FC Slovan Liberec 1-0 FC Baník Ostrava

15.02.2026, niedziela 15:30 – widzów 2746

Relacja GieKSiarza (Witosa)

Niedzielnym porankiem obraliśmy kolejny kurs za Banikiem. Tym razem do górzystego Liberca. Miasto w północnych Czechach, gdzie nieopodal spotykają się granice trzech państw (Czechy, Polska, Niemcy). Większość turystów w ten rejon wybiera się na narty lub po pyszne jadło. Naszym celem jednak był miejscowy stadion i sektor gości.
Gdy większość pląsa lub wypoczywa po sobotnich zmaganiach przy Nowej Bukowej, my w trzyosobowym składzie, zwarci i gotowi lecimy w umówione miejsce, skąd odbiera Nas Ekipa z Orlovej. Wsiadając do pociągu, tym razem wyjątkowo z Bohumina, wiemy że ruszamy w daleką podróż w piękny region czeskiej republiki, już denerwując się na tamtejsze koleje, które serwują nam tradycyjne opóźnienie. Bo przecież czekała nas przesiadka na styk, by zdążyć na mecz. Jak się później okazało nerwy były niepotrzebne.
Podroż – jak zawsze w mig, tych godzin i kilometrów się nie odczuwa. Na kolejnych stacjach dosiedli się kolejni fani Banika oraz Dwóch GieKSiarzy. Ekspresowa przesiadka w Pardubicach i już do docelowej stacji, a z tamtejszego dworca żwawym spacerem na stadion. Ktoś coś tam szamie po drodze, inni wolą zjeść na stadionie. Parę fotek krajobrazowych i wejście na stadion, gdzie czarny kolor i szal był obowiązkowy. W sumie Banik wspierało tego dnia 344 kibiców, w tym GieKSa (5) i ROW (1). Niewielki sektor gości, ale moc decybeli z naszych gardeł oraz rytmiczna pomoc akustyczna, daje radę. Wpływa na to też nowa przyśpiewka pod melodię Palermo – „Devi Vincere” „Celé Slezsko Baník miluje, miluje…”. Banik namaścił swą wizytę też racowiskiem, nadając blasku spotkaniu.
Gospodarze niesłyszalni, lecz cieszący się z końcowego wyniku. My po meczu, nieco zmarznięci przez zimową aurę, udaliśmy się w drogę powrotną, bo kolejnego dnia trzeba iść do pracy. Eskapadę kończymy około połnocy. Do następnego! GieKSa & Banik 30 lat!

Aro