GKS Katowice 3-3 KS Górnik Zabrze

05.09.1987, sobota 17:00 – widzów 20 000 – Chorzów, Stadion Śląski

Relacja sportowa

GKS KATOWICE: Mirosław Dreszer – Marek Biegun (46 Piotr Nazimek), Piotr Piekarczyk, Jerzy Wijas, Jerzy Kapias, Dariusz Grzesik (74 Krzysztof Hetmański), Janusz Nawrocki, Zbigniew Krzyżoś, Mirosław Kubisztal, Jan Furtok, Marek Koniarek
Trener: Władysław Żmuda

GÓRNIK ZABRZE: Józef Wandzik – Jacek Grembocki, Józef Dankowski, Joachim Klemenz (55 Marek Piotrowicz), Marek Kostrzewa, Marek Majka, Ryszard Komornicki, Andrzej Iwan, Ryszard Cyroń (80 Andrzej Orzeszek), Krzysztof Baran, Jan Urban
Trener: Marcin Bochynek

Bramki: Jan Furtok (25), Mirosław Kubisztal (30), Jan Furtok (51) – Jan Urban (21), Ryszard Komornicki (37), Krzysztof Baran (68)
Sędzia: Roman Kostrzewski (Bydgoszcz)
Ż. kartki: Janusz Nawrocki – Jan Urban, Ryszard Komornicki

Kto wie czy po tym meczu nie doszło do takiej oto wymiany zdań: Słuchajcie, my zrobiliśmy swoje, strzeliliśmy trzy bramki. Gdybyście nie spartolili roboty w obronie, to mogłaby być premia. Odpowiedzi na ten zarzut nie cytujemy, bo była prawdopodobnie nieparlamentarna.

Ciekawe, że ten wymyślony na poczekaniu dialog mógł zdarzyć się zarówno w szatni Katowic jak i Górnika, bo tak się akurat złożyło, że obie drużyny miał w sobotę ten sam słaby punkt. Źle i chaotycznie grali w obronie. Spowodowało to grad bramek, które w większości padły z powodu kiksu, zagapienia się, błędu taktycznego czy wreszcie ataku bez niezbędnej asekuracji. Wprawdzie dzięki temu spotkanie zyskało na widowiskowości, ale co będzie jeśli przeciwnicy Górnika i Katowic w europejskich pucharach przycisną Polaków „do muru”?

Ta jakościowa różnica: piątka z ataku, dwója z gry obronnej (bo nie chodzi tu wyłącznie o błędy defensywy, ale o umiejętność skutecznej gry destrukcyjnej całego zespołu) – bywa zazwyczaj zdradliwa. Ambicją i ofiarnością nie zawsze udaje się ukryć swoją słabą stronę. To tyle na „nie”. Na szczęście było w tym spotkaniu kilkadziesiąt szybkich, dobrze pomyślanych akcji, sporo strzałów i sytuacji podbramkowych, które chyba zrekompensowały niedostatki, o których była mowa wyżej. Bramka za bramkę, atak za atak. Wszystko na dużej szybkości. To mogło się podobać, tym bardziej że momentami przypominało zabawę typu – co mi zrobisz jak mnie złapiesz? I jeszcze jedno – okazało się, że nie zawsze najlepszą obroną jest… atak.

„SPORT” Adam Barteczko

Źródło: wikigornik.pl