FC Baník Ostrava 0-1 SK Slavia Praga

05.12.2024, czwartek 17:30 – widzów 14 659

Relacja Banika

Ze względu na powodzie z połowy września, najciekawszy mecz w czeskiej lidze został przełożony na początek grudnia Tak samo jak w pierwszym terminie, tak i w drugim biletów zabrakło, przez co wielu w ostatniej chwili szukało w panice każdej możliwości by uzyskać jakoś wejściówkę. Ostatecznie całkowita zgłoszona frekwencja wyniosła 14 659 widzów, ale było mnóstwo wolnych miejsc… Z nami tego dnia 50 GieKSiarzy – dzięki!
W tym roku obchodzimy 190. rocznicę premiery spektaklu teatralnego Fidlovačka, w którym po raz pierwszy zabrzmiała piosenka „Gdzie jest mój dom” (Kde domov můj), która później stała się naszym hymnem narodowym. Temu wydarzeniu zadedykowano choreografię otwierającą. W kotle, gdy tylko gracze wyszli na boisko, nad ich głowami przesuwa się malowana plandeka ze skrzypkiem Marešem, przed którą znajduje się trzymetrowy napis z nazwą śpiewogry i datą 21.12.1834. Najpierw na stadionie rozbrzmiewa hymn Baníka, który zaraz potem zostaje zastąpiony hymnem narodowym, któremu towarzyszy akompaniament muzyczny w wykonaniu młodego skrzypka z Poruba ZUŠ. Całość dopełnia także pirotechnika, która spowodowała lekkie przesunięcie gwizdka otwierającego. Uwaga: podstawową zasadą jest to, że podczas hymnu narodowego nakrycie głowy powinno być zdjęte. To smutne, że dla tak wielu ludzi jest to taki problem…
Wraz z rozpoczęciem po pewnym czasie zaplanowano także „akcje serpentyny”. Jednak te w wielu miejscach wyrzucono przedwcześnie, a efekt domina, sprawił że końcowy rezultat nie był taki jak sobie zakładaliśmy.
W drugiej połowie, w sektorach D3 do D5, zaprezentowano kartoniadę tworzącą datę „1996”, którą uzupełnił transparent u dołu z nazwami obu miast „Katowice ● Ostrawa”. Po chwili zostaje on zastąpiony napisem „Družba v ohni kovaná” (zgoda w ogniu wykuta)”, a w powietrzu znów pachnie i świeci sporo materiałów pirotechnicznych, w tym race i wyrzutnie dymów, co ponownie przerwało mecz. Wykorzystujemy ten czas na jesienne porządki, prezentując dywan ze szmat naszych rywali, który potem idzie z dymem.
Przyjezdni na tę wycieczkę wybrali również jednolity, czarny strój. Na sektorze zgromadziło się ich prawie czterystu. Przywieźli ze sobą także dwie choreografie. Pierwsza z nich, katastrofy lotnicze, była odniesieniem do naszej choreografii z meczu Pucharu Europy z Urartu i późniejszym odpadnięciem po nieudanej serii rzutów karnych z Kopenhagą. Drugie skierowano do jabloneckiego bafunera Míra Pelta, który był wielokrotnie karany za oszustwa dotacyjne.

FOTOGALERIA: chachari.cz