GKS Katowice 2-0 BKS Lechia Gdańsk

30.11.2024, sobota 17:30 – widzów 6699

Relacja GieKSiarza

Na tym meczu planowaliśmy pożegnać się z naszym domem, jakim jest Bukowa, lecz tragiczna wiadomość o śmierci największej z legend GieKSy, wstrząsnęła wszystkimi i wiadome było, że plany muszą się pozmieniać. Jasiu Furtok odszedł grać na niebiańskiej murawie 26 listopada i czas dla nas się zatrzymał. Przygnębienie i smutek w całej społeczności GKS-u Katowice było i jest tak wielkie, że nie da się tego opisać słowami. Śp. Furtok był z GieKSą od zawsze, od trampkarza do piłkarza, który stał się ikoną naszego klubu; przez trenera młodzieży, dyrektora sportowego, prezesa klubu po kibica. Cokolwiek robił dla GieKSy, robił to najlepiej jak potrafił, ze skromnością i uśmiechem, z którego go zapamiętamy. Człowiek wzór – po prostu Legenda! Już w dniu Jego odejścia kibice zebrali się pod Jego muralem, by zapalić znicze i odpalić symboliczne światełko do nieba.
Prezydent Katowic Marcin Krupa wyszedł z inicjatywą nazwania nowego stadionu Jego imieniem, a Prezydent Polski Andrzej Duda pośmiertnie odznaczył Go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Na pogrzebie, który odbył się dzień przed meczem, zjawiły się tłumy. Zabrakło miejsca w kościele, a oprócz rodziny i kibiców, zjawiło się wielu sportowców, polityków, działaczy oraz związkowców z całego kraju i nie tylko, bo nie zabrakło także delegacji z niemieckich klubów, w których Jasiu również grał. Podczas tej ostatniej ziemskiej drogi, obecne były także delegacje naszych zgód, za co dziękujemy! Śp. Jan Furtok spoczął na cmentarzu w katowickiej Kostuchnie, skąd pochodził, a jego mogiła i wszystkie wokół pokryły się kwiatami w barwach GieKSy, Górnego Śląska i Polski. Odpaliliśmy przy tym symboliczne 9 rac, bo z takim numerem grał w GieKSie i ten numer od lat jest zastrzeżony przy Bukowej dla Jego osoby.
Dodatkowo PZPN ogłosił, że wszystkie mecze na szczeblu centralnym poprzedzone zostaną minutą ciszy, ku pamięci Jasia, który grał także w narodowej reprezentacji. To zaszczyt, którym nigdy wcześniej nie uczczono nikogo związanego z naszym klubem, jednak wiadome było, że w Katowicach to nie wystarczy i trybuny muszą Go pożegnać po swojemu, z rozmachem, na który zasłużył.
Na mecz z Lechią, w odróżnieniu od reszty sezonu, wszyscy mieli przyjść na Bukową w czerni, na znak żałoby po stracie najlepszego w historii GieKSy piłkarza. To spotkanie to był nasz i klubu hołd dla śp. Jasia. Niektórzy kibice oddali Mu cześć już na przedmeczowych zbiórkach, co uczyniono w Giszowcu, Piotrowicach i Lędzinach, gdzie w ciszy zapłonęło symboliczne 9 rac. Na stadionie było mnóstwo elementów upamiętniających naszą Legendę m.in. księgi pamiątkowe, wyświetlano koszulkę z numerem 9 na trybunie głównej czy bandy ledowe z odpowiednią tematyką podczas meczu. Dodatkowo na rozgrzewkę nasza drużyna wyszła w okazjonalnych koszulkach, w które na wyjście także ubrane były dzieci wyprowadzające zawodników oraz nasi młynowi. Na przedzie Blaszoka zawisł ogromny transparent „JAN FURTOK – NIEŚMIERTELNA LEGENDA”, z Jego wizerunkiem w środku, który jeszcze przed rozpoczęciem uzupełniła żółta kartoniada na obu trybunach, gdzie każdy z kartoników stylizowany był na tył koszulki Jasia (numer i nazwisko). Tę chwilę poprzedziła przemowa opisująca w skrócie historię i osiągnięcia Jana Furtoka oraz minuta ciszy, która dodatkowo uzupełniona była przejmującą melodią odegraną na trąbce przez członka orkiestry górniczej i odpaleniem ogni wrocławskich na całej długości Blaszoka. Fanatycy dodatkowo, by oddać jeszcze większą cześć, postanowili nie dopingować przez pierwsze 9 minut spotkania, do czego dostosowali się również kibice gości — dziękujemy! Po tym czasie odpaliliśmy 200 czerwonych rac, a cały stadion zaczął przez długi czas głośno skandować „Jasiu Furtok GKS”. Chwilę później młynowy intonuje przyśpiewkę, która przy Bukowej od lat jest dedykowana Furtokowi… „w kasach już biletów brak (…) Jasiu strzela…”. To podczas tej przyśpiewki, gdy śpiewano ją już któryś raz „w górę serca GKS wygra mecz”, nasz kapitan strzela gola, a chwile później cała drużyna podbiega do linii bocznej i ustawia się do zdjęcia z koszulką Jasia, by w ten sposób uczcić Jego pamięć.
Cały nasz repertuar tego dnia był kierowany głównie ku czci naszej legendy, do czego wszyscy zgromadzeni przykładali się jak nigdy. Takiego głośnego dopingu wcześniej nie udało się nam uzyskać. Pomogli też piłkarze, którzy grali tak, jakby ich sam Jasiu prowadził i wygrali ostatecznie mecz 2:0, podczas którego jeszcze kilkakrotnie unosiliśmy wcześniej wspomniane kartoniki. To bym niezapomniany wieczór, tak jak nigdy nie przeminie pamięć o Janie Furtoku, bo w końcu Legendy żyją wiecznie!
Co do Lechistów to przyjechali pociągiem specjalnym w 370 głów, w tym 8 Śląsk Wrocław i 10 GKM Grudziądz. Dziękujemy im raz jeszcze za uszanowanie śp. Jana Furtoka i całej kibicowskiej Polsce, która uczciła jego pamięć podczas swoich spotkań tej kolejki. Kibice Lechii na sektor gości wchodzili jeszcze podczas trwania meczu. Wokalnie nie mieli szans przebicia, lecz się nie poddawali i dopingowali swoją drużynę do końca. Od początku na płocie wywiesili transparent z pozdrowieniami do więzienia i zwiastun oprawy w postaci biało-zielonego transparentu „WARCHOŁY LECHISTANU” z wizerunkiem czaszki w laurze, której jedna połowa ubrana była w hełm wojownika, a druga w kominiarkę. Prezentacji dokonali na początku drugiej połowy, uzupełniając ją białymi i zielonymi chorągiewkami oraz pirotechnikom, której już dawno nikomu w naszej klatce nie udało się odpalić. Potem wywiesili sześć flagi, w tym już zasłużoną i dawno niewidzianą z hasłem z ich oprawy.

Oflagowanie: SILESIAN FAMILY, CRAZY BOYS, GISZOWIEC (old), VIP, HANYSOWO, GÓRNICZY KLUB SPORTOWY, GRUDZIEŃ’81 PAMIĘTAMY, GKS KATOWICE, PNG & GRR oraz na gnieździe baner JAN FURTOK 1962-2024.

Relacja GieKSa z Gisza

Przed meczem z Lechią organizujemy zbiórkę w Giszowcu na której uczciliśmy pamięć Jasia, odpalając symboliczne 9 rac przy transparencie „Legendy Żyją Wiecznie – Śp. Jan Furtok”. Następnie podstawionym autobusem udaliśmy się na Bukową, gdzie dojeżdża reszta składu od nas. Na płocie wisi stara 24-letnia trójkolorowa flaga „GISZOWIEC”, której właściciel  chciał by swój ostatni raz zaliczyła jeszcze na naszym starym, legendarnym stadionie.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl

FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)

FOTOGALERIA: gkskatowice.eu

FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net

FOTOGALERIA: 12zawodnik.pl

FILM: 29.11.2024 Ostatnie pożegnanie śp. Jana Furtoka

FILM: 30.11.2024 GKS Katowice – Lechia Gdańsk KONFERENCJA

FILM: 30.11.2024 GKS Katowice – Lechia Gdańsk SKRÓT

FILM: 30.11.2024 GKS Katowice – Lechia Gdańsk SKRÓT

FILM: 30.11.2024 GKS Katowice – Lechia Gdańsk KULISY

FILM: 30.11.2024 GKS Katowice – Lechia Gdańsk DOPING

Relacja sportowa

GKS Katowice: Dawid Kudła – Marcin Wasielewski, Alan Czerwiński (72, Märten Kuusk), Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz, Borja Galán – Adrian Błąd (90, Jakub Antczak), Sebastian Milewski, Oskar Repka, Mateusz Mak (72, Mateusz Marzec) – Sebastian Bergier (89, Jakub Arak).
Trener: Rafał Górak

Lechia Gdańsk: Bohdan Sarnawśkyj – Loup-Diwan Guého (80, Tomasz Wójtowicz), Bujar Pllana, Elias Olsson – Dominik Piła, Rifet Kapić, Iwan Żelizko, Anton Carenko (54, Kacper Sezonienko), Maksym Chłań (79, Miłosz Kałahur), Conrado (90, Karl Wendt) – Bohdan Wjunnyk (80, Serhij Bułeca).
Trener: Radosław Bella

Bramki: Arkadiusz Jedrych (14), Sebastian Bergier (43) –
Sędzia: Marcin Kochanek (Opole).
Ż. kartki: Adrian Błąd (36) – Maksym Chłań (1)

W ten wyjątkowy dla społeczności GKS-u Katowice dzień, uczciliśmy pamięć o Janie Furtoku, który odszedł od nas 26 listopada br. Spotkanie poprzedziła minuta ciszy, a piłkarze zagrali w ciemnych strojach z czarnymi opaskami. W składzie GieKSy nastąpiła jedna zmiana względem poprzedniego meczu. W środku pola Mateusza Kowalczyka zastąpił Sebastian Milewski. Pierwsze dziewięć minut spotkania zespoły rozegrały w całkowitej ciszy. W tym okresie zarysowała się przewaga katowiczan. W 11. minuciie Oskar Repka miał piłkę na głowie po dośrodkowaniu w pole karne i choć uderzeniu nie brakowało siły, to brakowało mu precyzji. W 14. minucie było już 1:0 dla GKS-u. Arkadiusz Jędrych dopadł do piłki podawanej z autu w pole karne i głową skierował piłkę na długi słupek. Zaraz po tym trafieniu kapitan GKS-u zaprezentował kibicom koszulkę Jana Furtoka.

W obronie staraliśmy się kontrolować poczynania rywala, który miał swoje szanse atakując głównie prawą strona. W 30. minucie Bohdan Varnavskyi wybił piłkę spod nóg Mateusza Maka na 18 metrze. Kolejną szansę mieli goście, gdy w 41. minucie Maksym Khlan dopadł do piłki przed polem karnym i uderzył w stronę krótkiego słupka, ale dobrze ustawiony Dawid Kudła pewnie złapał futbolówkę. Dwie minuty później było 2:0. Katowiczanie ruszyli z kontrą, w której Adrian Błąd podawał do Sebastiana Bergiera i ten mając sporo czasu ustawił sobie piłkę w polu karnym i strzelił gola numer dwa. Jeszcze przed zejściem do szatni przed utratą gola ratował GKS Kudła, gdy zatrzymał strzał po groźnej akcji w polu karnym gdańszczan.

Lechia drugą połowę otworzyła od dwóch rzutów rożnych, ale żaden z nich nie stworzył zagrożenia pod bramką GKS-u. W 53. minucie Kudła złapał strzał, którzy został przez rywala delikatnie przekierowany. W 59. minucie w kontrze Lechii uderzał Bohdan Viunnyk, jego próba przeleciała centymetry obok słupka bramki GKS-u. Chwilę wcześniej to katowiczanie mieli szansę na gola, ale zabrakło precyzji w akcjach prowadzonych blisko bramki rywala. Groźnie było w 76. minucie meczu, gdy po dośrodkowaniu z prawej strony Kudła wybił piłkę sprzed nogi napastnika, a chwilę później Märten Kuusk zablokował strzał z 18 metrów. Blisko gola numer trzy był Bergier, który próbował zaskoczyć Sarnavskiego przewrotką, ale bramkarz gości dobrze interweniował i pozbawił naszego napastnika dubletu. Wynik nie uległ zmianie. GKS wygrał dla śp. Jana Furtoka.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja spotkania

GieKSa w tym nostalgicznym meczu nie zostawiła żadnych złudzeń co do tego, kto jest lepszym beniaminkiem. Lechia była zespołem bezradnym i zasłużenie przegrała 0:2. Otoczka meczowa poświęcona była Legendzie GieKSy śp. Janowi Furtokowi. Zamiast „stadionowego disco-polo” wybrzmiewały nostalgiczne melodie, piłkarze wyszli na rozgrzewkę w czarnych strojach z numerem 9, a na stadionie rozstawiono księgi pamiątkowe. „Jan Furtok Nieśmiertelna Legenda”, taki napis przeczytać można było na płocie Blaszoka. Gwizdek oznaczający start meczu poprzedziła minuta ciszy i występ trębacza. Przez pierwsze 9 minut nie był prowadzony dopingu, do czego dostosowali się też fani Lechii. Na trybunach mieliśmy efektowną kartoniadę oraz racowisko upamiętniające wybitnego Człowieka. Mecz rozpoczęli goście, odważnie wychodząc do przodu i zdobywając żółtą kartkę już w 40. sekundzie. W 4. minucie Mak pognał lewym skrzydłem i zacentrował do Bergiera, który nie zdołał zdobyć bramki. Wybitą futbolówkę zebrał po drugiej stronie Wasielewski, powtarzając podanie do napastnika, jednak tym razem nie doszło do skutku. Odpowiedział Holz groźną centrą na 4. metr, ale Kudła czujnie interweniował. Z kontrą po przechwycie pognał Milewski, Bergier niecelnie odegrał mu jednak z klepki i nic z tego nie wyszło. Równo z 9. minutą rozległo się „Jasiu Furtok GKS!” i znów ujrzeliśmy race na Blaszoku. Blisko uczczenia tego wydarzenia był Milewski – jego soczysty strzał został przyblokowany w połowie drogi do siatki. W 13. minucie groźna wrzutka Czerwińskiego między stoperów zwieńczona została nieudanymi nożycami Bergiera, jednak ciężko oczekiwać czegoś więcej w tak trudnej sytuacji. W 14. minucie centrę Wasielewskiego po klepce z autu na długi słupek przekierował Arkadiusz Jędrych, otwierając wynik spotkania! Celebracja nie mogła być inna – piłkarze wspólnie zaprezentowali koszulkę śp. Jana Furtoka. Za ciosem ruszył Adrian Błąd, przecinając wszerz boisko podaniem między obrońców, ale Bergier wyrzucił się niestety przyjęciem poza światło bramki. Lechia wyglądała w pierwszych minutach, jakby przyjechała po jak najmniejszą porażkę, ograniczając się do fauli i stroniąc od rozegrania piłki. W 28. minucie aktorstwem popisał się zawodnik Lechii, nie czekając na kontakt z naszym obrońcą, rzucając się z grymasem bólu na murawę. Sędzia tylko groźnie na niego spojrzał, trybuny skwitowały to zachowanie śmiechem. W 29. minucie Kudła z całej siły kopnął piłkę pod drugie pole karne, Sarnavskyi fatalnie interweniował przy próbie strzału Bergiera, wypluwając futbolówkę. Szybko się jednak zrehabilitował, rzucając się pod nogi Maka, który miałby przed sobą otwartą drogę do siatki. W 36. minucie Galan z Błądem zainicjowali kontrę, wypuszczając Wasielewskiego prawym skrzydłem. Podbite podanie trafiło do Milewskiego, który przewrotką starał się zaskoczyć rywali, ale nieskutecznie. Pierwszy celny strzał oddał wspaniały Khlan po błędzie Klemenza – Dawid Kudła nie miał większych problemów z paradą. W 43. minucie Klemenz efektowną kiwką wyprowadził na manowce wysoki pressing Lechii, Galan długim podaniem uruchomił Bergiera na dobieg. Napastnik przytomnie odegrał Błądowi, który w tempo oddał mu piłkę, a Bergier ze spokojem podwyższył na 2:0. Blisko było odpowiedzi rywali po przeładowaniu flanki, jednak strzał zatrzymał na wysokości słupka Dawid Kudła. W ostatnim czasie bramkarz GieKSy notuje bardzo dobre występy, tu również potwierdził swoją klasę. W przerwie uaktywnili się kibice Lechii, dopingując rezerwowych na rozgrzewce. Głośno cieszyli się z każdej zdobytej bramki, żądając kolejnych! Drugą połowę rozpoczęliśmy ekwilibrystycznym zagraniem Galana piętą, po którym faulowany, choć nie według arbitra, był Mateusz Mak. Niefortunny odbiór Wasielewskiego zmusił Kudłę do interwencji, bramkarz znów doskonale sobie poradził z takim zadaniem. W 53. minucie zupełnym przypadkiem Viunnyk został nastrzelony przez kolegę, nieświadomie oddając strzał na bramkę. Dawid Kudła był nieco zaskoczony takim obrotem spraw, ale zdołał wyłapać tę próbę. 56. minutę Repka naznaczył iście hiszpańskim wyprowadzeniem piłki górą do Czerwińskiego, który dał pokaz swojego dryblingu. Przedarł się aż pod szesnastkę i podał do Maka, jednak obrońca w ostatnim momencie wybił, choć wprost pod nogi Błąda. Mocne uderzenie z trudem sparował golkiper. 120 sekund później Galan przysporzył pracy defensywie ze skrzydła, dryblując i posyłając podania z bocznego sektora. Bardzo blisko kontaktowego trafienia był Viunnyk po błędzie w kryciu GieKSy, minimalnie chybił w doskonałej sytuacji, choć Kudła i tak zdawał się panować nad torem lotu piłki. W 63. minucie Khlan mocno odczuł strzał kolegi, który chyba starał się dośrodkować, a ustrzelił partnera z zespołu. 68. minutę Oskar Repka zwieńczył huknięciem z armaty obok słupka, a znów do takiej sytuacji doprowadził Borja Galan swoimi sztuczkami technicznymi na flance. Tuż po wejściu na murawę Mateusz Marzec został wypuszczony przez Błąda, zszedł do środka boiska i zagrał na wolne pole do Bergiera. Obrońca uprzedził naszego napastnika, szkoda tak dobrej okazji do zdobycia bramki z kontry. Zamieszanie w naszym polu karnym wyjaśnił Kudła do spółki z Kuuskiem, a fatalne wybicie w międzyczasie zanotował Milewski. W 78. minucie Bergier niczym Henrik Larsson złożył się do przewrotki. Ale mógł to być piękny gol, niestety trafił w bramkarza. Do końca spotkania GieKSa kontrolowała mecz i w pełni zasłużenie zgarnęła trzy punkty.

Źródło: GieKSa.pl