FC Banik Ostrava 2-3 FC Zbrojovka Brno

16.08.2008, sobota 19:00 – widzów 9236

Relacja Banika

Na początek pozwolę sobie na małą sugestię i końcową lekcję:

1) Niskie ciśnienie powietrza powoduje złą pogodę
2) Gdy pogoda jest zła, na meczu w Bazaly panuje wielki doping
3) Tym razem też było tak samo
4) Im brzydsza sytuacja, tym większe prawdopodobieństwo, że pójdziesz na mecz piłki nożnej, ponieważ będziesz się świetnie bawić kibicując, a nie tylko oglądając mecz (najlepiej, gdy trybuny są mokre, a Ty jesteś zmuszony stać, rozgrzewać się dopingiem itd.).

Ale przejdźmy do meczu. Podczas spotkania na zmianę śpiewało dwóch charyzmatycznych młynowych, którzy wnieśli coś ze swojego unikalnego repertuaru dla kibiców, więc atmosfera nie była zła, zwłaszcza początek meczu wyraźnie należał do kibiców gospodarzy, którzy przerwali ponurą śląską ciszę donośnym okrzykiem. Niestety, spiker przerwał hymn otwierający jakimś gwarem. Cały stadion był zajęty śpiewaniem hymnu, więc i tak nikt nie wiedział, co mówił.

Przygotowano dwie choreografie. Były to jednak to skromne oprawy, ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że jak na taki mecz, to można się ich wstydzić. Co więcej, malowidła nie były zbyt wymagające, oba zostały wykonane starą techniką i w pośpiechu, a w dzisiejszych rozgrywkach nie są już w stanie im sprostać. Zaprezentowaliśmy zgodową oprawę z herbami GKS & FCB a tło wypełnili kibice rozciągający szarfy w barwach obu klubów, oraz kolejna choreografia to sektorówka „Baníček” która została otoczona niebieskimi balonami.

Jeśli spojrzymy na przykład na pracę libereckich ultrasów z pierwszych rund, widać wyraźnie, że nasza praca wyraźnie odstaje. Występ z Brnem był tak naprawdę tylko odskocznią od codzienności. Zobaczymy, jak potoczą się nasze dalsze losy, na razie widoczna jest stagnacja pomysłów i poziomu technicznego wykonania, zarówno w kreacji, jak i w samej grze. Czeka nas mecz ze Slavią, w którym będziemy mogli się pokazać. Zobaczymy.

Wręcz przeciwnie, jesteśmy najlepsi w lidze w odpalaniu pirotechniki. I znowu jesteśmy w tym niskim ciśnieniu. Najpierw musieliśmy sprawdzić, czy pirotechnika zadymi murawę, co udało się rozwiązać dzięki jednemu żółtemu pożarowi.

Ilość dymu była na tyle duża, że ​​nie dało się jej znieść, ale wystarczyła, by odpalić czerwone race 🙂 Jednak race z Hiroszimy musiały zostać odpalone dopiero po końcowym gwizdku, być może niepotrzebnie (biorąc pod uwagę losowanie i rozchodzące się osoby), race powinny mieć raczej charakter świętowania.

Z Brna przybyła rzesza fanów, którzy stworzyli ładny, zjednoczony sektor i nie wykonywali żadnej choreografii.

FOTOGALERIA: Chachari.cz