UEFA: MŠK Žilina 2-1 GKS Katowice

23.07.2026, czwartek 20:30 – widzów 7067 – Żylina, štadión MŠK Žilina – Liga Konferencji Europy

Relacja GieKSiarza

Dzięki temu, jak spisywały się w ubiegłych latach polskie kluby w rozgrywkach europejskich, Polska podskoczyła w rankingu UEFA i do rozgrywek pucharowych starego kontynentu z naszego kraju mogło przystąpić rekordowe pięć drużyn. GieKSa w fenomenalnym stylu, jaki prezentowała ubiegłą wiosną, w ostatniej kolejce zapewniła sobie powrót na międzynarodowe boiska po 23 latach. Przez ten czas planowaliśmy i wyczekiwaliśmy przeciwnika, jaki trafi się nam w Lidze Konferencji. Ostatecznie trafiło na słowacki klub MŠK Žilina, który uległ wcześniej Hajdukowi Split. Choć część kibiców liczyła na daleką eskapadę to i bliski wyjazd do Żyliny też miał swoich zwolenników. Szybko okazało się bowiem że klata jest dla nas za mała i udało się nam wywalczyć kolejne wejściówki, których również nie wystarczyło, przez co ci, co nie zamierzali rezygnować, wykupowali bilety na miejsca gospodarzy. Spodziewano się najazdu GieKSiarzy i tak też było. Na ten wyjazd udaliśmy się transportem kołowym, głównie autami, przez co sznur naszych pojazdów rozciągał się na kilkadziesiąt kilometrów. Przez remonty dróg jedziemy przez Cieszyn, a nasza wydłużona trasa wynosi dokładnie 181 km, czyli tyle ile jedne z krótszych wyjazdów, jakie przemierzamy w ramach polskiej ligi.
Na granicy czesko-słowackiej czeka już na nas słowacka psiarnia, która wyłapuje wszystkich Polaków i ściąga na graniczny parking, a wszystko monitoruje policyjny helikopter. Spodziewaliśmy się jakichś prowokacji, wszak mundurowi naszych sąsiadów są znani z „gościnności”, tym bardziej że ich media od kilku dni siały strach, publikując nagrania. jak ich policja szykuje się na wojnę z polskimi hordami chuliganów.
Jednak nic z tych rzeczy. Nie było żadnych przeszukiwań, wyrywkowych kontroli, kwitów itd. przetrzymali nas tylko trochę by zbić grupę w całość (nie licząc tych, co pojechali inną drogą) i po 18:00 ruszaliśmy w drogę. Tutaj po drodze z kilku domów gospodarze pozdrawiali nas, dzierżąc szale Banika Ostrava. Ostatnie 40 km to jedna wielka przebudowa trasy, co wiązało się z korkami. Obawialiśmy się że przez tę akcję na granicy spóźnimy się na rozpoczęcie, lecz tu nieproszona przez nikogo, sama od siebie zrehabilitowała się słowacka policja, która na sygnale utworzyła „korytarz życia”, nawołując po drodze wszystkie auta na polskich tablicach, nawet te, które jechały na wakacje, a nie na mecz, by ci jechali za nimi. Dzięki temu wszyscy dotarliśmy pod stadion na godzinę przed startem. Wejście bez żadnych problemów, tylko ochrona kurczowo wyszukiwała zdobytej przez nas w 2002 roku flagi miejscowych „YELLOW GREEN FANATICS”, tak jakbyśmy ją jeszcze mieli.
Powoli zajmowaliśmy miejsca za bramką, gdzie udostępniono nam całą trybunę, oddając 1858 bilety. Widać jednak dużo Szaleńców z Bukowej na sektorach miejscowych i naszą liczbę szacuje się na ponad 2200 osób. Z nami tego dnia obecne były liczne delegacje: Banika Ostrava – 117, ROW-u Rybnik – 46, JKS-u Jarosław – 11 oraz Spartaka Trnava – 14. Wielkie dzięki za wsparcie! Nic więc dziwnego, że naszą wizytę rozpoczynamy szyderczą przyśpiewką „jesteśmy u siebie”, tym bardziej że miejscowi fanatycy od 4 lat bojkotują mecze piłki. Przynajmniej te ligowe, bo podczas europejskich Pucharów potrafią się pojawić. Tak też było na ostatnim meczu z Hajdukiem, tak też było i z nami, gdzie Šošoni wraz ze swoimi przyjaciółmi z Górala Żywiec pojawili się w czerni na Północnym Sektorze, by dopingiem wspierać słowacką jedenastkę. Tutaj ciekawostka, bo w drużynie MŠK grał aktualnie Marko Roginić, który w latach 2021-2023 reprezentował barwy GKS.
Na wyposażeniu mieliśmy 7 flag na płot i 8 chorągwi, a nasza żółta ściana robiła wrażenie, tym bardziej że od 6. minuty za sprawą Klemenza uzyskaliśmy prowadzenie. Szał radości, który tylko napędził nas do jeszcze głośniejszego dopingu. Niestety w 29. minucie sędzia odgwizdał wapno dla miejscowych, którzy bezlitośnie to wykorzystali. Potem po przerwie dorzucili kolejną bramkę i mimo prób nie udało się już doprowadzić do remisu. Musieliśmy przełknąć gorycz porażki, lecz patrzymy z nadzieją na mecz w Katowicach, dodając otuchy naszym zawodnikom po meczu. Następnie chwilę nas przetrzymano na sektorze, co skrzętnie wykorzystali miejscowi, wyganiając grupkę GieKSiarzy spod stadionu, którzy byli na ich sektorach. Szybko jednak zjawiła się psiarnia i do niczego większego nie doszło.
Po 23:00 ruszyliśmy w drogę powrotną, by po 2,5 godzinie dotrzeć do domu. Większość z nas zaliczyła w ten sposób pierwszy europejski mecz GieKSy, lecz wśród nas było 16 osób, które były 23 lata temu w Macedonii – szacunek!

Oflagowanie: GKS KATOWICE, ONE NINE SIX FOUR, POZDRAWIAMY NIEOBECNYCH GIEKSIARZY – PNG PDW, POLSKA (kadrówka mała), GKS KATOWICE (gardina), BANIK, PNG & GRR oraz chorągwie HANYSOWO, GODŁO GÓRNICZE, POLSKA HERB, GÓRNY SLĄSK HERB, 30YEARS GKS&FCB, OSTRAWA, ULTRAS FCB (mała), FURTOK #9. W sektorze był też transparent na kijach FCB & GKS.

Giszowiec obecny w 114 głów. Koszt wyjazdu 180 zł.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)
FOTOGALERIA: GieKSiarze.pl
FOTOGALERIA: gkskatowice.eu
FOTOGALERIA: stadionowioprawcy.net
FILM: 23.07.2026 UEFA: MŠK Žilina – GKS Katowice KONFERENCJA
FILM: 23.07.2026 UEFA: MŠK Žilina – GKS Katowice SKRÓT (1)
FILM: 23.07.2026 UEFA: MŠK Žilina – GKS Katowice SKRÓT (2)
FILM: 23.07.2026 UEFA: MŠK Žilina – GKS Katowice DOPING
FILM: 23.07.2026 UEFA: MŠK Žilina – GKS Katowice DOPING (2)
FILM: 23.07.2026 UEFA MŠK Žilina – GKS Katowice KULISY

Relacja sportowa

Žilina: Jakub Badžgoň – Timotej Hranica, Tobiáš Pališčák, Ján Minárik, Aleksandre Narimanidze, Krisztián Bari – František Kóša (82, Samuel Ďatko), Miroslav Káčer (75, Xavier Adang), Fabian Bzdyl (82, Andrei Florea), Patrik Iľko (67, Michal Faško) – Marko Roginić (75, Lukáš Prokop).
Trener: Pavol Staňo

GKS Katowice: Gabriel Kobylak – Marcin Wasielewski, Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz, Borja Galán – Marcel Wędrychowski (58, Eman Markovic), Sebastian Milewski (58, Kacper Łukasiak), Jesse Bosch (73, Bartosz Wolski), Bartosz Nowak (84, Szymon Bartlewicz) – Ilja Szkurin (58, Adam Zreľák).
Trener: Rafał Górak

Bramki: Miroslav Káčer (29) karny, Timotej Hranica (47) – Lukas Klemenz (6)
Sędzia: Sven Wolfensberger (Szwajcaria).
Żółte kartki: Marko Roginić (22), Ján Minárik (42), Pavol Staňo (62) poza boiskiem, Jakub Badžgoň (64), Krisztián Bari (90), Andrei Florea (90+4) – Eman Markovic (59), Arkadiusz Jędrych (64), Alan Czerwiński (90+4).

Po 23 latach, GKS Katowice wrócił do rywalizacji w europejskich pucharach. Pierwszym meczem II rundy kwalifikacji Ligi Konferencji UEFA otworzyliśmy sezon 2026/27. Spotkanie odbyło się w słowackiej Żylinie, gdzie mierzyliśmy się z miejscowym MŠK. Trener Rafał Górak postawił na skład skomponowany z zawodników, którzy walczyli dla GKS-u w poprzednim sezonie. Jedynie w bramce zadebiutował Gabriel Kobylak, z kolei Jesse Bosch wrócił po dłuższej przerwie. Wynik już w 6. minucie otworzył Lukas Klemenz, który wykorzystał podanie Bartosza Nowaka z rzutu rożnego. GieKSa dobrze zaczęła, wyraźnie przejmując inicjatywę. Jednak w kolejnych minutach dobry pressing gospodarzy zaczął przynosić efekty. W 17. minucie Kobylak popisał się świetną obroną po strzale Kristiána Bariego.

Minutę później indywidualny błąd Jesse Boscha spowodował, że Kobylak musiał bronić strzał z 20 metrów, który jednak leciał prosto w niego. W 29. minucie MŠK znów wpadło w nasze pole karne i jeden z naszych obrońców faulował rywala. Do piłki podszedł Miroslav Káčer, który strzałem od słupka doprowadził do wyrównania. Jeszcze przed przerwą groźnym strzałem popisał się Patrik Iľko. Jego próba z 18 metrów przeleciała tuż obok słupka. Inicjatywa wyraźnie należała do gospodarzy, co przełożyło się również na początek drugiej połowy. W 47. minucie Timotej Hranica dobił strzał kolegi i gospodarze wyszli na prowadzenie.

W 58. minucie trener Górak zdecydował się na trzy zmiany. Na boisku zameldowali się dla GKS-u Eman Markovic, Kacper Łukasiak oraz Adama Zrel’ák. W 61. minucie przed polem karnym faulowany był Markovic. Do piłki podszedł Nowak. Uderzał na długi słupek, ale bramkarz Żyliny skutecznie piłkę odbił. Chwilę później po rzucie rożnym strzelał Galán, lecz jeden z obrońców rywala podbił piłkę, która leciała w światło bramki. W 84. minucie Bartosz Wolski, który kilkanaście minut wcześniej wszedł na boisko, oddał na 10 metr do Galána, lecz ten źle uderzył. Poza Kobylakiem i Wolskim, w meczu europejskich pucharów zadebiutował także Szymon Bartlewicz. Katowiczanie wzmożyli ataki w ostatnic, ale to nie przełożyło się na trafienie. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy.

Źródło: gkskatowice.eu

Brak gościny w Słowacji
Zapraszamy do zapoznania się z relacją z pierwszego meczu w 2. rundzie eliminacji do Ligi Konferencji Europy, w którym GieKSa musiała uznać wyższość MSK Ziliny.
Przed pierwszym meczem GKS-u Katowice w europejskich pucharach od sezonu 2003/04 niebo nie oszczędzało piłkarzy, zsyłając na nich ciągły deszcz. W trochę lepszej sytuacji byli kibice i dziennikarze, gdyż wszystkie trybuny na stadionie w Żylinie są kryte. W składzie gospodarzy znalazł się jeden polak – Fabian Bzdyl, młodzik piłkarsko pochodzący z Cracovii. Sposobem Rafała Góraka na nieobecnych Mateusza Kowalczyka i Damiana Rasaka został Jesse Bosch postawiony koło Sebastiana Milewskiego. Na bramce Katowiczan pojawił się Gabriel Kobylak, a Maciej Kikolski rozpoczął to spotkanie na ławce. Ciekawostką jest, że Ilja Szkurin zmienił swój numer na koszulce – z 80 na 17, który zwolnił się po odejściu Matiego Marca.
Pierwszy gwizdek arbitra, akcję spróbowała rozkręcić GieKSa przez bramkarza, wywalczając w ten sposób aut. Już po 3 minutach goście wykonywali swój pierwszy rzut rożny. Na płaskie podanie w róg pola karnego zdecydował się Bartosz Nowak, obrońcy jednak bez trudu je przechwycili. Szósta minuta spotkania, do kolejnego rzutu rożnego podszedł znowu Bartosz Nowak. Zdecydował się tym razem na centrę bardzo blisko sektora bramkarza, najwyżej wyskoczył jednak Lukas Klemenz i strzałem głową z najbliższej odległości pokonał Badzgonia, GieKSa prowadzi w Słowacji! Po tej bramce gospodarze się nieco ożywili, doprowadzając po kilku próbach ataku do rzutu rożnego. Kiedy podeszli do jego wykonania, zakończył się on… faulem w ataku. W 17. minucie po niefortunnym poślizgnięciu Arkadiusza Jędrycha gospodarze, grający w tym meczu w żółtych koszulkach, przeprowadzili świetną, szybką akcję. Płaskim podaniem w poprzek boiska na sytuację sam na sam wyszedł Krisztian Bari, lecz został on fenomenalnie zatrzymany przez Gabriela Kobylaka. Chwilę później, bez presji, na środku boiska piłkę pod nogi rywala podał Jesse Bosch, znowu więc bronić musiał nowy nabytek GKS-u. Brzydkim faulem w pressingu przedstawił się polskiej publiczności kapitan zespołu, Miroslav Kacer, bez wyobraźni jadąc wślizgiem od przodu w nogi Klemenza. Gdyby trafił obrońcę podeszwą buta, a nie czubkiem, to kartka zmieniłaby kolor z żółtej na czerwony. W 28. minucie groźną akcję z dużą ilością chaosu w polu karnym przeprowadzili gospodarze, po wielku odbiciach od wszystkich części ciała minimalnie z przecięciem spóźnił się Alan Czerwiński, prokurując rzut karny. Do jedenastki podszedł Kacer i, mimo wyczucia intencji przez Kobylaka, strzał był na tyle celny, że pod odbiciu od słupka wpadł do siatki, 1:1. Ataki Žiliny nie ustępowały, dwie minuty po strzeleniu gola mieli kolejną okazję, tym razem jednak strzelający z 16 metra posłał piłkę kilometr nad poprzeczką. Ewidentnie miejscowi zapatrzyli się na styl gry Argentyny z finału mundialu, gdyż raz po raz meldowali się na kostkach GieKSiarzy, po raz kolejny oberwał w ten sposób Borja Galan. Dziwna sytuacja miała miejsce za linią boczną murawy, gdy za dwa przesunięcia miejsca wykonania przez Klemenza piłka została oddana przez sędziego gospodarzom. Koniec połowy, do przerwy 1:1.
Niedługo po rozpoczęciu przez Žilinę drugiej części meczu, ci mieli już okazję do pierwszego dośrodkowania – jak się okazało, niegroźnego. W 47. minucie jednak zabrakło przed polem karnym doskoku i po zwiedzeniu Klemenza ruchem ciała celny strzał sparował Kobylak, a do dobitki doskoczył jednak Hranica i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Swoje winy próbował odkupić Jesse Bosch, świetnie czyszcząc wślizgiem napastnika z piłką na 25. metrze. W 58. minucie Rafał Górak w reakcji na kiepsko wyglądającą grę zespołu, postanowił przeprowadzić potrójną zmianę – na murawę weszli Marković, Łukasiak oraz Zrel’ak. Od razu po wejściu na murawę Marković został ukarany żółtą kartką za atak w pressingu. Świetnie pokazał się za to Adam Zrel’ak. Wykorzystując błąd w ocenie sytuacji przy linii bocznej popełniony przez rywala, wziął niepilnowaną piłkę, w konsekwencji czego z 18. metra rzut karny dostała GieKSa, trochę jednak poza światłem bramki. Do piłki podszedł oczywiście Bartosz Nowak. Próba centrostrzału na dalszy słupek, bramkarz musiał parować piłkę. GieKSa weszła w serię rzutów rożnych, który został prezrwany przez a’la hokejową bijatykę pod bramką Badžgoňa. Ostatni rzut rożny został posłany na stojącego tuż przed polem karnym Markovića, wolej Norwego jednak był bliżej wylecenia poza boisko niż trafienia w bramkę. W 73. minucie okazję na debiut dostał Bartosz Wolski, zmieniając Jessego Boscha. Sprytnie oszukać linię pomocy i obrony spróbował Alan Czerwiński, zagrywając niekonwencjonalną piłkę lobem na dobieg do Zrel’aka, ten jednak okazał się trochę za wolny. Wsteczną piłkę na 14. metr dostał Borja Galan od Bartosza Wolskiego, jednak podszedł zbyt pod nią i posłał balona bardzo wysoko. Kolejny debiut, tym razem na końcówkę Bartosza Nowaka zmienił Szymon Bartlewicz. Kolejna świetna okazja dla gospodarzy, tym razem od stracenia bramki drużynę uratował Czerwiński, blokując strzał instynktownie zostawioną nogą z tyłu ciała. 90. minuta, głupota obrońcy słowackiej drużyny podarowała rzut wolny ekipie Rafała Góraka z boku pola karnego rywala. Do piłki podszedł Wolski, niestety sędzia od razu po wykonaniu wolnego gwizdnął faul w ataku. Zagrzało w doliczonym czasie gry, gdy zawodnik Ziliny wybił piłkę przed wykonaniem stałego fragmentu gry, razem z Czerwińskim dostał żółtą kartkę. Koniec meczu, GieKSa przegrywa pierwszy mecz w Europie od 23 lat.

Źródło: GieKSa.pl

Falstart „Gieksy”
GKS Katowice przegrał 1-2 (1-1) na wyjeździe w pierwszym spotkaniu II rundy eliminacji Ligi Konferencji ze słowackim MŠK Žilina. Bramki dla gospodarzy zdobyli Miroslav Káčer z rzutu karnego i Timotej Hranica. Dla gości trafił Lukas Klemenz. Rewanż odbędzie się 30 lipca o godz. 20:30 w Katowicach.
GKS Katowice już w szóstej minucie objął prowadzenie. Do piłki ustawionej w narożniku boiska podszedł Bartosz Nowak. Dośrodkował na piąty metr do Lukasa Klemenza. Stoper wygrał walkę o pozycję z defensorami Žiliny i strzałem głową zdobył pierwszą w tym spotkaniu bramkę. W 16. minucie gospodarze odpowiedzieli. Miejscowi wykonali kilka celnych podań. W końcowej fazie ataku futbolówkę otrzymał Krisztián Bari i stanął „oko w oko” z Gabrielem Kobylakiem. Na szczęście dla polskiego zespołu bramkarz skutecznie interweniował. Następnie duży błąd popełnił Jesse Bosch, który zagrał do piłkarza rywali. František Kóša pobiegł z piłką w kierunku „szesnastki”. Zdecydował się na uderzenie, lecz golkiper przyjezdnych kolejny raz tego dnia dobrze się zachował.
W 28. minucie pogubiła się defensywa gości. W konsekwencji arbiter podyktował rzut karny po faulu na Marko Roginiciu. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Miroslav Káčer i płaskim uderzeniem strzelił gola. Następnie Roginić dograł do Bariego, a wahadłowy zmarnował dogodną okazję do zdobycia bramki. W 41. minucie Patrik Iľko pokusił się o uderzenie „po dalszym słupku”. Na szczęście dla gości jego próba nie była celna. W doliczonym czasie gry Fabian Bzdyl zmarnował niezłą okazję do strzelenia gola. Pomocnik nieczysto trafił w futbolówkę, która w konsekwencji minęła słupek w znacznej odległości.
W 47. minucie Žilina objęła prowadzenie. František Kóša uderzył sprzed pola karnego. Z jego próbą poradził sobie Kobylak, który sparował piłkę do boku. Tam nadbiegał Timotej Hranica i pewnym strzałem pokonał golkipera. W 57. minucie Káčer podjął decyzję o uderzeniu. Futbolówka minęła słupek, ale była to kolejna groźna sytuacja dla miejscowych. Na początku kolejnego kwadransa gry goście wreszcie zaatakowali. Nowak podjął próbę z rzutu wolnego, ale skutecznie interweniował Badžgoň. W kolejnych minutach GKS Katowice starał się przejąć inicjatywę, ale nie zdołał stworzyć realnego zagrożenia.

Źródło: 90minut.pl