MZKS Arka Gdynia 2-1 GKS Katowice

22.02.2026, niedziela 12:15 – widzów 7998

Relacja GieKSiarza

Eskapadę do Gdyni rozpoczynamy przed 4:00, zanim jeszcze nadszedł świt. Po drodze jeden z autokarów gubi szyberdach, który następnie uderzył w osobówkę. Ogólnie niezły ambaras. Ponieważ każdy z obecnych dostosował się do zasady „nigdy się nie przyznawaj”, psiarnia postanowiła wszystkich spisać. Potem i tak naciskali, by znalazł się winny pod groźbą, że bez tego nie pojedziemy dalej, jednak nikt nic nie widział i ostatecznie mandat przyjął jeden z kierowców. Drugi stwierdził, że to nie dla niego i chciał szukać stopa, by wrócić.
Przez opóźnienie pod stadion Arki podjeżdżamy na ostatnią chwilę. Chcemy od razu ruszyć na mecz, lecz mundurowi przetrzymują nas na parkingu, skąd słyszymy już doping Śledzi na rozpoczęcie mecz. Tutaj po informacji o golu dla GieKSy w 34. sekundzie, dajemy głośno znać drużynie, że jesteśmy! Na sektor zaczynamy wchodzić w 15. minucie i już po kwadransie rozpoczynamy doping. Bluzgamy w stronę chlewu na Górce, która nie szczędziła nam swoich kwików przy naszym wchodzeniu. Na wyposażeniu mamy 6 flag, 6 chorągwi na kiju i 2 transparenty dla braci za kratami. Sektor wypełniło 688 szalikowców w czerni, w tym jeden kibic JKS-u – dzięki! Dopingujemy do końca, lecz nasza obecność dodała skrzydeł świńskiej 11-stce, która wyrównała i ostatecznie wygrała mecz, ku uciesze miejscowych. Jak to mówią „nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz”. Kibice Arki nie byli słyszalni u nas poza wyrywkowymi momentami, lecz na meczu konkretnie się oflagowali, w tym debiutująca flaga FC Jastarnia. Przez panującą zimę, gdzie w Gdyni wciąż było prawie pół metra śniegu, murawa wyglądała jak wybieg dla racic. Drużyna MZKS nie mogła nawet wcześniej trenować na głównej płycie, lecz nie zmienia to faktu, że obie drużyny warunki miały takie same. Po meczu piłkarze dziękują nam za obecność, a my śpiewamy „czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham Cię”. W drogę powrotną ruszyliśmy o 15:00, by do Katowic dotrzeć po 7 godzinach.

Oflagowanie: WYJAZDOWI KONESERZY, GKS KATOWICE, ANTYKOMUNA – GKS KATOWICE, PERSONA NON GRATA (mała), transparent GIZMO PDW, transparent DOBRZYK PDW, DUMA ŚLĄSKA oraz chorągwie FURTOK #9, 30 YEARS GKS & FCB, JAWORZNO, MYSŁOWICE, PIOTROWICE, WITOSA.

 

Giszowiec obecny w 36 głów. Koszt wyjazdu 230 zł.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl
FOTOGALERIA: gkskatowice.eu
FILM: 22.02.2026 Arka Gdynia – GKS Katowice KONFERENCJA
FILM: 22.02.2026 Arka Gdynia – GKS Katowice SKRÓT (1)
FILM: 22.02.2026 Arka Gdynia – GKS Katowice SKRÓT (2)
FILM: 22.02.2026 Arka Gdynia – GKS Katowice DOPING
FILM: 22.02.2026 Arka Gdynia – GKS Katowice KULISY


Relacja sportowa

Arka: Damian Węglarz – Dawid Kocyła (62, Tornike Gaprindaszwili), Serafin Szota, Michał Marcjanik, Dawid Gojny, Oskar Kubiak – Nazarij Rusyn (76, Patryk Szysz), Aurélien Nguiamba, Luis Perea (90, Michał Rzuchowski), Sebastian Kerk (90, João Oliveira) – Vladislavs Gutkovskis (62, Edu Espiau).
Trener: Dawid Szwarga

GKS Katowice: Rafał Strączek – Marcin Wasielewski, Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz, Borja Galán (73, Konrad Gruszkowski) – Mateusz Wdowiak (63, Eman Markovic), Sebastian Milewski, Mateusz Kowalczyk (83, Damian Rasak), Bartosz Nowak (83, Adrian Błąd) – Adam Zreľák (73, Ilja Szkurin).
Trener: Rafał Górak

Bramki: Michał Marcjanik (32), Nazarij Rusyn (44) – Mateusz Wdowiak (1)
Sędzia: Paweł Malec (Łódź).
Żółte kartki: Oskar Kubiak (19), Vladislavs Gutkovskis (59), Nazarij Rusyn (61), Michał Marcjanik (90+1), Dawid Szwarga (90+4) poza boiskiem- Borja Galán (61), Konrad Gruszkowski (81).

W lutowe południe GKS Katowice zmierzył się z Arką Gdynia w ramach spotkań 22. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Dla Katowiczan był to powrót na stadion, gdzie GKS wywalczył awans na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Trener Rafał Górak zdecydował się wrócić do tej samej jedenastki, którą rozpoczynał rundę w Lubinie. Na ławce już Marcel Wędrychowski, który uporał się z urazem. Mecz rozpoczął się znakomicie, bo już w 48 sekundzie Mateusz Wdowiak wyprowadził GKS na prowadzenie po podaniu Bartosza Nowaka. Katowiczanie mieli kolejne szanse, m.in. po strzale Nowaka w 10. minucie, który obrońca zatrzymał nogą tuż przed linią bramkową, a potem po rajdzie Nowaka zakończonym strzałem zatrzymanym przez Damiana Węglarza.

W 28. minucie Lukas Klemenz zgłaszał zagranie ręką w polu karnym, ale sędziowie po analizie VAR nie dopatrzyli się przewinienia zawodnika Arki. Od tego momentu inicjatywę przejęli gospodarze. W 32. minucie Michał Marcjanik pokonał Rafała Strączka dobijając własny strzał. Wyrównanie dodało Arce skrzydeł i w ostatnim fragmencie pierwszej połowy to gospodarze atakowali. Jeden z pressingów zakończył się odbiorem piłki przed naszym polem karnym i w 44. minucie Nazaru Rusyn dał gdynianom prowadzenie. GKS chciał szybko odpowiedzieć, ale wrzutki w pole karne nie przynosiły oczekiwanego efektu.

Na drugą połowę wracaliśmy z wynikiem 2:1 dla rywala. W 51. minucie dobrze uderzał głową Adam Zrel’ák po wrzutce Borjy Galána, lecz Węglarz złapał tę próbę. W 63. minucie rywale zablokowali uderzenie Nowaka, a chwilę później nasz pomocnik próbował pokonać bramkarza przekierowaniem podania od Emana Markovica piętką. Węglarza jednak ta próba nie zaskoczyła. Jako kolejny próbował Lukas Klemenz. Na 10 minut przed końcem zagotowało się pod bramką Węglarza i nasz obrońca był bliski skierowania piłki do siatki. Ostatecznie jednak faulował bramkarza. W 83. minucie na boisku pojawił się Damian Rasak, debiutując w barwach GKS-u. Mimo prób, GKS-owi nie udało się zmienić wyniku spotkania.

Źródło: gkskatowice.eu 

Relacja sportowa

Po dwóch domowych meczach przyszło GieKSie wrócić na wyjazdowy szlak. A wyjazd był nie byle jaki, bo po raz pierwszy wracaliśmy na stadion, na którym święciliśmy największy triumf od niemal dwudziestu lat – awans do ekstraklasy. Dodatkowo jesienią GieKSa wygrała z Arką u siebie 4:1, więc gdynianie siłą rzeczy musieli pałać żądzą rewanżu. W składzie GieKSy nastąpiła jedna zmiana – do wyjściowej jedenastki wrócił Adam Zrelak. W Arce roszad było więcej, niektóre ze względu na pauzę Marca Navarro i Kamila Jakubczyka. Na boisku zobaczyliśmy Dawida Kocyłę i Luisa Pereę. W porównaniu do meczu z Pogonią w pierwszej jedenastce zagrali także Oskar Kubiak i Vladislav Gutkovskis. Katowiczanie rozpoczęli od piorunującego uderzenia. Pod naciskiem Sebastiana Milewskiego rywal oddał piłkę do Bartosza Nowaka, nasz pomocnik zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Mateusza Wdowiaka, a ten w 34. sekundzie otworzył wynik spotkania płaskim strzałem pokonując Węglarza. Początek wymarzony. W 10. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Milewski, ale jego strzał był nieco niecelny. Minutę później Nowak ponownie zagrywał do Wdowiaka, ale tym razem Węglarz uprzedził naszego zawodnika. Katowiczanie w tym fragmencie raz po raz próbowali zagrywać w pole karne – choćby do Adama Zrelaka, ale brakowało naprawdę niewiele. Piłkarze i kibice Arki w pierwszym kwadransie przeżywali sporo frustracji, gdyż nie potrafili zbliżyć się do naszego pola karnego i popełniali mnóstwo prostych błędów. W 18. minucie Nowak przechwycił piłkę na swojej połowie i popędził sam na bramkę rywala – doszedł do szesnastki i strzelił – prosto w bramkarza. Wspomniana frustracja kibiców była na tyle silna, że już w 19. minucie pojawiły się gremialne okrzyki „k… mać, Arka grać!”. W 24. minucie gospodarze przeprowadzili pierwszą groźną akcję – Dawid Kocyła uderzał zza pola karnego, ale Rafał Strączek pewnie obronił. Chwilę później Sebastian Kerk mocno wstrzeliwał piłkę z rzutu rożnego, a Strączek wypiąstkował. Po kolejnych kilkunastu sekundach mocno z dystansu uderzał Kubiak, po raz kolejny nasz golkiper był górą. W 27. minucie mieliśmy kontrowersyjną sytuację, jakich wiele w ostatnich tygodniach. Po rzucie wolnym Nowaka zgrywał Lukas Klemenz i trafił w rękę Kubiaka. Sędzia nasłuchiwał wieści z wozu VAR, ale tym razem w sędziowskiej ruletce wylosował się „brak karnego”. W 32. minucie padła wyrównująca bramka – dośrodkował Kubiak, przedłużył głową Luis Perea, a Michał Marcjanik na raty pokonał Strączka. Po tym golu piłkarze Arki nabrali wiatru w żagle. GieKSa przez kilka minut nie umiała się otrząsnąć. W końcu jednak oddaliliśmy grę od naszego pola karnego. Z rzutu rożnego dośrodkował Nowak, wysokim łukiem głową piłkę zagrał Zrelak, ale Węglarz wyłapał futbolówkę. W 44. minucie fatalnie obcował z piłką Arkadiusz Jędrych, dał ją sobie wyłuskać Kerkowi, który podał do Nazarija Rusyna, a ten w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza. Druga połowa rozpoczęła się od fizycznych przepychanek w środku boiska, a pierwszą okazję miał GKS, gdy Borja Galan dośrodkował na głowę Zrelaka, ale ten trafił prosto w bramkarza. W początkowej fazie niewiele się działo, jeśli chodzi o sytuacje, a pojawiały się spięcia. GieKSa próbowała konstruować akcje, Arka skupiona była na defensywie, ale nie była schowana bardzo głęboko. W 66. minucie Marković dośrodkowywał w pole karne, a Nowak próbował strzelić krzyżakiem, ale trafił w bramkarza. Po chwili Arka zagrywała długą piłkę, Strączek wybiegł poza pole karne i efektownym wyskokiem wybił piłkę głową. W 72. minucie swoją kolejną okazję miał Rusyn, który po otrzymaniu długiej piłki uderzył w kierunku długiego rogu, ale niecelnie. GieKSa próbowała, ale nie stwarzała sobie groźnych sytuacji. W 83. minucie nieskoncentrowany Jędrych dał się wyprzedzić wprowadzonemu Patrykowi Szyszowi, ale ten strzelił niecelnie. Wkrótce trener wprowadził na boisko m.in. Damiana Rasaka, który zaliczył debiut w GieKSie i powrót na ekstraklasowe boiska. GieKSa grała bardzo dobrze przez pierwsze 20 minut – Arka Gdynia nie istniała. Gospodarze jednak się obudzili, a katowiczanie najwidoczniej zbyt szybko uwierzyli, że rywal nie jest im w stanie nic zrobić. To zaskutkowało dwiema bramkami gospodarzy. W drugiej połowie katowiczanie nie byli w stanie odwrócić losów spotkania.

Źródło: GieKSa.pl