UEFA: FC Baník Ostrava 2-2 Legia Warszawa

24.07.2025, czwartek 19:00 – widzów 15 047

Relacja GieKSiarza

W ramach Ligi Europy do Ostrawy zmierzała warszawska Legia. Wszyscy znali zwyczaj Legionistów, którzy na zagraniczne wojaże docierali przeważnie dzień wcześniej, by głosić światu swą „potęgę” za pomocą internetu. Tym razem jednak było inaczej, gdyż choć Chachary nie zgodziły się na wyselekcjonowane spotkanie, to wyszli ze swoją propozycją banda na bandę, która jak się okazało, została przyjęta tylko w teorii… Warszawscy wojownicy nie pojawili się na umówionym miejscu, gdzie czekało 220 reprezentantów CHzB, a w sieci rozpuszczali wici o rzekomym strachu Banika… Słaba i nie honorowa zagrywka, ale jak widać, Legia żyje w swojej bańce. Co by jednak nie pisali, nie zmieni faktu, że „mocno Legia” do Ostrawy wybrała się dopiero w dniu meczu, a część Wojskowych, która oddzieliła się od kordonu, została wyłapana na trasie przez podróżującą wesprzeć Banik GieKSę. Inna grupa 15 warszawiaków, stołująca się w jednej z ostrawskich restauracji, została namierzona przez Hool’s Banika, którym odmówiono walki i wyjścia z knajpy. Ogólnie przed meczem dochodziło do różnych mniejszych incydentów.
Kibice Legii wypełnili klatkę do ostatniego miejsca, pojawiając się w 811 głów, w tym Zagłębie (125), Olimpia (14) i Radomiak (12). Ubrani byli tradycyjnie na biało, lecz w drugiej połowie śpiewali bez koszulek. I to tyle, co można o nich napisać, bo poza bluzgami nie pokazali już nic innego.
Chachary zaś na otwarcie meczu zaprezentowali ogromna kartoniadę na dwie trybuny, która utworzyła napis „FC BANIK OSTRAVA” na biało-niebieskim tle wraz z sektorówką przedstawiającą herb klubowy w laurze, rozwiniętą w środku prezentacji. Następnie kocioł wraz z resztą trybun wypełnionego stadionu w Vitkowicach skupił się na wokalu, przeplatanym bluzgoteką. Szał radości nastąpił w 13. minucie, kiedy Banik wyszedł na prowadzenie, jednak na przerwę zawodnicy schodzili już z wyrównanym wynikiem.
W drugiej części Ultrasi Banika również nie próżnowali. Choreografia zatytułowana „THE ULTRAS FACE” przedstawiała sektorówke z trzema obliczami: w kominiarce, w masce i okularach oraz wściekłą twarz z krzykiem na ustach. Całość została podświetlona czerwonymi racami w górnym rzędzie. Po opadnięciu sektorówki kocioł mienił się w biało- niebieskich barwach, stworzonych z chorągiewek, co zostało podświetlone ogniami ostrawskimi. Tego dnia Banik wspierali kibice GieKSy (300), ROW-u (45) i Górnika (30).
Niestety, mimo iż śląska jedenastka ponownie wyszła na prowadzenie, warszawiakom udało się ponownie wyrównać w końcówce meczu, przy uciesze sektora gości. Czekał więc nas ekscytujący rewanż w stolicy Polski, lecz jeszcze po meczu w Czechach, chuligani Banika wysypali się na sznur aut przyjezdnych, lecz ponownie nie było chętnych do walki. Legioniści nie zatrzymali się i ratowali się odwrotem, byleby tylko uciec przed blokadą Chacharów.

 

Giszowiec obecny w 14 głów.

Relacja Legionistów

Jak dotąd nie mieliśmy zbyt wielu okazji do tego, aby w ramach europejskich pucharów podróżować za Legią do Czech. Poprzednia i zarazem jedyna taka sytuacja miała miejsce w 2021 roku, gdy w ramach czwartej rundy eliminacyjnej Ligi Europy rywalizowaliśmy ze Slavią Praga. Wówczas na praskim stadionie (w innej, „covidowej” rzeczywistości i po niezłych kombinacjach) zameldowaliśmy się w kilkadziesiąt osób, choć przed samym obiektem było nas znacznie więcej.
Po wyeliminowaniu kazachstańskiego Aktobe w drugiej rundzie eliminacyjnej Ligi Europy los przydzielił nam zespół Baníka Ostrawa – atrakcyjnego rywala zarówno pod kątem kibicowskim (Czesi od prawie 30 lat trzymają sztamę z katowicką GieKSą), jak i organizacyjnym (Ostrawa znajduje się tuż przy granicy z naszym krajem; paradoksalnie bliżej niż rodzimy Lubin czy Szczecin). Nietrudno zatem się dziwić, że chętnych na nieodległy – bądź co bądź zagraniczny – wyjazd nie brakowało. Pula 811 wejściówek rozeszła się w okamgnieniu i niestety nie wystarczyła, aby sprostać zapotrzebowaniom naszej legijnej braci, w wyniku czego wielu kibiców musiało obejść się smakiem.
Jako że mecz rozpoczynał się o 19:00, ruszyliśmy w kierunku Czech kawalkadą po godzinie 11:30, aby mieć wystarczający zapas czasu. Bez większych problemów dotarliśmy na dedykowany parking, oddalony o kilka minut piechotą od stadionu.
Wejście na obiekt przebiegało bardzo sprawnie, dzięki czemu cała nasza grupa zameldowała się w sektorze gości przed początkiem rywalizacji. Warto zaznaczyć, że dookoła ostrawskiego boiska znajduje się bieżnia, jednak jej obecność nie wpłynęła znacząco na obniżenie jakości oglądania meczu, jako że trybuny zbudowane zostały relatywnie blisko niej.
Naszym dopingiem tego wieczora dyrygował „Staruch”. Klasycznie zaznaczyliśmy swoją obecność głośnym „Jesteśmy zawsze tam…”, które wybrzmiało naprawdę konkretnie, zwłaszcza że dobra akustyka ostrawskiego stadionu dodatkowo potęgowała nasze śpiewy. Gdy spiker wyczytywał składy gospodarzy, każdy z ich futbolistów został przez nas odpowiednio skwitowany. 😉 Nietrudno się domyślić, że chwilę później rozpoczął się prawdziwy festiwal wzajemnych „uprzejmości”. Trwały one zresztą przez cały mecz. Można tu wymienić m.in.: „Banik cw…, allez, allez, allez” z dopowiedzeniem „Jak nie wiecie, co to znaczy, to wam GieKSa przetłumaczy” oraz klasyczne „Buda, buda, łańcuch, pies…” czy „GKS Katowice, k… ladacznice!”, skierowane do 300 fanów z Katowic, którzy wspierali tego dnia „chuliganów z Bazalu”.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego „Chachaři” zaprezentowali swoją pierwszą oprawę. Składały się na nią sektorówka z herbem Baníka (umiejscowiona w narożniku stadionu) i efektowna, dwutrybunowa kartoniada w klubowych barwach, która utworzyła napis „FC Baník Ostrava”. Nieco później – już po złożeniu pierwszej choreografii – dodatkowo machali w swoim sektorze dużymi flagami na kijach. Warto dodać, że pod kątem stricte kibicowskim gospodarze pokazali się z bardzo dobrej strony – ich głośny, entuzjastyczny doping trwał niemal przez całe spotkanie.
Jak tylko nasi zawodnicy pojawili się na murawie, zaintonowaliśmy „Mistrzem Polski jest Legia!”, po czym żywiołowo zagrzewaliśmy ich do wypracowania dobrego wyniku przed rewanżem w Warszawie gromkim „Jazda z k…!” oraz „Legia, Legia, Legia, Legia gooool!”. Pozdrowiliśmy także nasze zgody, zwłaszcza że w Ostrawie mogliśmy liczyć na wsparcie przyjaciół z Sosnowca, Radomia oraz Elbląga.
W naszych szeregach dało się odczuć głód dopingu, gdyż ten stał na naprawdę konkretnym poziomie. Z każdą kolejną minutą coraz bardziej wkręcaliśmy się w nasze energetyczne śpiewy. Świetnie wychodziły nam przyśpiewki „Ole, ole, ole, ola!” oraz „Legiaaaa, Legia Warszawa!”. Na nasze nieszczęście podczas wykonywania tej drugiej padła bramka dla ostrawian. Fortunnie gol dający prowadzenie Baníkowi nie zniechęcił nas, tylko zmotywował do jeszcze bardziej wytężonej pracy wokalnej.
Kolejne minuty upływały, a rezultat – mimo wkładanego przez nas wysiłku (i to dosłownie, bo ani temperatura ani wilgotność powietrza nam nie pomagały) – niestety nie ulegał zmianie. Wierzyliśmy jednak głęboko w to, że prędzej czy później wynik zmieni się dla nas na korzystny. Gdy chwilę później zaczęliśmy uskuteczniać hit z Wiednia, duet Wszołek-Kapustka doprowadził do wyrównania. Naprawdę trudno opisać radość, w jaką w tym momencie wpadliśmy w zajmowanym przez nas sektorze. To była istna ekstaza, która podziałała na nas iście mobilizująco.
Potem zaś rozpoczęliśmy trwający niemal do samego końca pierwszej połowy tego „europojedynku” – rewelacyjnie brzmiący i ponad dziesięciominutowy – koncert z przyśpiewką „Gdybym jeszcze raz miał urodzić się…”. Tak dobrze nie wykonywaliśmy jej już od bardzo długiego czasu; tym bardziej żal, że tuż przed przerwą Kacprowi Chodynie nie udało się pokonać golkipera Baníka, bo na drugą część rywalizacji wychodzilibyśmy z prowadzeniem. Na pytanie, jak to się stało, że nie trafił do pustej bramki, chyba on sam jeden zna jedynie odpowiedź. Normalnie czeski film…
Drugie 45 minut meczu rozpoczęliśmy tradycyjnie od hymnu naszego klubu. Sławiliśmy także „Żyletę”. Gdy przez moment fani z Ostrawy nieco przystopowali z dopingiem, zadaliśmy im pytanie, jaki był powód przedmiotowej ciszy. Ta zaczepka ożywiła nieco gospodarzy, co w efekcie przyczyniło się do kilku przyśpiewek z naszej strony, m.in. słyszaną już w pierwszej połowie „Baník, GieKSa, dwa p…, hej, hej!”, czy „Legia Warszawa pier**** Baník Ostrawa”.
Na boisku z kolei trudno było dopatrywać się pozytywów, zwłaszcza że to ekipa z Ostrawy miała więcej szans na strzelenie kolejnego gola. Na moment zamarliśmy, gdy po jednej z akcji miejscowych futbolówka trafiła w słupek bramki strzeżonej przez Tobiasza. Niestety, jak mawia powiedzenie, co się odwlecze, to nie uciecze. Gdy śpiewaliśmy „Nasza Legio, będziemy zawsze z Tobą”, czeski zespół ponownie objął prowadzenie po błędzie naszej defensywy.
Mniej więcej w tym samym czasie ultrasi Baníka zaprezentowali drugą w tym meczu choreografię. Trybuny wypełniła sektorówka w kształcie prostokątnego trapezu z trzema postaciami ruchu ultras. Po lewej znajdował się kibic w biało-niebieskiej kominiarce, pośrodku – ultras w granatowych okularach przeciwsłonecznych z założoną maską a’la Joker, zaś po prawej – krzyczący fan. Całość dopełnił transparent „The Ultras Face” oraz światło kilkudziesięciu czerwonych flar na górze trybuny. Chwilę później, gdy sektorówkę zwinięto, fani Baníka zademonstrowali okazałe flagowisko z małych flag w klubowych barwach, które zostało uzupełnione stroboskopami. Trzeba przyznać, że ostrawscy ultrasi pokazali się naprawdę z bardzo dobrej strony i tu należą im się słowa uznania.
My też nie zamierzaliśmy spocząć na laurach, wierząc, że legioniści nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, i dlatego od 72. minuty meczu prowadziliśmy „bezkoszulkowy” doping. Najpierw uskutecznialiśmy „Nie poddawaj się…”, a następnie – podobnie jak w pierwszej części spotkania – „Gdybym jeszcze raz miał urodzić się…”, także z przysiadaniem. Brzmienie tej przyśpiewki przekraczało najśmielsze oczekiwania. Byliśmy jak w transie, nakręcając się pozytywnie z każdą kolejną upływającą minutą i mając coraz głębszą wiarę w to, że to spotkanie nie było jeszcze stracone. Wreszcie przyszła upragniona 88. minuta rywalizacji. Wtenczas rezerwowemu „czarnemu złotu” – Jean-Pierre’owi Nsame – udało się doprowadzić do remisu. Wpadliśmy w euforię, którą jednak przez krótki moment ostudzili sędziowie, którzy sprawdzili całą sytuację w systemie wideoweryfikacji. Na szczęście dla nas gol został uznany i raz jeszcze mogliśmy – wtedy już pełnoprawnie – cieszyć się z wyrównania.
Jako że apetyt rośnie w miarę jedzenia, domagaliśmy się kolejnych trafień gromkimi „Jeszcze jeden!”, „Legia, Legia, Legia, Legia gooool!”, czy „Legia walcząca do końca”. Niestety, w doliczonym czasie gry to zespół z Ostrawy był bliższy końcowej ekscytacji. Gdy zawodnik Baníka skierował piłkę do naszej bramki, pobledliśmy z niedowierzania. Sędzia odgwizdał jednak spalonego i mogliśmy zaintonować adekwatną w takich sytuacjach przyśpiewkę „Taki ch…!”.
Wynik już się nie zmienił, przez co ze względnym zadowoleniem oczekiwaliśmy podejścia naszych zawodników przed nasz sektor. Wcześniej zaintonowaliśmy jeszcze głośno „Warsaw Fans Hooligans!”. Piłkarze otrzymali od nas porcję sowitych braw oraz usłyszeli „Legia walcząca do końca!” i „Tylko zwycięstwo, w Warszawie tylko zwycięstwo!”.
Dość szybko, bo mniej więcej po półgodzinie oczekiwania, mogliśmy opuścić stadion Baníka i udać się na parking do naszych fur. W strugach deszczu ruszyliśmy w kierunku powrotnym do stolicy, w której zameldowaliśmy się około 2:30 w nocy.
W kontekście przyszłotygodniowego rewanżu przy Łazienkowskiej wynik 2-2 pozwala na umiarkowany optymizm. Jeżeli „Wojskowi” przejdą czeską ekipę, w kolejnej rundzie eliminacyjnej polecą do Słowenii lub na Cypr.
W piątek Nieznani Sprawcy podjęli decyzję o zawieszeniu rozpoczętego przed kilkoma tygodniami strajku ostrzegawczego, więc bilety na rewanż z Banikiem rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Spotkanie to odbędzie się 31 lipca o godzinie 21:00.

Frekwencja: 15047
Kibiców gości: 811 (w tym 14 osób z Olimpii Elbląg, 12 z Radomiaka Radom i 125 z Zagłębia Sosnowiec)
Flag gości: 6

Źródło: Legionisci.com

FOTOGALERIA: Chachari.cz

FOTOGALERIA: 12zawodnik.pl