Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Relacja GieKSiarza
„11 tysięcy na 11.11.11” takie było główne hasło mobilizujące, środowiska nacjonalistyczne na 11 Listopada, hasło budzące wyobraźnie, biorąc pod fakt, że rok temu na Marszu Niepodległości było z 2.5 tysiąca osób! Nie ma co ukrywać, że głównie wśród kibiców trwała największa zorganizowana mobilizacja, przede wszystkim za poczynania Donka i jego świty. Oczywiście kibice GieKSy też się wybierali 😉 Stety/niestety, dość wczesna godzina zbiórki na wyjazd, dość mocno pokrzyżowała nam plany organizacyjne i zamiast wesołego kibolskiego busa pozostało kombinowanie jak być na Marszu i wyrobić się na mecz w Elblągu, jesteśmy zwykłymi ludźmi, czas nas bardzo ograniczał, a teleportu nie mieliśmy 😉 Rok temu też mieliśmy podobne problemy, no cóż, życie kibola nie jest usłane różami 😉 Ostatecznie postanowiliśmy do Warszawy pojechać busem organizowanych przez ONR BG, po marszu zostać w stolicy i dosiąść się do naszych jadących do Elbląga, więc jak widać dla chcącego nic trudnego. Oczywiście po drodze było jeszcze kilka komplikacji związanych z autobusem, ale ostatecznie zakończyło się tylko na stresie. Powoli zbliżał się 11 Listopada, wraz z tym w mediach jak rok temu nasilała się lewacka propaganda, która była nakręca m.in, przez Kazię, która wzdychała że brak nam „alternatyw” (jej pedalskiej degeneracji nie chcemy) czy Blumsztaj, mistrz Izraela w rzucie kamieniem, sapał że faszyzm rośnie w siłę… Choć trzeba przyznać że propagandę mieli bardziej przemyślaną niż rok temu, choć nadal opiera się ona na pomówieniach i kłamstwach, nam to nie przeszkadzało, tylko jeszcze bardziej mobilizowało szyki.
Nadszedł długo oczekiwany dzień wyjazdu, zbiórkę mieliśmy na Katowickim „rynku”, ludzie pospłacali zaległości, pogadali i mogliśmy ruszać w stronę Warszawy. Jechaliśmy 3 pełnymi busami, w tym około 15 kiboli GieKSy. Los chciał, że trafiliśmy do wesołego busa ze starą, wesołą, gwardią skinów 😉 Podróż mijała nam w bardzo wesołej atmosferze opowieści P. o tym jak z ojcem „oczyszczał” Hiszpanię z nigeryjskich alfonsów 😉 Za Częstochową dowiadujemy się, że Raków miał spotkanie z niemiecką antifą i milicja nie chce ich wypuścić ze stacji. Po chwilowej rozkmince, sytuacja się uspokaja i już do samej Warszawy spokój, tylko od czasu, do czasu w radiu słyszymy relacje że są jakieś ganianki na Nowym Świecie. Dojeżdżamy do Warszawy, w centrum wysiadamy z busów, „niestety” wysiedliśmy od złej strony i aby dojść na miejsce naszej zbiórki musielibyśmy przejść przez… blokadę 😉 Policja w ostatniej chwili orientuje się, że my to raczej nie na blokadę, ale mimo wszystko paru lewaków załapuje się na rozmowę dydaktyczną. Okrężną drogą dochodzimy na Pl. Konstytucji, ludzie ciągną ze wszystkich stron, imponujący widok… Na miejscu zbiórki czuć napięcie, słychać wybuchające achtungi, widać że przy kordonie policji od strony blokady wrze, w pewnym momencie widzimy jak w ruch idą pałki, resztę to chyba każdy widział w TV. Dodam tylko od siebie, że z 25 tys. tłumu dymiło może z 200 osób…reszta, w tym nawet wiele kumatych odpuściła, uznając że to nie odpowiedni moment. Gdyby chociaż jakaś znacząca część z tłumu ruszyła, policja zbierałaby kaski przez kilka dni, więc nie mają co się cieszyć, że „poradzili sobie z sytuacją” bo to gówno prawda, tylko od nas to zależało… Po około 30 minutach sytuacja się całkowicie uspokaja i marsz rusza w przeciwnym kierunku od miejsca zamieszek, co ciekawe idzie on bez całkowitej obstawy policji i jest … spokój, skąd my to znamy, że gdzie policja, tam zadyma. Atmosfera marszu była bardzo podniosła, masa rac, morze ludzi… W marszu spotykamy kolejne osoby z GieKSy, które przebyły pociągami, autami, łącznie na marszu było ze 40 kibiców GieKSy. Wśród nas idą od dzieci w wózkach, po kombatantów z NSZ, kibice Lecha, obok kibiców Legii, multum flag, bannerów organizacyjnych, na prawdę dość spory przekrój społeczeństwa, wszyscy ponad podziałami, dla wspólnego celu – rewelacja.
Marsz dociera do pomnika Romana Dmowskiego, pojawia się milicja… i znowu gorąca atmosfera, nawet starzy ludzie krzyczą prowokacja, czuć ogólne wkurwienie, gdzieś tam w oddali pali się wóz TVN…Po chwili na wniosek policji Marsz zostaje rozwiązany i ludzie się powoli rozchodzą. Jest godzina 18 a my do pociągu mamy prawie 10 h… „Gupio sytuacjo” wynikłą, bo myśleliśmy, że marsz skończy się z 3 h później. Postanawiamy poszukać jakieś meliny na mieście, ewentualnie hotelu. Zaczepia nas jakiś facet, który proponuje nocleg w… klasztorze 😉 Jest to dla noś nowego, ale decydujemy się spróbować, niestety, zakonnice słyszały już o zamieszkach w TV i się lekko przeraziły na myśl że my, to ci, co tam byli i pewnie dymili… no grzecznie nas pogoniły i tyle 😉 Następnie wylądowaliśmy w 5 gwiazdkowych hotelu, ale tam nie znaleźliśmy noclegu, ostatecznie odpuściliśmy poszukiwania i zamelinowaliśmy się w dworcowym barze 24h. Po godzinie wiedziałem, że raczej tam nie wytrzymam ponad 6 godzin. Część osób ruszyła na miasto, cześć twardo siedziała na dworcu, ja poszedłem pozwiedzać Warszawę nocą, ostatecznie wylądowałem w hotelu na Krakowskim Przedmieściu 😉 Około 4 zbieramy się na peronie i czekamy na naszych, wszyscy zmęczeni ładujemy się do wesołego cuga, a do dopiero połowa wyprawy… Słowem zakończenia dodam, że niech żałuje każdy kto odpuścił wyprawę, marsz okazał się ogromnym sukcesem bo zgromadził ponad 25 tys osób, baa można stwierdzić że uczestniczyliśmy w przełomowym wydarzeniu, 25 tys. głównie młodych osób to jest fakt, i TVN wraz z GW nic na to nie poradzą. Do następnego i aby za rok kolejka ligowa była dla nas bardziej łaskawa.
P.
Źródło: zin SK1964 nr 40 (Katowice) kwiecień 2012
Relacja kibica Legii Warszawa
Jesteśmy po długo oczekiwanym i jeszcze nakręcanym Marszu Niepodległości. Było. że tak powiem-hucznie :-). Liczby incydentów nie sposób przybliżyć i całościowa relacja jest mało możliwa… Po Warszawie chodziły grupki tysiąc osobowe, kilkusetosobowe, kilku itp. Każda miała swoje przygody, starcia, czy bieganiny. Tak jak się spodziewano w stolicy była wojna, a o marszu będzie się pamiętać bardzo długo. Tego dnia do Warszawy zjechała cała Polska. Nie wiem czy wszędzie, ale na bank w niektórych miastach policja dzwoniła po busiarzach i pojawiała się na miejscach zbiórek ekip. A (wyprzedzając fakty) kiedy jedna z ekip wracała, w ich mieście zatrzymał ją patrol i jakimś urządzeniem sprawdzał, czy uczestnicy mają na sobie ślady gazu…
11 listopada to także tradycyjne podchody z lewą stroną. Jako, iż niektórzy z nich niby chcą walczyć-przyciągają na naszą stronę wielu łowców przygód. Lewacy rano mieli coś tam z wąsami, a po bieganince z nimi schowali się w knajpie. Wieść niosła, że zaatakowali grupę rekonstrukcyjną, heh. Widziałem tą grupę potem filmiku, kilka dych na czarno, mało konkretnych – ze sprzętem. Była tam słynna antifa z Niemiec, która przyjechała bodajże trzema autokarami. Kogoś tam po swojemu obili (np. paru chłopaków z Bałtyku Gdynia), podobnie zresztą jak nasi lewaków.
Ogólnie media mówią tylko o naszej agresji, a z kontry antify mają mało materiałów (prawie żadne). Ale od początku… Po małej zmianie planu, zbiórka wszystkich kiboli wyznaczona była w Źródle o 13:30. Stopniowo zjeżdżało się naprawdę sporo ludzi._ W Źródle oprócz naszych zgód niecodzienni goście: Lech (dużo młodych), Wisła + Lechia (wiedząca czego chce ekipa…), ŁKS, Arka, Stal Gorzów, Motor, obok mija Odra Opole (z okrzykiem o Śląsku Opolskim zawsze Polskim) oraz inni. A na Marszu to już całkowicie wszyscy. Mnóstwo Jagi, Motoru, Hetmana Zamość, Siarki, GKS Jastrzębie, Bałtyk, Zawisza, widać kominiarki Zagłębia Lubin… Nie ma sensu wymieniać. Z gości zagranicznych Czechów goszczonych przez warszawskich Autonomicznych Nacjonalistów, Węgrzy, Włosi, Szwedzi, Serbowie, Słowacy i na bank ktoś jeszcze… Samej Legii na Marszu myślę, że liczba czterocyfrowa. Byli wszyscy… Cała Legia jest patriotyczna, antylewacka-można to powiedzieć z całkowitą odpowiedzialnością.
NIGDY nie zapomnę jak wychodziliśmy ze Źródełka. Idziemy jako Legia, patrzę obok-Lech w terrorkach, za chwilę dobiega zamaskowana Lechia z Wisłą, bardzo nagrzana „na Marsz” :-). Wszyscy bez ciśnienia, obok siebie. Ramie w ramię, a nie był to najgrzeczniejszy odłam wspomnianych ekip :-). Jak dawno temu obserwowałem wspólną walkę hool’s Serbii przeciwko pedałom to twierdziłem, że jest to u nas niemożliwe. Niemożliwe nie istnieje, a pamiętajmy, że dla takiego Lecha jesteśmy kosą numer JEDEN. Stali obok nas w kominiarkach i nikt nawet nie myślałby na siebie ruszyć (po prostu zero ciśnienia w powietrzu)… To była duża sprawa, naprawdę. Ktoś mówi-jak na reprezentacji w latach 90. Nie kochani, na reprezentacji w latach 90. to nie każdy obok siebie potrafił stać. A 11.11.11 już tak!
Gdyby nie było lewackiej kontry-do awantury pewnie by doszło. Zbiórka wszystkich miała miejsce na Placu Konstytucji o 15:00. Witały nas powtarzane w koło komunikaty milicji, że jakiekolwiek łamanie prawa zaowocuje interwencją. Już samo to nadawało Marszowi charakter bojowy :-). Ustawił się kordon, za którym kilkaset metrów dalej stała lewacka (skromna liczbowo)blokada. Ustawiliśmy się w jej stronę, ale wąsy kazały nam iść w przeciwnym kierunku. Mniej więcej wtedy rozpoczęła się awantura. Jej efekt każdy widział, kostka brukowa, race przeciwko pałkom, gazowi i polewaczce. Długi czas mundurowi stali schowani za tarczami, a młodzi hool’s mogli harcować. Po czasie zaczęliśmy się rozbijać, bo wąsy bardziej zdecydowanie interweniowały. W jedną z grupek wpadają bijąc po głowach (wszystkich) i krzycząc do nas „wy kurwy” itp. W wielu miejscach Warszawy mają miejsce brutalne interwencje niebieskich. Sam marsz ruszył w końcu w przeciwną stronę niż blokada lewaków i miał przebieg chaotyczny, były flagi, były banery, była pirotechnika. Marsz nie miał jednego szyku, nie panowano nad sytuacją. My dobiegamy do niego, jak wielu, z jednej z bocznych uliczek po akcji policji. A w Marszu szło obok kiboli i nacjonalistów wielu szarych ludzi. Żal, że dostali gazem, ale co poradzić, że wąsy nie patrzą kogo atakują. Kiedy manifestacja przechodzi koło ruskiej ambasady, lecą w nią petardy hukowe (ogólnie masa ich tego dnia w Stolicy, podobnie jak rac używanych dla efektu i do walki).
Wielu uczestników określa klimat jako rewolucyjny. Okrzyki są antylewackie, anty platformowe i anty medialne. Mówi się nawet o 20.000 maszerujących, co dwukrotnie przebiło oczekiwania! Blokady lewaków DUŻO mniej liczne, przy nas wręcz śmieszne. Jak oni wszyscy, lewacy i reżim muszą bać się naszych liczb i nastrojów…
Co jakiś czas odłączano się od głównego Marszu w poszukiwaniu „własnych dróg”. Niestety czuć tu było sporo chaosu. Zamiast słuchać liderów, albo znających tereny miejscowych, ludzie biegali z miejsca na miejsce. Biegniemy, 500 metrów, a tam nikogo nie ma… Ktoś kogoś widział, ktoś coś krzyczy, ludzie biegają jak szaleni. Irytujące, ale z drugiej strony chętnych na harce było naprawdę tysiące… Jak wychodziliśmy z daleka w stówkę, to ruszyło na nas pięć stówek… naszych, myśląc że my to antifa 🙂 I tak kilka razy.
Sam nie wiem o której tysiące Polaków docierają pod pomnik Romana Dmowskiego. Pod pomnikiem, a raczej niedaleko niego, zaatakowano auta TVN-u, co już za pośrednictwem TV widziała cała Polska. Płonący bus transmisyjny, osobówka z wbitym jakimś stojakiem w przedniej szybie… Można to dodać do dziesiątek uszkodzonych milicyjnych radiowozów, a także wozów innych mediów. W powietrzu było czuć frustracje postawą prasy (przez cały rok), a także Systemu, policji. Ludzie tego dnia chcieli się odegrać na kłamstwie, represjach, nie widząc takiej szansy na co dzień. Po prostu puszczają nerwy! Czesi, którzy wieczorem wylądowali na naszej bazie zgodnie stwierdzili, że „czegoś takiego to w życiu nie widzieli”. A trzeba zaznaczyć, że byliśmy u nich kilka lat temu na manifestacji, oni sami byli organizatorami demonstracji itp. Polska ich jednak zaskoczyła :-).
Nie można jednak zapomnieć o tym, że prócz hooligans były tysiące normalnych, szarych obywateli. Szli w Marszu i chcieli po prostu zademonstrować swoją polskość. Jak oni odbierają całokształt? Zapewne różnie… W mediach od razu po 11.11 ruszyły debaty, liczne komentarze… będą teraz pół roku się sprzeczać kto jest bardziej grzeczny :-). Nawet wśród niegrzecznych zdania co do ataku na policję są podzielone. Wszyscy oraz wielu innych, szli 11 listopada obok siebie. Na zewnątrz (w TV) jak zwykle tylko awantury. Tak już chyba musi być…
Podsumowując: mimo kilku irytujących rzeczy (z bezsensownymi bieganinami na czele, które skończyły mój dobry humor tego dnia) 11 listopada jak najbardziej udany. Liczba, klimat, jedność ekip… To przejdzie do historii.
Ł
Źródło: magazyn To my Kibice nr 123
Relacja kibica odry Wodzisław
To co wydarzyło się 11 listopada 2011 roku już przeszło do historii. Była to bowiem największa manifestacja narodowej prawicy od 1945 roku! Liczby szacowane od 20.000 w górę to nie wymysł wyobraźni tylko rzeczywista prawda. Marsz po którym echo wciąż nie cichnie jeszcze długo będzie rozpamiętywany. Przejdźmy jednak do konkretów, chciałbym bowiem przedstawić jak wyglądały przygotowania, trasa i sam marsz ze strony patriotów z Wodzisławia Śląskiego którzy byli na nim obecni.
Odkąd tylko zaczęły się przygotowania propagandowe do marszu było zagadką ilu nas pojedzie. Wszak już dawno skończyły się czasy w których ekipa Odry (raczej apolityczna obecnie) składała się wyłącznie z prawicowych Skinheadów.
Propaganda 11.000 manifestantów na dzień 11.11.2011 była czymś do czego wielu narodowców podchodziło z dystanse nie wierząc że uzbiera się nas aż tylu/ Ciśnienie było jednak wielkie i my w Wodzisławiu też się mobilizowaliśmy.
Pamiętam swój pierwszy udział w Marszu Niepodległości. 11 listopada 2006 roku pojechałem do Warszawy w kameralnej grupie kilku kolegów z uniwersytetu. Każdy z nas był z innego miasta, każdy kibicował innemu klubowi. Przez Warszawę szło nas wówczas plus/minus 300 a ja byłem jedyny z Wodzisławia na tym Marszu. Zmarznięci i zmęczeni przeszliśmy z Placu Zamkowego pod pomnik Romana i ani jedna stacja telewizyjna czy radiowa o nas nie wspomniała. Przeminęło pięć lat, nasza liczba wzrosła do 20.000 i mówią o nas wszyscy!
Wczesnym rankiem w Wodzisławiu pod naszym autokarem prócz uczestników wyjazdu niespodziewanie pojawiły się k…y w sile dwóch busów i jednej osobówki. Większość została sfotografowana i spisana lecz kilku spryciarzom udało się tego uniknąć. Pewne niedociągnięcia organizacyjne z naszej strony spowodowały że jechaliśmy całą trasę z wahadłem, lecz i tak byliśmy zadowoleni, że uzbierał sie nas autokar, bo jeszcze w 2010 roku byliśmy tylko w kilku.
Na pokładzie obecne dwa stowarzyszenia reprezentujce nasze miasto: Wodzisławska Inicjatywa Patriotyczna (młodzi NR) oraz Duma i Nowoczesność (starzy NS którzy, jak się później okazało mieli największy transparent na kijach tego dnia) w szeregach których znajdują się osoby bardziej lub mniej udzielające się na meczach OW.
Trasa do Warszawy przemijała nam sennie. W autokarze panowała gawędziarska atmosfera, tylko kierowca nie chciał puscic muzy bo jak sam stwierdził, to go rozprasza. Na jednym z zjazdów, już za Częstochową czekamy na inne ekipy. Dopiero kiedy zajeżdżają autokary z Katowic i Częstochowy ruszamy w dalsza drogę. Jednak jedni jadą szybciej, a inni wolniej. Przodem rusza autobus z Częstochowy, który na rogatkach Mazowsza atakuje antifa. Podobno zdewastowano autokar, podobno Straż Graniczna strzelała z ostrej w powietrze, podobno ikt z częstochowskich narodowców nie ucierpiał w jakiś znaczny sposób. To wydarzenie spowodowało jednak, że już do samej Warszawy mamy oczy dookoła głowy. W międzyczasie dostajemy info, że niemiecka antifa zaatakowała grupy rekonstrukcji historycznych i panosza się po Warszawie. Tego, że będzie z nimi wojna spodziewaliśmy się wszyscy, zagadką jednak było ilu będzie nas. Przed 14:00 jesteśmy już pod Legią. Po zaparkowaniu autobusu ruszamy pieszo. Jako pierwszą spotykamy bandę Hutnika Kraków (wszyscy w białych czapkach) która robi na nas wielkie wrażenie, gdyż Huta prezentowała się naprawdę konkretnie i liczbą i wyglądem.
Pod Źródełkiem stoi już Legia. Większość ubrana na biało w czerwono-biało-zielonych czapkach a parę metrów dalej żółto-niebieskie kominiarki Arki Gdynia! Już wtedy zrozumieliśmy, że cała kibicowska Polska będzie razem tego dnia!
Na placu Konstytucji gdy doszliśmy stały już ekipy, których nie sposób wymienić. Rewelacyjnie prezentował się Czuwaj ze swoimi reprezentacyjnymi flagami. Skini jeszcze w klimatach lat dziewięćdziesiątych we fleyersach, glanach i moro stali w pierwszym szeregu. Dalszą listę obecności raczej trudno jest ustalić, napisać jednak trzeba że była Legia-Pogoń i Zagłębie, Olimpia, BKS Bielsko obok takich band jak Lech-Arka i Cracovia. Z Górnego Śląska była GieKSa, Górnik, ROW, Jastrzębie, Odra Wodzisław i Victoria Jaworzno. Z Lubelszczyzny widziałem Motor i Unię Hrubieszów. Obecny wielka bandą był ŁKS w białych kominiarkach. Z ziemi łódzkiej prócz ŁKS-u widziałem Widzew, Radomsko i GKS Bełchatów. Z Pomorza była Kotwica, Pogoń Szczecin i Czarni Słupsk. W dużej, stu osobowej grupie Odra Opole, z nimi Zagłębie Lubin i z pewnością Polonia Bytom. Widziałem Stal Rzeszów, Zawiszę, Chrobrego i jakiś AZS (). To nie znaczy jednak że nie było innych ekip bo była tam cała Polska i chyba tylko Ruchu Chorzów brakło, a może się mylę? W pewnym momencie na plac dociera Podlasie w pociągowej liczbie 400 osób! Gdy szli na plac z okrzykami (których nie rozumieliśmy gdyż odbijały się echem od kamienic) myśleliśmy że to antifa, która wydostała się z kordonu i chce nas zaatakować. Okazało się jednak, że to narodowcy z Podlasia, w szeregach których nie brakowało fanów Jagi. Przed nami na placu stały wąsy w kilku szeregach, tworząc kilkuset metrowy bufor, za którym zbierało się lewactwo. Bezpośredniego kontaktu wzrokowego z lewakami osoby stojące na placu nie miały. Jednak wielu narodowców idąc w stronę zbiórki ulicami, było już w pobliżu placu atakowanych przez niemiecką antifę.
Ekipy kibiców stojące przy kordonie w pewnym momencie zaczęły atakować policję. Powód tych zamieszek był taki, że towarzystwo było na nich tego dnia niezwykle mocno nakręcone. W pewnym momencie (gdy do rozpoczęcia marszu było coraz bliżej) zaczęły wybuchać achtungi których tego dnia było bez liku. Wąsy zareagowały na to prośbami o spokój za pomoca sprzętu nagłaśniającego mówiąc jakich to środków przymusu bezpośredniego użyją. Ich obecność w pełnym rynsztunku i wiele prowokacyjnych, trącących agresją zachowań było wodą na młyn dla zadymiarzy. Uważam, że te awantury były odpowiedzią społeczeństwa na rządowe koterie PO, bezkarność służb mundurowych oraz łamanie praw człowieka i wolności słowa. W takich państwach jak Hiszpania, Grecja, Włochy, Francja, Niemcy czy Anglia uliczne zadymy maja odcień lewacki. W Polsce czy na Węgrzech są one prawicowe. W Warszawie tego dnia też były…
Parę minut po 15:00 pochód rusza. W jego szeregach nie brakowało Serbów i Słowaków odznaczających się flagami. Zmieniona została jednak jego trasa i my stojąc z przodu, znaleźliśmy się nagle z tyłu. Jednak wyprzedzając parę szeregów (a raczej bezładny tłum poruszający się w żółwim tempie) docieramy mniej więcej do środka, w którym idziemy pod sam pomnik Romana. Marsz szedł w ślamazarnym tempie. Jego wielki mankamentem był brak zorganizowania, gdyż liczba manifestantów przerosła wszelkie oczekiwania. Słabe było równiez nagłośnienie, a za wstyd mozna uznać to że wielu uczestników marszu nie zna patriotycznych piesni i wspomaga się prostackimi okrzykami rodem z meczów śp. Reprezentacji Polski. Klimat marszu bardziej przypominał mecz niż manifestację. Zamiast pochodu uformowanego w czwórki mieliśmy tłum stanowiący bezkształtną biało-czerwoną masę, w której nie brakowało studentów, rodzin z dziećmi i staruszków.
Na naszych tyłach czyli na Placu Konstytucji jeszcze trwały walki. Co chwila dzwonili do mnie z domu relacjonując co podaje na bieżąco telewizja. W pewnym momencie okazało się, że marsz jest zdelegalizowany, ludzie jednak szli naprzód. Jak się później okazało w rzeczywistości tak było, jednak „bufetowa” wróciła po rozum do głowy i z powrotem zalegalizowała manifestację. Gdyby stało się inaczej to mieszkańcy Warszawy wyprowadzili by się na jakiś czas do Budapesztu, jednocześnie pozostając w Warszawie.
Podczas naszego pochodu było nad wyraz spokojnie. Co rusz odpalano race. Wznoszono nieskładne pieśni i okrzyki. Gorąco zrobiło się tylko dwa razy. Po raz pierwszy pod Belwederem i po raz drugi pod ambasadą Federacji Rosyjskiej. Jednak sami opanowaliśmy gorące tego dnia głowy i do niczego grubszego tam nie doszło. Gdy dotarliśmy w okolice pomnika, stanęliśmy po tej spokojniejszej stronie, przy pomniku, bowiem dalej toczyły się walki. To właśnie tam spłonęły samochody TVN-u, a mundurowi panicznie chowali się za swoimi tarczami, bo leciał w nich grad kamieni wyrywanych z ulicznego bruku, pirotechnika i wszystko co było pod ręką. Widziałem strach w ich oczach gdy przechodziliśmy obok ich szeregu gdy opuszczaliśmy Rozdroże, już w drodze do naszego autokaru. Ja sam przyznam szczerze w starciach nie brałem udziału a spośród tych 20.000 manifestantów w zadymach brała udział naprawdę niewielka grupa, to jednak wystarczyło by prewencja miała naprawdę gorąco.
Już po wszystkim pod Legią gdzie postój miała większość przybyłych do Warszawy autobusów zaczęło się zbieranie i przeliczanie osób. W naszej grupie nikogo nie brakowało, wracaliśmy do domu w pełnym składzie, wszyscy zdrowi i szczęśliwi. Nasza podróż była nad wyraz spokojna, zajazdów które zaliczyliśmy było wiele, wiele ekip spotkaliśmy po drodze. Jednak nasze wzajemne relacje były nad wyraz poprawne z wszystkimi napotkanymi tego dnia i nie mogło być inaczej, bo cała Polska była razem tamtego dnia. W pewnym momencie gdy zabawa na pokładzie naszego autobusu zaczęła się rozkręcać dostaliśmy informację, że w Wodzisławiu czekają na nas wąsy. W rzeczywistości tak było jednak, jak się później okazało nic nam nie zrobili, a my wracając do domów byliśmy już myślami na naszym niedzielnym meczu.
SALUT BOHATEROM! ODRA WODZISŁAW ZAWSZE PO PRAWEJ STRONIE!
F.
Źródło: magazyn To my Kibice nr 123
Relacja Autonom.pl
Najwyższa pora, abyśmy szerzej odnieśli się do tego wydarzenia, śmiało mogącego uchodzić za największą i najgłośniejszą narodową akcję w 2011 roku. Piątkowe zdarzenia, które nie schodzą z ust mediów głównego nurtu, są jedynie cieniem wielotysięcznej manifestacji narodowej opozycji, która przeszła ulicami Warszawy pomimo prób jej rozbicia, a nawet prawnego zdelegalizowania (informacja o delegalizacji Marszu w jego trakcie przewijała się kilkakrotnie w telewizyjnych relacjach). Liczne delegacje z zagranicy, morze biało-czerwonych flag, odpieranie policyjnych ataków, spontaniczne demonstracje w okolicach Marszu, kompromitacje „antyfaszystów”… To wszystko działo się 11.11.11 – dnia, który z pewnością przejdzie do historii. Zapraszamy na obszerną relację.
Zbiórka w „Źródełku”
Na niecałe półtorej godziny przed rozpoczęciem Marszu Niepodległości zwołano w gruncie rzeczy nieoficjalną, choć ogólnopolską zbiórkę kibiców i nacjonalistów przy kibicowskim pubie „Źródełko” w pobliżu stadionu Legii. Ciężko oszacować liczbę osób, która tam się zjawiła, jednak na pewno było to ponad 1500 głów. Wśród nich, oprócz organizujących ją kibiców warszawskiej Legii, dało się zauważyć ludzi z Lecha Poznań, ŁKS-u Łódź, Wisły Kraków, Lechii Gdańsk i wielu innych klubów z całej Polski – zwykle niesympatyzujących ze sobą. Sytuację określić można jako jedyną w swoim rodzaju, gdyż jak zapewne pamięta wielu fanów piłki nożnej i towarzyszących jej atrakcji, do mniej lub bardziej poważnych zgrzytów czy krzywych spojrzeń dochodziło niejednokrotnie np. przy okazji meczów reprezentacji Polski (gdy tę można było jeszcze nazywać reprezentacją). W dniu 11.11.11 zapomniano o jakichkolwiek podziałach – wszyscy ramię w ramię udaliśmy się w krótkim przemarszu na miejsce rozpoczęcia demonstracji, mając po drodze nadzieję na spotkanie z lewackimi oponentami (szczególnie z tymi z Niemiec). Do żadnych poważniejszych incydentów jednak nie doszło.
Prowokacja na Placu Konstytucji
Według wstępnych wyliczeń ponad 25 tysięcy osób zebrało się po godzinie 15:00 na Placu Konstytucji, skąd miał wyruszyć Marsz Niepodległości. Wśród gromadzących się patriotów organizatorzy rozdawali okolicznościowe wydanie „Polityki Narodowej” przygotowane w formie broszury, w której każdy mógł zapoznać się z główną ideą Marszu. Ostatnią stronę broszury poświęcono na przypomnienie, iż współczesny polski nacjonalizm to nie tylko jedno czy dwa większe wydarzenia (jak np. MN) lecz także działalność przez pozostałe 364 dni w roku. Myśl rozwinięto opisem poszczególnych narodowych organizacji, inicjatyw, zespołów muzycznych, wydawnictw oraz portali internetowych – wśród tych ostatnich znalazł się również Autonom.pl.
Gdy pochód zaczął się formować, otaczający plac policjanci poinformowali, że Marsz nie może przejść wyznaczoną wcześniej trasą, bowiem na jego drodze ustawili się „antyfaszyści” z „Kolorowej Niepodległej”. Demonstranci nie zamierzali jednak ustąpić, spora grupa uczestników (wśród których znajdowali się także członkowie Komitetu Poparcia) usiłowała wyperswadować policjantom, że mają obowiązek zapewnić im spokojny przemarsz zarejestrowaną trasą. Ci jednak pozostając głusi na argumenty, odpowiedzieli gazem oraz uderzeniami pałek. W tym samym czasie w stronę uczestników Marszu Niepodległości z „Kolorowej Niepodległej” poleciało kilkanaście petard hukowych.
Widząc co się święci, zdecydowana większość przybyłych na Plac Konstytucji osób postanowiła się cofnąć. O to samo zaapelowali zresztą organizatorzy. Policyjna, a raczej milicyjna przemoc nie pozostała jednak bez odpowiedzi – w stronę kordonu natychmiast posypały się race, kostka brukowa oraz kosze na śmieci. Grupy kibiców i radykalnych nacjonalistów ostudziły na chwilę zapędy troglodytów w mundurach, którzy ewidentnie szykowali się na pacyfikację wszystkich uczestników pochodu, pryskając gazem i lejąc strumieniami z armatki wodnej gdzie popadnie. Marsz Niepodległości wyruszył zmienioną trasą, która – podobnie jak ta zaplanowana wcześniej – wiodła przez samo centrum stolicy. W tym samym czasie w okolicach Placu Konstytucji trwały starcia z policją – ich uczestnicy skutecznie odpierali policyjne ataki, zniszczono także kilka radiowozów.
Spokojny spacer przez miasto
Zupełnie pominięta przez reżimowe media, a właściwie najważniejsza część dnia 11.11.11 to sam Marsz. A ten odbył się w całkowicie pokojowej atmosferze. Ulicami stolicy popłynęła istna rzeka biało-czerwonych barw niesionych przez patriotów w każdym wieku. W tłumie mnóstwo było tych, których obecność tak bardzo usiłuje się przemilczeć – zwykłych ludzi, zwykłych Polaków. Takich, jakich codziennie widzi się na ulicach, w sklepach, spotyka w pracy. I ci ludzie – rodziny z dziećmi, osoby starsze czy wręcz emeryci, harcerze, stowarzyszenia katolickie, przedstawiciele organizacji społecznych – oni przeszli spokojnym spacerem przez miasto.
W tej części pochodu, w której nie było już słychać skandowania haseł z samochodu organizatorów, nucono Rotę, harcerze śpiewali swoje własne, wesołe piosenki. Z jakim zdziwieniem ci ludzie musieli później oglądać i słuchać zatrważających relacji w mainstreamowych mediach, z których można było się dowiedzieć jedynie o zamieszkach i aresztowaniach? Pozostaje wyrazić nadzieję, że otworzą oni oczy i nabiorą realnego dystansu do wybiórczych i sfabrykowanych informacji podawanych w telewizji i na największych portalach. Istotny jest również fakt, iż to, co jeszcze nawet w zeszłym roku tak bardzo cieszyło bo było nowe, wczoraj stało się normą. To nie w tłumie młodych nacjonalistów z środowisk stawianych „pod kreską” trzeba było szukać zwykłych Kowalskich. Było dokładnie na odwrót.
Spontaniczne demonstracje
Ze względu na zamieszki, do których doszło na Placu Konstytucji i które przeniosły się w jego okolice, spora część osób „nie załapała” się na Marsz Niepodległości i była zmuszona „krążyć” w jego okolicach. Zarówno ci, którzy przez cały czas stawiali czynny opór policyjnej agresji, jak również ci, którzy nie brali udziału w starciach lecz byli zmuszeni uciekać przed bandytami w mundurach szybko i w zasadzie bez „odgórnego polecenia” zorganizowali się w spontaniczne pochody, liczące od kilkudziesięciu do kilkuset osób. W ich trakcie dochodziło do licznych ganianek z mundurowymi, którzy usiłowali zepchnąć demonstrantów z ulicy. To się jednak nie udawało.
Część redakcji Autonom.pl była świadkiem sytuacji, podczas której policjanci rozgonili kilkudziesięcioosobową grupę nacjonalistów, zaganiając ich wprost na liczącą ponad 400 osób spontaniczną demonstrację. „Nachodzą! Nadchodzą! Nacjonaliści!” – niosło się po ulicy. Dziwnym trafem chętna do pacyfikowania polskich patriotów policja nagle zapadła się pod ziemię.
Głównym celem „spontanów” było zaakcentowanie naszej obecności na ulicach i dotarcie pod pomnik Romana Dmowskiego na Placu Na Rozdrożu, gdzie miał zakończyć się Marsz Niepodległości. Chociaż policja robiła wszystko, aby ich uczestnicy zostali powstrzymani, każdy z celów został osiągnięty. Spontanicznych demonstracji w centrum Warszawy było około kilkunastu.
Europejska solidarność
Tegoroczny Marsz Niepodległości został wsparty przez liczne delegacje nacjonalistów z Europy. Do Warszawy zawitali Włosi (Forza Nuova), Hiszpanie (Democracia Nacional), Szwedzi (Nordisk Ungdom), Węgrzy (Jobbik, HVIM), Serbowie (SNP 1389), Słowacy (Slovenské Hnutie Obrody), Czesi (AN), Ukraińcy (AN, UNA-UNSO), Białorusini (AN, Swoboda), a nawet Litwini (AN). Ci ostatni pragnęli zaakcentować swoją obecnością sprzeciw dla szowinistycznych tarć na linii Litwa-Polska i wesprzeć polskich nacjonalistów w ich najważniejszej demonstracji.
Polscy Autonomiczni Nacjonaliści planowali wyodrębnienie na Marszu własnego bloku, w którym miały powiewać również flagi AN z sąsiednich krajów (wśród nich flaga litewska), jednak starcia z policją i ich następstwa pokrzyżowały te plany.
Polecenie z Warszawy
Nie sposób nie rozwinąć wspomnianych już poczynań, a właściwie samowoli milicji w tym wyjątkowym dniu. Określenie „milicja” nie jest tutaj przypadkowe. To, co można było zaobserwować w zachowaniu tzw. „stróżów prawa” w niektórych momentach zarówno na Marszu, jak i po nim, było powrotem do najgorszych ZOMOwskich wzorców. Komentarz wypada zacząć od wspomnianej wyżej prowokacji na Placu Konstytucji. Według wielu, nawet bardzo postronnych obserwatorów, całkiem pewnie przypadkiem zaraz po przegrupowaniu milicji i przygotowaniu armatek/LRADa/zasobów ludzkich, na zgromadzonych patriotów posypały się race i petardy ze strony zbiegowiska antyfaszystów, pederastów i lewackiej młodzieży. Reakcją milicji na odpowiedź co bardziej krewkich demonstrantów z właściwej strony była szarża kasków, użycie armatki wodnej (ucierpieli również ludzie starsi i kobiety) i gazu (znamienny obrazek – ludzie zupełnie nie wyglądający na żadnych ekstremistów, czy też powielając język Systemu, „chuliganów”, zmywali sobie wodą mineralną resztki gazu z twarzy…).
Kolejny przykład to sprawa „gwiazdy wieczoru” w mediach, jaką był podpalony wóz TVNu. Dziwnym trafem, krótką chwilę przed „spłonięciem” samochodu, był on otoczony wąskim milicyjnym szpalerem, niby w obronie przed agresywnymi demonstrantami… Zaraz po tym, jak ludzie w kaskach rozbiegli się i zostawili samochód TVN sam sobie, zaczął on płonąć. Sprawa jest co najmniej zastanawiająca, jednak odpowiedź na pytanie „jakim cudem” należy, nie sugerując żadnej odpowiedzi, zostawić tym, którzy byli najbliżej. Ich głosy nietrudno znaleźć w sieci.
Idźmy dalej – prowokacja milicyjna w „Źródełku”. Już po marszu liczni demonstranci zebrali się w legijnym pubie „Źródełko”, aby na spokojnie posilić się i porozmawiać po marszu. Około godziny 18 przy pubie najpierw zebrały się siły prewencji (w tym posiadający broń ostrą) w liczbie kilkudziesięciu osób, po czym milicjanci z tarczami wtargnęli do ogródka przy pubie i bez pardonu zaczęli atakować zebranych. Na nic nie zdały się krzyki, iż jest to teren prywatny, a kibice i narodowcy w spokoju rozmawiają przy stolikach. Milicjant kierujący całą akcją raczył jedynie odpowiedzieć „to nie ja wydałem polecenie”. Na szczęście ZOMOwcy tak szybko jak wtargnęli, tak też uciekli z pubu, widząc całkiem łagodną reakcję demonstrantów, a także zdecydowanie barmanki (właścicielki?) lokalu. Nasuwa się pytanie – do czego miała doprowadzić ta akcja i czy nie zakończyłaby się pogromem w przypadku, gdyby chociaż jeden z kibiców oraz patriotów zebranych w pubie stracił nerwy?
Podobna sytuacja miała miejsce w hotelu MDM przy Placu Konstytucji, gdzie troglodyci w mundurach zaatakowali pałkami nacjonalistów ze Szwecji. Szwedzi z Nordisk Ungdom, którzy nie brali udziału w żadnych starciach, zostali pobici na hotelowym korytarzu, po czym aresztowano ich wraz z polskim nacjonalistą, który oprowadzał ich po mieście. I choć wszyscy zostali zwolnieni jeszcze tego samego dnia, efekty opisywanej interwencji odczuwalne są do dzisiaj – głównie za sprawą połamanych żeber.
Wyliczankę zakończmy sprawą przechwytywania i zatrzymywania patriotów podróżujących autokarami do domu po Marszu. Wystarczą dwa przykłady: kibice Cracovii podróżujący autokarem zatrzymanym przed Krakowem zostali co do jednego spisani, po czym w sobotę rano w lokalnych mediach można się było dowiedzieć, iż spisani „chuligani zostaną zatrzymani”, natomiast patrioci ze Stalowej Woli (którzy swoją drogą przez agresję milicjantów nie mieli okazji wzięcia udziału w Marszu) zatrzymani w drodze powrotnej, jako koronne tłumaczenie dla absurdalnej akcji „stróżów prawa” usłyszeli „dostaliśmy polecenie z Warszawy”…
Poglądów nie zmienimy
Konferencje zwoływane przez władze (w tym przez prezydenta) zaraz po zakończeniu Marszu i zapowiadane zmiany w prawie o zgromadzeniach zwiastują nadchodzące represje wobec polskich nacjonalistów. W dniu 11.11.11 rząd otrzymał wyraźny sygnał, zapowiadający, że w Polsce tworzy się nowy silny ruch. System będzie się starał robić wszystko, aby to powstrzymać. Koledzy Nacjonaliści i Koleżanki Nacjonalistki, trzymajmy się razem i nie dajmy się zastraszyć!
Źródło: autonom.pl