Baraż PLAY-OFF: FC SILON Táborsko 0-5 FC Baník Ostrava

30.05.2026, sobota 13:00 – widzów  1200

Relacja Banika

Żeby zobaczyć ostatni występ sezonu, w którym Baník przebył drogę od szczytu do wyimaginowanego dna, do Taboru przybyło 450 Chacharów. W tygodniu poprzedzającym mecz wydawało się, że kibice z Ostrawy zbojkotują mecz i staną za ogrodzeniem, ze względu na początkowo przydzieloną liczbę biletów (120). Ostatecznie pojemność sektora oficjalnie zwiększono trzykrotnie, a inni Chacharowie również otrzymali bilety na sektory gospodarzy. W sumie na wpół zniszczonych betonowych schodach zebrało się około 450 Chacharów. Załoga pociągu była otoczona szczególną opieką, na którą czekał przed dworcem liczny komitet powitalny w postaci policji. Natychmiast przypomniały się wspomnienia sprzed dziesięciu lat, kiedy to Chacharzy zmierzający do regionu Taboru w drugiej lidze zostali doszczętnie pobici przez policję. Tym razem ten scenariusz się nie powtórzył, a marsz przebiegł stosunkowo spokojnie. Na stadionie, na którym drużyna z Ostrawy pojawiła się po raz pierwszy (inny obiekt niż w drugiej lidze), ogrodzenie udekorowano pięcioma flagami, na czele z transparentem „Vlajkonoši domácí” Były duże i mniejsze flagi na kijach, które w pewnym momencie pokryły się biało-niebieskim dymem. Potem zapaliło się kilka kolejnych rac. Doping, pomimo deszczu i ogromu sektora gości, gdy większość personelu stała za galeriami, był stosunkowo wysokiej jakości. Wywiesiliśmy również dwa transparenty żałobne: „R.I.P. Maďar” i „R.I.P. Šubař”. Pierwszy dla fanatyka z FC Hawierzów, drugi dla byłego zawodnika Baníka, który zdobył tytuł z FCB w 1980 roku. Spoczywaj w pokoju. Kibice gospodarzy zwrócili na siebie największą uwagę przed meczem, witając paradę kibiców Baníka przed stadionem skandowanym pozdrowieniem „Vítáme Baník”. Na stadionie utworzyli sektor liczący około 30 kibiców, którzy prezentowali wydrukowaną sektorówkę ulotkę z grafiką AI związaną ze wsparciem drużyny w walce o pierwszą ligę. Były też migoczące, białe baloniki i dwie małe machajki. Po meczu, który był więcej niż jednoznaczny i potwierdził udział Baníka w rozgrywkach najwyższej rangi, piłkarze z Ostrawy odzyskali koszulki, które zostały skonfiskowane po porażce na Slovacko. Koszmar prawdopodobnie się skończył… Z nami tego dnia sześciu fanatyków GieKSy którzy również przeżyli z nami tę przygodę. Dziękujemy, że jesteście z nami!

Relacja GieKSiarza (Witosa)
Ostatni mecz Banika w tym kiepskim sezonie zakończony happy endem…
Sobotni poranek, pochmurne niebo i miejsce zbiórki gdzie witamy się z Chacharami – My, w czteroosobowym „stałym” wyjazdowym Banikowym składem, jak siebie nazwaliśmy – wyruszyliśmy na eskapadę kolejowym szlakiem… Przed Nami kolejne kilometry i godziny z najbliższymi przyjaciółmi. Tym razem południowo czeski Tabor.
Znajduje się około 75 kilometrów na południe od stolicy Czech i ponad 320 km na zachód od Ostrawy.
Z większości zeszło ciśnienie i po domowej wygranej trzema bramkami cieszymy się swą obecnością i raczej tematy schodzą na bardziej prywatne. Choć teraz się przewijał się też temat gdzie pojedziemy w Europe – kogo los nam przydzieli w losowaniu, tak choćby dzisiejszy mecz schodził na dalszy plan.
Docieramy do Pragi skąd przesiadka do Taborska. Potem spacer na stadion. Ładna mieścina, pozytywne nastawienie mieszkańców. Dla nich to wielkie wydarzenie. Okoliczna psiarnia, której było od groma spięta, jednak mimo pokazu siły spokój (konnica, armatka i pełno kasków). Cały czas tylko nadawali wnerwiające komunikaty o zachowaniu porządku itp. W samym Taborsku Dwóch GieKSiarzy którzy byli już wcześniej w Czechach w gościnie, więc w sumie było nas sześciu.
Pod stadionem zapas czasowy i wiadomym że atakujemy miejscowe kulinaria oraz jak zawsze miejscowe piwko. Tak lubimy… Bronek szału nie zrobił ale czerwona gięta jak najbardziej…
Miejscowa drużyna swe mecze rozgrywa na stadionie o pojemności 1500 miejsc siedzących i 400 stojących.
Przed stadionem ustawiono telebim dla tych co by się nie zmieścili na sektorach. Nie było jednak takiej potrzeby…
Miejscowi mieli swoje święto ogarniając nawet fanatyczny młynek z którego dopingowali cały mecz. Nawet ultrasowali i z ich sektora było słychać nawet trąbkę – pełen folklor. W sektorze Banika 450 głów, machajki, średni doping, biało niebieskie dymy oraz odrobinę innego piro. Można rzecz normalka, bo już dawno wszystkich do tego przyzwyczaili i z wysokiego poziomu nie schodzą. Na niebie czarne chmury co jakiś czas i deszcz, jednak mało komu to przeszkadza. Wśród kibiców pełen luz tym bardziej że pada gol za golem. Po meczu ciut celebracji z piłkarzami i znów deszcz który towarzyszył nam już do samego miejscowego dworca. Humory jednak dopisują.
Przed 17:00 ładujemy się do vlaku w drogę powrotną, z przesiadką jak zwykle w stolicy .
Kończymy wyjazd około 22:00 ciesząc się że BANIK UTRZYMAŁ SIE W LIDZE!
GIEKSA & BANIK – never ending story!

ARO

FOTOGALERIA: Chachari.cz