodowisku pojawiła się tez policja w liczbie kilku sztuk, lecz to chyba tylko na pokaz bo zdziałać to nic nie mogliby.
Potem wiadomo sobota, wiec wszyscy ruszyli na miasto, gdzie najbardziej oblegana przez nas była ulica Jomfru Ane Gade (klubowo-barowa). Wszyscy się bawili i nie było żadnej spiny, aż do 22:00 kiedy oznajmiono nam, że psiarnia zabroniła we wszystkich knajpach obsługiwać Polaków i wszystkich wypraszano na zewnątrz! Skandal i niedowierzanie, lecz w końcu na co dzień Unia Europejska udowadnia nam, że na Zachodzie nasz kraj jest traktowany w gorszej kategorii. Wyobraźcie sobie to w drugą stronę… w Katowicach wyrzucono Duńczyków z knajp na bruk… pismaki grzały by temat do tego stopnia, że głowa państwa musiałaby wygłosić jakieś orędzie z przeprosinami… ale to już wina „naszych” polityków, że na to pozwolili i pozwalają.
Cały ten cyrk miał na celu zawinięcie jednej osoby od nas, która i tak niedługo potem została wypuszczona. Cała reszta szukała innych lokali by mimo wszystko nie psuć sobie wieczora i bawić się dalej. Niestety nie było to proste lecz części się to udało. Zabawa w jednym klubie zakończyła się wiją, gdyż kilku miejscowych pałało zazdrością gdy Dunki cieszyły się naszym towarzystwem. Skończyło się to dla nich źle i dla każdego kto stanął nam na drodze. Zjechała się psiarnia, bo ktoś się z nich poskarżył lecz my akurat wychodziliśmy, wiec ci jechali za nami aż nie uzbierało się ich 8 radiowozów! Dopiero wtedy zdecydowali się przystąpić do działania, wobec 4 osób! Żenada, którą znamy z filmików YT, gdzie kilku policjantów nie radzi sobie z jednym najebanym gościem. Ostatecznie zawinięto jednego z nas, choć zgłaszali się kolejni by ten nie był sam :).
Dzwoniliśmy do ambasady by się czegoś dowiedzieć, lecz tam jak już udało się nam dodzwonić to powiedzieli, że Duńczycy ich nie informują gdy zatrzymają obywatela RP i jedyne co możemy zrobić to czekać do poniedziałku i napisać jakiś e-mail, którego i tak nikt nie czyta… bo kto się będzie Polakom na Zachodzie tłumaczył…

FOTOGALERIA: GieKSa.pl

FOTOGALERIA: gkskatowice.eu

17.11.2024, niedziela 18:00, AALBORG PIRATES 1-4 GKS KATOWICE (1:2, 0:0, 0:2)

Widzów: 2365

Relacja GieKSiarza

Kolejnego dnia już wszystkie artykuły w miejscowych gazetach pisały o zatrzymaniu niebezpiecznego polskiego chuligana i treści opisujące nie wiadomo jakie burdy. My jednak musieliśmy dowiedzieć się co z naszym kolegą i za co go zawinęli. Wysuwaliśmy wnioski, że to za jednego z funkcjonariuszy, który został sprowadzony na ziemie we wczorajszym zamieszaniu. Zastanawialiśmy się ile za to może grozić, lecz jak przeczytaliśmy w Internecie że nasz rodak niedawno zaatakował Premier Danii i dostał 4 miesiące, to tragedii nie ma, lecz to zawsze nic fajnego.
Z samego rana udaliśmy się na komisariat, który był nieczynny i na domofonie był tylko dyżurny nie znający zbytnio angielskiego. Udało się nam jednak dowiedzieć, że nasz kolega tu był a teraz go nie ma bo jest w sądzie. Wyszukiwarka pokazała nam 4 takie lokalizacje, więc pojechaliśmy do pierwszej z nich. Tak po pewnych poszukiwaniach, znaleźliśmy w końcu wejście…. służbowe :), gdzie zdziwiona naszą obecnością babeczka oznajmiła nam, że kolega będzie wolny ale żeby już na miasto nie wychodził :). Chwilę później dwóch psiarzy wyprowadziło naszego kolegę, który był niewinny i chyba jedynym powodem jego zatrzymania był napis „Hooligans” na koszulce. Zdenerwowanie zaskoczonej policjantki na nasz widok, skutkowało złapaniem za kaburę, lecz po chwili atmosfera się rozluźniła, bo byliśmy w komplecie na wolności! Okazało się, że nasz kolega na dołku nie mógł skorzystać nawet z wc itd bo przecież była niedziela, i samotnego dyżurnego policjanta Polak to na pewno by obezwładnił jedną ręką, tym bardziej ze Śląska.
Mieliśmy sporo wolnego czasu, gdyż ostatni mecz z gospodarzami był wieczorem. Pojechaliśmy więc zwiedzać dalej. Jedni z nas pojechali do oceanarium w Hirtshals, a my udaliśmy się na plaże morza Północnego w tej samej miejscowości. W planach było morsowanie, lecz skończyło się na zamoczeniu stóp. Ubijające piane fale nie sprawiały bezpiecznego wrażenia. Zwiedziliśmy także tamtejszą latarnię morską i sieć bunkrów przy niej, po czym trzeba było wracać do Aalborg na mecz z miejscowymi Piratami.
Na przedmeczowej zbiórce w asyście transparentów i narodowej chorągwi, odpalamy nieco piro i razem wchodzimy na halę. Organizatorzy ogłosili nawet, że nie potrzebujemy biletów i nie będą ich nam sprawdzać :). Pokierowano za to nas na drugą stronę hali. Podczas dwóch wcześniejszych meczów zajmowaliśmy miejsce gdzie zasiada młyn Piratów. Tym razem, choć nieudolnie, to próbowano nas odgrodzić od miejscowych kibiców lecz jak ktoś naprawdę chciał to chodził sobie gdzie chce. Na hali byli zarówno umundurowani jak i tajniacy, którzy próbowali przykleić się do naszej grupki lecz po zdemaskowaniu dali sobie spokój.
Hala tym razem dość się wypełniła, prawie 2,5 tysiąca osób (przy poprzednich meczach naszych było po ok. 500 osób). Miejscowi kibice na start rozciągają drukowaną sektorówkę, która po kilku sekundach zwijają. Powtarzają to samo jeszcze w przerwie między tercjami. Kto wie czy to taki zwyczaj czy tak panicznie się bali, że zmieni właściciela? My od początku jedziemy z konkretnym dopingiem, a nasza drużyna otwiera wynik już w pierwszej minucie. W kolejnej odpowiadają Duńczycy i nikt nie spodziewał się takiego meczu jaki miał miejsce. nawet gdy w 5 minucie ponownie wyszliśmy na prowadzenie. Do awansu potrzebowaliśmy zwycięstwa różnicą 3 bramek. Obie drużyny walczyły, lecz skutecznie wychodziło to jedynie Ślązakom. W ostatniej tercji dzieje się to w co przed meczem nikt nie wierzył i GKS zwycięża 4:1 z faworyzowaną drużyną z Danii! Szał radości i jeden z najlepszych meczów w historii hokejowej GieKSy!
Po wszystkim dziękujemy drużynie, a oni nam i robimy sobie tradycyjne po turniejowe zdjęcie, które uatrakcyjniły transparenty wykonane przez GzG. Ponownie płonie pirotechnika przed halą, a każdy z nas przy okazji powrotów do domu, planuje wyjazd na finał Pucharu Kontynentalnego. W Danii byliśmy obecni w ok. 300 głów, a razem z nami 2 osoby z KSG – dzięki!

FOTOGALERIA: gkskatowice.eu

FILM: 17.11.2024, Aalborg Pirates – GKS Katowice AWANS DO FINAŁU

FILM: 17.11.2024, Aalborg Pirates – GKS Katowice DOPING

FILM: 15-17.11.2024, HOKEJ: Puchar Kontynentalny Aalborg – GKS Katowice KULISY

Giszowiec obecny w Aalborg w 17 głów.