Zagłębie Sosnowiec 0-1 GKS Katowice

04.03.2022, piątek 20:40 – widzów 2450 (komplet, zgłoszono imprezę tylko na 50% pojemności)

Relacja GieKSiarza

Odkąd fani Zagłębia skumali się z chuliganami praskiej Slavii, kosa na linii Katowice-Sosnowiec dostała więcej namacalnych dowodów nienawiści. Ciśnienie po obu stronach barykady zaczęło wzrastać, a wycieczki w celach rekreacyjnych stały się częstsze. Oczywiście nadal nie ma porównania z konfliktem z Ruchem, ale trzeba przyznać, że „Święta Wojna” zaczęła naprawdę żyć! Sosnowiczanie w ostatnim czasie wyłapali jedno auto Małopolskiej GieKSy wracające z hokeja oraz w 150 głów próbowali zwizytować naszą jubileuszową imprezę. Należy im się za to plus. Jednak kalkulacja, jakiej tam dokonali, połączona z brakiem osiągniętego celu, aż tak wielkiej chwały im nie przynosi. GieKSiarze natomiast dwukrotnie zapewniali atrakcje wracającym prażanom z wyjazdów Zagłębia (Olsztyn, Łódź), rozgonili bez walki mimo podobnych liczb zbiórkę Zagłębiaków przed jednym z ich domowych meczów oraz dorwali sosnowieckich grafficiarzy, którzy oddali w nasze ręce ok. 60 puszek farby w spreju. To zaś poskutkowało tym, że fani za Brynicy stali się sponsorem remontów, które spotkały ich pracę na Zagłębiu Dąbrowskim przed samym meczem. Dodatkowo w dniu meczu skok adrenaliny został zapewniony furze Czuwaju, który wybierał się do Sosnowca.

Podczas przerwy zimowej nikt z nas nie łudził się, że będziemy mogli zawitać na Ludowy. Iskra nadziei pojawiła się, gdy PZPN usunął wymóg uzyskiwania przez kluby zgody policji i sanepidu na obecność fanów gości. Oczywiście we wszystko mógł się wmieszać tradycyjnie wojewoda, ale… tym razem się udało. Pierwszy raz od 31 lat mogliśmy zawitać na stadion wybudowany w dawnych Szopienicach. Dostaliśmy niestety tylko 200 biletów, bo Zagłębie miało zgłoszoną imprezę na 50 proc. pojemności stadionu (co odbiło się także na ich kibicach). Do Sosnowca wybraliśmy się ostatecznie w 225 głów, w tym delegacje Górnika (19), Banika (16), ROW-u (15) i JKS-u (5). Udając się w krótką trasę „za granicę”, byliśmy świadkami odmienności klimatu naszych regionów, gdyż Zagłębie spowijał już śnieg. Zamotana psiarnia poprowadziła autokary wprost pod kasy gospodarzy. Pewnie używali nawigacji Google :-) Niestety, w ostatnim momencie ostrzegli ich miejscowi i kolumnę autokarów poprowadzono na około w stronę sektora dla przyjezdnych.

Na miejscu istna komuna! W krzakach pochowani funkcjonariusze SB, a pod wejściem masa białych kasków. Dodatkowo oznajmiono nam, że każdy będzie sprawdzany dwukrotnie! Najpierw przez służby porządkowe na wejściu, a potem jeszcze raz przez specjalny oddział ochrony, który wyglądał, jakby szykował się na front. Widmo wojny wzbudziło w nich służbowy obowiązek, bo takiej skurwysyńskiej kontroli jeszcze nigdzie nie spotkaliśmy. Wpuszczano pojedynczo, a skrupulatność przeszukania powodowała to, że czas poświęcony na jednego kibica wynosił czasem nawet kilka minut. Ta wnikliwość całkowicie popsuła nasze plany. Ochrona wyłapała piro oraz masę zdobycznych fantów, co dla wielu skutkowało jeszcze dokładniejszym przeszukaniem w zaparkowanym nieopodal transporterze. Większość z nas, widząc, co się dzieje, zrezygnowała z wnoszenia czegokolwiek. Odpuściliśmy też wniesienie ostatnio zdobytych flag wrogiej koalicji, bojąc się, że wpadną w ręce służb. Żywota dokonają w innym terminie. Nie wpuszczono również głównej części przygotowanej na ten dzień oprawy, co zmusiło nas do rezygnacji z prezentacji.

W pewnym momencie oczekującym na wejście puściły nerwy i pierwszy punkt kontrolny przestał istnieć. To wiele nie zmieniło, gdyż i tak zatrzymaliśmy się na jeżach, za którymi dopiero był wcześniej wspomniany ochroniarski SPECNAZ. Ten od strony sektora cały czas był atakowany… śnieżkami. Presja miała sens, bo po chwili zaczęto kontrolować po 3 osoby na raz, lecz i tak ostatni kibice weszli dopiero w 66. minucie meczu, który i tak opóźnił się o 10 minut z powodu obfitych opadów śniegu! Dodatkowo zatrzymano w sumie 11 osób, lecz — po zarekwirowaniu zdobycznych barw Zagłębia — ośmiu wypuszczono. Trzech niestety zostało w Sosnowcu na dłużej — CHWDP.

Z zajęciem miejsc na sektorze chcieliśmy zaczekać, aż wszyscy wejdziemy, lecz sosnowiczanie nie byli tak cierpliwi i postanowili wcześniej rozpocząć swój spektakl. W centralnym punkcie wywiesili transparent „OGNISTA BRYGADA”, a nad głowami kibiców rozciągnęli flagi, które potem zajęły miejsce na płocie. Po chwili odpalono kilkadziesiąt rac. Ogólnie, choć odpalone piro zawsze wygląda efektownie, to w choreografii były braki. Być może gospodarze mieli podobne problemy na wejściu co my. Po chwili w naszym kierunku udała się grupka, która wywiesiła dwie zdobyte flagi Banika: „BOMITI” oraz „CHEB BOYS S.R.O.”, które następnie podpalono.

Ten widok nie pozwolił nam dłużej czekać na resztę. Zajęliśmy miejsca na sektorze i rozpoczęła się bluzgoteka. Powiesiliśmy też fanty, które udało się wnieść. Niestety nie było tego zbyt wiele. Zagłębie, w swoim antydopingu nie byli zbyt kreatywni, popisali się jedynie używając ostatniej historii z czołgiem na Ukrainie. Skoro zaczęli wycierać gęby Wschodem, przypomnieliśmy im ich polityczny rodowód, śpiewając „czy już kurwo zapomniałaś, jak Stalina wychwalałaś”, a po chwili dodając „komuchy!”. Choć już od jakiegoś czasu trybuny Ludowego stoją po prawej stronie, to nigdy nie będzie im zapomniane wieszanie szmaty „CZERWONE ZAGŁĘBIE”.

Ogólnie ostra wymiana zdominowała cały doping obu grup. Miejscowi często wykrzykiwali do nas o chęci spotkania się w lesie, co już za kuluarami spotkało się z naszą aprobatą, lecz nie chcemy ograniczać proporcji tak jak oni, co głośno zaznaczyliśmy, śpiewając „banda na bandę”, „wielką bandę tu zgrywacie, a dwie dychy składu macie” oraz „czy już kurwo zapomniałaś, jak przez lata odmawiałaś”.

Poza tym wiadome było, że ostatnia sytuacja, gdzie Zagłębie w 150 głów, pojawiło się na naszej biesiadzie, nie obejdzie się bez echa. Jednak radość sosnowiczan uciszaliśmy, wypominając im fakty, które pominęli, chwaląc się udaną akcją, przyśpiewkami typu „kalkulatory”, „brak odwagi, walczyć bez przewagi”, „w 150 przyjechałaś, a po równo wyjść się bałaś” oraz „150 bitych cweli, co namiotu nie przejęli”. Mieliśmy też przygotowany transparent odnoszący się do tej sytuacji, lecz został zarekwirowany przez ochronę.

Poza tym usłyszeć od nas można było „fanatyków tu zgrywacie, na wyjazdach zera macie”, co odnosiło się do odpuszczania przez nich wyjazdowych spotkań. Dodatkowo często wychwalaliśmy Górny Śląsk, gdyż jak wiadomo animozje pomiędzy kibicami GieKSy i Zagłębia rozchodzą się dużo szerzej niż ramy piłkarskich trybun. Dlatego też najczęściej śpiewaliśmy te przyśpiewki, które odnosiły się również do naszego regionu. Przypomnieliśmy sosnowiczanom również to, że Brynica, która jest regionalną granicą, świadczy o tym, że stadion Ludowy leży na Śląskiej ziemi.

W przerwie spotkania Zagłębie zaatakowało nasz sektor z wysokości murawy! Zostaliśmy obrzuceni… śnieżkami przez kilku, najprawdopodobniej wychowanków Zagłębia. Poza tym, oddalając się, rzucili nam wymowne gesty w postaci znanej „eLki”, utwierdzając nas w tym, że Sosnowiec to najdalej wysunięta na południe dzielnica Warszawy. Niedługo po tym incydencie, podczas trwania drugiej połowy, puściliśmy z dymem barwy rywali, wołając wcześniej „niech pękną kraty, i chodźcie po swoje szmaty”. Sytuacja ta jednak została przyjęta przez miejscowych obojętnie. Najbardziej podekscytowani byli fotoreporterzy, szukający zdjęcia na okładkę TMK.

Jeśli chodzi o oflagowanie gospodarzy, to wywiesili flagi tylko fan clubów z Zagłębia Dąbrowskiego, czyli tych największych. Co dziwne zabrakło flag tych, w których można spotkać kibiców obu drużyn. Nie zabrakło zaś płócien Olimpii Elbląg, Legii Warszawa, Legii Chełmża, Czuwaju Przemyśl, BKS-u Bielsko-Biała oraz Slavii Praga. Śmieszy nas jednak zwyczaj czerwono-zielono-białych, którzy ściągają flagi z płotu na kilka minut przed końcowym gwizdkiem, co również wokalnie zostało poruszone.

Z naszej strony flagi wiszą od momentu, gdy sformowaliśmy młyn do końca meczu. Na wyposażeniu tego dnia mieliśmy: WYJAZDOWI KONESERZY, JAWORZNO ON TOUR, MAŁOPOLSKA, ULTRAS FCB & GKS, BANDITEN, DUMA ŚLĄSKA, JKS – Good Night Left Side, GzG’05, WŁADCY MYSŁOWIC (mała) i JURAJSKA GIEKSA.

„Świętą Wojnę” na boisku wygrywa GieKSa po golu Adrian Błąda w 80. minucie, który uciszył kibiców z miasta Gierka. Było to pierwsze zwycięstwo GKS-u na Ludowym od 31 lat! Dokładnie tyle samo musieli czekać fani z Bukowej, by móc się na nim pojawić. Z kibicowskiego punktu widzenia pozostał ogromny niedosyt spowodowany ograniczeniami, przez które mało kto mógł zobaczyć mecz z wysokości trybun. To, w połączeniu z działaniami ochrony, przełożyło się na to, że nie zaprezentowaliśmy się w pełnej okazałości również pod względem ultras.

Giszowiec obecny w 31 głów. Niestety nie wszyscy mogli zasiąść na sektorze. Koszt wyjazdu 60 zł.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl

FOTOGALERIA: gkskatowice.eu

FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net

FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net (2)

FILM: 04.03.2022 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice DOPING I BLUZGI

FILM: 04.03.2022 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice BLUZGI

FILM: 04.03.2022 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice SKRÓT

FILM: 04.03.2022 Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice KULISY

Relacja sportowa

Zagłębie Sosnowiec: Gliwa – Oliveira, Pawłowski, Sobczak, Banaszewski (74. Sanogo), Wojciech Kamiński (82. Bryła), Dalić, Seedorf, Borowski, Jończy, Szumilas.
Trener: Artur Skowronek

GKS Katowice: Dawid Kudła – Zbigniew Wojciechowski, Arkadiusz Jędrych, Grzegorz Janiszewski, Hubert Sadowski, Grzegorz Rogala – Adrian Błąd (88. Arkadiusz Woźniak), Oskar Repka, Rafał Figiel, Patryk Szwedzik – Filip Szymczak (65. Marko Roginić).
Trener: Rafał Górak

Bramki: – Adrian Błąd (80)
Sędzia: Leszek Lewandowski (Zabrze)
Ż. kartki: Michał Gliwa, Dominik Jończy, Patryk Bryła, Vamara Sanogo, João Oliveira – Zbigniew Wojciechowski

Starcia pomiędzy zespołami z Katowic i Sosnowca trudno traktować jako “kolejną ligową potyczkę”. Towarzyszy im bowiem ciężar gatunkowy z uwagi na rywalizację sąsiadujących ze sobą miast. Piątkowy mecz w ramach 22. kolejki Fortuna 1 Ligi na Stadionie Ludowym zapowiadał się więc bardzo interesująco. Tym bardziej, że na dwie godziny przed meczem spadło sporo śniegu, co mogło wpłynąć na widowisko. Trener Rafał Górak nie zdecydował się na żadne zmiany w wyjściowym składzie względem poprzedniego meczu. GieKSa dobrze zaczęła, w 4. minucie Filip Szymczak miał okazję po strzale głową, ale dobrze ustawiony Michał Gliwa złapał futbolówkę.

Z czasem do głosu dochodzili gospodarze, aktywnie szukając szans lewą stroną. Tutaj obronie GKS-u zagrażała gra dwójka Quentina Seedorfa i Szymona Pawłowskiego. Szukali luk w naszych szykach, więc musieliśmy się mieć na baczności. Najlepszą okazję sosnowiczanie mieli w 23. minucie. Po kontrze Szymon Sobczak dostał podanie na 16 metr i miał przed sobą tylko Dawida Kudłę. Na nasze szczęście źle uderzył i futbolówka o centymetry minęła słupek bramki. Katowiczanie już do końca drugiej połowy byli cofnięci, odpierając ataki rywala. Ostatecznie w trakcie pierwszych 45 minut bramek na Stadionie Ludowym nie oglądaliśmy.

W pierwszych fragmentach drugiej części GKS grał pewniej, próbując konstruować akcję na połowie rywala. Mało co przynosiło jednak oczekiwany rezultat, gdyż Zagłębie bardzo szczelnie broniło. Pierwszą zmianę trener Górak zdecydował się zrobić w 65. minucie - Marko Roginić zastąpił Filipa Szymczaka. W 69. minucie przed dobrą szansą stanął Grzegorz Janiszewski. Kolega zgrał mu piłkę głową na dziesiąty metr i gdyby nasz obrońca dokładniej przymierzył, nie dalby Gliwie żadnych szans. Katowiczanie dopięli swego w 80. minucie! Marko Roginić wygrał walkę o piłkę na prawej stronie i świetnie zgrał do Adriana Błąda, który znakomicie przymierzył w długi róg. Zagłębie szansy na wyrównanie sobie nie stworzyło i GKS wygrał bardzo ważny wyjazdowy mecz.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

4 marca 2022 roku Zagłębie Sosnowiec podejmowało GKS Katowice. Na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem intensywne opady śniegu mogły zagrozić rozegraniu spotkania. Gospodarze – dzięki mobilizacji służb odpowiedzialnych za przygotowanie murawy – sprawili, że mecz doszedł do skutku.

Początek spotkania upłynął pod znakiem wielu niedokładności z obu stron. Widać było, że zawodnicy mieli problem z przystosowaniem się do twardej, tego dnia, sosnowieckiej murawy. W 6. minucie pod dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka została wybita na odległość 20 metrów od bramki strzeżonej przez kapitana Zagłębia Gliwy, do której dopadł Rogala i bardzo silnym strzałem próbował umieścić piłkę w siatce. Strzał został zablokowany przez agresywnie interweniującego wślizgiem obrońcę gospodarzy. W 9. minucie meczu odpowiedzieli gospodarze. Z rzut wolnego dośrodkowywał Szumilas. Doszło do dużej kotłowaniny w polu karnym, po której piłkę przejął Seedorf. Czterech obrońców GieKSy agresywnym pressingiem uniemożliwiło strzał i piłka została ostatecznie nieprecyzyjnie odegrana w boczne sektory boiska. W 23. minucie, po bardzo słabym rozegraniu rzutu wolnego przez GKS, z kontrą wyszli gospodarze, piłka trafiła do Sobczaka, który strzelił obok rzucającego mu się pod nogi Kudły. Piłka o centymetry minęła lewy słupek bramki. Drugą najlepszą okazję w pierwszej połowie ponownie miało Zagłębie.  Po rzucie rożnym, tradycyjnie już w tym meczu, piłka stanęła w miejscu na piątym metrze przed bramką GieKSy. Można było odnieść wrażenie, że dopadło do niej jednocześnie dziesięciu zawodników stojących w polu karnym. Piłka została ostatecznie kopnięta w stronę naszej bramki, którą minęła o centymetry. Pierwsza połowa była pokazem nieudolności z obu stron. Ciężko było zobaczyć sekwencję kilku podań piłki do przodu. Najczęściej po dwóch kontaktach z piłką dochodziło do prostej straty. Nieporadność tą ciężko w pełni uzasadnić pogodą, czy stanem murawy, która zresztą nie była pokryta śniegiem.

Obraz gry na początku drugiej połowy nie zmienił się. Drużyny grały zachowawczo, niczym pogodzone z rolą ekip walczących o utrzymanie, które za wszelką cenę nie chcą dać przeciwnikowi odskoczyć na trzy punkty. Pierwsza warta odnotowania sytuacja miała miejsce w 65. minucie. Piłkę na swojej połowie przejał Figiel, który dostrzegł źle ustawionych obrońców Sosnowca i posłał długiego crossa do wychodzącego z własnej połowy Szwedzika. Ostatecznie futbolówkę przeciął obrońca gospodarzy, a następnie szczupakiem odbił ją Gliwa. W 69. minucie GieKSa wykonywała rzut z autu, który głową przedłużył Repka. Piłka trafiła na siódmy metr do Janiszewskiego, któremu zabrakło zimnej krwi i z bardzo dużą siłą uderzył ponad poprzeczką. W 73. minucie, po identycznej sytuacji, na tę samą bramkę, na którą atakowało Zagłębie, teraz GieKSa, po zamieszaniu w polu karnym, była bliska zdobycia gola. Piłka minęła bramkę o centymetry. Napór GieKSy przyniósł efekt bramkowy w 80. minucie meczu. Dość niepozorna akcja na prawym skrzydle, piłka została odegrana do Błąda, który z linii pola karnego oddał precyzyjny strzał w lewą stronę bramki. Piłka minęła bramkarza i zatrzepotała w siatce. Po objęciu prowadzenia przez GKS gra zaostrzyła się. Grający do tej pory czysto gospodarze, zaczęli wyładowywać swoją frustrację, kopiąc naszych zawodników w niegroźnych sytuacjach, mających miejsce w środku boiska. W 91. minucie do sfaulowanego zawodnika GieKSy agresywnie podbiegł; jeden z sosnowiczan. Skutkiem tego była mała awantura na środku boiska, gdyż zawodnicy GieKSy zareagowali stanowczo na takie zachowanie gości. Ostatni atak gości miał miejsce w ostatnich sekundach spotkania. Piłka trafiła przed bramkę, a nasi obrońcy wybili ją daleko do przodu, po czym sędzia zagwizdał po raz ostatni.

GieKSa wygrała bardzo ważny mecz w Sosnowcu i oddaliła się znacznie od strefy spadkowej. Strata do miejsca barażowego jest mniejsza, niż przewaga nad strefą spadkową.

Źródło: GieKSa.pl