Zagłębie Sosnowiec 0-4 GKS Katowice

01.04.2024, poniedziałek 15:00 – widzów 8947

Relacja GieKSiarza

Tym razem „Święta Wojna” miała odbyć się z udziałem obu grup kibiców i choć mecz odbywał się 1 kwietnia, to wcale nie był żart. Na dodatek rozpoczęcie ustalono na godzinę 15:00, by włodarze Sosnowca nie zdążyli zwinąć asfaltu wieczorną porą, jak to mają w zwyczaju, by mieć pretekst, by nas nie wpuścić, jak rok temu podczas otwarcia nowego stadionu o dziwnej nazwie ArcelorMittal Park w Zagłębiowskim Parku Sportowym. Szykowaliśmy się więc do pierwszego i historycznego odwiedzenia gorolskiego gniazda na ich przeklętej ziemi, po drugiej stronie Brynicy. Rozpoczęła się delikatna gra w „podchody”, lecz poza przestrzeleniem kilku grafów po obu stronach, nie doszło do niczego wartego uwagi.
Zbiórkę wyznaczono w samo południe pod naszą świątynią przy Parku Śląskim, skąd po kilkudziesięciu minutach ruszyliśmy przegubami w stronę granicy. Tutaj psiarnia zadbała, byśmy nie byli zbyt wcześniej i poprowadziła nas nieco okrężną drogą, tak więc, zamiast pokonać 19 km, przejechaliśmy znacznie więcej. Na miejscu jesteśmy na ok. 90 minut przed pierwszym gwizdkiem, co pozwoliło nam sprawnie wejść do sektora dla przyjezdnych. Nie obyło się jednak bez cyrku porządkowych. Pierw nasze flagi sprawdza psiarnia, po czym mijamy pierwszą furtkę, gdzie jest strefa, w której kontrolę przeprowadza ochrona. Tutaj zaczęły się problemy z ochroniarzami, którzy każą nam opuścić strefę i udać się z flagami do innego wejścia. Oczywiście nie przystajemy na takie warunki i przeciskamy się z flagami przez jeże. Pociśnieniowane ochroniarki dalej czepiają się każdej pierdoły, nie chcąc wpuścić nawet taśmy klejącej. Ostatecznie wszystkie nasze rzeczy znajdują się na sektorze gości, ale nadgorliwej kontroli niestety nie przechodzi dwóch zawodników z sekcji pirotechnicznej.
Na wyposażeniu mamy 15 flag, lecz kilku z nich zabrakło na płocie. Główne skrzypce oczywiście grały płótna ze śląskim orłem, którego barwę przyodziała cała nasza grupa licząca 809 głów (otrzymaliśmy 807 paszportów tzw. biletów). Był to delikatny nadkomplet i pierwszy raz jak została wypełniona klatka tego stadionu, a wspierali nas tego dnia: Banik (18), Górnik (31), JKS Jarosław (8) i ROW Rybnik (20) – wielkie dzięki!
Na dodatek wśród tradycyjnie posiadanej watahy szali, nad wyraz widoczne były te z tematyką Hanysowa.
Doping i pierwsza wymiana zdań odbyła się jeszcze przed meczem, gdzie zgromadzona publika na trybunach, żywo i głośno dała znać, że nienawiść między kibicami obu klubów ma się dobrze. W sumie Zagłębiacy stawili się w lekko ponad 8 tysięcy kibiców, zagrzewani przez aż cztery maskotki różnych klubów ze swego regionu, szału nie zrobili. Doping niesłyszalny wcale. Choć wynik był przeciwko nim, to sama ranga największej kosy powinna ich bardziej zmobilizować. Na płocie oprócz swoich flag, wywiesili także płótna swych druhów z Warszawy, Elbląga, Pragi, Bielska i Przemyśla, zostawiając miejsce pośrodku. Tam, w 25. minucie, podczas ich oprawy, zawisła jedna ze zdobytych w 2021 flag fan clubu Cheb – „Chebská Brigáda – Baník Ostrava”, która po chwili przeszła do historii. Sosnowiczanie do swojej choreografii użyli sektorówki z herbem pośrodku oraz machajek w barwach klubowych, co zostało okraszone racami i świecami dymnymi. Dodatkowo na przedzie miała wylądować spora folia „ZAGŁĘBIE TO MY”, odnosząca się do wyników drużyny, lecz ultrasi spartaczyli robotę, sami sobie ją niszcząc jeszcze przed meczem. Widać, że 5 lat w fachu to dla goroli za mało, by nabrać doświadczenia.
Niedługo potem, nasz sektor nabrał śląskich barw dzięki żółtym i niebieskim chorągiewkom, co dopełniły race morskie i chóralna gwara, zagłuszająca miejscowych od początku meczu i przerywając na krótką chwilę samo spotkanie z powodu zadymienia murawy.
W drugiej połowie ku uciesze wszystkich synków, gdy „Duma Śląska” trzeci raz trafia do bramki, Zagłębiacy tłumnie zaczęli opuszczać trybuny, a była dopiero 55. minuta. Nic więc dziwnego, że z klatki słychać było głośne i kultowe „gorole raus!…”. Jednak przez moment zrobiło się nam ich żal, więc nad głowami prezentujemy transparent z wyrazami wsparcia „ZAGŁĘBIE NIGDY NIE SPADNIE”. Widać było, że niektórym miejscowym aż łezka się kręciła ze wzruszenia, przynajmniej do momentu, w którym nasz drugi transparent nie przypomniał im, że to tylko żart z okazji „PRIMA APRILIS”.
Ostatecznie, w drugi dzień świąt Wielkanocnych, GieKSa pokonała Zagłębie aż 4:0, serwując im istny „lany poniedziałek” i zabierając ostatnie nadzieje na utrzymanie na zapleczu Ekstraklasy. Skwitowaliśmy to wulgarnie „ch*jem po gębie, dostała ta ku*wa Zagłębie” i wieloma innymi, świętując w ten sposób wyższość Ślązaków, nad ludnością z Zachodniej Małopolski. Zanim mogliśmy opuścić obiekt przy ulicy Generała Mariusza Zaruskiego, musieliśmy odczekać swoje aż wszystkie miejscowe gollumy schowają się do swoich jam.
W górnośląskiej stolicy jesteśmy po 19:00, co oznacza, że ta bliska eskapada zajęła nam aż 7 godzin. No cóż, szczęśliwi czasu nie liczą…
Na koniec warto dodać, jak w pomeczowych wypowiedziach białoruski trener sosnowiczan upokorzył drużynę, klub i kibiców, za co ci ostatni 2 dni później zwizytowali trening, przeprowadzając „rozmowę wychowawczą”, która szeroko odbiła się w mediach.

Oflagowanie: KSGKS, PERSONA NON GRATA (mała), GzG’05, JAWORZNO ON TOUR, HANYSOWO, DUMA ŚLĄSKA, TRZEBINIA, ANTY KOMUNA – GKS KATOWICE, BANIK, JKS – GOOD NIGHT LEFT SIDE, PNG & GRR, WYJAZDOWI KONESERZY, CRAZY BOYS, JURAJSKA GIEKSA, GKS KATOWICE.

Giszowiec obecny w 67 osób. Koszt wyjazdu 70 zł.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl

FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)

FOTOGALERIA: gkskatowice.eu

FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net

FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net (2)

FILM: 01.04.2024 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice KONFERENCJA

FILM: 01.04.2024 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice SKRÓT

FILM: 01.04.2024 Zagłębie Sosnowiec KULISY

FILM: 01.04.2024 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice DOPING

FILM: 01.04.2024 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice DOPING (2)

Relacja sportowa

Zagłębie Sosnowiec: Szewczenko – Suchockyj, Dowhyj, Poliarus (65. Valencia), Janota (71. Guezen), Fabry (46. Wrzesiński), Bonecki, Matynia (65. Caliński), Szostek, Rozwandowicz, Sokół (65. Biliński).
Trener: Aleksandr Chackiewicz (Białoruś)

GKS Katowice: Dawid Kudła – Marcin Wasielewski (69. Christian Alemán), Märten Kuusk, Arkadiusz Jędrych, Aleksander Komor, Grzegorz Rogala – Adrian Błąd (82. Kacper Pietrzyk), Oskar Repka (77. Shun Shibata), Antoni Kozubal, Mateusz Marzec (77. Mateusz Mak) – Sebastian Bergier (77. Jakub Arak).
Trener: Rafał Górak

Bramki: – Antoni Kozubal (14), Grzegorz Rogala (49), Mateusz Marzec (55), Christian Alemán (74)
Michał Janota (64) niewykorzystany karny –
Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa)
Ż. kartki: Sebastian Bonecki (), Sebastian Bonecki (44) –
Cz. kartki: Sebastian Bonecki (44) – Adrian Błąd

W lany poniedziałek doszło do “Świętej Wojny” w Sosnowcu. W meczu 25. kolejki Fortuna 1 Ligi GKS Katowice rywalizował w Sosnowcu z miejscowym Zagłębiem, czyli ostatnią drużyną ligi. Katowiczanom zależało na podtrzymaniu dobrej passy i kontynuowaniu wspinaczki w górę tabeli. Trener Rafał Górak nie zdecydował się na żadne zmiany w pierwszej jedenastce względem poprzednich spotkań. Od początku spotkania to GKS był zespołem aktywniej pracującym na zdobycie gola. Zagłębie było w stanie nam zagrozić jedynie w stałych fragmentach gry. W 14. minucie Mateusz Marzec uderzył z okolic 11 metra. Ołeksji Szewczenko odbił futbolówkę i jako pierwszy dopadł do niej Antoni Kozubal, który pewnym wykończeniem dał katowiczanom prowadzenie.

W kolejnych fragmentach mnożyły się sytuację GKS-u. Ważny moment miał miejsce w 28. minucie, gdy za przeszkadzanie żółtą kartką otrzymał Sebastian Bonecki. Ten sam zawodnik opuszczał boisko w 44. minucie, gdy sfaulował Kozubala i sędzia pokazał mu drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Już w kolejnej akcji Sebastian Bergier trafił w słupek. Jeszcze przed przerwą do siatki gospodarzy trafił Grzegorz Rogala po potężnym strzale sprzed pola karnego. Sędzia po analizie VAR gola nie uznał, ponieważ Marzec faulował w polu karnym rywala. Na przerwę schodziliśmy więc z jednobramkowym prowadzeniem i przewagą jednego zawodnika.

Rogala był do tego stopnia zdenerwowany anulowaną bramką, że już w 49. minucie spróbował raz jeszcze po znakomicie rozegranej akcji z Bergierem. Z ostrego kąta znalazł miejsce pomiędzy nogami Szewczenki i podwyższył prowadzenie katowiczan. W 55. minucie było już 3:0, gdy Mateusz Marzec świetnie zachował się przed polem karnym i po jego uderzeniu piłka odbiła się od rywala i wpadła do siatki bezradnego Szewczenki. Trzy minuty później sam na sam z bramkarzem Zagłębia wyszedł Bergier. Golkiper jednak wyczuł jego intencje. W 62. minucie sędzia pokazał na jedenastkę po faulu Arkadiusza Jędrycha. Do piłki podszedł Michał Janota, ale nie trafił w bramkę.

W 69. minucie na boisku pojawił się Christian Alemán zastępując Marcina Wasielewskiego. Już pięć minut później Ekwadorczyk wpisał się na listę strzelców, bawiąc się w polu karnym z defensywą Zagłębia. Była to jego pierwsza bramka w występach dla GieKSy. Chwilę później na listę strzelców mógł się wpisać Mateusz Mak, ale w dogodnej okazji trafił Szewczenkę w rękę. Wynik już nie uległ zmianie. GKS odniósł wysokie zwycięstwo w Sosnowcu.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

W wielkanocny poniedziałek GieKSa pojechała na wyjazdowe spotkanie do Sosnowca w ramach 25. kolejki Fortuna I Liga. Był to 42. mecz między tymi zespołami, a przed tym spotkaniem GieKSa i Zagłębie miały na swoim kocie po 15 zwycięstw i 11 razy padł remis.

Pierwszą połowę rozpoczęli zawodnicy Zagłębia i szybko znaleźli się pod bramką GieKSy, ale Kudla bez problemu złapał piłkę do „koszyczka”. W pierwszych minutach GieKSa częściej zapędzała się pod bramkę gospodarzy, ale bez większego zagrożenia. W 10. minucie kibice Zagłębia rozciągnęli sektorówkę, aby po chwili odpalić race i czarne świece dymne, ale zanim się z tym rozłożyli, przegrywali już 0:1. W 14. minucie Bergier zagrał do Marca, a ten uderzył z bliskiej odległości. Szewczenko zdołał to wybronić, ale do piłki dopadł Kozubal, który uderzył na pustą bramkę. W 25. minucie GieKSa odpaliła race w asyście żółto-niebieskich machajek w kolorach Górnego Śląska. Na boisku działo się dużo miej, niż na trybunach. Dziesięć minut później Błąd ruszył z szybką kontrą, ale w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać bramkarza, a dobitka Bergiera również nie znalazła drogi do bramki. W 39. minucie Bergier z Marcem próbowali zagrozić bramce Szewczenki, ale ten pierwszy zbyt późno podał i sędzia odgwizdał spalonego. Chwilę później Bergier został sfaulowany za polem karnym przez wychodzącego bramkarza, jednak po analizie VAR sędzia wznowił spotkanie. Końcówka pierwszej połowy zrobiła się bardzo nerwowa, co przełożyło się drugą żółtą kartką dla Sebastiana Boneckiego oraz bezpośrednią czerwoną dla asystenta trenera Zagłębia Sosnowiec. W doliczonym czasie pierwszej połowy Grzegorz Rogala uderzył zza pola karnego na dalszy słupek i podwyższył prowadzenie. Niestety po analizie VAR bramka nie została uznana, ponieważ sędzia wychwycił pozycję spaloną jednego z zawodników GieKSy. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą połowę i zawodnicy udali się do szatni.

W przerwie spotkania Zagłębie dokonało jednej zmiany, a GieKSa wyszła w takim samym składzie. Zagłębie na drugą połowę wyszło bardzo zdeterminowane i bardzo szybko Poliarus znalazł się w sytuacji bramkowej, ale udało się zablokować jego strzał. W 49. minucie Grzegorz Rogala uderzył z ostrego kąta i posłał piłkę pod nogami Szewczenki. Sześć minut później na tablicy wyników było już 3:0. Strzał Mateusza Marca odbił się od pleców jednego z obrońców i po rykoszecie wpadł do siatki. W 63. minucie sędzia wskazał na jedenasty metr dla Zagłębia, po faulu Jedrycha. Do rzutu karnego podszedł Michał Janota, który nie wytrzymał presji i posłał piłkę obok bramki Dawida Kudły. W kolejnych minutach gra była bardzo szarpana, a GieKSa skupiła się głównie na kontrach. W 75. minucie Christian Aleman zakręcił obrońcami i strzelił tuż przy lewym słupku, podwyższając wynik spotkania. Chwilę później na sektorze GieKSy pojawił się transparent „Zagłębie nigdy nie spadnie”, a po chwili… „PRIMA APRILIS”. Dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Mateusz Mak wyszedł sam na sam, ale nie zdołał pokonać Szewczenki. W 85. minucie Kamil Biliński uderzył z ostrego kąta w słupek, po czym piłka wróciła na boisko, ale Kudła był na posterunku. Chwilę później Kacper Pietrzyk mógł wpisać się na listę strzelców, po strzale na dalszy słupek. W końcówce spotkania nic specjalnego się już nie wydarzyło i GieKSa pewnie pokonała Zagłębie Sosnowiec i awansowała na 3. miejsce w tabeli.

Źródło: GieKSa.pl