Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Kibice GieKSy obecni na meczu Spartaka Trnawa w Żylinie, gdzie zdobywają 25-metrową flagę Żyliny „Yellow-Green Fanatics”.
Źródło: TMK
Wspomnienia GieKSiarza (Giszowiec)
Na mecz do Spartaka Trnava w Žilinie pojechaliśmy autami razem z naszymi braćmi z Czech (GieKSa 27 + Banik 20 osób). Na miejscu spotkaliśmy się z ekipą Spartaka i razem wchodzimy na stadion. W przerwie wyłamaliśmy bramę i wpadliśmy do baru miejscowych, spuszczając im przy okazji lanie. To jednak nie koniec atrakcji. Pod koniec meczu w 5 osób udaje się nam wyjść bokiem, po czym weszliśmy na sektory gospodarzy. Ruszyliśmy w kierunku ich flagi którą zerwał Długi i Boguś z Gisza. Była to ogromna flaga „YELLOW GREEN FANATICS”. Całą piątką szybko zaczęliśmy się wycofywać na parking, a miejscowe dziady napieprzały nas parasolami. Zdobycz szybko schowaliśmy do seicento, które było naszym środkiem lokomocji. Szybko zjawiła się psiarnia lecz nic już nie mogli wskórać. Liczyliśmy że uda nam się szybko zawinąć lecz skończył się mecz i jechaliśmy przez tłum miejscowych, którzy uderzali nam po aucie i pluli. Jedna laska nawet próbowała uderzyć w twarz naszego kierowcę żądając zwrotu flagi. Nie było szans się urwać więc wyszliśmy w czterech z auta i obstawialiśmy je powoli poruszając się do przodu. Tutaj już miejscowym brakło odwagi i jak zrobiło się luźniej udało się nam wyjechać w końcu z Žiliny z ich flagą. Na powrocie postanowiliśmy jechać przez Ostrawę i prawie brakło nam paliwa, lecz ostatecznie dotarliśmy do Katowic ze zdobyczą, która kolejnego dnia wylądowała na płocie podczas meczu GieKSy z KSZO.
*Flagę zdobyli i dowieźli do Katowic: Długi, Boguś i Lepan z Gisza oraz Kacka z Siemianowic i Marecki z Piekar.
Wspomnienia GieKSiarza (Piekary Śląskie)
Na mecz naszych przyjaciół do Żiliny ruszamy w 27 osób z Katowic. W przerwie spotkania opanowujemy miejscową knajpę, gdzie spokojnie pijemy piwo. Po końcowym gwizdku zostajemy w pięciu i ruszamy na sektor gospodarzy. Naszym celem jest ich największa flaga i udaje się. Wyrywamy ją i zaczynamy odwrót. Za nami rusza kilkadziesiąt osób. Lecą w nas piwa, plują, uderzaja parasolkami po plecach. Flaga szybko ląduje w naszym środku transportu -Seicento. Gdy próbujemy wyjechać, miejscowi obrzucają auto piwami, kopią w nie i próbują je zatrzymać, krzyczac oddajcie nasze vlajku. Czterech z nas wysiada i idzie obok samochodu, osłaniając samochod. Gdy w końcu wbijamy na główną drogę, wskakujemy do auta i błyskawicznie opuszczamy Żilinę. Kierunek knajpa, w której czeka już cała GieKSa. Wchodzimy do środka z informacją, że największa flaga gospodarzy jest już nasza. Przez chwilę zapada cisza, a potem wszyscy są w totalnym szoku.
Marecki
Relacja Banika
Tego dnia wspieramy Spartak w 20 osób + 27 GKS Katowice.
Źródło: zin DIABLOS 2003 nr 7 (Ruda Śląska)
Relacja GieKSiarza
Warte odnotowania jest skasowanie przez naszą ekipę (25 GKS + 19 Banik) największej flagi Zilina „Yellow Green Fanatics” oraz kilku szali.
Źródło: zin DIABLOS 2003 nr 7 (Ruda Śląska)
Relacja Banika (PL)
W piątek dogadujemy się, że w sobotę odwiedzimy naszych słowackich kumpli, więc samochodem ruszamy w kierunku Żyliny. Miasto, w którym rządzi debilna policja, nigdy specjalnie mnie nie ciągnęło i nie raz dostałem tu solidny wpierdol, ale autem – czemu nie? W drodze dowiaduję się, że przed Żyliną czeka już konkretna ekipa – zarówno Chacharów, jak i przede wszystkim GieKSiarzy. Wszyscy zbierają się na jednym Motelu i po jednym piwie ruszamy pod stadion.
Na stadion wszystkich nas (27 GKS + 20 FCB) wpuszczają za darmo, a kontrola nie jest zbyt dokładna, dzięki czemu wnosimy dwadzieścia wulkanów. Odpalamy je około piątej minuty i wygląda to naprawdę dobrze. W przerwie przez przypadek trafiamy do sektora „šošonského“ i w pięć osób (2 FCB, 3 GKS) odwiązujemy jedną z flag. Po chwili jednak zostajemy zauważeni i powoli wycofujemy się z miejsca. Po około piętnastu sekundach atakuje nas dziesięciu żylinian. Bijemy się z nimi w wąskim przejściu, za chwilę już z boku trybuny, a kiedy jest nas czterech przeciwko mniej więcej dwudziestu z ich strony, pod gradem kamieni jesteśmy zmuszeni opuścić stadion. Potem już pędzą nas jak świnie!!! Lecą wyzwiska, a jeden z chłopaków z Katowic niemal zabija ich samymi bluzgami. Wracamy do sektora i umawiamy rewanż. W trzydziestu ruszamy z powrotem, ale po stu metrach zatrzymują nas psy i musimy zawrócić.
Wszystko zostawiamy na koniec meczu. Ponieważ nasze samochody stoją zaparkowane przy sektorze gospodarzy, cała nasza ekipa przenosi się w tamto miejsce i spodziewamy się konkretnej zadymy. Nie jesteśmy jednak dobrze dogadani, więc wielu wsiada do aut, a w stronę sektora gospodarzy idzie nas tylko czternastu (10 GKS, 4 FCB). Przepychamy się przez tłum „normalnych” ludzi i po około dwudziestu metrach trafiamy na młyn gospodarzy. Jest ich około 25, więc znowu dochodzi do walki w przejściu. Jest o wiele lepiej niż w przerwie, a ciosy lecą jeden za drugim. Bijemy się jakieś trzydzieści sekund, aż w końcu żylińskie pospolite ruszenie nie wytrzymuje i dosłownie okłada nas parasolami. Walamy się po przejściu, z góry i od tyłu biją nas parasolami i jesteśmy zmuszeni opuścić stadion. Niestety obrywa też moja głowa, ale takie jest ryzyko tego fachu. Tu i ówdzie jeszcze ktoś dostanie cios, ale już raczej w plecy. W tym czasie gospodarzy jest już 35–40 i wszystko przenosi się na parking oraz między drzewa. Nadal wydaje mi się jednak, że jesteśmy na przegranej pozycji. Tylko do momentu, kiedy jeden z Polaków wyciąga pasek. Dwóch trafia nim w głowę, a resztę bijemy już rękami. Potem widzimy, jak jeden z gospodarzy niesie flagę „Yellow Green Fanatics”. Zostaje mu ona odebrana przez jednego z chłopaków z Katowic i już nadbiega straż miejska, więc szukamy samochodów i chcemy jak najszybciej się zwinąć. Po chwili pojawia się także policja państwowa i spodziewamy się solidnego wpierdolu. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nic się jednak nie dzieje i całkiem spokojnie odjeżdżamy.
Na miejscu zbiórki spotykamy się wszyscy razem z flagą, więc jest git. Nastrój psuje jedynie uszkodzenie jednego z polskich samochodów – został skopany. Po piwie każdy rusza w swoją stronę – jedni do Ostrawy, inni do Katowic. Ten wyjazd naprawdę zaskoczył, i to niemal pod każdym względem. Przede wszystkim jeśli chodzi o naszą zmotoryzowaną grupę (świetny skład), ale również o dosłowny brak zainteresowania słowackiej policji naszą ekipą. Było nas wystarczająco dużo, żeby pozwolić nam chodzić tam, gdzie chcieliśmy. Doświadczyłem tego tutaj po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni. Żałuję tylko naszego dogadania. Gdyby poszło nas tam chociaż o dziesięciu więcej, przejechalibyśmy ich. To już jednak nasz błąd. Żylinianie dobrze się postawili i zasługują na uznanie. Myślę, że gdyby jeździli i bili się w takim składzie, mogliby coś osiągnąć. Ale to już ich sprawa. Na koniec jeszcze dodam, że naszych słowackich kumpli przyjechało około 80. Dobry wyjazd!!!
Kostka
Źródło: zin BAZAL nr 66 listopad 2002