PP: GKS Górnik Łęczna 1-0 GKS Katowice

27.10.2026, wtorek 12:30 – widzów 1333 – Puchar Polski 1/16

Relacja GieKSiarza

Tegoroczną przygodę z Pucharem Polski rozpoczynaliśmy od 1/16 wyjazdem do Łęcznej. Ostatnio gościliśmy tam 3 lata temu i nikt wtedy nie spodziewał się, że po takim okresie, przebywając wśród elity piłkarskiej, będzie można szczerze zatęsknić za takimi wojażami.
W drogę ruszyliśmy równo o 6:00 rano. Wszystko przez anty kibicowską godzinę meczu, jaką jest 12:30 we wtorek. Po drodze mieliśmy jeden postój. Mieliśmy sporo czasu, więc chcieliśmy, by każdy odpowiednio wyprostował swoje nogi. Minął kwadrans i nadgorliwa psiarnia zaczęła szczekać o każdą błahostkę – CHWDP. Robiło się gęsto, więc skróciliśmy postój, by nie poszerzać listy mundurowych na zwolnieniach lekarskich.
W samej stolicy lubelskiego węgla witają nas malunki miejscowego Górnika na przystankach autobusowych. Pod stadion przy al. Jana Pawła II 13, podjeżdżamy na niespełna godzinę przed startem meczu. Wita nas tutaj ogrom policji w asyście armatki wodnej, co w skali 17 tysięcznego miasta, wydaje się abstrakcją. To właśnie miejscowa policja od lat nęka fanatyków spod znaku WGW, jak nigdzie indziej w kraju (może nie licząc Głogowa). Mimo to i daremnego terminu z godzina włącznie spowodowanego modernizacją oświetlenia, na mecz przyszedł co siedemnasty mieszkaniec Dzikiego Miasta.
Z górnośląskiej stolicy przybyło dokładnie 338 osób, w tym 2 kibiców Banika i 1 ROW-u – dzięki. Był to nasz dotychczasowy rekord tutaj. W większości jesteśmy ubrani na żółto, gdzie „ubiór na cebulkę” byłby najlepszym rozwiązaniem. Słoneczna, jesienna pogoda spowodowała, że momentami rozbieraliśmy się do koszulek, a w cieniu zakładaliśmy kurtki. Na wyposażeniu mieliśmy 15 flag, w tym 8 chorągwi, które dumnie powiewały cały mecz.
Już przed startem głośno dajemy o sobie znać, ucząc się przy okazji dwóch nowych przyśpiewek, co napędziło niesamowity klimat przedmeczowy w naszym sektorze. Pełna zabawa i nadzieje na polepszenie statystyk naszych spotkań na tym stadionie, które są dramatyczne, gdyż GieKSa wyjeżdżała z kompletem punktów stąd tylko raz.
Przed meczem wykrzykujemy głośno „Grzegorz Rogala”, pozdrawiając w ten sposób miejscowego kapitana drużyny i byłego zawodnika GKS Katowice, który rozgrzewał się przy naszym sektorze, za co podziękował brawami.
Niedługo potem, rozpoczął się mecz, który miał być tylko naszym pierwszym przystankiem do finału na Narodowym. Odśpiewaliśmy „GKS młody Śląski klub…” z uniesionymi szalami i jeszcze głośniej dopingowaliśmy.
W tym czasie miejscowi Górnicy jeszcze zbierali szyki, formując ok. 160-osobowy młyn za jedną dużą flagą „GÓRNIK ŁĘCZNA – nie zapomnij kim jesteś i gdzie się wychowałeś”. Poza tym na Trybunie B zawisły jeszcze 4 mniejsze flagi, w tym dwie dla braci z sektora niebo.
Podczas meczu świetnie dopingujemy, przynajmniej do straty bramki w 32. minucie, po fatalnym błędzie debiutującego w naszej bramce Macieja Kikolskiego. W naszym wokalu, który, choć nadal był głośny, wyczuwalna była gra nerwów, która potęgowała postawa na boisku. Mimo to świetnie bawiliśmy się przy nowych przyśpiewkach. Jedną z nich było długie „lolowanie”, przy podskokach i trzymaniu się za barki, zakończone w kulminacyjnym momencie głośnym „Ino GieKSa!”. Druga przyśpiewka to nuta na bazie jednej z pieśni kibiców z Dortmundu, która okazała się hitem. Z czasem zaczęliśmy żyć tekstem, skakać, unosić szale i nimi wymachiwać. Po prostu coś pięknego!
Niestety na boisku było odwrotnie. Mimo iż Katowiczanie atakowali, to częste kontry Łęcznej przyprawiały nas o zawał serca. Wyniku nie udało się odwrócić. To dla nas wręcz przeklęty stadion, gdzie nawet dwupoziomowa różnica klas rozgrywkowych nic nie pomogła.
Byliśmy wściekli, wielu, gdy drużyna podeszła nie gryzło się w języki, a powinno. Krytyka po takim blamażu jest jak najbardziej uzasadniona, lecz nawet przy takich emocjach, trzeba umieć się zachować. Niestety nasz pierwszy przystanek w pucharze, okazał się ostatnim. Bańka, nadmuchana wspomnieniem z ubiegłego sezonu, pękła, niszcząc wszelakie nadzieje.
Niemal od razu, mogliśmy opuścić stadion. Na powrocie zajeżdżamy pod Pomnik Rzezi Wołyńskiej w Domostawie, gdzie oddaliśmy hołd ofiarom. Złożyliśmy wieniec, zapaliliśmy znicze i odśpiewaliśmy m.in. cztery zwrotki hymnu państwowego. Odpaliliśmy też race i głośno wyraziliśmy, co myślimy o ukraińskich mordercach z OUN i UPA oraz tych, którzy gloryfikują ludobójców.
Była to nasz druga wizyta w tym miejscu. Następnie udaliśmy się prosto do Katowic, gdzie kończymy wyjazd o 20:00.

Oflagowanie: 1964, GKS KATOWICE, GIEKSA, WYJAZDOWI KONESERZY, PERSONA NON GRATA (mała), ONE NINE SIX FOUR, POLSKA (kadrówka, mała) oraz chorągwie FURTOK #9, 30 YEARS GKS & FCB, GzG’05, PANEWNIKI, MYSŁOWICE, PIOTROWICE, LIGOTA, SIEMIANOWICE.

1. przyśpiewka:
Ja za górniczym klubem jeżdżę wiele lat,
A na trybunach tu za bratem stoi brat,
Więc szale w górę wznieś,
Śpiewając dziś tą pieśń,
Za zwycięstwo, za nasz GKS!

sialalalalalaa sialalalalalaa… sialalala sialalalala..
Za zwycięstwo, za nasz GKS!

2. przyśpiewka:
lolololololo lolololololo lololololoo INO GIEKSA!

 

Giszowiec obecny w 25 głów. Koszt wyjazdu 200 zł.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (3)
FOTOGALERIA: GieKSiarze.pl
FOTOGALERIA: gkskatowice.eu
FILM: 27.10.2026 PP: Górnik Łęczna – GKS Katowice KONFERENCJA
FILM: 27.10.2026 PP: Górnik Łęczna – GKS Katowice SKRÓT
FILM: 27.10.2026 PP: Górnik Łęczna – GKS Katowice DOPING

Relacja sportowa

Górnik Łęczna: Kuba Wilk – Jakub Myszor, Kacper Radkowski (38, Rafał Kobryń), Kamil Kruk, Karol Turek, Grzegorz Rogala (69, Samuel Quainoo) – Fryderyk Janaszek (69, Wiktor Niewiarowski), Michał Walski, Dawid Tkacz (81, Adam Deja), Bekzod Ahmedov – Hubert Antkowiak (81, Bartłomiej Korbecki).
Trener: Jurij Szatałow (Ukraina)

GKS Katowice: Maciej Kikolski – Erik Jirka (57, Borja Galán), Marius Olsen (57, Alan Czerwiński), Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz, Mateusz Wdowiak – Marcel Wędrychowski (57, Szymon Bartlewicz), Sebastian Milewski, Bartosz Wolski (75, Mateusz Kowalczyk), Bartosz Nowak – 17. Ilja Szkurin (75, Jakub Kokosiński).
Trener: Rafał Górak

Bramki: Dawid Tkacz (32) –
Sędzia: Paweł Malec (Łódź).
Żółte kartki: Jakub Myszor (56) – Sebastian Milewski (90).

Z uwagi na udział w rozgrywkach europejskich, GKS Katowice swoją drogę w STS Pucharze Polski rozpoczął od meczu 1/16 finały tych rozgrywek. Naszym rywalem we wtorkowe południe był drugoligowy Górnik Łęczna, który do spotkania przystępował jako 3. drużyna w tabeli BetClic 2. ligi. W składzie GieKSy zaszło kilka zmian względem meczu ligowe. Z uwagi na kartki z poprzedniej edycji Pucharu, pauzować musiał Pau Resta. W obronie do Lukasa Klemenza dołączyli Arkadiusz Jędrych i Marius Olsen. Środek pomocy stworzyli Sebastian Milewski i Bartosz Wolski, a w bramce stanął Maciej Kikolski, dla którego był to debiut w naszych barwach.

W 3. minucie Wolski sprawdził czujność Kuby Wilka, ale nie zaskoczył go strzał w środek bramki. Chwilę później, Michał Walski uderzał bezpośrednio z rzutu wolnego po faulu Mariusa Olsena. Piłka odbiła się jednak od dobrze ustawionego muru. W 13. minucie obok słupka uderzał Bartosz Nowak. Katowiczanie nie stworzyli dogodnej sytuacji, a w 32. minucie Kikolski musiał wyciągać piłkę z siatki. Dawid Tkacz wykorzystał nasz błąd i dał Górnikowi prowadzenie. GieKSa próbowała wyrównać przed przerwą i swoje szanse mieli Mateusz Wdowiak i Sebastian Milewski. Strzały jednak przeleciały nad poprzeczką bramki gospodarzy.

Na drugą połowę wracaliśmy z jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy. W 58. minucie manewrował z piłką w polu karnym Ilya Shkuryn, ale w porę powstrzymała go obrona Górnika. Chwilę później dobry strzał oddał Szymon Bartlewicz, który chwilę wcześniej zameldował się na boisku, ale Wilk złapał jego próbę. W 63. minucie Wilk odbił kolejną próbę, tym razem Wdowiaka. Blisko był także Galán po strzale głową, ale znów górą był bramkarz rywala. W 72. minucie bliski trafienia był Bekzod Akhmedov, ale uratowała na dobra interwencja naszego defensora. W 84. minucie Bartłomiej Korbecki wyszedł sam na sam, ale nie wykorzystał tej szansy. Wynik meczu nie uległ zmianie, co oznaczało, że GKS Katowice zakończył swój udział w rozgrywkach STS Pucharu Polski.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

HAŃBA
Po meczu w Kielcach liczyliśmy na dobry wynik w pierwszym starciu Pucharu Polski w tym sezonie. Mieliśmy nadzieję na to, że w starciu z drużyną drugoligową nasz zespół grający w ekstraklasie pokaże swoją wyższość. Łęcznianie jednak byli w gazie, bo przecież w ostatniej kolejce pokonali wysoko na wyjeździe Lechię Zielona Góra aż 6:0.
Trener Rafał Górak postanowił dać szansę zawodnikom, którzy nie grali w ogóle lub mało. Dlatego w bramce zobaczyliśmy Macieja Kikolskiego, ponadto do wyjściowego składu wrócił Arkadiusz Jędrych, pojawił się też Marius Olsen. Swoją szansę dostał Sebastian Milewski i Bartosz Wolski. Od pierwszej minuty zagrał niezawodny duet Bartosz Nowak – Ilja Szkurin.
I to właśnie Białorusin w 6. minucie zdecydował się na strzał z 20. metrów, ale trafił wprost w bramkarza. Minutę później fatalną stratę zaliczył Wolski, piłkarze Łęcznej wywalczyli rzut wolny tuż przed polem karnym, ale Michał Walski trafił w mur. W 12. minucie Erik Jirka centrował lub strzelał, piłka leciała w krótki róg, ale bramkarz był czujny. Po chwili Bartosz Nowak uderzał z dystansu tuż obok słupka. GieKSa nie potrafiła sobie groźnych sytuacji stworzyć, mimo posiadania piłki. Gospodarze co jakiś czas próbowali zaatakować. W 32. minucie Kikolski bezsensownie podał prosto do przeciwnika. Dawid Tkacz obkręcił Wolskiego i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza. W 38. minucie kolejną akcję przeprowadzili gospodarze, z dystansu uderzał Janaszek, ale tym razem Kikolski obronił. Trzy minuty później na bramkę przeciwnika uderzał Mateusz Wdowiak, ale piłka spadła na górną siatkę. W 43. minucie po rzucie rożnym uderzał z 16 metrów Milewski, ale niecelnie.
Na drugą połowę GKS wyszedł bez zmian. W 50. minucie fatalną stratę zanotował Milewski, ale rywal wdarł się w pole karne i uderzył niecelnie. W 60. minucie mieliśmy akcję rezerwowych, Alan Czerwiński podał w pole karne do Szymona Batlewicza, a ten strzelił w bramkarza. Po chwili znów młody pomocnik uderzał, ale niecelnie. W 63. minucie z ostrego kąta uderzał Wdowiak, ale bardzo dobrze bronił 17-letni Wilk. Po minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Nowaka, Borja Galan mocno uderzał głową, ale górą znów był bramkarz. W tym fragmencie gry GKS – będący po zmianach – trochę przycisnął. Ale to w 72. minucie dwukrotnie Łęcznianie powinni prowadzić wyżej. Najpierw Niewiarowski uderzał z woleja, ale w idealnej sytuacji trafił wprost w Kikolskiego. Po chwili po akcji Quainoo, który miał hektar wolnego miejsca, strzelał Akhmedov, ale trafił w Czerwińskiego. W 85. minucie Kowalczyk główkował w drugą stronę niż powinien, rywale – Korbecki – wyszedł sam na sam, mijał Kikolskiego, ale nie trafił w bramkę. GieKSa próbowała atakować, ale robiła to w sposób żałosny, a rywale wyprowadzali groźne kontry.
Po kompromitującej i nieakceptowalnej grze odpadamy z Pucharu Polski.

Źródło: GieKSa.pl