PP: RKS Raków Częstochowa 4-4 pd. k. 4-2 GKS Katowice

09.04.2026, czwartek 18:30 – widzów 5500 – półfinał Pucharu Polski

Relacja GieKSiarza

Półfinał Pucharu Polski, po wygranych we wcześniejszych fazach, wzmógł w nas marzenia o finale. Ach, żyliśmy nadzieją, nawet gdy wylosowaliśmy Raków w Częstochowie, co wszyscy uważali za najtrudniejsze z możliwych rozwiązań. Tym bardziej że częstochowska klatka nie jest w stanie pomieścić katowickiego 12 zawodnika w godnej liczbie, co by mogło uskrzydlić naszą drużynę. Musieliśmy podzielić przyznaną pulę biletów według rankingu wyjazdowego.
Dzień przed wyjazdem poznaliśmy pierwszego finalistę, którym po zwycięstwie w Bydgoszczy został zabrzański Górnik. Rywal wręcz wyśniony. Spotkanie dwóch śląskich drużyn na Stadionie Narodowym. Nie dopuszczaliśmy więc innej myśli. To był nasz pucharowy sen o Warszawie, do którego już powoli się przymierzaliśmy, planując przyszłą majówkę w naszym wykonaniu.
Najpierw jednak trzeba było wygrać w Duchowej Stolicy Polski, gdzie Zakon św. Barbary wyruszył z naszej świątyni przy Nowej Bukowej o 15:30. Podczas tej krótkiej, 100-minutowej pielgrzymki, składaliśmy modły o zwycięstwo na świętej ziemi. Na Limanowskiego dotarliśmy więc na ponad godzinę przed rozpoczęciem, co spokojnie wystarczyło, by każdy z nas znalazł się na trybunach na czas. Dzięki Medalikom na żywo ten mecz oglądało 400 GieKSiarzy, w tym Banik (5) i JKS (1) – wielkie dzięki, piłka nożna dla kibiców! Wśród nas byli i tacy, co zasiedli na sektorach gospodarzy, korzystając z faktu, że jeszcze przed meczem były dostępne bilety na ten 5,5-tysięczny obiekt. Była to pierwsza nasza wizyta po modernizacji stadionu RKS-u w kolorze żółtym, do czego większość, mimo przymrozków, się dostosowała. Od grudnia zmieniło się tutaj to, że przysłonięto banery reklamowe sponsorów, widniejące nad widownią i zastąpiono je hasłem „WYCHOWANI PRZEZ TEN KLUB… I TRYBUNY TE!”, co wygląda o wiele lepiej.
Z naszej strony na płocie zawisło pięć flag i powiewały dwie chorągwie. Od początku lecimy z dobrym wokalem. Wszyscy byliśmy świadomi stawki tego arcymeczu. Intonujemy głośno m.in. „Jesteśmy zawsze tam” i „Naprzód GieKSiarze…”. Nasz sen nabierał rzeczywistych kształtów, gdy w 21. minucie uzyskaliśmy prowadzenie. Radość to mało opisane, lecz wciąż byliśmy skupieni i jeszcze głośniej wspieraliśmy Katowiczan. Pod koniec pierwszej połowy, po faulu na Nowaku, sędzia podyktował wapno. Chwila niepewności i perfekcyjnie trafienie naszego kapitana. Euforia w czystej postaci! Otwieraliśmy już szampany. Mało kto dopuszczał myśli, że moglibyśmy oddać dwubramowe prowadzenie, przez co w przerwie snuliśmy plany o Narodowym.
W tym czasie Racovia szykowała się już do oprawy, rozciągając w centralnej części sektora „B” pasy materiału tworzące klubowy herb. Z płotu powoli zaczęły znikać czerwono-niebieskie flagi, w tym także ta, która wisiała na samym środku, której to dedykowano nadchodzącą oprawę. Po długości młyna pojawiła się folia ” ŚWIĘCI GRZESZNICY” z diabelsko-anielską postacią znaną z flagi w samym centrum. Po wznowieniu gry Medaliki uniosły jeszcze sreberka w barwach, a choreografie podświetlono w pierwszej fazie ogniami wrocławskimi. Podczas tej prezentacji miejscowi piłkarze zesłali nas z nieba do piekła, udowadniając wszystkim, że „nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu”. W pierwszych minutach drugiej części straciliśmy szybko dwie bramki. Piekielny koszmar, który odebrał nam głos i sprawił, że serce stanęło. Tymczasem trybuny Medalików ożyły, fetując powrót do gry. Dodatkowo przystąpili do drugiej części oprawy, odpalając race w piekielnych barwach na koronie trybuny. Dwie z nich zapłonęły też w oczach demonicznego anioła ze środka oprawy.
To jednak nie był koniec naszej gehenny. W 67. minucie arbiter ponownie wskazał na elwer, lecz tym razem dla RKS-u. Kudła go obronił, lecz po dobitce piłka wpadła do siatki. Ta bramka otwarła przed nami bramy piekieł, tym bardziej że sędzia uznał ją mimo tego, że zawodnik ten był w polu karnym przed strzałem z rzutu karnego! Ch*j w dupę to za mała kara, tym bardziej że swoją decyzję podjął po weryfikacji z kolegami itd.
Atmosfera robiła się coraz gęstsza i na boisku zrobiło się nerwowo. W pewnym momencie doszło nawet do ostrej przepychanki w bramce pod naszym sektorem. Arbiter jednak unikał konsekwentnie kartek i wszystko przeszło mimo uszu. Zagrzewaliśmy naszych piłkarzy do walki, śpiewając nawet dawno niesłyszane „Do boju GKS…”. Wiedzieliśmy, że mimo tego, że czas uciekał, gra się do końca. Nasze starania wynagrodził w doliczonym czasie Adam Zreľák, strzelając bramkę tuż przed ostatnim gwizdkiem. To, jakie emocje temu towarzyszyły, jest nie do opisania. Był to jakiś uśmiech niebios w naszym kierunku.
Nie inaczej było w dogrywce, gdzie każde zagranie na boisku przyprawiało nas o szybsze bicie serca. Te się zatrzymało, gdy znowu na prowadzenie wyszli reprezentanci Świętego Miasta, zsyłając nas ponownie do piekieł. Nasz sektor zamarł bez ruchu, lecz młynowi mobilizowali wszystkich, wiedząc, że to jeszcze nie koniec! Nie mylili się, bo w 116. minucie z powrotem do wynikowego czyśćca wprowadził nas Eman Markovic. Tętno, jakie wtedy mieliśmy, było na granicy zawału. Tego meczu nie da się opisać, dramaturgia w największym wydaniu. Kwintesencja piłkarskiej determinacji i woli walki.
O finale Pucharu Polski zadecydowały więc rzuty karne, wykonywane pod sektorem Racovii, która wymachiwała przez cały mecz kilkunastoma tematycznymi machajkami.
Choć nasz gardła po niemal 130 minutach, były zdarte na maksa, my wciąż z wiarą w sukces głośno wspieraliśmy górniczą drużynę, ze szczególnym uwzględnieniem Dawida strzegącego naszej bramki. Niestety podczas jedenastek lepiej spisali się miejscowi i nasze marzenia musimy odłożyć na przyszłość. Cóż… „Indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli”. Szkoda utraconego prowadzenia i pogrążających nas błędnych decyzjach sędziów, lecz czasu już nie cofniemy, wierzymy, że jeszcze będzie pięknie.
Po wszystkim podziękowaliśmy drużynie za mecz godny mundialowego finału, dodając zawodnikom otuchy. Ci w podzięce rozdali najmłodszym koszulki z tego kosmicznego meczu, który zapadnie nam w pamięci na zawsze. Smutek i żal w naszych szeregach jest zrozumiały, lecz nie zapominamy, że wszystko to przeplecione jest dumą, o którą przyprawia nas GKS Katowice. Wciąż pozostaje nam wierzyć, że wrota do Europy zdobędziemy poprzez wyniki w lidze, w końcu nadzieja umiera ostatnia! W Katowicach zameldowaliśmy się o 23:20. Do następnego!

Oflagowanie: WYJAZDOWI KONESERZY, PERSONA NON GRATA (mała), GKS KATOWICE, ONE NINE SIX FOUR, JURAJSKA GIEKSA oraz chorągwie FURTOK #9, 30 YEARS GKS &FCB.

Giszowiec obecny w 29 głów, w tym część na sektorach gospodarzy. Koszt wyjazdu 110zł.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)
FOTOGALERIA: GieKSa.pl (3)
FOTOGALERIA: gkskatowice.eu
FILM: 09.04.2026 PP: Raków Częstochowa-GKS Katowice KONFERENCJA
FILM: 09.04.2026 PP: Raków Częstochowa-GKS Katowice SKRÓT
FILM: 09.04.2026 PP: Raków Częstochowa-GKS Katowice KULISY
FILM: 09.04.2026 PP: Raków Częstochowa-GKS Katowice DOPING


Relacja sportowa

Raków Częstochowa: Oliwier Zych – Michael Ameyaw (87, Fran Tudor), Paweł Dawidowicz (87,  Zoran Arsenić), Bogdan Racovițan, Strátos Svárnas, Jean Carlos Silva – Patryk Makuch (76, Isak Brusberg), Karol Struski, Oskar Repka, Ivi López (46, Lamine Diaby-Fadiga) – Jonatan Braut Brunes (87, Leonardo Rocha).
Trener: Łukasz Tomczyk

GKS Katowice: Dawid Kudła – Erik Jirka, Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz (57, Märten Kuusk),  Marcin Wasielewski (80, Borja Galán) – Mateusz Wdowiak (63, Eman Markovic), Damian Rasak (63, Kacper Łukasiak), Sebastian Milewski, Bartosz Nowak – Ilja Szkurin (63, Adam Zreľák).
Trener: Rafał Górak

Bramki: Jonatan Braut Brunes (47), Bogdan Racovițan (49), Lamine Diaby-Fadiga (67), Alan Czerwiński (112) samobój – Erik Jirka (21), Arkadiusz Jędrych (41) karny, Adam Zreľák (90+4), Eman Markovic (116)
Niewykorzystany karny: Jonatan Braut Brunes (67) –
Karne: 1-0 Leonardo Rocha, 1-1 Arkadiusz Jędrych, 2-1 Lamine Diaby-Fadiga, 2-2 Bartosz Nowak, 3-2 Karol Struski, (3-2 Erik Jirka – obroniony), 4-2 Bogdan Racovițan, (4-2 Sebastian Milewski – słupek)
Sędzia: Karol Arys (Szczecin).
Żółte kartki:

W czwartek 9 kwietnia na zondacrypto Arenie w Częstochowie odbył się półfinał STS Pucharu Polski pomiędzy Rakowem a GieKSą. Katowiczanie znaleźli się na tym etapie rozgrywek po raz pierwszy od 22 lat. Wiadome było, że zwycięzca tego starcia w wielkim finale zmierzy się z Górnikiem Zabrze, który w środę pokonał Zawiszę Bydgoszcz (1:0). Przed meczem jasne było, że w spotkaniu nie wystąpi dwóch podstawowych zawodników GieKSy – Rafał Strączek, który pauzował za kartki oraz Mateusz Kowalczyk, którego wykluczyła kontuzja.

Pierwsza połowa rozpoczęła się od odważnej gry GieKSy, która już w pierwszych minutach potrafiła zagrozić bramce rywali. Najbliżej gola był Sebastian Milewski, którego mocne uderzenie sparował bramkarz Rakowa. Katowiczanie próbowali też swoich sił po odbiorach i szybkich kontrach, ale brakowało dokładności w decydujących momentach. Z czasem do głosu doszedł Raków, który coraz częściej testował czujność Dawida Kudły. Bramkarz GKS-u kilkukrotnie dobrze interweniował, a jego koledzy z obrony blokowali kolejne próby gospodarzy. Uderzał między innymi Jonatan Brunes czy Oskar Repka.

Kluczowy moment nastąpił w 21. minucie. Po składnej akcji GKS-u piłkę przejął Bartosz Nowak, który dograł do Erika Jirki. Słowak zaszedł do lewej nogi i pewnym strzałem dał prowadzenie GKS-owi. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale Katowiczanie dobrze bronili, choć nie ustrzegli się błędów – po jednym z nich Brunes znalazł się w znakomitej sytuacji, jednak Kudła uratował zespół. Po chwili świetną okazję zmarnował Nowak, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam. W końcówce GieKSa ponownie zaatakowała i wywalczyła rzut karny po indywidualnej akcji Ilyi Shkuryna i faulu na Nowaku. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych i pewnym strzałem podwyższył prowadzenie. Do przerwy trójkolorowi kontrolowali wydarzenia na boisku, utrzymując korzystny wynik.

Druga część gry zaczęła się kapitalnie dla Rakowa. Na samym jej początku do siatki trafił Jonatan Brunes, który mocnym strzałem po ziemi pokonał Kudłę. Nie minęło kilka minut, a starty z pierwszej połowy zostały odrobione. Dogranie z rzutu rożnego wykorzystał Bogdan Racovitan, który celnie główkował. Problemy GKS-u Katowice nie kończyły się. Z powodu urazu boisko przedwcześnie musiał opuścić Lukas Klemenz, którego zmienił Marten Kuusk. W 64. minucie dobra gra Rakowa została kolejny raz potwierdzona. Wprowadzony Kuusk zagrał piłkę ręką w polu karnym. Sędzia podyktował rzut karny. Dawid Kudła wprawdzie obronił strzał Brunesa, ale przy dobitce Lamine’a Diabiego Fadigi był już bezradny. Sędziowie sprawdzali jeszcze, czy Fadiga zbyt szybko nie wbiegł w pole karne. Arbitrzy błędu jednak nie dostrzegli.

GieKSa szukała swoich szans, aby wyrównać. Aktywny był wprowadzony na murawę Adam Zrelak. Niewiele też brakło do szczęścia po dośrodkowaniu Nowaka z rzutu rożnego. Strzał Jędrycha obronił jednak Zych. Podopieczni trenera Rafała Góraka za wszelką cenę starali się zdobyć bramkę wyrównującą. Eman Markovic uderzał zza pola karnego, lecz niezbyt dokładnie. W doliczonym czasie gry kibice GKS-u Katowice w euforię wprawił Adam Zrelak. Słowak wykorzystał świetne dośrodkowanie Markovicia, przyjął piłkę i kapitalnie wykończył. Wiele emocji mieli kibice w samej końcówce drugiej połowy. W polu karnym gospodarzy przewrócił się Borja Galan. Arbitrzy długo sprawdzali tę sytuację, ale nie podyktowali jedenastki. W Częstochowie do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka.

W pierwszej części dogrywki kibice zgromadzeni na zondacrypto Arenie bramek nie obejrzeli. Brakowało skuteczności zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. Najlepszą okazję do zmiany wyniku miał Leonardo Rocha. To właśnie napastnik Rakowa podszedł do piłki ustawionej na 20 metrze i uderzył z rzutu wolnego. Piłka zatrzymała się jednak na katowickim murze.

Na początku drugiej połowy dogrywki przed doskonałą szansą stanął Diaby Fadiga. Piłka – po małym bilardzie w polu karnym GieKSy – trafiła właśnie pod nogi atakującego Rakowa, który jednak przestrzelił. Częstochowianie dopięli swego w 112. minucie meczu, kiedy gola głową zdobył Rocha. Dośrodkowanie z rzutu wolnego spod linii bocznej trafiło właśnie do rosłego napastnika Rakowa. Alan Czerwiński starał się jeszcze wybić piłkę z linii bramkowej, ale to się nie udało. Kiedy wszyscy myśleli, że wynik już się nie zmieni do głosu znów doszła GieKSa. Z dystansu fenomenalnie przymierzył Markovic. Zych był bez szans, a w Częstochowie znów był remis.

O awansie miały więc zdecydować rzuty karne… W pierwszej serii trafili Rocha i Jędrych. W drugiej serii blisko złapania strzału Diaby-Fadigi był Kudła, ale po rękach piłka wpadła do bramki. Nowak również trafił. Chwilę później równie pewnie trafił Struski. Niestety Zych zatrzymał próbę Jirki. W kolejnej serii Racovitan zmylił Kudłę. Po pudle Sebastiana Milewskiego, częstochowianie świętowali awans do finału.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Krew, pot, głównie łzy
Zapraszamy do zapoznania się z relacją z jednego z najbardziej emocjonujących meczów w historii Pucharu Polski. Spotkanie rozpoczęło się jeszcze w scenerii światła dziennego. Kibice gości zameldowali się na swojej trybunie już parędziesiąt minut przed spotkaniem. Przez żółtą kartkę zdobytą w trakcie serii rzutów karnych z Widzewem Rafał Strączek był zmuszony do wzięcia urlopu, a jego miejsce zajął Dawid Kudła, znajdując się tym samym w wyjściowej jedenastce po raz pierwszy od jesiennego meczu z Cracovią. Łukasz Tomczyk nie zdecydował się na wystawienie Arsenica, który nie wykorzystał swojej szansy w starciu z Widzewem. W jego miejscu pojawił się Svarnas, w wyjściowej jedenastce znaleźli się także Ivi Lopez oraz Zych (w miejsce kontuzjowanego Trelowskiego). Dawid Kudła już w drugiej minucie zaliczył interwencję, chociaż Oskar Repka nie zmusił go zbytnio do wysiłku lekkim strzałem z dystansu. Nieudaną długą piłkę obrońcy Rakowa przejął Milewski, chwilę później uruchomiony na wahadle Wasielewski poszukał wrzutki blisko linii bramkowej, lecz przytomnie akcję zgasił Oliwier Zych. Rzut wolny dla GieKSy, chwilę po wybiciu piłki Marcin Wasielewski ponownie zacentrował w pole karne, tam klatką przed szesnastkę zgrał Lukas Klemenz, a płaskim strzałem po bliskim słupku pięknie przymierzył Sebastian Milewski, niestety bramkarz znowu był czujny. Błąd w rozegraniu przez obronę gości, na szczęście o swojej przeszłości przypomniał sobie Repka, posyłając piłkę daleko obok słupka z szesnastego metra. Po raz kolejny sprawdzany Kudła, tym razem sparował już groźniejszy strzał z dystansu. Rzut wolny z 25. metra, do piłki podszedł groźny ze stałych fragmentów gry Ivi Lopez, po raz kolejny jednak Kudła to wyjął! Raków stwarzał przez pierwsze dwadzieścia minut więcej sytuacji i dobrą okazję na zmaterializowanie tej przewagi miał Svarans, jego główkę po rogu złapał jednak Dawid Kudła. Zaraz później akcja przeniosła się pod pole karne Rakowa. Częstochowski bramkarz źle wybił futbolówkę, a w jej posiadanie wszedł Marcin Wasielewski. Podał do Rasaka, a ten z pierwszej piłki podciął piłkę do Szkurina, który zgrał głową do Nowaka. Gwiazda zespołu obróciła się z rywalem na plecach i wypuścił w pozbawioną rywali półprzestrzeń Erika Jirkę, a ten posłał piłkę po dalszym słupku. Ta poszła jeszcze po rękawicach bramkarza gospodarzy, lecz nie zmieniło to zbytnio toru lotu piłki – GieKSa na prowadzeniu! Raków po wznowieniu szybko przeniósł piłkę pod drugie pole karne, nie stworzył jednak żadnej centry, której nie dałby rady przerwać bramkarz GieKSy. Erik Jirka po strzeleniu pierwszej bramki poczuł krew i spróbował swoich sił w woleju z bezpańskiej piłki, ta jednak nie poleciała w światło prostokąta. Kolejna pomyłka w rozegraniu, tym razem to gospodarze popełnili błąd, Bartosz Nowak dopadł futbolówkę i… w czystej sytuacji sam na sam ze środka pola karnego posłał piłkę obok bramki. Trójkową akcją pokazali grę w trójkącie Rasak, Jirka oraz Wdowiak, ten pierwszy w dodatku popisał się efektowną i celną piętką, akcja spełzła jednak na niczym. Niedokładne wybicie Kudły i piłkę przejęli zawodnicy Rakowa, po chwili jednak golkiper naprawił swój błąd, instynktownie broniąc strzał Brunesa w sytuacji 1 na 1. W 39. minucie po raz kolejny niedokładni w rozegraniu okazali się zawodnicy Rakowa. Repka stracił w środku boiska piłkę na rzecz Damiana Rasaka i zagrał do Szkurina. Białoruski napastnik wykonał rajd środkiem boiska, zatrzymał się dopiero na obrońcach, którzy wytrącili mu piłkę spod nóg. Swoje grzechy spróbował odkupić Bartosz Nowak, doskoczył do piłki jak pies do dobrej kości i było to za szybkie na umysł obrońcy Rakowa, który podciął ligowca roku. Arbiter Karol Arys nie miał wątpliwości – rzut karny! Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Arkadiusz Jędrych. Chwila skupienia, kapitan podbiega do piłki, GOL! Obrońca GKS-u posłał piłkę w swój prawy dolny róg, w przeciwnym kierunku rzucił się Zych. Do końca połowy nie wydarzyło się już nic wartego uwagi. Druga część meczu zaczęła się niefortunnie dla GieKSiarzy. Już w drugiej minucie po wznowieniu rozgrywki Jonatan Brunes pokonał Dawida Kudłę uderzeniem po ziemi z okolic 17. metra. Po złapaniu kontaktu Medaliki złapały wiatr w żagle i zaraz potem doprowadziły do rzutu rożnego. Wrzutka Ameyawa znalazła głowę Bogdana Racovitana i… Raków doprowadził do remis po kilku minutach od początku drugiej połowy. Kibice gospodarzy jakby przewidzieli taki obrót sytuacji – po drugiej bramce zaprezentowali oprawę oraz odpalili racowisko. GieKSa po zmianie stron kompletnie nie potrafiła odnaleźć się na murawie. Raków prowadził kolejne ataki, w 54. minucie do pracy znowu został zatrudniony Kudła. Przed końcem pełnej godziny gry z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Lukas Klemenz, jego miejsce zajął Marten Kuusk. Obrona GieSKy miała problemy z wyprowadzeniem piłki po ziemi, po błędzie Wasielewskiego i centrze Ameyawa tylko szczęście uchroniło zespół od straty kolejnej bramki. Trener Górak zauważył, że gra idzie nie po jego myśli i już w 63. minucie poczynił potrójną zmianę – na murawie zameldowali się Adam Zrel’ak, Eman Marković oraz po raz pierwszy od zamierzchłych czasów Kacper Łukasiak. Chwilę później gospodarze zdecydowali się na bezpośrednie zagranie przez środek boiska w pole karne GieKSy, a tam Kuusk zagrał piłkę ręką w niegroźnej sytuacji – karny. Kudła obroni karnego Brunesa, ale dobitki Diaby-Fadigi już nie miał szans wyjąć. Zespół VAR sprawdzał, czy strzelec nie wbiegł za szybko w pole karne, ale gol – niesłusznie – został uznany. Nerwy były widoczne także wśród piłkarzy, przed jednym z kilku bitych przez GieKSę rożnych stworzyło się wielkie zamieszanie, które zakończyło się pouczeniem dla Zycha i Jędrycha. Ostatnia zmiana na ostatnie dziesięć minut podstawowego czasu gry – za Wasielewskiego wszedł Borja Galan. Bliski podwyższenia wyniku był świeżo wprowadzony Leonardo Rocha, jednak pomylił się główkując. Sędzia główny do regulaminowego czasu doliczył osiem minut nadziei. Marković zagrał wysokie podanie w pole karne, a tam Adam Zrel’ak z rywalem na plecach zmieścił piłkę obok Zycha i mieliśmy remis! Chwilę potem świetnie obrońcę wykiwał Nowak, jednak jego podanie wylądowało za plecami Zrel’aka. Na sam koniec Borja Galan ładnie poprzerzucał piłkę nad obrońcami Medalików, a w końcowej fazie zderzył się z nogą jednego z rywali.Sędzia, po kilkuminutowej przerwie na VAR, nie dojrzał tam faulu i tak zakończyła się druga połowa. Czekała nas dogrywka. Rozpoczęliśmy od szybkiego ataku – wrzutka znalazła jednak swój finał w rękawicach Zycha. Raków nie chciał pozostawać dłużny, jednak jego akcje nie wydawały się groźne. Później jednak zaczęło to nabierać formy, aż w końcu znaleźli faul tuż przed polem karnym. Chwilę późnej rzut wolny wykonywał z głębi pola Bartosz Nowak, tym razem zarył butem w glebę i posłał flopa, z którego jednak zespół wywalczył rzut rożny, niestety nie dał on efektu. W 108. minucie zapanował wielki chaos w polu karnym GieKSy. Nikt nie wiedział, gdzie jest piłka, Rocha chyba trzy razy zagrywał głową do środka pola karnego, ale koniec końców ostateczna finalizacja okazała się bardzo niecelna. Kolejny rzut wolny Rakowa, tym razem z wysokości pola karnego. Centra, główka Rochy, chaos na linii i ostatecznie samobójczy gol Alana Czerwińskiego. GieKSa ponownie musiała gonić wynik. Gospodarze ciągle próbowali wrzutek na swój wieżowiec w ataku, nie wyszedł z tego jednak kolejny celny strzał. Goście ponownie rzucili się do ataku. Znowu dało to efekt – po bombardowaniu pola karnego Rakowa znowu wcisnęliśmy gola! Eman Marković oddał ładny strzał po przekątnej. Raków próbował kontrować, jednak przytomnie na wahadle piłkę odebrał Borja Galan, niestety ofensywny rajd zakończył faulem. Doszliśmy do rzutów karnych. Zaczynał Raków. Jako pierwszy wprowadzony z ławki Rocha, który zdobył bramkę strzałem po ziemi w środek. Ze strony GKS-u pierwszego karnego wykonywał Jędrych, który wyrównał pewnym uderzeniem w bok. W kolejnej rundzie Diaby-Fadiga został przeczytany przez Kudłę, ale piłka przełamała jego rękę i wturlała się do siatki. Bartosz Nowak tym razem nie zdecydował się na panenkę i… dobrze, bo tego spodziewał się Zych. Mieliśmy 2:2 po drugiej serii. Kudła ponownie nie dał rady wyciągnąć uderzenia rywala (tym razem Struskiego), choć znowu rzucił się w dobrą stronę. Na tuptanie zdecydował się Erik Jirka, niestety nie pomogło to pokonać bramkarza i… mieliśmy pierwsza pomyłkę w serii jedenastek. Przed dużą szansą stanął Racovican i ją wykorzystał. Do decydującego karnego podszedł Sebastian Milewski i trafił w słupek. GieKSa, po niezwykle emocjonującym spotkaniu, odpadła z Pucharu Polski na etapie półfinału. Marzenia o Narodowym trzeba odłożyć co najmniej o rok. Na sam koniec piłkarze GKS Katowice dostali od swoich kibiców brawa, słowa wsparcia oraz podziękowania za postawę w tym meczu i całej edycji Pucharu Polski.

Źródło: GieKSa.pl