Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
13.02.2026, piątek 20:30 – widzów 14 279 (komplet)
Relacja GieKSiarza
Warszawska Legia ma to do siebie, że dzieli naród na tych, co ją szanują i tych, co jej nienawidzą. GieKSiarze należą do tych drugich, a nienawiść ta jest na Śląsku tak silna, że potrafi zjednoczyć wszystkich Ślązaków, którzy życzą Legii jak najgorzej, nieważne kto z naszego regionu z nią gra. Wiadome więc było, że mecz ten będzie nosił dodatkowy ładunek emocjonalny, jakim jest wojna Hanysy kontra Gorole. Tym bardziej że stołecznych kibiców spod znaku „eLki”, nie było u nas od 2004 roku. Mobilizacja w obu szeregach nie była więc potrzebna. Nie trzeba było być wróżbitą, żeby wiedzieć, że żaden wolny bilet się nie ostanie.
Kibice Dumy Śląska zaplanowali wiele zbiórek, by na Arenę Katowice dotrzeć razem. Tak było m.in. na Witosa, Mysłowicach i Mikołowie. Ci ostatni razem z Grupą Południe, przed meczem spotkali się na mikołowskim rynku, gdzie narobili hałasu i sporo nadymili, podróżując w obie strony komunikacją publiczną, co było odpowiedzią na ostatni prowokacyjny spektakl koleżanek za miedzy.
Już na dwie godziny przed meczem przy Nowej Bukowej robiło się gęsto, a wszystkie drogi w jej kierunku się korkowały. Swoje dołożyli tutaj przyjezdni, którzy w tej godzinie podróżowali transportem kołowym z najdalszej dzielnicy Warszawy, jaką jest Sosnowiec. Kilka ich autokarów psiarscy poprowadzili przez ulice Bocheńskiego, gdzie szły już masy kibiców GieKSy. Mimo to poza kontaktem wzrokowym do niczego nie doszło ze względu na wszechobecną psiarnię, która zmobilizowała się na ten mecz jak jeszcze nigdy w historii nowego stadionu GieKSy.
Na trybunach zgodnie z apelem większość zjawiła się z szalem, gorzej nieco było z żółtym ubiorem, lecz przy zimowej aurze nie jest to takie proste. Ceremonie otwarcia rozpoczęto śląską godką, przy czym publiczność włączyła latarki w telefonach, a Blaszok szykował się do oprawy na wyjście piłkarzy. Ultrasi GieKSy zaprezentowali zielono czarną kartoniadę, w którą wpisane było godło górnicze w laurze, utworzone z małych żółtych chorągiewek, co opisywał transparent „NIECH ŻYJE NAM – GÓRNICZY KLUB I STAN”. Całość po chwili zasłoniły dymy w górniczych barwach. Choreografia ta była zaplanowana na Barbórkowy mecz z Jagą, lecz z uwagi na frekwencje została zaprezentowana dopiero na meczu z Legią.
Na wyposażeniu mamy tego dnia 8 flag i 6 chorągwi. Wisi też transparent dla naszego brata po szalu z Witosa (PDW) oraz baner Jerzego Wijasa, legendarnego piłkarza GKS-u, który za to, że w latach 80. nie chciał grać w Legii, to trafił do koszar. Dodatkowo w przeddzień meczu obchodził geburstag, a kibice w przerwie odśpiewali mu 100 lat. Z nami tego dnia kibice Banika (50) i ROW-u (2) – dzięki!
Od początku lecimy z dobrym dopingiem, w co angażuje się często cały stadion, który prawie cały ogląda mecz na stojąco. Co jakiś czas kierujemy też słowa do przyjezdnych, jednak skupiając się głównie na wsparciu naszej 11-stki, której zwycięstwo byłoby i tak największym upokorzeniem słoików. Niestety wbrew oczekiwaniom i nadziejom tysięcy Ślązaków, to goście wyszli na prowadzenie w 26. minucie. Jednak to nas nie załamało i poziom decybeli tylko wzrósł. W obecnej sytuacji klubu z Łazienkowskiej, któremu historyczne widmo spadku zagląda w oczy, ich zwycięstwo na śląskiej ziemi to byłaby dla nas plama na honorze. Na szczęście górnicza załoga odrobiła straty tuż przed przerwą, a w drugiej części z dumą podziwialiśmy jej grę. W końcówce z trybun niosło się ogłuszające „Za Górny Śląsk, za GKS…”, a nasi piłkarze dwoili się i troili, lecz nic już nie wpadło do siatki. Winą za to obarcza się arbitra, który urzeczywistnił w tym meczu stare powiedzenie „tam, gdzie Legia nie może, tam sędzia pomoże”, przez co piątek 13-tego, który miał być dla warszawiaków koszmarem, stał się szczęśliwym dla nich dniem.
Nie docenili tego Legioniści, którzy odklejeni są od rzeczywistości i mimo to zwyzywali swoich piłkarzy, nie szanując zdobytego punktu. Pojawili się ubrani na czarno w 1131 głów, w tym Zagłębie Sosnowiec (265). Na przednim płocie zaznaczyli wywieszonymi flagami swą przyjaźń warszawsko-sosnowiecką, która w tym roku obchodzić będzie 35. jubileusz. Dopingowali na tyle, na ile ich było stać, bo choć na Blaszoku nie byli słyszalni, to w okolicy klatki doskonale, co działało na GieKSiarzy zasiadających w tej przestrzeni. Napinki tam trwały cały mecz, a w końcówce meczu część z przyjezdnych śpiewa nawet bez koszulek. W drugiej połowie odpalili też racowisko, co poprzedziła mała sektorówka szachownica. Dla Legii ten był to 12. ligowy mecz z rzędu bez wygranej, co stało się nowym niechlubnym rekordem stołecznego klubu.
Oflagowanie: POZDRAWIAMY NIEOBECNYCH GIEKSIARZY – PNG PDW, ANTYKOMUNA – GKS KATOWICE, SILESIAN FAMILY, GÓRNICZY KLUB SPORTOWY, HANYSOWO, transparent DOBRZYK PDW, PERSONA NON GRATA (duża), ONE NINE SIX FOUR, GKS KATOWICE (gardina) oraz chorągwie GÓRNY ŚLĄSK HERB, OSTRAWA, GODŁO GÓRNICZE, HANYSOWO, FURTOK #9, 30 YEARS GKS & FCB.
Relacja Legionistów
W Katowicach nie byliśmy od blisko 22 lat. Ostatni raz gościliśmy na starym stadionie GieKSy w listopadzie 2004 roku. „Spadnie GKS na sezonów sześć” – śpiewają legioniści od lat, choć przed laty wydawało się to jedynie pobożnym życzeniem, bowiem ekipa z Katowic, nad którą czuwał Marian Dziurowicz, zamiast spadać z ligi, to grała w europejskich pucharach, a także walczyła o trofea na krajowym podwórku. Jednakże przepowiednia legionistów ziściła się z solidną nawiązką.
Co prawda GieKSa już sezon temu awansowała do Ekstraklasy, ale kiedy na koniec kwietnia zeszłego roku rozgrywany był mecz na nowym stadionie w Katowicach, nie dane nam było uczestniczyć w tym spotkaniu. Chociaż sektor gości był już w pełni gotowy do przyjęcia przyjezdnych (kilkanaście dni później przyjęto w nim kibiców Cracovii), to policja uznała, że budowa drogi nieopodal stadionu wyklucza możliwość przyjęcia kibiców z Łazienkowskiej. Tym razem nie było już żadnych przeciwwskazań i w piątkowe, deszczowe popołudnie, ruszyliśmy kawalkadą samochodów w kierunku Nowej Bukowej. Wyjazd nastąpił na 7 godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Już w pobliżu stadionu, policja blokowała wszystkie zjazdy z trasy, aż w końcu dotarliśmy na spory parking przy katowickim sektorze gości.
Wpuszczanie przyjezdnych przebiegało sprawnie. Ciekawe jest dojście z parkingu na trybunę – tak, by nie było żadnego kontaktu wzrokowego z miejscowymi. Ci wykupili prawie wszystkie wejściówki na piątkowy mecz z Legią. Na trybunach zameldowało się 14,3 tys. fanów. Sektory buforowe były minimalne – właściwie niewidoczne. Szczególnie z jednej strony klatki (graniczącej z trybuną prostą), gdzie odległość pomiędzy kibicami była bardzo niewielka, dochodziło do regularnych wymian uprzejmości. Nas w piątek stawiło się w klatce 1131 osób, w tym 265 przyjaciół z Zagłębia. W sektorze gości wywiesiliśmy 7 flag: Legioniści, Zagłębiacy, Warriors, Legia UZL, Teddy Boys & Barra Bravas, czaszka, (L) w wieńcu laurowym. Tak jak w Gdyni, cała nasza grupa ubrana była na czarno. Wiele osób miało na sobie koszulki „Mioduski WON!”.
Już przed meczem miały miejsce pierwsze wzajemne uprzejmości, które później regularnie przez całe spotkanie były kontynuowane. Nie mogło zabraknąć m.in. kultowego „Buda, buda, łańcuch, pies…”, czy „Śląska k… aejaejao”, „Banik – GieKSa, dwa pe…y, hej!”. Sam nasz doping rozpoczął się po kilku minutach od pierwszego gwizdka sędziego. Wtedy też odśpiewaliśmy „Mistrzem Polski jest Legia”. GieKSiarze na początek spotkania zaprezentowali oprawę. Rozciągnęli na trybunie (nad flagami) transparent (słabo widoczny) „Niech żyje nam – Górniczy klub i stan”, nad którym mieli chorągiewki w barwach (plus wypełnienie w tle z folii) tworzące młot i kilof. Całość zwieńczyło odpalenie świec dymnych.
Niespodziewanie, bo biorąc pod uwagę dyspozycję piłkarzy w tym roku, trudno spodziewać się rzeczy pozytywnych, w 26. minucie wyszliśmy na prowadzenie. W końcu mogliśmy cieszyć się z prowadzenia – po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Niektórzy nawet łudzili się, że zdołamy wygrać pierwszy mecz ligowy od pięciu miesięcy… Jak się okazuje, trzeba jeszcze trochę cierpliwości w tej kwestii. Piłkarze na koniec pierwszej połowy najpierw sprezentowali rywalom rzut wolny w pobliżu naszego pola karnego, a następnie zachowali się w polu karnym jak amatorzy i stracili gola do szatni. W przerwie meczu katowiczanie zrobili walentynkowe szopki (na telebimie). Buziaki dawały sobie nie tylko pary, co wykorzystane zostało dość szybko i z naszej strony niosło się „Banik – GieKSa, dwa pe..ły, hej”.
W trakcie meczu było z naszej strony sporo zgodowych pieśni – świętujemy 35-lecie odnowienia zgody z Zagłębiem. „Legia i Zagłębie, Zagłębie i Legia” oraz „Legiaaaa Zagłębieeeee” (na melodię „Hitu z Wiednia”) niosło się przez dłuższy czas. Kilkukrotnie skandowaliśmy także „Zagłębie – łowcy hanysów”. W drugiej połowie na naszym sektorze odpalonych zostało 50 rac, którym towarzyszył donośny śpiew „Legiaaaaa Warszawaaaa aejaejaeja Legia Warszawa”
Wierzyliśmy, że może uda się odwrócić losy mecz i zdobyć trzy punkty. Na kwadrans przed końcem „Szczęściarz” zarzucił „Nie poddawaj się, ukochana ma…”. Poziom decybeli wzrósł. Dawaliśmy z siebie maksa. Staraliśmy się wesprzeć zespół okrzykami „Legia walcząca, Legia walcząca do końca”. Niestety wciąż bezskutecznie. Przez ostatnich 10 minut (z doliczonym czasem) dopingowaliśmy bez koszulek. To wtedy niosło się z naszej strony „Gdybym jeszcze raz…”. Pod względem wokalnym było nieźle, ale na pewno mogło być lepiej. Zresztą to samo można powiedzieć o GieKSie. Przed meczem mieli parę konkretnych momentów, podczas gdy w trakcie całego spotkania, śpiewali jednak zdecydowanie słabiej. Rzadko bowiem boczne trybuny włączały się do śpiewów (nie licząc bluzgów).
Piłkarze po remisie nie byli chętni by podchodzić pod nasz sektor. Uznając, że hasła, które usłyszeli w Gdyni były przesadzone. Także po meczu w Katowicach, z sektora gości niosło się „A jak spadniemy, to wszystkich was zaj…” oraz „Legia grać, k… mać!”. Widmo spadku coraz poważniej zagląda nam w oczy. O „płaskiej tabeli”, „szansach na puchary” najwyższy czas zapomnieć – na koniec sezonu może liczyć się każdy punkt. Ale wiele dłuższych wakacji nie będzie – pierwsza liga startować będzie w ten sam weekend co Ekstraklasa.
Po meczu stadion dość szybko opustoszał. Oczywiście cała trybuna prosta opuszczająca stadion musiała udać się do narożnika z klatką, by się ponapinać. Nas na trybunach trzymano bardzo krótko – po 40 minutach mogliśmy udać się na parking, by po kolejnym kwadransie ruszyć kawalkadą w stronę Warszawy. Do domów wróciliśmy ok. 3 nad ranem.
Źródło: legionisci.com
FOTOGALERIA: GieKSa.pl
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (3)
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (4)
FOTOGALERIA: gkskatowice.eu
FOTOGALERIA: 12zawodnik.pl
FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net
FILM: 13.02.2026, GKS Katowice – Legia Warszawa KONFERENCJA
FILM: 13.02.2026, GKS Katowice – Legia Warszawa SKRÓT
FILM: 13.02.2026, GKS Katowice – Legia Warszawa SKRÓT (2)
FILM: 13.02.2026, GKS Katowice – Legia Warszawa DOPING
FILM: 13.02.2026, GKS Katowice – Legia Warszawa DOPING (2)
FILM: 13.02.2026, GKS Katowice – Legia Warszawa KULISY
Relacja sportowa
GKS Katowice: Rafał Strączek – Marcin Wasielewski, Alan Czerwiński (86, Konrad Gruszkowski), Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz (34, Märten Kuusk), Borja Galán – Mateusz Wdowiak (68, Eman Markovic), Mateusz Kowalczyk, Sebastian Milewski, Bartosz Nowak – Ilja Szkurin (46, Adam Zreľák).
Trener: Rafał Górak
Legia: Kacper Tobiasz – Kamil Piątkowski, Radovan Pankov, Steve Kapuadi (89, Jan Leszczyński) – Ermal Krasniqi, Bartosz Kapustka (90, Wojciech Urbański), Damian Szymański, Wahan Biczachczjan (77, Jakub Żewłakow), Kacper Urbański (59, Kacper Chodyna), Patryk Kun – Antonio Čolak (59, Mileta Rajović).
Trener: Marek Papszun
Bramki: Borja Galán (45+3) – Wahan Biczachczjan (26)
Sędzia: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Żółte kartki: Mateusz Wdowiak (39), Alan Czerwiński (80) – Bartosz Kapustka (59), Steve Kapuadi (71), Radovan Pankov (76).
Potężne emocje towarzyszyły meczowi GieKSy z Legią. Wypełniona po brzegi Arena Katowice była tego najlepszym dowodem. Dobra forma GKS-u i słabsza forma Legii dawały nadzieję, że nasz zespół po raz pierwszy od ponad 25 lat okaże się lepszy od drużyny ze stolicy.
Trener Rafał Górak zdecydował się na dwie zmiany w składzie. Tym razem szansę gry od początku otrzymał Ilya Shkuryn. To o tyle zrozumiałe, że napastnik trafił do Katowic z Legii. Po pauzie za kartki do składu powrócił też Borja Galan. GKS przez wielu był nawet uważany za faworyta meczu, ale wcale nie zaczął spotkania od mocnych ataków. Tak jak w poprzedniej kolejce, Katowiczanie byli mocno skoncentrowani na obronie, a do tego starali się groźnie kontrować. Goście od dawna nie wygrali meczu ligowego, ale było widać, że bardzo chcą przełamać złą serię. Gdy Legia przyspieszała swoje akcje, w naszym pole karnym robiło się gorąco.
W 26. minucie Vahan Bichakhchyan uciekł naszym obrońcom i efektownym strzałem głową pokonał Rafała Strączka. Goście chcieli iść za ciosem i cały czas atakowali. GieKSa przetrzymała jednak trudniejszy moment. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy znowu sięgnęliśmy po naszą fantastyczną umiejętność korzystania ze stałych fragmentów gry. Z rzutu wolnego dośrodkował Bartosz Nowak, ale Borja Galan doprowadził do wyrównania strzałem głową.
Od początku drugiej połowy na boisku pojawił się Adam Zrel’ak, a GKS zaczął grać odważniej. Po obu drużynach było zresztą widać, że remis nie jest dla nich satysfakcjonujący. Na boisku nie brakowało zażartej walki i agresji, ale przekładało się to na klarowne sytuacje bramkowe. Najbliżej trafienia dla GKS-u był Galan, ale tym razem przy próbie strzału głową minimalnie się pomylił. Ostatecznie mecz zakończył się podziałem punktów.
Źródło: gkskatowice.eu
Relacja sportowa
GieKSa wybiegała sobie punkt ze stołecznym zespołem, jednak nie obyło się bez kontrowersji i wielu kibiców odczuwać może niedosyt. Choć GieKSa rozpoczęła mecz od trzech całkiem udanych prób wysokiego pressingu, najgroźniej było właśnie pod jej bramką i sporo pracy miał Alan Czerwiński. W 5. minucie nerwy ze stali pokazał Arkadiusz Jędrych, jako ostatni obrońca i z rywalem na plecach zgrywając długą piłkę do boku zamiast wybicia na oślep. Kolejne sekundy upływały w ten sam sposób: Legia wymieniała kilka podań, później konstruowała zupełnie nieudany atak lub GieKSa kontrowała po przejęciu. W 11. minucie było bardzo obiecująco po przechwycie rozpędzonego Wasielewskiego, Bartosz Nowak jednak zbyt głęboko dogrywał w stronę Ilji Szkurina. Odpowiedział Krasniqi nawinięciem Borjy Galana na prawej flance i dobrą wrzutką, interweniować musiał Strączek. W 18. minucie sztab szkoleniowy Legii był mocno poddenerwowany, a to za sprawą dwukrotnego rozprowadzenia Mateusza Kowalczyka. Mateusz Wdowiak za drugim razem wgrał w szesnastkę rywali, a Bartosz Nowak efektownie spróbował strzału z dystansu, który został akrobatycznie wyblokowany. Chwila nieuwagi na lewej flance w połączeniu ze spóźnionym doskokiem Klemenza skończyły się szablonową bramką legionistów, Rafał Strączek nie mógł nic zaradzić na celny strzał głową. Sebastian Milewski przytomnie napędził naszą akcję kilka minut później, Borja Galan nietypowo, bo dochodzącą centrą ze środka pola, zagrał w pole karne i centymetry od szczęścia był Szkurin. 40. minuta była bardzo dynamiczna, piłka krążyła od bramki do bramki bez chwili wytchnienia. Kombinacyjne wyprowadzenie GieKSy zaprzepaścił Wdowiak, jednak po jego faulu taktycznym i zmarnowanym przywileju Legii to Trójkolorowi byli bliżej stworzenia klarownej okazji. Poprawił wszystko z głębi pola Jędrych w stronę Galana, ten przedarł się przez dwóch obrońców i wystawił do Milewskiego. Dobra decyzja o strzale, dobre wykonanie, ale także udana interwencja Kapuadiego przed linią bramkową poskutkowały poddenerwowaniem trenera Papszuna, który zapracował tym sobie na żółty kartonik. W 45. minucie katastrofalną decyzję o wybiciu uciekającej z boiska piłki podjął Marten Kuusk, na szczęście zemsta nie nadeszła dzięki zwichrowanemu celownikowi strzelca. Bartosz Nowak, rzut wolny, Borja Galan – w doliczonym czasie pierwszej połowy te trzy słowa ułożyły się w bramkę dla Trójkolorowych! Centrę w pole bramkowe bezczelnie wręcz wykorzystał hiszpański wahadłowy, uprzedzając niepewnego Tobiasza. Z tupetem mógł drugą połowę rozpocząć Bartosz Nowak, jednak nie zdołał do końca skalibrować nogi na strzał, w efekcie wyszło mu coś w rodzaju nieudanej centry. W 54. minucie naprawdę udany wolej zaprezentował nam Alan Czerwiński, inaczej zawiązane sznurówki i wyprowadziłby nas na prowadzenie. Mało było akcji podbramkowych, głównie raczyliśmy się pojedynkami biegowymi i przepychankami w środku pola. Przy takim obrocie spraw łatwiej wykazać się było Zrel’akowi. Po wejściu na murawę doskonale podanie prostopadłe posłał Marković, szkoda tylko, że do zawodnika w szarej koszulce – mógł zapisać się w tym meczu w bardzo niechlubny sposób. W 71. minucie już po raz trzeci reklamowaliśmy potencjalny rzut karny, znów jednak bezskutecznie. Legia próbowała ataków to z jednej, to drugiej strony, jednak kończyło się to najpóźniej na skraju naszej szesnastki. W 82. minucie sytuację 1 na 2 po profesorski powstrzymał Arkadiusz Jędrych, zupełnie niewzruszony przewagą liczebną obrał dobrą pozycję i rozpoczął konstruowanie akcji od tyłu. Chwilę później kibice już zbierali się do świętowania, jednak figla spłatała perspektywa. Adam Zrel’ak minimalnie chybił, a wcześniej trzykrotnie błysnął Mateusz Kowalczyk: przy odbiorze, zagraniu na obieg i dośrodkowaniu. Blisko skompletowania dubletu był Borja Galan po zamieszaniu w zasięgu ramion Tobiasza, znów jednak piłka nie chciała sprzymierzyć się z Trójkolorowymi. Jeden punkt dla każdego zespołu smakuje inaczej – nas oddala od zmartwień, a Legię przybliża do najczarniejszego scenariusza.
Źródło: GieKSa.pl