Marsz Niepodległości 2015

11.11.2015, środa 14:00

Relacja GieKSiarza

Już po raz piąty, jak co roku wybraliśmy się do Warszawy na Marsz Niepodległości. Wydarzenie które łączy wszystkich Polaków i zaciera różnice między kibicami, którzy idą ramie w ramię mimo animozji, a wszystko to ku chwale Wielkiej Polski.
Grupa samochodowa GzG przed marszem, postanowiła odwiedzić pomnik Polski Walczącej znajdujący się na Kopcu Powstania Warszawskiego, gdzie po raz pierwszy prezentujemy nasz narodowy transparent. Następnie udajemy się pod Pałac Kultury i Nauki, gdzie spotykamy się z resztą kibiców z Bukowej. W sumie z Giszowca w Warszawie melduje się 15 patriotów, z pośród ok. 150 grupy GieKSiarzy, którzy w mniejszych lub większych grupach uczestniczyli w Marszu Niepodległości. Największa grupa przeszła trasę za flagą chłopaków z Brynowa „GRUDZIEŃ’81 PAMIĘTAMY”, przypominającej o zbrodni komunizmu w KWK Wujek.
Tradycyjnie wiele ekip mocno zmobilizowanych, które pojawiły się tego dnia idą wspólnym pochodem. Najlepiej według nas w tym roku pokazał się ŁKS Łódź ze zgodami, jednak również solidnie prezentowała się Wielka Triada, RTS, Stilon czy Jaga. Wart też wspomnieć o fanach Anwilu Włocławek, którzy na pewno zaskoczyli wielu na duży plus. Niestety nie będziemy tu wymieniać wszystkich ekip które się pojawiły, bo zrobiła by się z tego lektura, ale na pewno nie zabrakło żadnej delegacji z Polski Kibolskiej.
Marsz tak jak w ubiegłym roku, z lekko zmienioną trasą, bo na błonia docierano idąc przy Wiśle, kończył się pod Stadionem Narodowym, gdzie kilkoma okrzykami chwalącymi Giszowiec, zaznaczamy swoją obecność i udajemy się w drogę powrotną.
Trasę każdy z nas pokonał na swój sposób. Część z nas szukała wrażeń i powtórki z ubiegłego roku, pędząc na przód pochodu, gdzie musiała się przepychać ze Strażą Marszu, by przebić się na front. Ku ich zaskoczeniu, w zasięgu wzroku nie było nawet ćwierć milicjanta i zawiedzeni udali się na metę, gdzie reszta od nas szła w doniosłem atmosferze święta. Zmiana władzy, której nie zależało na prowokacjach w dniu niepodległości nie wysłała swoich kundli, przez co tegoroczny Marsz okrzyknięto najspokojniejszym w swojej historii.
Jedyny incydent z naszym udziałem miał miejsce po Marszu, kiedy dwóch chamów z Sosnowca szukało guza i zaczęło nam ubliżać. Mimo to postanowiliśmy rozwiązać to w honorowy sposób, wychodząc z nimi na solówki, które szybko zebrały tłum gapiów. Jedna z walk szybko zakończona naszym zwycięstwem, a druga przerwana przez pojawienie się zainteresowanej psiarni. Co ciekawe na odchodne, Zagłebiacy podziękowali nam za postawę przybijając „piątki”, szkoda tylko że nie potrafili uszanować tego dnia gdzie wszyscy powinniśmy się jednoczyć.

BÓG HONOR OJCZYZNA

Relacja Lecha Poznań

Oficjalne wizyty kiboli Lecha w Warszawie z okazji naszego narodowego święta trzeba datować na rok 2010. Wtedy to do stolicy udały się 22 osoby. Marsz był wówczas niezbyt liczny i raczej był wydarzeniem marginalnym. Działo się wówczas jednak bardzo wiele, głównie z powodu lewackich planów zablokowania go. Ganianki, kilka starć, chaos i inne zdarzenia nakręciły spiralę i rok później zarówno Marsz się powiększył, jak i bolszewickie organizacje poszły dalej i zorganizowały blokadę legalnego Marszu pod hasłem „Kolorowa Niepodległa”. Ponadto, na zaproszenie polskich środowisk lewackich, zjechała się niemiecka antifa, która odważna okazała się tylko w momencie atakowania rekonstruatorów historycznych, a schronienie w momencie ucieczki znalazła w siedzibie „Krytyki Politycznej”. Marsz przeszedł, ale rozpoczął się od wielkiej awantury z milicją na Placu Konstytucji. W Warszawie pojawiło się wówczas kibiców Lecha, którzy brali czynny udział i stanowili trzon kibolskiej reprezentacji ponad klubowymi podziałami. Kolejne lata to coraz większy Marsz i zanik działań lewactwa, które w roku 2013 zostało dodatkowo zaatakowane na swoim skłocie szpecącym jedną z ulic w centrum Warszawy. Stałym elementem Marszu stały się ogromne awantury z milicją i pacyfikacje dokonywane przez bezkarne i działające agresywnie służby na wszystkich uczestnikach manifestacji. My rokrocznie pokazywaliśmy się coraz liczniej, a także coraz okazalej. Tradycją stały się nasze zbiórki pod Salą Kongresową. Tam wraz ze zgodami spotykaliśmy się i formowaliśmy przemarsz. Nie inaczej było w tym roku.
Tegoroczna manifestacja rozpoczynała się o godzinę wcześniej niż zwykle, czyli 14:00. Naszą zbiórkę ustaliliśmy na 13:15. Do celu tradycyjnie docieraliśmy różnymi środkami transportu, najwięcej osób przyjechało prawdopodobnie baną odjeżdżającą z Poznania o godzinie 8:34, którą to proponowaliśmy jechać mobilizując się na wyjazd. Pociąg przyjechał i odjechał z Poznania z opóźnieniem, nas w nim około 300 osób, a w środku widoczne ekipy Stilonu Gorzów i Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Podróż minęła bez przygód, dworce standardowo obstawione były przez milicję, na trasie w pociągu nie obyło się bez odpalania pirotechniki.
Warszawa powitała nas spokojniejszą atmosferą niż w poprzednich latach, co wpisywało się w ogólny klimat i nastawienie przed tegorocznym Marszem. Z jednej strony wszyscy będący w poprzednich latach wiedzieli jak dochodziło do zadym, i że w przypadku tego wydarzenia wystarczy jedna iskra, z drugiej panowało powszechne przekonanie, że w tym roku będzie spokojniej. Zmiana znienawidzonej władzy, klęska postkomuny i wysiłki organizatorów stanowiły dobrą bazę pod to by Marsz przeszedł wreszcie nie niepokojony przez milicję. W tym roku co prawda powtórzyły się znane z lat poprzednich praktyki nachodzenia w domach osób wybierających się na Marsz – na przykład rapera Ptaku, który miał wystąpić na koncercie po Marszu, albo przetrzymywanie aut na trasie, którego zaznali kibice Lechii Gdańsk. Mimo to w samej Warszawie było spokojniej i mniej nerwowo niż choćby rok temu. Sił policyjnych właściwie nie było widać, na Dworcu Centralnym więcej było funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej, nigdzie też nie majaczyły znaczące siły, które w poprzednich latach stały tuż obok formującej się manifestacji i demonstracyjnie pokazywały swoją liczebność i zasoby.
Zbiórkę rozpoczęliśmy punktualnie. W tym roku nasi zgodowicze zadbali o dobrą organizację i liczby, a także gadżety, którymi wyróżniali się na tle innych ekip. My w tym roku byliśmy mniej liczebni niż zwykle – około 650 osób, ale i tak zbiórka Triady oraz KSZO zgromadziła ponad 1200 osób i była chyba największą spośród tych kibicowskich. W tej liczbie poza nami 150 osób z Narodowej Cracovii, ponad 100 z Arki Gdynia, a także około 50 osób z KSZO.
Tradycyjnie zajęliśmy schody i rozwinęliśmy płótna i transparenty. My przywieźliśmy flagi Ostrowa, Koła i Inowrocławia, a także główną flagę „Śmierć Wrogom Ojczyzny” z Piły. Z tego miasta przyjechało także nowe, debiutujące płótno „Pilscy Patrioci”. Poza tym pojawił się także malowany transparent przygotowany przez ultrasów parafrazujący hasło Marszu Niepodległości: „Wielkopolanie dla Polski” z naszym kolejowym herbem i przekreślonym półksiężycem.
Po rozstawieniu się tradycyjnie w asyście pirotechniki odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego, a potem po również tradycyjnego zestawu okrzyków ruszyliśmy jak co roku dookoła stalinowskiego badziewia na miejsce zbiórki Marszu. Tam wbiliśmy się w tłum, który z pozoru zdawał się mniejszy niż we wcześniejszych latach. Dopełniało to wrażenia spokoju i ciszy.
Potem już tradycyjnie – powolne przemieszczanie się wraz z Marszem do miejsca docelowego – na błonia Stadionu Narodowego. Podobnie jak rok temu, szczególnie ruchliwe były boki kolumny, gdzie biegało sporo osób z różnych ekip w kominach. Amatorów mocniejszych wrażeń było jednak mniej niż rok temu. Na samym Moście Poniatowskiego doszło do kilku spięć ze Strażą Marszu, która reagowała dość sztywno i czasem sprawiała wrażenie jakby zbyt wczuła się w swoją rolę. Tak czy tak, cała energia zdała się na nic, bo nie dość że Marsz schodził w tym roku od razu z Mostu nad Wisłę i okrążał Stadion od strony rzeki, to na Rondzie Waszyngtona – arenie zeszłorocznych walk z milicją, nie było po służbach ani śladu. Gdy okazało się, że aparat represji nigdzie nie czyha ciśnienie na mocniejsze „atrakcje” wyraźnie spadło.
Tym razem największe wrażenie robił w końcu Marsz, który pomimo niemrawego początku okazał się największym, najliczniejszym i najbardziej okazałym w swojej historii. Lekko licząc ulicami Warszawy przeszło 150 tysięcy osób, większość z flagami, transparentami i racami. Z resztą jak manifestacja prezentowała się wizualnie najlepiej oddają zdjęcia. Merytorycznie też było ciekawie, na scenie pojawiały się coraz to ciekawsze postaci z dobrymi i porywającymi przemowami. Spore wrażenie zrobił ksiądz Jacek Międlar, wielokrotnie już szczuty przez lewackich krzykaczy za skrajne poglądy i sprzyjanie kibolstwu. Ciekawe było też przemówienie Laszlo Toroczkaia – posła węgierskiego Jobbiku i wójta Asotthalom – miejscowości najbardziej dotkniętej najazdem hordy muzułmańskiej w szczytowym okresie kryzysu imigracyjnego. To on miedzy innymi podsunął węgierskim władzom pomysł budowy ogrodzenie i muru, zapewniającego chociaż minimalne bezpieczeństwo i podstawową kontrolę wlewającej się do Europy dziczy. Po przemowie większość zgromadzonych skandowała głośno hasło Polak, Węgier – dwa bratanki! Ponownie historyczne i być może epokowe wydarzenia, niestety grożące naszej cywilizacji upadkiem, jednoczą nasze narody, ostatnie dwa, które w obecnej chwili zachowują trzeźwość umysłu i opamiętanie.
Po przemowach, występach muzycznych przyszedł czas gdy tłum powoli rozchodził się do domów oraz do swoich środków transportu. Marsz Niepodległości 2015 został zakończony i po raz pierwszy przeszedł bez zadym i walk z milicją. Kto był w poprzednich latach wie jaka była tego przyczyna i w sumie wśród większości osób dominowała opinia, że dobrze się stało. Lewackie burki i łże-media i tak skrytykowały manifestację określając ją jako faszystowską i rasistowską, a to dowód tego, że przesłanie Marszu przebiło sie do opinii publicznej. Marsz Niepodległości zyskał nowe życie, bez zadym nie można było pod ich pretekstem zakrzyczeć haseł manifestantów i to chyba największy zysk – Marsz Niepodległości radykalny w formie, wyraził to co czuje większość Polaków – obawę o los Polski, która może zostać zalana przez napływ muzułmańskich imigrantów oraz sprzeciw lewackiemu zaślepieniu, które napływ obcej kulturowo dziczy stara się napędzać.

POLSKA WOLNA OD ISLAMU!!!

Źródło: Pyrusy.pl

FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net