UEFA: Hapoel Tel-Aviv 2-0 GKS Katowice

06.08.2026, czwartek 20:00 – widzów 3006 – Węgry, Miszkolc – Stadion DVTK – Liga Konferencji Europy, III runda

Relacja GieKSiarza

Po awansie do III rundy Ligii Konferencji czekał nas przeciwnik spoza Europy, którego niegdyś wyrzucono z właściwych dla nich terytorialnie rozgrywek azjatyckich. Mijają lata, a naród, który myśli, że jest pępkiem świata, wzbudza tylko niechęć. Ludobójstwo, jakie wywołał na Bliskim Wschodzie, sprawiło, że jego kluby rozgrywają swoje domowe mecze poza krajem, między innymi na Węgrzech. Myślę, że to dużo lepsza opcja niż wyjazd do Izraela, gdzie byłoby pewnie przejebane. Nikt jednak nie mówił, że i tu będzie łatwo. Emocje, jakie ze względów politycznych i moralnych wzbudzała izraelska ekipa, sięgały zenitu, tym bardziej że Hapoel to też klub komunistyczny, który ma w swym herbie nawet wyeksponowany sierp i młot. Jego kibice to ultra lewacy spod znaku antify, co pokazują w swych oprawach i przyjaźniach. Zupełnie odwrotny azymut wartości niż polska scena kibicowska.
Szybko okazało się, że proponowana nam pula biletów jest za mała. Trwały negocjacje, przy których za każdym razem odbijaliśmy się o ścianę. Mimo możliwości stadionu, wielkości sektorów za bramką i mnóstwa innych argumentów, nie zwiększono nam puli nawet o jeden bilet i stanęło na 600 wejściówkach. Nic więc dziwnego, że w języku polskim słowo „żydzić” to potoczne określenie oznaczające skąpić. Śmiesznie, przy tych ograniczeniachm wyglądało zapraszanie Katowiczan przez miejscowego prezydenta Miszkolca, na bazie partnerstwa naszych miast.
W sieci zaczęły się mnożyć różne zapowiedzi i prowokacje podgrzewające atmosferę. Największą furorę zrobiła ekranizacja Młodego Bastionu’14 z lekcją geografii pt. „GieKSa w Europie”, która szeroko była komentowana w mediach polskich i „nieistniejącego państwa”, gdzie urażeni żymianie grzmieli, jakie to rażące i antysemickie. Tak, jak się spodziewaliśmy – w tej kwestii nie był to mecz tylko z Hapoelem, ale także z wszystkimi mackami Izraela, który używał swojej największej broni, jaką jest antysemityzm i granie ofiary, która się tylko broni. Ich media szybko zalały artykuły szkalujące GKS i opisujące nas nawet jako organizację przestępczą, powołując się na artykuły o kibicach powiązanych z narkotykami. W ten sposób moglibyśmy pisać, że Hapoel to organizacja ludobójcza, mordująca kobiety i dzieci, bo na pewno nie jeden z ich kibiców chodzi w izraelskim mundurze. Bolał ich także odwołany przedsezonowy sparing z Maccabi Netanja oraz prawda z transparentu, jaki wywiesiliśmy po kłamliwych prowokacjach kibiców Maccabi Hajfa podczas pojedynków z Rakowem z ubiegłego sezonu. Ogólnie z każdym dniem emocje były tylko bardziej podsycane, przez co jakiś inteligent wpadł na pomysł, by przed tym meczem zainstalować na wejściu system do skanowania bagażu, jaki każdy zna z procedur z lotniska… WTF?
Na wyjazd ruszyliśmy transportem kołowym o 11:00, kierując się przez Słowację. Dzięki temu po drodze mogliśmy podziwiać tatrzańskie widoki, które nie nudzą się nawet stałym bywalcom. Na granicy czekała na nas psiarnia, lecz poza eskortą nie prowokowali. Jednak prowadzili nas tak, że pod stadion DVTK, gdzie Hapoel gra w roli gospodarza, podjechaliśmy dopiero na niecałą godzinę przed rozpoczęciem. Wbrew obawom wejście przebiegło sprawnie i wszyscy byli na rozpoczęcie. W sumie było nas 640 osób, w tym Banik (21), ROW (9) i JKS (1) – dzięki.
Na start śpiewamy „jazda z ku*wami”, co wybrzmiało bardzo głośno. Nie obyło się też bez innych przyśpiewek w kierunku „gospodarzy”. Przerobiliśmy też „Charakter jest, ambicja jest, i jeden cel, i jeden cel: by jebać Hapoel, więc wspieraj GKS!”. Niestety już w 5. minucie tracimy bramkę, ku uciesze około 1600 Robotników z Tel Awiwu, którzy zasiadali naprzeciwko. W centralnej części Czerwone Diabły zawiesili wizytówkę UH (Ultras Hapoel). Poza tym mieli 5 machajek i kilka mniejszych płócien oraz transparent skierowany do ich derbowego rywala. Z początkiem meczu zaprezentowali oprawę z użyciem czerwonych i białych podłużnych balonów oraz transparent „!אין לי גרוש ועדיין בא” z wizerunkiem Ultrasa pokazującego puste kieszenie, co najprawdopodobniej znaczy „nie ma pieniędzy, a on i tak przychodzi!”.
Żydzi głośno dopingowali, sporo z nich bez koszulek, podchodząc do tego żywiołowo, a zwłaszcza jeden z młynowych, który bujał się na jednej z zawieszonych lin niczym małpa na lianie. Miał gość powody do radości, gdyż w 18. minucie straciliśmy kolejnego gola. Taki obrót sprawy, zwłaszcza przy 39°C, nie pomaga w dopingu. Jednak nie załamywaliśmy się i wielokrotnie przebijaliśmy się przez wokal liczniejszych Czerwonych, cieszących się z wyniku.
W przerwie wyznawcy gwiazdy Dawida rozpoczęli prezentacje kolejnego choreo. Rozciągli pasy foli, tworząc biało-czerwony sektor. Szydziliśmy z nich, bo barwy mają odwrotne, czerwono-białe. Rozciągli do tego transparent skierowany do organizatora rozgrywek który ukarał ich za ostatni „domowy” mecz z Bułgarami ” ̶U̶E̶F̶A̶ TEL AVIV IS OUR ONLY HOME!” (UEFA Tel Awiw to nasz jedyny dom!).
W drugiej połowie nasz doping się poprawił i stał na dobrym poziomie. W sumie na wyposażeniu mieliśmy 5 flag i 6 chorągwi. Kilkakrotnie kierowaliśmy swój glos w kierunku rywali, bluzgając na nich. Najciekawiej jednak było gdy jeden z obywateli ,,nieistniejącego państwa” bez koszulki wszedł na płytę, uklęknął w polu karnym przed naszym sektorem, pokazał nam środkowy palec, a następnie bił nam pokłony. Ogólnie było widać, że odklejony strasznie, aż sędzia przerwał mecz. Cały nasz sektor i dwa obok, które były nabite głównie przez węgierskich kibiców, zaczął śpiewać „jude raus!”. Ochrona oczywiście niezbyt kwapiła się, by intruza usunąć, dając mu się wyszaleć i samemu zejść z boiska. Dopiero na jego krańcu ktoś błyskotliwy z nich stwierdził, że jednak wypadałoby go złapać i ujęto gościa, a jeden z węgierskich kibiców w tym czasie postanowił sam wymierzyć mu nauczkę. Razem z resztą Węgrów śpiewamy wtedy „Ria, ria, Hungária!” oraz „Polak Węgier dwa bratanki”. Niestety ochrona tego kibica też zawinęła, a sposób w jaki traktowano węgierskiego kibica i izraelskiego, doskonale pokazywał podwójne standardy jakimi kieruje się UEFA i nie tylko.
Po wszystkim wznowiono grę, a sędzia musiał doliczyć 7 minut do regulaminowego czasu. Niestety GKS nie zdołał strzelić nawet honorowej bramki i czeka nas ciężki rewanż. Piłkarze podziękowali nam tradycyjnie za przyjazd i już 10 minut później wypuszczono nas ze stadionu, wcześniej niż beznapletkowców, których trzymano dłużej z powodu dłuższego czasu, jaki mieli do odlotów ze słowackich Koszyc. Także służby zadbały, byśmy po drodze się nie spotkali, a my zameldowaliśmy się w Katowicach przed 5:00.

Oflagowanie: GKS KATOWICE, BANIK, PERSONA NON GRATA (mała), ONE NINE SIX FOUR, POLSKA (kadrówka mała), oraz chorągwie POLSKA HERB, GÓRNY ŚLĄSK HERB, HANYSOWO, FURTOK #9, 30 YEARS GKS & FCB, GÓRNICZY KLUB SPORTOWY.
Giszowiec obecny w 32 osoby. Koszt wyjazdu 280 zł.
Relacja Trójkolorowe Piotrowice
Od razu po losowaniu przeciwnika w kolejnej rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji było wiadomo, że będzie to jeden z tych wyjazdów z podtekstami. Swoją cegiełkę dołożyli do tego sami rywale, którzy skrupulatnie utrudniali przyjazd większej liczby GieKSiarzy, udostępniając zaledwie 600 biletów i blokując sprzedaż wejściówek na pozostałe sektory. Wczorajszy wieczór upłynął nam zatem na wyprawie do węgierskiego Miszkolca, gdzie swoje mecze europejskich pucharów rozgrywa drużyna z państwa bez adresu, której kibice prezentują najgorsze możliwe wartości.
Jako Piotrowice wykorzystujemy z lekką nadwyżką całą naszą pulę i w liczbie 53 fanatyków ruszamy w gorący czwartkowy ranek w drogę za ukochanym klubem. Pomimo ogromnego upału cała trasa mija w zajebistej atmosferze oraz dosyć sprawnie – do czasu, aż wjeżdżamy na Węgry, gdzie miejscowe służby bardzo opieszale prowadzą naszą kolumnę. Pod stadionem lokalnego DVTK meldujemy się niespełna godzinę przed pierwszym gwizdkiem. Mimo zapowiedzi dodatkowych środków kontroli, wejście na sektor przebiega bardzo sprawnie.
Tego dnia w podróż za ukochanym klubem wybrało się 640 fanatyków. W tej liczbie znajdowało się 21 fanów Banika, 9 fanów ROW-u oraz 1 fan JKS-u Jarosław.
Wraz z początkiem meczu od razu i głośno zaznaczamy nasz stosunek do przeciwników. Mimo że dosyć szybko tracimy dwie bramki, przez całe spotkanie prowadzimy głośny doping. W drugiej połowie dochodzi do kuriozalnej sytuacji: jeden z kibiców gospodarzy postanawia wbiec na murawę i po chwili pajacowania wraca spokojnie w stronę swojej trybuny. Jego zachowanie nie podoba się jednemu z Węgrów z sektora neutralnego, który postanawia go dosłownie naprostować jeszcze przy samej murawie. W trakcie tej sytuacji, jak i po zakończeniu meczu, wspólnie z Węgrami z trybun neutralnych głośno przypominamy, że Polak, Węgier – dwa bratanki!
Wynik ostatecznie nie do końca po naszej myśli, ale to nic straconego. Droga powrotna mija równie przyjemnie i sprawnie, tak że w Katowicach meldujemy się przed 5:00. Już w środę o godz. 18:00 zmierzymy się w meczu rewanżowym na naszym stadionie i mocno liczymy, że piłkarze na swoim terenie nadrobią straty z pierwszego spotkania.

Relacja sportowa

Hapoel Tel Awiw: Assaf Tzur – Marcus Coco, Fernand Mayembo, Chico, Doron Leidner (66, Shahar Piven) – Stav Turiel (87, Mor Buskila), Roei Alkukin (81, Amit Lemkin), Falcão, Andrian Krajew, Omri Altman (67, Xande Silva) – Emmanuel Boateng (81, Daniel Dappa).
Trener: Elyaniv Barda

GKS Katowice: Gabriel Kobylak – Erik Jirka (71, Marcin Wasielewski), Lukas Klemenz, Arkadiusz Jędrych, Pau Resta, Borja Galán – Eman Markovic (57, Szymon Bartlewicz), Kacper Łukasiak (57, Mateusz Kowalczyk), Bartosz Wolski, Bartosz Nowak (81, Marcel Wędrychowski) – Adam Zreľák (56, Ilja Szkurin).
Trener: Rafał Górak

Bramki: Stav Turiel (5), Roei Alkukin (18) –
Sędzia: Bastien Dechepy (Francja).
Żółte kartki:

Pierwszy mecz III rundy kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA GKS Katowice rozgrywał w węgierskim Miszkolcu, gdzie Hapoel Tel-Aviv występował w roli gospodarza. Trener Rafał Górak zdecydował się na dwie zmiany względem poprzedniego meczu. Do wyjściowej jedenastki wrócili Borja Galán oraz Adam Zrel’ák. Niestety już pierwszy strzał rywala zakończył się golem. Stav Toriel przymierzył z 16 metrów i uderzeniem po ziemii dał Hapoelowi prowadzenie. W 17. minucie podwyższył je Roei Alkukin, który wykorzystał piłkę sytuacyjną i przelobował Gabriela Kobylaka.
W 22. minucie mogło być 0:3, ale tym razem Kobylak zatrzymał nogą uderzenie Alkukina z okoli 11 metra. W 31. minucie z kolei uratował nas spalony Markusa Coco. Napastnik rywala był w pierwszej decyzji sędziego faulowany przez Arkadiusza Jędrycha, ale otrzymał sygnał o spalonym i decyzję zmienił. Przed końcem pierwszej połowy swoje szansę mieli jeszcze Coco i Toriel, ale obaj nie trafili w światło bramki. Ofensywnym działaniom GieKSy brakowało niestety konkretu. Na drugie 45 minut wracaliśmy z wynikiem 0:2.
W drugiej połowie Hapoel wrzucił wyższy bieg i to rywale znacznie częściej operowali piłkę na naszej połowie. Trener Górak próbował pobudzić swój zespół wprowadzając na boisko Mateusza Kowalczyka, Szymona Bartlewicza i Ilyę Shkuryna. Ciągle jednak brakowało w naszych poczynaniach kropki nad i. W 87. minucie świetnie dwa razy zachował się Kobylak, najpierw broniąc w sytuacji sam na sam, a potem odbijając na rzut rożny groźny strzał rywala. Wynik tego spotkania nie uległ już zmianie.

Źródło: gkskatowice.eu

Kolejna wyjazdowa przegrana
GieKSa w czwartkowy wieczór rozpoczęła zmagania w trzeciej rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji, ulegając na Węgrzech zespołowi Hapoel Tel Awiw 0:2.
Fatalny przerzut Borjy Galana dał szansę na wyjście na prowadzenie gospodarzom już w 5. minucie. Łukasiak z Wolskim nie zdążyli odpowiednio ustawić się na przedpolu, a Gabriel Kobylak miał ciężkie zadanie wobec mnóstwa wolnej przestrzeni wokół strzelca. Trójkolorowi mieli bardzo duże problemy w wyjściu spod pressingu, nawet wobec schodzącego nisko Bartosza Nowaka. Udało się to w 12. minucie po długiej piłce Wolskiego, Zrel’ak z Markoviciem wymusili na obrońcy wybicie w aut. W 17. minucie Arkadiuszowi Jędrychowi podskoczyła piłka przy rozegraniu od tyłu i powędrowała pod buty rywala, choć miał naprawdę dużo miejsca, a Alkukin pewnie posłał piłkę nad wychodzącym po podanie Kobylakiem. Chwilę później znów Arkadiusz Jędrych miał olbrzymie problemy w obronie, na całe szczęście Kobylak zdołał wyciągnąć nogę i odbić strzał Alkoukina. W 25. minucie obaj panowie za to sprezentowali niesamowite problemy na własną rękę, absolutnie nie dogadując się co do wyjścia po piłkę na przedpolu – rozpaczliwe wybicie bramkarza skończyło się na jego błyskawicznym sprincie i udanej próbie wybicia na rzut rożny po strzale uciekającego skrzydłowego rywali. Po przerwie na nawodnienie blisko było, by tym razem to bramkarz gospodarzy musiał gonić Adama Zrel’aka, futbolówka jednak miała rotację kierującą ją ku rękawicom golkipera po koźle. Od razu przeszliśmy z powrotem pod bramkę GieKSy, gdzie Arkadiusz Jędrych bezpardonowo wparował w Boatenga, sędzia liniowy wskazał natomiast na pozycję spaloną. Szansę napastnikowi na oddanie strzału dał za to Marković, w niezrozumiały sposób oddając futbolówkę podczas kontry GieKSy za plecy Bartosza Wolskiego, gdzie czekał już Boateng. W 37. minucie Bartosz Nowak spróbował szczęścia z rzutu wolnego, bramkarz doskonale rozczytał jego zamiar i nawet nie musiał uciec się do skoku po piłkę. Na minutę przed końcem pierwszej odsłony dobrą okazję miał Turiel na skraju pola bramkowego, nie zdołał zmieścić piłki pod poprzeczką.
Drugą część z przytupem mógł rozpocząć Lukas Klemenz, nie inaczej niż po rzucie wolnym zdobytym na lewej flance przez Borję Galana. W 54. minucie odbiorem w tercji przeciwnika wykazał się Erik Jirka. Jego przyjęcie kierunkowe uniemożliwiło kontynuację kontrataku. W 59. minucie z kolei Lukas Klemenz po złym wyskoku Jędrycha tylko mógł przeszkadzać Boatengowi w oddaniu strzału, udało mu się zmusić go do złego przyjęcia i w efekcie przerwał akcję. Po drugiej stronie swoje okazje mieli Kowalczyk i Nowak, obaj zostali skutecznie wyblokowani, choć przy akcji młodszego z pomocników niektórzy domagali się rzutu karnego. Tuż po wejściu na murawę Silva z łatwością zszedł do środka mimo obstawy Mateusza Kowalczyka, jednak strzał jakością zupełnie nie dorównał dryblingowi. Pomocnik odpowiedział trzy minuty później dobrym przechwytem, do spółki z Wasielewskim zdobywając stały fragment gry na 35. metrze. Galan z Nowakiem odnaleźli się przed polem karnym, przeszkadzając sobie nawzajem i finalnie tracąc posiadanie. Po wejściu Wasyla głównie jego stroną prowadzone były ataki, choć nadal nie przekładało się to na konkrety – brakowało nawet nie ostatniego, a przedostatniego podania. W 83. minucie znów zakotłowało się po aucie Kowalczyka, sam pomocnik próbował mocnego wstrzelenia spod linii końcowej – Tzur bez problemu je wyłapał. W 86. minucie najpierw źle podawał Jędrych, a później dał się banalnie wyprzedzić Dappie, Gabriel Kobylak zdołał powstrzymać go w sytuacji sam na sam, a później obronić dobitkę z dystansu. Buskila chwilę później przedarł się lewą flanką i próbował zaskoczyć z ostrego kąta, lecz został zablokowany. W końcówce GieKSa próbowała strzelić gola ułatwiającego wywalczenie korzystnego rezultatu w Katowicach, jednak nie udało się nawet oddać celnego strzału.

Źródło: GieKSa.pl

Szans niewiele z Hapoelem
GKS Katowice przegrał 0-2 (0-2) z izraelskim Hapoelem Tel Awiw w rozegranym na Węgrzech pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Konferencji. Bramki strzelili Stav Turiel i Roei Alkukin. Rewanż odbędzie się 12 sierpnia o godz. 18:00 w Katowicach.
W 5. minucie Borja Galán wykonał niedokładny przerzut na prawe skrzydło. Piłkę przejął Emmanuel Boateng, który podał do znajdującego się przed polem karnym Stava Turiela, a ten strzałem z dystansu pokonał Gabriela Kobylaka. W 18. minucie duży błąd popełnił ostatni obrońca GKS-u Arkadiusz Jędrych, który stracił piłkę na rzecz Roeia Alkukina. Zawodnik gospodarzy wykorzystał sytuację i przelobował wysuniętego bramkarza gości. W 24. minucie Jędrych zanotował kolejną stratę, tym razem na rzecz Stava Turiela. Zawodnik gospodarzy oddał strzał na bramkę, ale Kobylak skutecznie interweniował. W 38. minucie GKS miał swoją okazję po rzucie wolnym z około 30 metrów. Na bramkę uderzał Bartosz Nowak, jednak zrobił to zbyt słabo i Assaf Tzur pewnie interweniował. W 44. minucie Marcus Coco podał do znajdującego się po lewej stronie pola karnego GKS-u Roeia Alkukina. Ten piętą wycofał piłkę do Stava Turiela, który oddał niecelny strzał na bramkę.
Po przerwie po stronie „Gieksy” w 63. minucie spróbował Nowak, jednak jego strzał na 16. metrze został zablokowany. Kilka minut potem Xande Silva z lewego skrzydła zszedł do środka i uderzył daleko od bramki. Jeszcze w 83. minucie z ostrego kąta próbował Mateusz Kowalczyk, ale bez problemu z jego strzałem poradził sobie Tzur. Kilka minut później Daniel Dappa ruszył sam na bramkę, a jego strzał w sytuacji jeden na jednego świetnie obronił Kobylak. Zza pola karnego uderzał jeszcze Xande Silva i znów czujny był polski bramkarz, parując futbolówkę do boku.

Źródło: 90minut.pl