Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
23.11.2024, sobota 17:30 – widzów 28 254
Relacja GieKSiarza
Lech to kolejna ekipa, z którą nie graliśmy od rozstania się z ekstraklasą. Nic więc dziwnego, że wyjazd na Bułgarską cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Naszym celem był kolejny komplet i przy okazji wyjazdowy rekord, gdyż poznański sektor gości może pomieścić ponad 2 tysiące osób. Nasza liczba z każdym dniem rosła, lecz tym razem nie sięgnęliśmy poprzeczki, którą sobie zawiesiliśmy. Ponownie udało się nam zorganizować dwa pociągi specjalne, lecz PKP do umowy dorzuciło nową klauzurę do używania pirotechniki w przestrzeni kolejowej i w pociągu, co ma związek z płonącymi wagonami sprzed dwóch tygodni, na poznańskim dworcu (10 tys. kary za odpalenie czegokolwiek). To jednak nie koniec cyrków z PKP.
W dniu wyjazdu wszyscy zbierali się zgodnie z planem, lecz okazało się, że oba nasze pociągi przyjadą z ponad godzinnym opóźnieniem, przez co grupy podzielone na dwa pociągi, spotkały się razem na katowickim Załężu. Czas ten wykorzystujemy na zimowe psoty, gdzie królowała wojna na śnieżki. Z niewyjaśnionych przyczyn wiele śnieżek było przyciągane niczym magnesem do radiowozów, które koniec końców przeparkowano poza zasięg ich lotu. Ostatecznie drugi pociąg wyruszył z Katowic o 12:00, a razem z nami włóczęga z gitarą napotkany na dworcu, który przygrywał nam melodie „WTSK”, nawet gdy ostały się mu już tylko dwie struny.
Wysiadkę mamy o 16:00 w poznańskiej wsi Palędzie, dzięki czemu oba nasze pociągi zaparkowano na miejscowym peronie, gdzie mogły przeczekać cały nasz pobyt w stolicy Wielkopolski. Stamtąd przegubami udaliśmy się na Bułgarską, co zajęło nam kolejne 40 minut i mniej więcej tyle samo zostało nam do pierwszego gwizdka. Na szczęście wejście bez żadnych problemów i każdy zdążył. Jest nas dokładnie 1705 osób, w tym 114 Górnik, 1 Banik oraz 45 JKS – wielkie dzięki. Miało nas być znacznie więcej, ale aż 130 osób zajebało. Widocznie wszyscy gasili pożar w kopalni Staszic… Mniejsza z tym, nieobecni mają czego żałować, bo było zacnie.
Na wyposażeniu mamy 15 flag i poza zgodami, wszyscy jesteśmy ubrani na żółto. Na wstępie Lech nawiązał do kolejowych tradycji i z uwagi na zbliżający dzień kolejarza, zawodników wyprowadzili trampkarze w tematycznym nakryciu głowy. Lechici wypełnili dwie kondygnacje Kotła, a wśród swoich flag naszą uwagę zwróciła nowa wersja płótna „POZNAŃ FANATICS”. Pierwotnie flaga wykonana była czcionką kojarzoną z ekipą śmieRdzieli, co naprawiono, prezentując ją w nowej odsłonie.
Kolejorz z konkretnym dopingiem, lecz każdy z nas wiedział, po co przyjechał do Poznania i nie daliśmy się zagłuszyć, mimo iż już od 3. minuty graliśmy ze stratą bramki. Mało tego, kolejny raz ekipa gospodarzy stwierdziła, że zaprezentowaliśmy się najlepiej ze wszystkich przyjezdnych w tym sezonie na ich stadionie… Fajnie, ale każdy z obecnych wie, że stać nas na więcej!
Pod koniec pierwszej połowy w Kotle zapłonął jeden płomyczek. Najwyraźniej jakiś niecierpliwy Pyrus, bo wraz z rozpoczęciem II części naszym oczom ukazała się klasyczna sektorówka „KOLEJORZ”, która poprzedziła konkretny piro show w dwóch etapach. Najpierw Pyry odpalili m.in. rzymskie i wrocławskie ognie, co zadymiło pole gry, którą arbiter przerwał i gdy już zaczynało się robić przejrzysto, dorzucili do kotła jeszcze racowisko.
Ostatecznie, by sędzia nie musiał ponownie gwizdać i w naszym sektorze zapłonęły czerwone race w ilości 100 sztuk. Atmosfera zrobiła się na tyle gorąca, że z inicjatywy Zabrzan, rozpoczęliśmy sezon morsowania, dopingując na gołe klaty, mimo zimowej aury. Śpiewamy przy tym głośno „GieKSa Górnik ole!”, a poziom decybeli wzrósł o kilka oczek wyżej.
Niestety naszej drużynie nie udało się urwać punktów liderowi i przegrywamy 0:2. Po meczu drużyna dziękuje nam za wsparcie, a my jeszcze przez godzinę jesteśmy goszczeni na stadionie, po czym mogliśmy udać się w drogę powrotną. Tutaj PKP zadbało, byśmy nie mieli za dobrych humorów i w obu cugach nie było ani ogrzewania, ani oświetlenia. W Katowicach byliśmy o 3:20 w nocy, do następnego!
Oflagowanie: VIP, SZALEŃCY Z BUKOWEJ, ANTY KOMUNA – GKS KATOWICE, DUMA ŚLĄSKA, LIGOTA, GzG’05, WITOSA, PIOTROWICE, PERSONA NON GRATA (mała), BBG-BOGUCICE, BBZ-ZAWODZIE, MIASTO WARIATÓW (JKS), KSGKS, TAUZEN, GKS KATOWICE.
Giszowiec obecny w Poznaniu w 108 głów. Koszt wyjazdu 200 zł.
FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net
FILM: 23.11.2024 Lech Poznań – GKS Katowice KONFERENCJA
FILM: 23.11.2024 Lech Poznań – GKS Katowice SKRÓT
FILM: 23.11.2024 Lech Poznań – GKS Katowice KULISY
FILM: 23.11.2024 Lech Poznań – GKS Katowice DOPING
Relacja sportowa
Lech Poznań: Bartosz Mrozek – Joel Pereira (90, Ian Hoffmann), Bartosz Salamon, Antonio Milić, Michał Gurgul – Ali Gholizadeh (60, Bryan Fiabema), Radosław Murawski, Antoni Kozubal, Afonso Sousa (60, Filip Jagiełło), Patrik Wålemark (80, Dino Hotić) – Mikael Ishak (80, Filip Szymczak).
Trener: Niels Frederiksen (Dania)
GKS Katowice: Dawid Kudła – Marcin Wasielewski, Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz, Borja Galán (89, Märten Kuusk) – Adrian Błąd (88, Mateusz Marzec), Mateusz Kowalczyk (46, Sebastian Milewski), Oskar Repka, Mateusz Mak (65, Alan Bród) – Sebastian Bergier (89, 18. Jakub Arak).
Trener: Rafał Górak
Bramki: Mikael Ishak (3), Ali Gholizadeh (57) –
Mikael Ishak (51) niewykorzystany karny –
Sędzia: Łukasz Kuźma (Białystok).
Ż. kartki: – Borja Galán (22), Marcin Wasilewski (41)
Po 19 latach GieKSa wróciła na Bułgarską. W meczu 16. kolejki PKO BP Ekstraklasy zmierzyliśmy się z Lechem Poznań. W składzie GKS-u Katowice nastąpiła jedna zmiana względem poprzedniego spotkania. Za kontuzjowanego Adama Zrel’áka w wyjściowej jedenastce pojawił się Sebastian Bergier. Ponadto na ławce obecni Aleksander Komor oraz Jakub Arak, którzy w ostatnich tygodniach wracali do pełni sił po urazach. Spotkanie nie zaczęło się dla GKS-u najlepiej. Już w 3. minucie pozostawiony bez obrońcy Mikael Ishak z łatwością skierował piłkę do bramki otwierając wynik meczu. Chwilę później na 20 metrze faulowany był Mateusz Mak, lecz jego uderzenie zatrzymało się na murze.
W 18. minucie piłka ponownie znalazła się w bramce GieKSy, ale na nasze szczęście Ali Golizadeh był na spalonym, gdy uderzał głową. Katowiczanie swoją najlepszą okazję mieli w 29. minucie. Oskar Repka odegrał przed polem karnym piłkę do Adriana Błąda. Temu udało się oddać strzał, lecz fantastyczna interwencja obrońcy uchroniła Bartosza Mrozka przed poważnymi problemami. W 38. minucie gospodarze ruszyli z szybkim atakiem, który zakończył się strzałem Patrika Wålemarka w słupek z ostrego kąta. Jeszcze przed przerwą dwie szanse miał Mateusz Kowalczyk. Jego pierwszy strzał został zablokowany i dał GieKSie rzut rożny. Po wrzutce ze stałego fragmentu Alana Czerwińskiego piłka znów spadła pod nogi Kowalczyka, ale ten uderzył nad poprzeczką.
Na drugą połowę GKS Katowice wracał więc z wynikiem 0:1 i jedną zmianą. Sebastian Milewski pojawił się na boisku w miejsce Mateusza Kowalczyka. W jednej z pierwszych akcji Galán dogrywał na głowę Bergiera, lecz ten nie był w stanie skierować jej do bramki. W 50. minucie Ishak mógł podwyższyć wynik, ale z rzutu karnego trafił w słupek. Chwilę później uderzał głową, ale świetnie zachował się Kudła, któremu udało się wybić piłkę z linii bramkowej. W 57. minucie “Kolejorz’ ruszył z kontrą, którą na gola zamienił Ali Golizadeh. Z kolei w 70. minucie bliski trafienia był Sebastian Milewski, ale zmierzająca do niego piłka w polu karnym została w ostatnim momencie przerwana przez obrońcę. W 87. minucie Kudła świetną interwencją zatrzymał strzał Hoticia, który zmierzał do bramki tuż obok słupka. W kolejnej akcji odbił dobitkę Kozubala. Nasz bramkarz miał w ostatnich minutach naprawdę sporo pracy i dzięki niemu wynik już nie uległ zmianie.
Źródło: gkskatowice.eu
Relacja sportowa
Po dwóch tygodniach przerwy reprezentacyjnej GieKSa wróciła na ligowe boiska. Wyzwanie przed piłkarzami Rafała Góraka było nie byle jakie. Przy Bułgarskiej mieliśmy bowiem mierzyć się z liderem ekstraklasy i głównym kandydatem do zdobycia Mistrzostwa Polski – Lechem Poznań. Gospodarze co prawda dwie kolejki temu zaskakująco przegrali w Krakowie z Puszczą Niepołomice, ale w ostatniej serii gier rozbili Legię Warszawa aż 5:2. Piłkarze Nilsa Frederiksena dali pokaz siły i udowodnili, że o tytule myślą bardzo poważnie. A polot, z jakim przeprowadzali akcje bramkowe, był rzeczywiście godny lidera ekstraklasy. Katowiczanie w ostatniej kolejce przełamali złą passę i po dramatycznej końcówce wygrali na wyjeździe z Cracovią 4:3. Zespół pokazał się z bardzo dobrej strony w ofensywie i słabszej, jeśli chodzi o obronę, ale najważniejszy był dorobek punktowy w starciu z rozpędzonym rywalem. W porównaniu z meczem w Krakowie trener Rafał Górak dokonał jednej zmiany. Kontuzjowanego Adama Zrelaka zastąpił w wyjściowej jedenastce Sebastian Bergier. Na ławce natomiast mieliśmy rekonwalescentów – Martena Kuuska, Aleksandra Komora i Jakuba Araka. W Lechu trener Nils Frederiksen również dokonał jednej roszady – Alexa Douglasa zastąpił Bartosz Salamon. Przed meczem nagrodę Piłkarza Miesiąca otrzymał nasz stary znajomi Antoni Kozubal i mogliśmy rozpocząć granie przy Bułgarskiej. Już w 1. minucie indywidualną akcję przeprowadził Adrian Błąd, ale jego strzał zza pola karnego przeleciał daleko obok słupka. W 3. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Walemark wykorzystał zawahanie Marcina Wasielewskiego i dośrodkował w pole karne, a tam kompletnie niepilnowany Mikael Ishak pokonał naszego bramkarza. W 7. minucie gospodarze przeprowadzili szybką kontrę Sousa podał do Pereiry, ten wstrzeliwał mocno w pole karne, ale Kudła wyłapał piłkę. Kilka minut później sędzia nie odgwizdał faulu na Galanie i po akcji Kolejorza Ishak strzelał z 16 metrów – bronił Kudła. Chwilę później GieKSa miała szybką kontrę, jednak po złym rozegraniu Błąda poszłą rekontra i z dystansu uderzał Sousa – znów piąstkował nasz golkiper. GKS nie pozostawał dłużny. W 17. minucie doszło do kuriozalnej sytuacji – po dośrodkowaniu Walemarka głową niemal do pustej bramki uderzał Gholizadeh – kibice wybuchli radością, a ze stadionowych głośników rozległy się fanfary. Problem był w tym, że Irańczyk nie trafił do bramki. Katowiczanie nie odpuszczali kroku i wkrótce osiągnęli przewagę, choć ich strzały z reguły były blokowane – próbowali Repka i Błąd. W 31. minucie kapitalną okazję miał Sousa, ale znów górą był Kudła. W 36. minucie zza pola karnego uderzał Galan, ale trafił w boczną siatkę. Dwie minuty później Sousa znów odpalił turbo i podał do Walemarka, który z ostrego kąta trafił w słupek. W 2. minucie z dystansu nad bramką uderzał Kozubal. W 43. minucie po dośrodkowaniu Wasyla i wypiąstkowaniu Mrozka uderzał Kowalczyk, ale piłka po nodze rywala wyleciała na rzut rożny. Po kornerze do dobrej piłki doszedł ponownie Kowalczyk, ale uderzył nieczysto – ponad bramką. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą połowę – niezłą w wykonaniu katowiczan, choć gdy Lech miał piłkę na naszej połowie – było naprawdę groźnie. W przerwie trener Górak dokonał jednej zmiany – Mateusza Kowalczyka zastąpił Sebastian Milewski. Niedługo po pierwszym gwizdku dośrodkowywał Galan, ale Bergier nieprecyzyjnie strącał piłkę głową. W 50. minucie szybką kontrę wyprowadzili gospodarze, Ishak podał do Sousy, a tego w polu karnym sfaulował Adrian Błąd. Do jedenastki podszedł Ishak i trafił w słupek. Już minutę później zawodnik mógł się zrehabilitować, ale jego strzał głową z bliskiej odległości fenomenalnie wybronił Kudła. W 57. minucie bardzo dobre podanie i odbitą piłkę wykorzystał Gholizadeh, który precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza gości. W 61. minucie technicznym strzałem próbował Kudłę zaskoczyć Walemark, ale uderzył obok słupka. Siedem minut później sam na sam z Kudłą był Ishak, ale z ostrego kąta nie zdołał pokonać naszego bramkarza. 70. minucie po dośrodkowaniu Czerwińskiego i zgraniu Bergiera bardzo blisko strzelenia był Milewski, ale Bartosz Salamon zgarnął mu piłkę sprzed nosa. Po chwili kibice Lecha odpalili fajerwerki i mecz został przerwany na kilka minut. Gdy już się przejaśniło od dymu… odpalili race i jeszcze bardziej zadymili boisko. Po chwili racowisko zrobili katowiczanie, ale już można było grać. Po drugim golu dla Lecha opadł animusz naszemu zespołowi. W 87. minucie kąśliwie udrzał zza pola karnego wprowadzony Dino Hotić, ale czujny Kudła sparował piłkę. W końcówce meczu coraz więcej niedokładności było z naszej strony, co skrzętnie próbował wykorzystać Lech, nasz golkiper jednak bronił nawet podwójnie. Trener GKS dokonał potrójnej zmiany, na boisku pojawili się Mateusz Marzec, Marten Kuusk i Jakub Arak. W końcówce meczu jeszcze miał sytuację Filip Szymczak, ale znów świetnie bronił bramkarz. GKS Katowice dzielnie stawiał czoła Kolejorzowi w pierwszej połowie, nawet mimo szybko straconej bramki. Zawodnicy Rafała Góraka nie pękali, mimo że co jakiś czas gospodarze włączali piąty bieg. Od początku drugiej połowy piłkarze Frederiksena przypuścili szturm, mieli karnego i strzelili bramkę. GKS próbował się jeszcze odgryzać, ale z czasem wychodziło to naszemu zespołowi coraz słabiej, pojawiała się masa niedokładności, a gospodarze raz po raz nękali Kudłę. Wygrała drużyna lepsza, ale GieKSa wstydu nie przyniosła. W końcówce próbował jeszcze uderzać Wasielewski, ale jego strzał został zablokowany.
Źródło: GieKSa.pl