Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
23.05.2026, sobota 17:30 – widzów 20 867 – Szczecin, Stadion im. Floriana Krygiera
Relacja GieKSiarza
Ostatnim akordem tego kosmicznego sezonu, był dla nas wyjazd do Szczecina. Tegoroczne rozgrywki ekstraklasy były wyrównane jak nigdy wcześniej. Na przykładzie samej GieKSy trzeba wspomnieć, że jeszcze jesienią walczyliśmy o utrzymanie, kończąc ją na czerwonej pozycji, a już wiosną graliśmy o najwyższe cele, gdzie realnie GKS mógł włączyć się o walkę o tytuł mistrzowski. Przed ostatnią kolejką tak naprawdę znaliśmy tylko mistrza i dwóch spadkowiczów, a cała reszta drużyn walczyła jeszcze o utrzymanie, europejskie puchary, czy o miejsce w lidze. To wszystko spowodowało, że na te ostatnie mecze wyprzedano wszystkie bilety na stadionach ekstraklasy w ostatniej kolejce! Emocje, jakie towarzyszyły temu sezonowi, miały więc największy poziom na finiszu, gdzie przebiły wręcz sufit. GieKSa, która rywalizowała w tabeli z Zagłębiem i Legią o piąty plac, była o tyle w dobrej sytuacji, że wszystko zależało od niej. GieKSiarze przed wyjazdem zebrali się na Nowej Bukowej, gdzie Pozdrowiono Nieobecnych GieKSiarzy przebywających na przymusowych wakacjach.
W drogę ruszyliśmy o 8:30. Po drodze, mimo obecność sporej eskorty, spokój. Wypatrywaliśmy na trasie dziewczyn z Chorzowa, które zapowiadały swój udział w tym spotkaniu, lecz widocznie pojechali okrężną drogą.
Po wjeździe do Szczecina widzimy grupki granatowo-bordowych zmierzające na stadion im. Krygiera, a psiarnia prowadzi nas drogą przy kasach gospodarzy od ul. Twardowskiego. Spokój, ogólnie miejscowi pikole nie byli nastawieni antagonistycznie do nas, mimo wejście ich ekipy do obozu WRWE.
Na wejście mamy pół godziny do rozpoczęcia meczu. Wszystko idzie sprawnie, oprócz łapanek na osobistą, które urządza miejscowa psiarnia. Przez to kilku z nas zostaje zatrzymanych i pozbawionych możliwości obejrzenia meczu.
Na stadionie w tym czasie trwa już wymiana nieuprzejmości. Praktycznie na samym wejściu zaznaczamy, co myślimy o przyjaźni Paprykarzy ze Śmierdzielami, tym bardziej że ci w Piekiełku zawiesili na gnieździe flagę Ruchu z FC Katowice. Poza tym Śledzie wywiesili jeszcze tylko swą najdłuższą flagę „MORSKI KLUB SPORTOWY – MORSKIE MIASTO SZCZECIN”. Dopiero później pojawiło się kilka transparentów i płótno upamiętniające kolegę z trybun. W drugiej części pojawiła się też flaga ich niemieckich zgodowiczów z Berlina, lecz nie dotrwała do końca meczu.
Nas w sumie do Szczecina zawitało 990 chłopa, w tym Banik Ostrava (2) i JKS Jarosław (8) – dzięki! Z początkiem meczu wszyscy jesteśmy ubrani na żółto, w sektorze powiewa chorągiew Jasia, a na płocie ląduje 7 flag, w tym trzy to zgodowe płótna GieKSy i Banika, co ma związek z 30. jubileuszem sztamy.
Od początku głośno dopingujemy, lecz gra na boisku nie napawa nas optymizmem. Staramy się wokalem wesprzeć katowicką jedenastkę, która jest w defensywie. Od początku inicjatywa jest po stronie gospodarzy, co udokumentowali golem w 31. minucie. Nasz koszmar się urzeczywistniał. Wszyscy na bieżąco śledzili multiligę i wynik meczu w Warszawie wyrzucał nas z piątego miejsca. Przytłoczeni tą wiedzą z nostalgicznego letargu, wybudzili nas młynowi, którzy na 5 megafonów przywołali 12 zawodnika do pionu. Nie przeszliśmy przez te wszystkie lata, by w takim momencie chować głowę w piasek, ale by godnie reprezentować nasz klub. Walka wciąż trwała, a wysokość prowadzenia Legii w meczu z Motorem (4:0), nie miała tak naprawdę znaczenia. Liczyło się tylko tu i teraz, co trzeba było sfinalizować na boisku.
W drugiej połowie w naszym sektorze diametralna zmiana. Wszyscy przebraliśmy się w białe koszulki naszych czeskich braci, przez co wyglądaliśmy jak sektor wyjazdowy Banika. Nastąpiła też zmiana chorągwi na jubileuszową z okazji 30 lat zgody. Dodatkowo nad nami zawisł transparent „JEDNI LICZĄ KORZYŚCI, MY WSPÓLNE LATA – GIEKSA & BANIK DO KOŃCA ŚWIATA!”, co miało zobrazować to, jak w przeciwieństwie do naszych rywali, w Katowicach buduje się przyjaźń.
Portowcy za to przystąpili do realizacji oprawy, gdzie do transparentu „TRWAJĄ W TYM SILNE CHARAKTERY” rozciągnęli wycinaną sektorówkę przedstawiającą pięciu kibiców MKS-u plecami, w otoczeniu machajek. Po chwili sektorówka opadła, a wśród flag na kijach rozbłysła pirotechnika w postaci żółtych i czerwonych rac. Gdy te zgasły, kolejne kilka sztuk odpalono jeszcze na gnieździe, z którego znikła bezpowrotnie niebieska szmata.
Na boisku, mimo znacznie lepszej postawy naszej drużyny, wpadła druga bramka dla gospodarzy, co oznajmił dźwięk z tyfonu okrętowego. Na nasze szczęście był spalony, co sędzia od razu odgwizdał, jednak przez chwile poczuliśmy nóż na gardle, który podciął nasze struny głosowe. Najważniejsze jednak działo się chwile później, w doliczonym czasie gry. W 92. minucie torman miejscowych wybił piłkę ręką poza polem karnym, za co został wyrzucony z boiska. Na dodatek Pogoń wykorzystała już wszystkie zmiany i między słupkami stanął ich napastnik i strzelec wcześniejszego gola. Nadzieja odżyła, a nasz doping niósł się głośno. W 97. minucie Wędrychowski oddał strzał, który dotarł do siatki. Jako wychowanek Pogoni, godnie się zachował i nie celebrował bramki, choć tak naprawdę ucieszył kibiców obu drużyn. Tu można byłoby napisać, że nawet setek drużyn. „LTSK” niosło się na wielu stadionach, śpiewane przez kibiców oglądających multiligę i czekających na koniec naszego meczu (m.in. w Zabrzu, Częstochowie). Śpiewali to też Portowcy po straconym golu. Nienawiść do systemowego pupilka wywołała radość z nieszczęścia Legii, która odpadła z Pucharów w ostatniej chwili. Legioniści stali się po tym wydarzeniu memem, bo celebrowali już głośno swój awans, a tymczasem byli krócej w Lidze Konferencji niż Trzaskowski był Prezydentem Polski.
A my co? Zabawa na całego. Wszyscy ściągnęli koszulki i feta nie do opisania. To, w jaki sposób i czyim kosztem udało się nam awansować po 23 latach do europejskich rozgrywek, tylko potęgowało naszą euforię. „To nie są czary, na GieKSie będą Puchary” niosło się głośno tak, jak kilka innych przyśpiewek.
Po końcowym gwizdku cała drużyna ze sztabem podbiegła pod nasz sektor w okazjonalnych koszulkach „GIEKSA W EUROPIE”, a trener Górak odmeldował wykonanie zadania, za co kibice głośno skandowali jego imię. Łzy szczęścia same cisnęły się do oczu, zwłaszcza u weteranów, którzy w przyszłość patrzą przez pryzmat przeszłości, gdzie GKS odnosił największe sukcesy w swej historii. Gratulacje pod naszym sektorem złożył nam nawet właściciel Pogoni Alex Haditaghi, co nagrodziliśmy brawami. Inaczej za to żegnaliśmy wychodzących ze stadionu MKS-u bezdomnych Chorzowian.
Celebrowanie tego zwycięskiego remisu trwało w nieskończoność. Nawet gdy piłkarze świętowali już przy złocistym trunku w szatni, to u nas lał się szampan na stadionowym parkingu. Przyśpiewki oznajmiające nasz sukces i porażkę naszego odwiecznego wroga niosły się daleko. Wrócili do nas też zatrzymani, a psiarnia by nie było za dobrze, postanowiła urządzić dmuchanie każdemu kierowcy, przez co w drogę powrotną ruszyliśmy dopiero o 21:00. W autokarach istne święto, a na postojach zabawa w blasku rac i fajerwerków. Duma, która wylewała się z sukcesu naszej śląskiej drużyny, ogarnęła wszystkich. Do Katowic choć wróciliśmy po 4 rano, to wiadome było że „jeszcze nie idziemy spać, będziemy chlać, są Puchary ku*wa mać!”.
Przed wyjazdem miało miejsce jeszcze małe wydarzenie, a mianowicie osoby, które zaliczył 100% wyjazdów w tym sezonie, zrobiły sobie pamiątkowe zdjęcie przy fladze „WYJAZDOWI KONESERZY” (przynajmniej 38 osób). Być może stanie się to naszą tradycją, przy okazji ostatniej eskapady. Tymczasem na koniec wspomnę tylko, że był to pod względem wyjazdowym mega wymagający sezon, bo zaliczyliśmy tu aż 20 eskapad. Nie ciążył na nas żaden zakaz, wszystkie sektory gości były otwarte i na dodatek kilkukrotnie podróżowaliśmy w ramach Pucharu Polski, gdzie doszliśmy aż do półfinału. Większą liczbą wyjazdów może obfitować już przyszły sezon, gdzie będziemy rozgrywać mecze w ramach Ekstraklasy, Pucharu Polski i Ligi Konferencji.
Oflagowanie: SILESIAN FAMILY, PNG & CHzB, GKS KATOWICE, WYJAZDOWI KONESERZY, POZDRAWIAMY NIEOBECNYCH GIEKSIARZY – PNG PDW, ULTRAS FCB & GKS, ANTYKOMUNA – GKS KATOWICE oraz chorągwie FURTOK #9 i 30 YEARS GKS & FCB.
Giszowiec obecny w 55 głów. Koszt wyjazdu 270 zł.
Ranking wyjazdowy za cały sezon 2025/2026 kończymy na 5 miejscu, a 4 osoby z GzG zaliczyły wszystkie 20 wyjazdów.
FOTOGALERIA: GieKSa.pl
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (3)
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (4)
FOTOGALERIA: gkskatowice.eu
FILM: 23.05.2026 Pogoń Szczecin – GKS Katowice KONFERENCJA
FILM: 23.05.2026 Pogoń Szczecin – GKS Katowice SKRÓT (1)
FILM: 23.05.2026 Pogoń Szczecin – GKS Katowice SKRÓT (2)
FILM: 23.05.2026 Pogoń Szczecin – GKS Katowice WYWIADY PO MECZU
FILM: 23.05.2026 Pogoń Szczecin – GKS Katowice KULISY
FILM: 23.05.2026 Pogoń Szczecin – GKS Katowice DOPING
Dzień później, 24.05.2026 na Arenie Katowice odbyło się spotkanie z kibicami i feta z okazji powrotu do Europejskich Pucharów. Na stadionie zjawiło się 3000 widzów, którzy wypełnili Blaszok i godnie podziękowali drużynie za udany sezon. Nie zabrakło podsumowania dokonań każdego z piłkarzy, gratulacji i rodzinnej atmosfery w której wszystko się odbyło.
FOTOGALERIA: GieKSa.pl
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)
Relacja sportowa
Pogoń: Krzysztof Kamiński – Linus Wahlqvist (72, Hussein Ali), Dimítris Keramítsis, Attila Szalai, Benjamin Mendy (58, Leonárdo Koútris) – Mads Agger, Fredrik Ulvestad, Jan Biegański (58, Kellyn Acosta), Paul Mukairu (65, Kamil Grosicki) – Filip Čuić, Sam Greenwood (65, Natan Ława).
Trener: Thomas Thomasberg (Dania)
GKS Katowice: Rafał Strączek – Marcin Wasielewski, Alan Czerwiński (66, Marcel Wędrychowski), Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz, Borja Galán – Eman Markovic (46, Mateusz Wdowiak), Sebastian Milewski (46, Damian Rasak), Mateusz Kowalczyk (78, Adrian Błąd), Bartosz Nowak – Adam Zreľák (58, Ilja Szkurin).
Trener: Rafał Górak
Bramki: Filip Čuić (31) – Marcel Wędrychowski (90+7)
Sędzia: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Żółte kartki: Jan Biegański (42), Benjamin Mendy (51) – Rafał Strączek (45+2), Alan Czerwiński (61).
Czerwone kartki: Krzysztof Kamiński (90+2) –
Z 49. punktami na koncie, GKS Katowice przystąpił do meczu z Pogonią Szczecin jako piąta drużyna PKO BP Ekstraklasy. To oznaczało 90 minut walki o europejskie puchary. W składzie GieKSy jedna zmiana względem poprzedniego meczu. W miejsce Mariusa Olsena na boisku pojawił się wracający po kontuzju Lukas Klemenz. Przez całą pierwszą połowę zarysowała się przewaga gospodarzy. W 12. minucie Pogoń domagała się rzutu karnego po interwencji jednego z naszych defensorów, ale analiza VAR nie wykazała niczego kwalifikującego się na przewinienie. W 16. minucie tuż obok słupka uderzył Paul Mukairu.
Dwie minuty później dobrze ze stałego fragmentu wrzucał Bartosz Nowak, ale Lukas Klemenz i Arkadiusz Jędrych nie dosięgnęli piłki, która ostatecznie opuściła boisko. Ataki Pogoni przyniosły efekt w 31. minucie, gdy po rzucie z autu Filip Čuić przyjął piłkę w polu karnym i wyprowadził Pogoń na prowadzenie. GKS Katowice szukał swoich szans, ale brakowało nam konkretów. Ostatecznie na przerwę schodziliśmy ze stratą jednego gola, co oznaczało, że w drugiej połowie podopieczni trenera Rafała Góraka musieli zagrać znacznie lepiej.
Na drugą połowę wróciliśmy z dwoma zmianami w składzie. Damian Rasak zastąpił Sebastiana Milewskiego, a Mateusz Wdowiak zagrał za Emana Markovica. W 58. minucie Wdowiak znalazł się w dogodnej sytuacji stojąc oko w oko z Krzysztofem Kamińskim, ale uderzył obok słupka bramki Pogoni. Z każdą kolejną minutą GKS zaczynał coraz bardziej ryzykować, co przekładało się także na szansę Pogoni. Jeden ze strzałów Linusa Wahlqvista przeleciał tuż obok bramki Rafała Strączka. W 73. minucie Lukas Klemenz uderzył głową i piłka zatrzymała się na poprzeczce. Chwilę później Bartosz Nowak uderzał głową na długi słupek, ale Kamiński zdołał piłkę odbić.
W 85. minucie do naszej bramki trafił Kamil Grosicki, ale trafienie nie zostało uznane, ponieważ kapitan Pogoni był na spalonym. Na tym etapie spotkania, napastnikiem GKS-u był… Arkadiusz Jędrych. Już w doliczonym czasie czerwoną kartkę zobaczył Kamiński, który wybił piłkę sprzed pola karnego. Z uwagi na to, że Pogoń nie miała zmian, w rolę bramkarza wcielił się Čuić. Uderzenie z wolnego Nowaka niestety zatrzymało się na murze. W 97. minucie jednak… Marcel Wędrychowski przymierzył sprzed pola karnego i dał GKS-owi remis. To oznaczało, że GKS wraca do Europy!
Źródło: gkskatowice.eu
Relacja sportowa
Wypływamy z portu w świat!
Ciężko o większy rollercoaster, ciężko o lepszy happy-end – Katowice w Europie! Zapraszamy do zapoznania się z relacją ze starcia w Szczecinie.
Pogoda przed meczem była iście piknikowa, chociaż sam mecz rangi był zdecydowanie wyższej. Kibice ubrani na żółto zaczęli pojawiać się na swoim sektorze na około 20 minut przed meczem. Valentin Cojocaru, nieobecny tego dnia w kadrze z powodu czwartej żółtej kartki w przedostatniej kolejce, dostał okolicznościową koszulkę za rozegranie 100 spotkań w barwach Portowców. Zamiast niego trener Thomas Thomasberg postawił na 35-letniego Krzysztofa Kamińskiego. W składzie GieKSy bez niespodzianek, a sami zawodnicy na to spotkanie ponownie wyszli w koszulkach przygotowanych na przyszły sezon. Starcie przyciągnęło na stadion mnóstwo kibiców – ponad 20 tysięcy.
Głośny tyfon rozpoczął spotkanie, a piłkarze Pogoni od razu zagrali długie podanie na połowę rywala, z którego wyszła zablokowana próba strzału. Przez pierwsze minuty obie drużyny nie nastawiały się na szybkie ataki, jednak w 11. minucie gospodarze zdecydowali się na kontrę, strzał z okolic szesnastki został dobrze zablokowany przez obrońcę GieKSy. Chwilę później znowu okazję mieli Portowcy – Rafał Strączek świetnie wyjął strzał z siódmego metra, a później na dobitkę nie pozwolił Lukas Klemenz, ekwilibrystycznie wybijając piłkę z głowy napastnika Pogoni. Sędzia kilka minut konsultował się z wozem VAR w sprawie potencjalnego karnego, taka decyzja nie została jednak podjęta. Szczecinianie zdecydowanie przeważali na początku meczu, przez prostą stratę Emana Markovica dobrą okazję do strzału miał Mukairu, na szczęście nie przycelował z rogu pola karnego. Pierwszy kwadrans przedstawił zdecydowaną przewagę zawodników w biało-złotych koszulkach, natomiast już chwilę potem dobrą okazję na centrę dostał Bartosz Nowak po faulu w okolicach 35. metra, niestety do piłki chcieli naraz doskoczyć Lukas Klemenz i Arkadiusz Jędrych, trochę chyba przeszkadzając sobie nawzajem. Znowu niepotrzebna strata w rozegraniu, tym razem Jędrych podał prosto pod nogi rywala, skończyło się na rzucie z autu pod polem karnym Strączka, nieznajdującym żadnego sensownego finiszu. Wrzut z autu pod polem karnym Strączka, piłka nie została wyekspediowana poza szesnastkę, spadła pod nogi Filipa Cuića, a ten przyjął na klatkę i pewnym strzałem pokonał bramkarza GieKSy. Stracona bramka nie wpłynęła na liczbę błędów w rozegraniu, na minę został wstawiony Sebastian Milewski, obronie jednak udało się zażegnać niebezpieczeństwa. Na rzut karny sędziego próbował naciągnąć Cuić, Damian Sylwestrzak dał zdecydowanym gestem znać, że nic nie było. Nerwowość zaczęła się wkradać w czyny Katowiczan, za zbyt agresywną walkę o pozycję przed rzutem rożnym żółtą kartką został ukarany Strączek, sam rzut rożny nie przyniósł zagrożenia. Po czterech minutach doliczonych sędzia zakończył pierwszą połowę, chyba jedną z gorszych w tym roku.
Na drugą część spotkania Katowice wyszły z Damianem Rasakiem oraz Mateuszem Wdowiakiem, a na ławce zostali Sebastian Milewski i Eman Marković. Ponownie tyfon zainicjował początek połowy, tym razem to goście wyszli z szybkim atakiem. Widać było większą determinację po naszej stronie, jednak nie udawało się tego przełożyć na żaden konkret. Pierwszy rzut rożny dla GieKSy stał się faktem w 57. minucie, do piłki podszedł klasycznie Nowak, futbolówka jednak nie znalazła żadnej głowy i wyleciała na aut bramkowy. Chwilę później świetną okazję na wyrównanie miał Mateusz Wdowiak, wchodząc z rogu pola karnego, niestety nie dał rady oddać celnego strzału. Rzut rożny dla Pogoni przyniósł mnóstwo zamieszania w polu karnym – najpierw Rafał Strączek wypiąstkował piłkę na kilka metrów wprzód, później kilka przebitek skończyło się niecelnym strzałem z nogi z piątego metra. Nie potrafiła przez ponad godzinę GieKSa znaleźć sposobu na przebicie szczecińskiego muru, najbliżej tego był Lukas Klemenz, uderzając z głowy w poprzeczkę po podaniu Nowaka, również głową. W 73. minucie sędzia ponownie zarządził przerwę na nawodnienie, chociaż zapowiadało się na rozpoczęcie racowiska na trybunie Pogoni. Znowu zawodnicy Rafała Góraka stworzyli zagrożenie ze strzału głową, tym razem to Nowak zmusił do wysiłku przez większość czasu bezrobotnego Krzysztofa Kamińskiego. Groźna akcja Pogoni w 79. minucie, długa piłka została zagrana na stronę Klemenza, ten po profesorsku odprowadził ja za linię końcową. Na ostatnie 10 minut regulaminowego czasu gry został zaprezentowany kojarzony przez kibiców GKS-u manewr – Arkadiusz Jędrych został wysłany do ataku. Wprowadzony chwilę wcześniej Adrian Błąd pomylił się w obronie i dał okazję Szczecinowi, który ją wykorzystał… a jednak mieliśmy spalony. GieKSa była dalej w grze. W 87. minucie mieliśmy rzut rożny dla gości, przebitki w polu karnym Kamińskiego, lecz na koniec Wdowiak oddaje anemiczny strzał prosto w ręce bramkarza. GKS Katowice miał ogromne problemy z wyjściem z własnej połowy, do straty tym razem przyczynił się Wdowiak, skończyło się niecelnym uderzeniem. Kiedy miał się odbyć rzut z autu pod polem karnym Strączka, swoją drogą grającego z kontuzją od paru minut, sędzia wrócił do sytuacji sprzed minuty w doliczanym czasie gry, okazało się, że bramkarz Pogoni wypiąstkował piłkę poza polem karnym, dostał więc czerwoną kartkę. A że gospodarze mieli wykorzystane wszystkie zmiany, to w rolę bramkarza wcielił się strzelec pierwszej bramki – Filip Cuić. Dostaliśmy też rzut wolny z 16. metra, przy piłce znajdowali się Nowak oraz Wędrychowski, ale niestety strzał tego pierwszego został zablokowany. Na stadionie, który miał już okazję poznać, stan gry wyrównał Marcel Wędrychowski! Były zawodnik Portowców pewnym strzałem z okolic szesnastki na dalszy słupek pokonał Cuića. Podopieczni Góraka włączyli tryb nietracenia piłki za żadne skarby i… dowieźli remis do końca. KONIEC MECZU, EUROPA W KATOWICACH, KATOWICE W EUROPIE!
Źródło: GieKSa.pl